„Dwie śmierci senory Puccini” czyli nieplanowana wyprawa w mrok

dwieśmierci

Mrok jest groźny, mrok jest zły, mrok ma bardzo ostre kły… Nie, to nieprawda. Mrok jest przede wszystkim pociągający. Pociągał i przyciągał Anakina Skywalkera na tyle skutecznie, że ten przystojny (jesteśmy grzeczni, nie prawdomówni) młodzieniec zgodził się nosić czarne pudło na twarzy, byle się z owym mrokiem zsynchronizować. Często wydaje się atrakcyjny także nam, zwyczajnym Kowalskim i Fąfarom, jednak w przeciwieństwie do Niebochoda nie jawi się jako zdolność przesuwania planet i innych przedmiotów niebieskich, lecz po prostu przyzwolenie na naginanie granic. Dwie śmierci senory Puccini to opowieść o grupie zwyczajnych na pozór ludzi, z których każdy nosi w sobie własną, zimną jak międzygwiezdna pustka porcję mroku (kosmiczne odniesienia są w tym przypadku przypadkowe, powieść Stephena Dobynsa to dzieło z kategorii obyczajowej, czy też dramat psychologiczny, nie zaś science fiction). Opowieść zaskakująco wciągająca, momentami hipnotyzująca, ale równocześnie przerażająca i odpychająca. Rodząca wiele wątpliwości, z których niektóre dotyczą nas samych. Budząca dreszcz emocji z gatunku tych, jakie odczuwamy kradnąc pudełko zapałek na lokalnym targu albo „przypadkowo” myląc się przy wydawaniu reszty. Dreszcz, który literatura zapewnia nam stosunkowo rzadko, ale w wielu przypadkach, jeśli już go zapewni, to tytuły książek będących jego nośnikami zapamiętujemy po wsze czasy. Moja lista „mrocznych” powieści obejmuje przede wszystkim dwa tytuły, które wymienić mogę o każdej porze dnia i nocy:  Łaskawe Littella i, jakżeby nie!, Malowanego ptaka Kosińskiego . Niewykluczone, że lista się właśnie wydłużyła. Czytaj dalej

Reklamy

Recenzja książki „Pan Whicher w Warszawie”

Pan Whicher w Warszawie (2)

Jednym z powodów dla którego zawiesiliśmy owocną i przyjemną współpracę z Gildią Literatury był rosnący stos książek spoza puli recenzenckiej. Dostawanie kniżek za darmo jest fajne, ale chyba jednak preferujemy łażenie po księgarniach, macanie okładek i stresowanie się myślami, że na wszystko nas nie stać, zatem coś trzeba wybrać. I to właśnie te ciężkie wybory sprawiły, że czeka na nas kilkadziesiąt pozycji do lektury. Czasu ostatnio jak na lekarstwo, stąd i na czytanie mniej go poświęcić można (jeszcze mniej na Internet, stąd spore u nas zaległości w odwiedzaniu ulubionych blogów), ale powoli zagłębiamy się w nieprzebrane zasoby zadrukowanego fabułą papieru.

Dzisiaj chcielibyśmy podzielić się kilkoma uwagami na temat powieści, która wpadła nam w ręce bardzo niedawno, a główną motywacją do jej zakupu była wysoka przecena w Matrasie, a która okazała się wyjątkowo przyjemnym rozczarowaniem. Kryminał, historia, niska cena – ten układ brzmiał obiecująco i w ten sposób któregoś wieczoru wylądowaliśmy z Panem Whicherem w Warszawie w ręku. Jest to dzieło aż dwojga autorów: Agnieszki Chodkowskiej-Gyurics oraz Tomasza Bochińskiego. Czytaj dalej

Polska jako zielona wyspa, czyli interesujący wywiad z Profesorem Belką

Reflektorem w mrok

Ostatni nasz wpis przytaczał interesujący, ale niezbyt optymistyczny w treści wywiad z profesorem Kuźniarem. Dzisiaj, w ramach walki z narastającym pesymizmem, chcielibyśmy zachęcić Was do lektury równie ciekawego, ale znacznie przyjemniejszego wywiadu, którego dla Forbes’a udzielił profesor Marek Belka.

Łódzki ekonomista wypowiedział się o wielu sprawach, które stanowią obecnie języczek u politycznej wagi. Co ciekawe: starannie pominął tematy nie ze swojej parafii (za co należy mu się szczery podziw, wszak rzadki to przypadek, aby polityk pomijał okazję wbicia szpili w balonika, nawet jeśli zarówno szpilka jak i balonik są mu technologiami nieznanymi), przystępnie acz profesjonalnie odnosząc się do spraw z pogranicza wielkich, średnich i małych finansów. Wywiad jest długi, ale warto go przeczytać, także z uwagi na bardzo wyważone, uczciwe opinie. Nie da się ukryć, że kolekcjonujemy takie dialogi ;-).

Ale, ale… miało być optymistycznie, no to zacytujmy (wyrywając wprawdzie z kontekstu):

– My nawet sobie nie zdajemy sprawę w jak dobrej kondycji jest nasza gospodarka.

Miło? Miło 😉

-Kim Pan jest, jakby się Pan określił? Lewicowcem, państwowcem?

-Jestem „oświeconym nacjonalistą”, człowiekiem, który pęka z dumy jak się mówi o Polsce dobrze. Jak jesteśmy dynamiczni i mądrzy. Jak nie robimy z siebie Chrystusa narodów, ale zachowujemy luz i dystans do siebie. A jak jeszcze nie boimy się opowiadać Polish jokes, to wtedy z lekkim poczuciem wyższości zaczynam patrzeć prosto w oczy Anglikowi czy Francuzowi. Ja jestem chory na Polskę, ale oczywiście w inny sposób niż ten kibolski patriotyzm.

 

Czytaj dalej

Prognoza pogody dla świata znowu zła…

Reflektorem w mrokO tym, że źle się dzieje na świecie wiadomo już od jakiegoś czasu. Niby zawsze się dzieje źle, wszak na tym polega historia, ale czasami bywa gorzej niż lepiej, innym z kolei razem jest lepiej niż gorzej. Kończy się właśnie okres, kiedy było lepiej, zaczyna się jazda w dół. Prognozy długoterminowe dla świata są niekorzystne. W najlepszym przypadku będzie zimno i deszczowo, w najgorszym… nie ominą nas burze. Takie, po których świat budzi się w innym kształcie. Wspomnieć można chociażby Brexit, wydarzenie z gatunku tajemniczych, o nieznanych jeszcze reperkusjach.

Ale, ale… nie zamierzamy przynudzać. W gruncie rzeczy chcielibyśmy odesłać do interesującego wywiadu, który naszym zdaniem – mimo krótkiej formy i szeregu skrótów myślowych – nieźle utrafia w sedno rzeczy. Rozmówcą Newsweeka (bo dla tego medium przeprowadzono wywiad) był profesor Roman Kuźniar – dawny dyrektor PISMu (Polskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych) i doradca byłego prezydenta RP.

– […] gdzie i kiedy pogoda dla Polski i Europy zaczęła się psuć?
– Źródeł można szukać w drugiej wojnie w Zatoce Perskiej. Amerykańska napaść na Irak uruchomiła reakcję łańcuchową. Stany Zjednoczone – dotąd łagodny „globalny szeryf” – tracą wówczas wiarygodność, bo wykorzystują swoje przywództwo do bezkarnej napaści na inny kraj. To miała być z ich strony demonstracja: jeśli ktoś będzie się zachowywał jak Saddam Husajn, skończy jak on. George Bush ogłasza istnienie „osi zła”. To, prócz Iraku, Iran i Korea Północna. Skoro na pierwszy z tych krajów napadł, to co robią dwa pozostałe? To logiczne i do przewidzenia – zaczynają się zbroić.

Pełen wywiad przeczytacie TUTAJ. Zapraszamy do lektury, nawet jeśli polityka nie jest Waszym hobby ;-). W zalewie medialnych bzdur kilka cennych i wyważonych, a przede wszystkim, dobrze uzasadnionych uwag stanowi bezcenną odskocznię do zrozumienia 😉

„City 3” już jest, a w niej my jesteśmy ;-P

city 3Onibe jakby nieco umarło, a to głównie z racji na to, że umarł nam tak zwany czas wolny, który i tak już od dłuższego czasu był niewolny, acz ze skłonnością do rebelii. Parę rzeczy piszemy, w pocie i znoju, więc wkrótce jakaś nowa publikacja nastąpi, tymczasem jednak zaczniemy od pochwalenia się.

Dostępna w sprzedaży jest już antologia City 3 – jest to zbiór opowiadań grozy miejskiej. Obok szeregu fajnych autorów – wymienię tylko Kaza Kyrcza Jr. i Marka Grzywacza, z którymi współpracujemy przy niedobrych literkach – pojawił się tam także nasz tekst. Opowiadanie Ekosystem nie jest na tyle wybitne byśmy zachęcali do zakupu książeczki właśnie dla niego, azaliż aczkolwiek, jeśli już ją nabędziecie metodą kupna, to poświęćcie na jego lekturę parę minutek ;-).

Feedback w dowolnej formie mile widziany, także negatywny.

Przy okazji usłużnie donosimy, że trwa nabór do czwartej antologii City, która będzie się nazywała – co za niespodzianka – City 4. Znamy już okładkę, zawartości jeszcze nie.

city 4

O City 3 możecie przeczytać tutaj, tam też możecie antologię nabyć. Z kolei o konkursie przeczytacie na stronie wydawnictwa Forma tutaj. Oszywiście też będziemy swoich sił próbowali.

Truman Capote – „Z zimną krwią”

truman capote z zimną krwią

_

Trumana Capote zna niemal każdy, nawet jeśli komuś nic nie mówi jego nazwisko. Z pewnością trudno o osobę, która nie widziałaby lub chociażby nie słyszała o słynnym Śniadaniu u Tiffaniego. Ekranizację tej powieści uczyniła wielką sarnooka Audrey, podczas kiedy powieść tej ekranizacji uczyniła wielkim Trumana Capote właśnie. No dobrze, być może nieco mijamy się z prawdą, wszak przed Śniadaniem były inne powieści, które zostały uznane i docenione, czyniąc nazwisko Capote rozpoznawalnym. Ale jeszcze bliższe prawdy jest stwierdzenie, że dopiero późniejsze Z zimną krwią stało się dla autora pomnikiem trwalszym nad spiż. A że spiż swoje waży, to i jego masa ostatecznie przygniotła Trumana, który spod owego pomnika nigdy się już nie wyczołgał.  Czytaj dalej

Polska myśl (o)bronna

Dzisiaj wpis z gatunku, który na onibe gości rzadko. Przeglądając portal foxtrotalfa natrafiłem się na coś dziwnego. Zdjęcie futurystycznie wyglądającego czołgu z informacją, że jest to prototyp nowego, polskiego czołgu. Polska? Jaka Polska? Czyżby chodziło o tę między Rosją a Niemcami? Jak to dobrze się czegoś dowiedzieć o swoim kraju ze źródeł obcych. Rzecz przy tym jest na tyle ciekawa, że postanowiłem popchnąć informację na onibe. Nieczęsto się zdarza, że zaciekawiamy świat własnymi projektami militarnymi*.

Tak wygląda nasze cacko:

y5sn931gapuomm1krqt0

Już na pierwszy rzut oka widać, że czołg ma charakteryzować się zmniejszoną wykrywalnością przez radary, ale prawdziwie kuriozalne są dopiero dalsze detale. Czytaj dalej

Europa już bez ostatniego wielkiego humanisty

Ostatnie dni i tygodnie obfitowały w wydarzenia. Szalone negocjacje wokół możliwego Brytyjskiego wystąpienia z Unii Europejskiej, powracający z krótkiego urlopu kryzys uchodźczy, stopniowe ale konsekwentne uwalnianie się Polski z pęt liberalizmu i okowów państwa obywatelskiego, coraz silniej iskrzące relacje pomiędzy Turcją a Rosją, kolejne atomowe próby koreańskiego reżimu… Lista jest naprawdę długa. Ale najpoważniejszym wydarzeniem jest, naszym zdaniem, śmierć Umberto Eco, człowieka-instytucji, być może ostatniego wielkiego humanisty Starego Świata.

eco

Umberto Eco zmarł w zeszły piątek w Mediolanie, w wieku 84 lat (dzisiaj odbywa się pogrzeb, na Zamku Sforzów w Mediolanie). Pokonał go rak. Szerokiemu światu znany jest przede wszystkim jako autor Imienia Róży, choć – gwoli ścisłości – pewnie dla większości odbiorców jego nazwisko kojarzy się raczej poprzez związki ze scenariuszem do filmu o takim tytule.

Napisał siedem powieści, lecz to właśnie Imię Róży pozostaje – i pewnie już na zawsze pozostanie – tą, która najlepiej utrwaliła jego imię. Trochę szkoda, gdyż debiut pisarski wielkiego Włocha, mimo oczywistych walorów, nie do końca jednak oddaje charakter Eco jako pisarza. Czytaj dalej

„Malować śmierć, żeby choć na chwilę o niej zapomnieć” czyli o Beksińskim słów kilka

Z Beksinski 2014_W tym sezonie odzyskałem wiarę w Święta Bożego Narodzenia. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów otrzymałem prezent nie tylko przyjemny (bo to, na szczęście, zdarza się częściej, głównie za sprawą Ładniejszej Połówki, podteksty mode off), ale i inspirujący. Prezentem owym jest album obrazów Zdzisława Beksińskiego, jednego z moich ulubionych Twórców.

Inspiracja okazała się na tyle silna, że większą część Świąt spędziłem gapiąc się na przerażające wizje powstałe w umyśle wybitnego obywatela miasta Sanoka, z każdą kolejną chwilą coraz bardziej utrwalając swoje uwielbienie do jego prac. Dzisiejsza notka jest pokłosiem owej odrodzonej fascynacji. Śpieszę zapewnić, że nie będzie to recenzja albumu jako takiego, choć gwoli porządku zacznę od krótkiego odniesienia się do jakości wydania. Sednem postu ma być subiektywna wyprawa po wybranych zakątkach sztuki Beksińskiego. Oczywiście nie zamierzam recenzować jego malarstwa w dosłownym tego słowa znaczeniu – i to aż z dwóch powodów: po pierwsze, zabrakłoby mi na to życia (szalenie płodnym twórcą był nasz Twórca), po drugie zaś, brak mi ku temu wiedzy i pewności siebie. Czytaj dalej

Ferency i polityka

Cytat

plZe wstydem przyznaję się do podczytywania Onetu (ach… jakie podczytywanie, bardziej oglądanie obrazków, które i tak nie pasują do tekstu, który i tak nie pasuje do nagłówków…). W każdym razie w natłoku dziesięciosekundówek (to chyba niezłe określenie na tzw. treść jelitową… tfu: portalową) zdarzają się ciekawsze przypadki.

Dzisiaj trafiliśmy na wywiad z Adamem Ferencym. Adama Ferencego, tak jak konia, przedstawiać nie trzeba: jaki jest to go widać i to w nie jednym a kilku filmach. Fajnie gada, może odrobinę szorstko, ale przynajmniej bez tego całego śmierdzącego szambem lukrowanego czegoś, czym obecnie bywają przyozdabiane wszystkie wypowiedzi. Ujął nas sprawnym ujęciem istoty polityki, co z kolei nawiązuje do naszego poprzedniego wpisu (Onibe z bloga martwego staje się nieumarłym blogiem politycznym).

Powiedział pan kiedyś: „Polityka mnie przeraża”.

 

Raczej brzydzi. Jest w niej coś w najwyższym stopniu ohydnego. Podstawowa rzecz, która mi się nie podoba, to schlebianie tłumowi, który, żeby wygrać wybory, trzeba przeciągnąć na swoją stronę. Robi się wszystko, żeby ten tłum wylizać. A z drugiej strony ma się dla niego pogardę absolutną i narzuca mu się wszystko, co się chce. To jest ohydne.[…]

Tocqueville ująłby to nieco inaczej, ale sens uchwycony nieźle ;-). Czytaj dalej