Wywiad z tłumaczką, Anną Sawicką-Chrapkowicz

My, w blogu jedyni Onibe, znani jesteśmy z kilku zamiłowań. Na przykład do owadów, ale i… oczywiście: do kryminałów. Nic tak nie poprawia humoru jak dobrze opowiedziana historia morderstwa, które znalazło swój prawidłowy finał. Uwielbiając literaturę kryminalną i mając mniej lub bardziej sprecyzowane preferencje co do autorów, mamy często skłonność do zapominania o współtwórcach sukcesów powieści. O tłumaczach.

W styczniu zdarzyła się nam bardzo przyjemna okoliczność przeprowadzenia wywiadu z panią Anną Sawicką-Chrapkowicz. Pani Anna zmierzyła się już z pisarkami o uznanej i ugruntowanej sławie: z Caroline Graham (to ta, od “Morderstw w Midsomer”) i Maureen Jennings (odpowiedzialna za “Detektywa Murdocha”). Na tej podstawie możemy wnioskować, że pani Anna ma wiele ciekawego do powiedzenia w temacie – słusznie! Warto też dodać, że okazała się fascynującą partnerką do rozmowy.

Ale, dość gadania. Zapraszamy Was do przeczytania wywiadu, którego Anna Sawicka-Chrapkowicz udzieliła nam dla portalu Gildia

Izabela „Zunia” Grzelak-Barczewska: Tłumacz to zawód doceniany?

Anna Sawicka-Chrapkowicz: Tak jak każdy inny. Czy doceniany jest zawód nauczyciela? Pielęgniarki? Mechanika samochodowego? Sądzę, że doceniamy konkretnych przedstawicieli zawodu. Na przykład wśród prawników czy lekarzy, reprezentujących zawody powszechnie uznawane za nobilitujące, obok cenionych fachowców zdarzają się ludzie zupełnie przypadkowi, bez talentu, dopasowani na siłę, jak się zdaje. Podobnie ma się rzecz z tłumaczami. Są wśród nas dobrzy rzemieślnicy, świetni artyści, ale i też przypadkowi turyści, mówiąc obrazowo, którzy zatrzymują się w tej profesji na chwilę, sądząc, że sama znajomość języka, choćby nawet bardzo dobra, predestynuje ich do tłumaczeń. Trudno więc docenić – tak lekarza, który źle leczy lub ma przedmiotowe podejście do pacjenta, jak i tłumacza – który źle tłumaczy lub ma mechaniczne podejście do tekstu. Czytaj dalej

Recenzje książkowe, odcinek 46 (7/2012)

W minioną niedzielę odpoczywaliśmy, jak przykazał Bóg, ale wszystko co niedobre, szybko się kończy. Dzisiaj więc wracamy do naszego recenzenckiego cyklu i składamy Wam raport z tego, co zostało nie tylko przeczytane, ale i opisane.

Zeszły tydzień przyniósł na Gildii publikację recenzji książki Stroiciel ciszy oraz Nim zawisną na szubienicy.

Zapraszamy!

Czytaj dalej

Serialowy łańcuszek – Hiacynta, której bać się należy

Imć R zaproponował, cobyśmy się dołączyli do internetowego łańcuszka serialowego. Panu R się nie odmawia, choć w formie wstępu musimy dodać, że akurat zabawa w seriale to dla nas spore wyzwanie. A to dlatego, że koncepcję kina domowego potraktowaliśmy bardzo dosłownie. Nasz ekran telewizyjny podłączony jest tylko do amplitunera, odtwarzacza dvd i oczywiście głośników. Nie, nie pominęliśmy wyjścia antenowego. Po prostu go nie mamy. Sami rozumiecie: ciężko w tych okolicznościach być na bieżąco z serialami.

A jednak, jest kilka takich, które lubimy na tyle, by kupować je na dvd i mniej więcej regularnie katować w domowym zaciszu znad miseczki popcornu i dobrego, półwytrawnego wina (ach, te dziwne zwyczaje konsumenckie – komedia sama w sobie). Przebiegamy w myślach nasze ulubione: Morderstwa w Midsumer czy Hercules Poirot, ale dzisiaj, trochę przewrotnie, napiszemy o… Czytaj dalej

Ciężka środa… parę zdjęć z wczoraj

Jeszcze kilka dni temu – dokładnie w niedzielę, pogoda rozpieszczała (co widać, mniej więcej, na naszym fotospacerze). Wczoraj jednak wydarzenia drastycznie przyśpieszyły… w przeciwieństwie do samochodów na drogach, które zwolniły ;-) . Jadąc do pracy (jedyne trzy godziny zamiast jednej) nie miałem weny na fotografie, ale wracając… zaryzykowałem kilka strzałów. Będzie pamiątka z Uderzenia Zimy 2012 ;-) .

Oto parę fotek z wczoraj.

 I jeszcze kilka… Czytaj dalej

“Ten dzień” i inne atrakcje ;-)

No i doczekaliśmy się. Walentynek, oczywiście ;-) . Przyszły jak co roku, dokładnie 14 lutego. Obyczaj to dziwny, hamerykański i w ogóle niesłowiański, ale co tam… dobra to okazja, aby przytulić się do jakiejś kobiety – swojej, lub z braku tejże, do dowolnej innej, która odpowiada parametrami i nie jest skłonna dzwonić na policję.

Aby uczcić należycie ten dzień przygotowaliśmy dla Was kilka skromnych atrakcji. Po pierwsze: opowiadanie “Ten dzień”, jeszcze gorące i pachnące klawiaturą (o tematyce, mniej więcej, walentynkowej, ale… z dużym przybliżeniem). Po drugie i po trzecie: dwa zdjęcia – na fotoblogu i na blogu przyrodniczym. Też mniej więcej okolicznościowe ;-) . A wszystko to dlatego, że blog onibe obchodzi dzisiaj pierwszą rocznicę swojego funkcjonowania. 14 lutego 2011 opublikowaliśmy co prawda drugi post (pierwszy pojawił się dzień wcześniej), ale oficjalnie uznaliśmy go za Pierwszy Prawdziwy Post Na Blogu I Howgh! ;-)

A jeśli i tego Wam mało, to zajrzyjcie na niedobreliterki, gdzie… tak tak, z okazji Okazji, czeka na czytelników kolejna porcja dobrych rzeczy. Lub niedobrych, gdybyśmy mieli być precyzyjni (w tym, jeszcze jedno nasze krótkie opowiadanko wiszące obok tekstów Kyrcza Jr., Kulety, Dąbrowskiego i Maciejewskiego).

Dobra, dosyć przynudzania. Zapraszamy do oglądania i czytania. Oraz, nade wszystko, miłego czynienia miłości. Idźcie w świat i bądźcie dla siebie dobrzy. Jutro sobie odbijemy w drugą stronę ;-)

Ten dzień

Od dawna przygotowywaliśmy się na ten dzień.

Spokojnie.

Bez nerwów.

Profesjonalnie.

Alarm podniesiono na początku lutego.

„Bądźcie gotowi!”

Oczywiście, że będziemy. Oczywiście, że to nic nie da. Tak jak w zeszłym roku. I jeszcze w zeszłym. I każdego cholernego lutego, odkąd sięgam pamięcią wstecz. Było tak za pamięci mojego ojca i jego ojca. Dzień klęski. Czytaj dalej

Zimowy spacer

Pogoda dzisiaj dopisała. Mróz, słońce, brak wiatru. Niedzielna cisza i spokój. Puste ulice, zamarły w oczekiwaniu na wiosnę świat. Słowem, warunki doskonałe, aby sięgnąć po aparat i zrobić niewielką rundkę po okolicy.

Jakimś cudem znaleźliśmy w sobie dość samozaparcia, aby odlepić się od grzejników i wystawić nasze delikatne fizjonomie na mróz. Poniżej prezentujemy kilka zdjęć, będących świadectwem naszych dzisiejszych… spotkań oraz wrażeń ogólnych ;-) . Miłego oglądania.

 Słońce było tak miłe, że zawisło dość nisko. Stąd smaczne kontrasty i mnóstwo cieni ;-)Czytaj dalej

Felieton Miesięcznik Literacki # 05 – grudzień

Już za chwilę będziemy podsumowywali styczeń, ale póki co jeszcze: nadrabiamy zaległości ;-) . Dzisiaj grudzień, ostatni miesiąc Roku Pańskiego 2011, opublikowany na Qfancie nieco ponad dwa tygodnie temu. Zobaczmy co się działo w okresie świątecznym na froncie literackim: Czytaj dalej