Polska jako zielona wyspa, czyli interesujący wywiad z Profesorem Belką

Reflektorem w mrok

Ostatni nasz wpis przytaczał interesujący, ale niezbyt optymistyczny w treści wywiad z profesorem Kuźniarem. Dzisiaj, w ramach walki z narastającym pesymizmem, chcielibyśmy zachęcić Was do lektury równie ciekawego, ale znacznie przyjemniejszego wywiadu, którego dla Forbes’a udzielił profesor Marek Belka.

Łódzki ekonomista wypowiedział się o wielu sprawach, które stanowią obecnie języczek u politycznej wagi. Co ciekawe: starannie pominął tematy nie ze swojej parafii (za co należy mu się szczery podziw, wszak rzadki to przypadek, aby polityk pomijał okazję wbicia szpili w balonika, nawet jeśli zarówno szpilka jak i balonik są mu technologiami nieznanymi), przystępnie acz profesjonalnie odnosząc się do spraw z pogranicza wielkich, średnich i małych finansów. Wywiad jest długi, ale warto go przeczytać, także z uwagi na bardzo wyważone, uczciwe opinie. Nie da się ukryć, że kolekcjonujemy takie dialogi ;-).

Ale, ale… miało być optymistycznie, no to zacytujmy (wyrywając wprawdzie z kontekstu):

– My nawet sobie nie zdajemy sprawę w jak dobrej kondycji jest nasza gospodarka.

Miło? Miło 😉

-Kim Pan jest, jakby się Pan określił? Lewicowcem, państwowcem?

-Jestem „oświeconym nacjonalistą”, człowiekiem, który pęka z dumy jak się mówi o Polsce dobrze. Jak jesteśmy dynamiczni i mądrzy. Jak nie robimy z siebie Chrystusa narodów, ale zachowujemy luz i dystans do siebie. A jak jeszcze nie boimy się opowiadać Polish jokes, to wtedy z lekkim poczuciem wyższości zaczynam patrzeć prosto w oczy Anglikowi czy Francuzowi. Ja jestem chory na Polskę, ale oczywiście w inny sposób niż ten kibolski patriotyzm.

 

Czytaj dalej

Reklamy

Polska myśl (o)bronna

Dzisiaj wpis z gatunku, który na onibe gości rzadko. Przeglądając portal foxtrotalfa natrafiłem się na coś dziwnego. Zdjęcie futurystycznie wyglądającego czołgu z informacją, że jest to prototyp nowego, polskiego czołgu. Polska? Jaka Polska? Czyżby chodziło o tę między Rosją a Niemcami? Jak to dobrze się czegoś dowiedzieć o swoim kraju ze źródeł obcych. Rzecz przy tym jest na tyle ciekawa, że postanowiłem popchnąć informację na onibe. Nieczęsto się zdarza, że zaciekawiamy świat własnymi projektami militarnymi*.

Tak wygląda nasze cacko:

y5sn931gapuomm1krqt0

Już na pierwszy rzut oka widać, że czołg ma charakteryzować się zmniejszoną wykrywalnością przez radary, ale prawdziwie kuriozalne są dopiero dalsze detale. Czytaj dalej

Uwikłani w Polskę

pl

Dzisiaj na Onibe coś z nieco innej parafii. Spróbujmy, choćby dla samych siebie, trochę powspominać – jak było i jak wiele się w naszym kraju zmieniło. Na dobrą sprawę, już niedługo, wiele z tych wspomnień będzie miało charakter science fiction. Nam samym często trudno uwierzyć w to, jak wyglądał nasz świat lat temu dwadzieścia. Nowe pokolenia jedynie postukają się w głowę… o ile ją będą jeszcze miały 😉

Zacznijmy jednak nie od naszych wspomnień, ale od wspomnień naszych rodziców. Mamy dla Was – i dla nas samych – kilka migawek zza kurtyny niepamięci.

Faktem historycznym jest, że z drugiej wojny światowej Polska wyszła w stanie tragicznym. Przetrzebiona populacja, zniszczony przemysł, zburzone miasta, miasteczka i wsie. Wszystko trzeba było budować od nowa. W literaturze – tak zwanej – egzotycznej zdarzają się opisy jak to, na przykład w Chinach, zdarzało się jeszcze niedawno gnieździć po kilkanaście / kilkadziesiąt osób w jednym mieszkaniu. Dla naszych rodzin był to standard powojenny. Jednej z naszych rodzin (prosta arytmetyka wskazuje, że mamy cztery zestawy doświadczeń, ale celowo nie precyzujemy o czyją konkretnie rodzinę chodzi, wszak to zagregowana przeszłość obojga onibe…) przydarzyło się, iż do ich własnego domu (szczęściarze: mieli własne ściany i dach) wprowadziły się z rozdzielnika rodziny, które nie miały gdzie mieszkać. Własność prywatna nie miała oczywiście większego znaczenia u progu czerwonawej rewolucji. Trudno nam dzisiaj, z perspektywy czasu ocenić, czy w takim współżyciu było coś więcej niż przymus. Może miało to charakter oczywistej konieczności. Może nie. Najważniejsze, że nasi przodkowie musieli się nauczyć kohahabitować z obcymi sobie ludźmi, co wyrażało się koniecznością wytworzenia szeregu skomplikowanych rytuałów. Jak się omijać, jak na siebie nie wpadać. Czytaj dalej