„Dwie śmierci senory Puccini” czyli nieplanowana wyprawa w mrok

dwieśmierci

Mrok jest groźny, mrok jest zły, mrok ma bardzo ostre kły… Nie, to nieprawda. Mrok jest przede wszystkim pociągający. Pociągał i przyciągał Anakina Skywalkera na tyle skutecznie, że ten przystojny (jesteśmy grzeczni, nie prawdomówni) młodzieniec zgodził się nosić czarne pudło na twarzy, byle się z owym mrokiem zsynchronizować. Często wydaje się atrakcyjny także nam, zwyczajnym Kowalskim i Fąfarom, jednak w przeciwieństwie do Niebochoda nie jawi się jako zdolność przesuwania planet i innych przedmiotów niebieskich, lecz po prostu przyzwolenie na naginanie granic. Dwie śmierci senory Puccini to opowieść o grupie zwyczajnych na pozór ludzi, z których każdy nosi w sobie własną, zimną jak międzygwiezdna pustka porcję mroku (kosmiczne odniesienia są w tym przypadku przypadkowe, powieść Stephena Dobynsa to dzieło z kategorii obyczajowej, czy też dramat psychologiczny, nie zaś science fiction). Opowieść zaskakująco wciągająca, momentami hipnotyzująca, ale równocześnie przerażająca i odpychająca. Rodząca wiele wątpliwości, z których niektóre dotyczą nas samych. Budząca dreszcz emocji z gatunku tych, jakie odczuwamy kradnąc pudełko zapałek na lokalnym targu albo „przypadkowo” myląc się przy wydawaniu reszty. Dreszcz, który literatura zapewnia nam stosunkowo rzadko, ale w wielu przypadkach, jeśli już go zapewni, to tytuły książek będących jego nośnikami zapamiętujemy po wsze czasy. Moja lista „mrocznych” powieści obejmuje przede wszystkim dwa tytuły, które wymienić mogę o każdej porze dnia i nocy:  Łaskawe Littella i, jakżeby nie!, Malowanego ptaka Kosińskiego . Niewykluczone, że lista się właśnie wydłużyła. Czytaj dalej

Jerzy Kosiński – „Wystarczy być”

kosiński wystarczy być

Malowany ptak Jerzego Kosińskiego to jedna z najważniejszych powieści jakie przeczytałem. Tak, wiem: w obliczu wszystkich kontrowersji wokół tego tytułu być może lepiej nie wspominać najsłynniejszego dzieła Kosińskiego, jednak pozostaje faktem, że Malowany ptak ma w sobie moc pocisku przeciwpancernego. Przebija się przez ścianę czytelniczego doświadczenia i eksploduje wewnątrz umysłu, tnąc milionem rykoszetów. I nic już nie jest takie samo. Ale Kosiński to przecież nie tylko Malowany ptak. Kosiński to także – obok wielu innych powieści (w sumie: dwunastu) – także Wystarczy być.

Jerzy Kosiński, zdjęcie z 1973 roku.

Jerzy Kosiński, zdjęcie z 1973 roku.

Pierwszy kontakt z tą opowieścią miałem wiele, wiele lat temu, jeszcze przed Malowanym ptakiem, chyba nawet w podstawówce. Dziwne? Niekoniecznie, raczej zabawne, gdyż Wystarczy być w postaci filmu próbowałem obejrzeć z uwagi na osobę odtwórcy głównej roli, mianowicie Petera Sellersa, w owym czasie kojarzonego przeze mnie… jako oczywiście detektywa Clouseau. Cóż, to była bardzo zwodnicza ścieżka ;-). Mimo, iż film nie przypadł mi do gustu (jakże mogło być inaczej, skoro oczekiwałem czegoś pokroju Różowej Pantery?), to zapamiętałem smutnego, milczącego Sellersa wyruszającego na podbój nieznanego sobie świata z telewizorem pod pachą. Głowy jednak nie dam, że on ten telewizor rzeczywiście targał, zapewne jest to nadpisanie wspomnień, ale co tam 😉 Czytaj dalej

Mary Westmacott czyli Agatha Christie w przebraniu – dwie recenzje

O Agacie Christie słyszał każdy, a wielu nawet miało przyjemność czytać którąś z jej powieści. Statystycznie rzecz ujmując sztuka ta musiała się udać sporej części ludzkości, skoro jej biografowie podpowiadają, że łączny nakład jej powieści przekroczył dwa miliardy… Znacznie węższa jest grupa czytelników rozpoznających także imię i nazwisko Mary Westmacott. Nie tak dawno temu sami nie wiedzieliśmy kim jest ta pani. Po tym wstępie chyba nie musimy przechodzić do konkluzji, mianowicie stwierdzenia, że Christie i Westmacott to oczywiście jedna i ta sama osoba! Truizm zaliczony, przejdźmy do szczegółów.Agatha Christie, surrounded by some of her 80-plus crime novels.

Agata Christie zasłynęła jako autorka doskonałych, bardzo inteligentnych kryminałów. Matka Herculesa Poirot, panny Marple, Tommiego i Tuppence nie była jednak przez całe życie wierna gatunkowi, który wyniósł ją na wyżyny. Parokrotnie zdradziła kryminał z… powieścią obyczajową. Tak jest, to nie błąd. Właśnie obyczajówki. Rzeczywistym błędem byłoby przekonanie, że stworzone pod pseudonimem Mary Westmacott powieści były nudnymi romansidłami, czy też książkami o niczym (niestety, można odnieść wrażenie, że takie właśnie bywają liczne obyczajówki) – oj byłby to spory błąd. Wyobraźcie sobie bowiem co w sferze obyczajowości (tudzież romansowości) może stworzyć mózg przywykły do perfekcyjnej precyzji, niuansów psychologicznych i bezwzględnej dbałości o szczegóły!

A skoro o szczegółach mowa, to rzućmy okiem na dwie z sześciu powieści Mary, czyli na te, które przeczytaliśmy. Kolejne wkrótce 😉

653557-roza-i-cis

Pierwsza w nasze rączki wpadła Róża i cis. Przeczytana została już jakiś czas temu, więc recenzja mocno retrospektywna. W formie retrospekcji poznajemy także opowieść o Johnie Gabrielu i Isabelli Charteris. Narratorem jest Hugh Norreys, poproszony o odwiedzenie umierającego Gabriela, dawnego znajomego. To spotkanie przywołuje liczne wspomnieniach oraz wzbudza skrajne emocje. Z nich zaś wyłania się historia znajomości Johna z Isabellą. Historia trudna, brutalna, nieprzyjemna. Isabella, arystokratka, delikatna róża i wywodzący się z gminu cis-John wpadają w sidła (domniemanej?) miłości, która nie może przynieść dobrych owoców. Czytaj dalej

Recenzja książki „Pan Whicher w Warszawie”

Pan Whicher w Warszawie (2)

Jednym z powodów dla którego zawiesiliśmy owocną i przyjemną współpracę z Gildią Literatury był rosnący stos książek spoza puli recenzenckiej. Dostawanie kniżek za darmo jest fajne, ale chyba jednak preferujemy łażenie po księgarniach, macanie okładek i stresowanie się myślami, że na wszystko nas nie stać, zatem coś trzeba wybrać. I to właśnie te ciężkie wybory sprawiły, że czeka na nas kilkadziesiąt pozycji do lektury. Czasu ostatnio jak na lekarstwo, stąd i na czytanie mniej go poświęcić można (jeszcze mniej na Internet, stąd spore u nas zaległości w odwiedzaniu ulubionych blogów), ale powoli zagłębiamy się w nieprzebrane zasoby zadrukowanego fabułą papieru.

Dzisiaj chcielibyśmy podzielić się kilkoma uwagami na temat powieści, która wpadła nam w ręce bardzo niedawno, a główną motywacją do jej zakupu była wysoka przecena w Matrasie, a która okazała się wyjątkowo przyjemnym rozczarowaniem. Kryminał, historia, niska cena – ten układ brzmiał obiecująco i w ten sposób któregoś wieczoru wylądowaliśmy z Panem Whicherem w Warszawie w ręku. Jest to dzieło aż dwojga autorów: Agnieszki Chodkowskiej-Gyurics oraz Tomasza Bochińskiego. Czytaj dalej

Truman Capote – „Z zimną krwią”

truman capote z zimną krwią

_

Trumana Capote zna niemal każdy, nawet jeśli komuś nic nie mówi jego nazwisko. Z pewnością trudno o osobę, która nie widziałaby lub chociażby nie słyszała o słynnym Śniadaniu u Tiffaniego. Ekranizację tej powieści uczyniła wielką sarnooka Audrey, podczas kiedy powieść tej ekranizacji uczyniła wielkim Trumana Capote właśnie. No dobrze, być może nieco mijamy się z prawdą, wszak przed Śniadaniem były inne powieści, które zostały uznane i docenione, czyniąc nazwisko Capote rozpoznawalnym. Ale jeszcze bliższe prawdy jest stwierdzenie, że dopiero późniejsze Z zimną krwią stało się dla autora pomnikiem trwalszym nad spiż. A że spiż swoje waży, to i jego masa ostatecznie przygniotła Trumana, który spod owego pomnika nigdy się już nie wyczołgał.  Czytaj dalej

„1914. Rok końca świata” Paul Ham – recenzja książki

paul ham - 1914 rok końca świata

Recenzja książki 1914. Rok końca świata

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Paul Ham
Historia
Literatura australijska

 

Co i rusz ogłaszane są coraz to nowe proroctwa zbliżającego się (i przesuwającego) końca świata, a przecież koniec świata już miał miejsce. W 1914 roku. To wtedy runęły mury europejskiej cywilizacji, pod którymi pogrzebano tysiącletnie ideały Starego Świata. Kilka podpisów wysokiej rangi dyplomatów uruchomiło ciąg zdarzeń, który doprowadził nie do jednej ale kilku dramatycznych wojen. Właśnie w 1914 roku zniszczono dwudziesty wiek, skazując go na odmęty krwi wytoczonej z nieprzeliczonych milionów ludzkich istnień. O roku 1914 pisze, jak nikt przed nim, Paul Ham, australijski historyk i pasjonat historii. Ham nie jest doktorem ani profesorem na jakiejkolwiek z prestiżowych brytyjskich uczelni, jego pierś nie jest obciążona kilogramem medali… słowem, człowiek z drugiej linii. Człowiek, który bez mała zawstydził i upokorzył „zawodowców”, tworząc dzieło jedyne w swoim rodzaju, przesycone głębokim, humanistycznym zrozumieniem Wielkiej Wojny i długiej, skomplikowanej drogi, która wiodła do niej. 1914. Rok końca świata to epicki traktat historyczny, który jednak zainteresuje nie tylko politologów i badaczy, ale każdego amatora-hobbistę. Jedyne ograniczenie: dostępność wolnego czasu, którego zarezerwować sobie należy dość, by pokonać ponad siedemset stronic książki!

Czytaj dalej

„Czarne miasto” Boris Akunin – recenzja książki

boris akunin - czarne miasto recenzja

Recenzja książki Czarne miasto

___

criminalneonibe

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Boris Akunin
Powieść historyczna, kryminał, retrokryminał
Literatura rosyjska

___

Długą drogę przebył Erast Fandorin od 1876 roku, swojej pierwszej poważnej sprawy, jeszcze z czasów, kiedy był zwyczajnym moskiewskim policjantem. Teraz, w pierwszej połowie 1914 roku, w wieku lat pięćdziesięciu, Erast może spojrzeć na swoje życie z wysoka. Tajny radca stanu, zaufany powiernik monarchów, ukryty as pikowy carskiego imperium, pogromca bandytów, rewolucjonistów i zła wszelkiego… Nie ma jednak Fandorin czasu na rozpamiętywanie przeszłości, gdyż ciągle kieruje wzrok ku nowym wyzwaniom. Przez przypadek – w pewnym sensie – wplątuje się w aferę, która stanowić będzie ukoronowanie jego kariery. Reagując na paniczne wezwanie pewnego carskiego urzędnika, krzyżuje własny los z losem Odyseusza, poszukiwanego terrorysty, zaprzedanego wroga monarchii, który realizuje swój niecny, ale i błyskotliwy plan. Trop zaprowadzi go wkrótce na Kaukaz, do śmierdzącego ropą naftową i zasnutego smogiem Baku. Tam stanie się obiektem zamachów i prześladowań, tropić będzie spiski wewnętrzne w łonie aparatu administracyjno-policyjnego i międzynarodowe, kierujące jego uwagę ku ambasadzie Austrii. Będzie miał szansę pozbyć się wreszcie niewygodnego ciężaru niespełnionej miłości, lecz tylko po to, by znaleźć się na krawędzi kolejnej miłosnej przepaści. W Baku, w którym ścierają się interesy europejskich mocarstw, lokalnych magnatów naftowych, anarchistów i wszelkiej maści rewolucjonistów, trafi Fandorin na sprawę, która może się okazać zbyt trudna nawet dla niego… Czytaj dalej

„Wyspa Hobbsona” Stefan Themerson – recenzja książki

stefan themerson - wyspa hobsona recenzja gildia

Recenzja książki Wyspa Hobsona

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Stefan Themerson
Literatura piękna
Literatura polska

 

Kim jest Stefan Themerson? A może raczej kim nie jest: nie do końca Polak, choć w Polsce urodzony. Nie do końca Anglik, choć w Anglii żył i tworzył. Nie do końca filozof, nie do końca poeta, nie do końca prozaik, wreszcie nie do końca twórca filmowy. Jego twórczość jest nie do końca poważna, nie do końca dosłowna i nie do końca absurdalna. Ot, człowiek renesansu w wydaniu godnym dwudziestego wieku! W Polsce Themerson nie jest postacią dobrze znaną, zapewne dlatego, że uniknął lekturowej łapanki. Poniekąd szkoda, że nie został na siłę wpasowany w mniej lub bardziej obowiązkowy kanon, ale może i dobrze: aby zapoznać się z nim należy wykazać się nieprzymuszoną wolą i chęcią. Bez tak woluntarystycznego podejścia lektura dzieł Themersona mija się z celem. Nie inaczej jest z Wyspą Hobsona, książką umiarkowanych gabarytów, lecz napakowaną po brzegi kontekstami, odniesieniami, nietuzinkową samą w sobie z uwagi na styl narracji i ogólną konstrukcję. Da się przeczytać Wyspę Hobsona szybko, owszem, lecz zrozumieć w ten sposób jej nie sposób. Aby posmakować podobno najlepsze dzieło polsko-angielskiego twórcy należy tego naprawdę chcieć i mieć stosowny zapas czasu.

Czytaj dalej

„I wojna światowa 1914-1918. Historia militarna” Peter Hart- recenzja książki

peter hart - I wojna światowa historia militarna

Recenzja książki I wojna światowa 1914-1918. Historia militarna

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Peter Hart
Historia
Literatura angielska

W roku 2014 minął pełen wiek od owego tragicznego dnia, w którym Gawriło Princip, bojownik serbskiej Czarnej Ręki, zabił arcyksięcia Ferdynanda, otwierając tym samym współczesną puszkę Pandory i wypuszczając na świat niepoliczone legiony upiorów i demonów, szargających przez wiele kolejnych dekad ludzkie poczucie przyzwoitości, i topiąc w oceanie krwi nadzieję na globalny pokój i dobrobyt. Mimo upływu tak długiego czasu pierwsza wojna światowa pozostaje dla nas ciągle wydarzeniem tajemniczym, osnutym gęstą mgłą uprzedzeń i subiektywnych sądów, opartych często na nie do końca rozumianej problematyce tego trudnego konfliktu. I wojna światowa 1914-1918. Historia militarna Petera Harta to kolejna z niezbyt licznych, ale względnie regularnie pojawiających się na rynku polskim publikacji, które przyczyniają się do zamalowania tej białej (czy też szarej) plamy. Czytaj dalej

„Niebezpieczne kobiety” – recenzja antologii

niebezpieczne kobiety antologia recenzja

Recenzja książki Niebezpieczne kobiety

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autorzy: George R. R. Martin, Joe Abercrombie, Melinda Snodgrass, Jim Butcher, Cecelia Holland, Megan Abott, Carrie Vaughn, Joe R. Lansdale, Megan Lindholm, Lawrence Block, Brandon Sanderson, Sharon Kay Penman, Lev Grossman, Nancy Kress, Diana Rowland, S.M. Stirling, Diana Gabaldon, Sherrilyn Kenyon, Pat Cadigan, Caroline Spector, Sam Sykes

Science fiction, hard science fiction, fantasy, kryminał, romans ect
Literatura międzynarodowa

 

Dla wielbicieli George R. R. Martina dobra wiadomość: ukazała się firmowana jego nazwiskiem antologia o jakże wdzięcznym tytule Niebezpieczne kobiety. Rzecz to nie byle jaka: bez mała tysiąc stronic tekstu, dwudziestu jeden autorów i tyleż tekstów. Wśród twórców nazwiska znane i uznane (przynajmniej w amerykańskiej strefie bestellerowego dobrobytu). Czy jednak amunicja tak dużego kalibru nie została zmarnowana? Z kompozycyjnego miszmaszu wyłania się dzieło nierówne, niespójne i właściwie nie wiadomo do jakiego skierowane czytelnika. Eklektyzm gatunkowy (bez mała ekstremalny) nie ułatwia eksploracji tomu. Tytułowe niebezpieczne kobiety spróbowano ugryźć od strony fantastyki, science-fiction, historii i szeroko rozumianych kryminałów, a nawet obyczajówek. Czytaj dalej