Recenzja książki „Pan Whicher w Warszawie”

Pan Whicher w Warszawie (2)

Jednym z powodów dla którego zawiesiliśmy owocną i przyjemną współpracę z Gildią Literatury był rosnący stos książek spoza puli recenzenckiej. Dostawanie kniżek za darmo jest fajne, ale chyba jednak preferujemy łażenie po księgarniach, macanie okładek i stresowanie się myślami, że na wszystko nas nie stać, zatem coś trzeba wybrać. I to właśnie te ciężkie wybory sprawiły, że czeka na nas kilkadziesiąt pozycji do lektury. Czasu ostatnio jak na lekarstwo, stąd i na czytanie mniej go poświęcić można (jeszcze mniej na Internet, stąd spore u nas zaległości w odwiedzaniu ulubionych blogów), ale powoli zagłębiamy się w nieprzebrane zasoby zadrukowanego fabułą papieru.

Dzisiaj chcielibyśmy podzielić się kilkoma uwagami na temat powieści, która wpadła nam w ręce bardzo niedawno, a główną motywacją do jej zakupu była wysoka przecena w Matrasie, a która okazała się wyjątkowo przyjemnym rozczarowaniem. Kryminał, historia, niska cena – ten układ brzmiał obiecująco i w ten sposób któregoś wieczoru wylądowaliśmy z Panem Whicherem w Warszawie w ręku. Jest to dzieło aż dwojga autorów: Agnieszki Chodkowskiej-Gyurics oraz Tomasza Bochińskiego. Czytaj dalej

Reklamy

„Wyspa Hobbsona” Stefan Themerson – recenzja książki

stefan themerson - wyspa hobsona recenzja gildia

Recenzja książki Wyspa Hobsona

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Stefan Themerson
Literatura piękna
Literatura polska

 

Kim jest Stefan Themerson? A może raczej kim nie jest: nie do końca Polak, choć w Polsce urodzony. Nie do końca Anglik, choć w Anglii żył i tworzył. Nie do końca filozof, nie do końca poeta, nie do końca prozaik, wreszcie nie do końca twórca filmowy. Jego twórczość jest nie do końca poważna, nie do końca dosłowna i nie do końca absurdalna. Ot, człowiek renesansu w wydaniu godnym dwudziestego wieku! W Polsce Themerson nie jest postacią dobrze znaną, zapewne dlatego, że uniknął lekturowej łapanki. Poniekąd szkoda, że nie został na siłę wpasowany w mniej lub bardziej obowiązkowy kanon, ale może i dobrze: aby zapoznać się z nim należy wykazać się nieprzymuszoną wolą i chęcią. Bez tak woluntarystycznego podejścia lektura dzieł Themersona mija się z celem. Nie inaczej jest z Wyspą Hobsona, książką umiarkowanych gabarytów, lecz napakowaną po brzegi kontekstami, odniesieniami, nietuzinkową samą w sobie z uwagi na styl narracji i ogólną konstrukcję. Da się przeczytać Wyspę Hobsona szybko, owszem, lecz zrozumieć w ten sposób jej nie sposób. Aby posmakować podobno najlepsze dzieło polsko-angielskiego twórcy należy tego naprawdę chcieć i mieć stosowny zapas czasu.

Czytaj dalej

„Pająk z góry Katsuragi” Waldemar J. Dziak, Mirosław M. Bujko

bujko i dziak pajak_z_gory_katsuragi

Od dawien dawna odgrażamy się, że ugryziemy w końcu literaturę japonistyczną, ku której grawitujemy – ze zmiennym szczęściem – od (nomen omen) dawien dawna. Traf chciał, że kiedy ostatnio byliśmy na książkowym głodzie niemal dosłownie w ręce nam spadła (z biblioteczki) książka kupiona ze dwa-trzy lata temu na jakiejś przecenie. Pająk z góry Katsuragi zabrzmiał dość japońsko, by stać się przedmiotem lektury.

Pająk to beletrystyka (i jednak nie do końca japonistyka), ale dość nietypowa. Winę za to należy złożyć – po części – na karb specyfikacji autorskiej. Waldemar Dziak to badacz Azji mający na swoim koncie około dziesięciu pozycji naukowych poświęconych Chinom, Koreom oraz mniej lub bardziej ogólnie Dalekiemu Wschodowi (w biblioteczce, jeszcze z czasów studiów, mamy jego Korea. Wojna czy pokój – polecamy politologom, historykom i wielbicielom gatunku). Mirosław Bujko gra w tym duecie rolę fabularyzatora – Pająk z góry Katsuragi to czwarta w jego dorobku powieść sensacyjna. Sami przyznacie, że to układ cokolwiek niezwykły: spec od mówienia prawdy plus spec od ściemniania. To się nie mogło udać… ale jednak się niemalże udało. Czytaj dalej

„Łatwo być bogiem” Robert J. Szmidt – recenzja książki

robert j szmidt - łatwo być bogiem

Recenzja książki Pola Dawno Zapomnianych Bitew: Łatwo być Bogiem

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Robert J. Szmidt
Science fiction, hard science fiction
Literatura polska

 

Literatura science fiction, mimo gargantuicznego przekroju eksploatowanych fabuł, tematów i motywów, ze szczególnym upodobaniem wałkuje kilka klasycznych wątków, by wymienić tylko pierwszy kontakt, granicę człowieczeństwa, czy… problematykę ingerencji zaawansowanych kultur w prymitywniejsze. Ostatnia pozycja na tej skróconej liście brzmi dziwnie, ale z pewnością kojarzycie przynajmniej parę poświęconych jej kultowych książek. Weźmy chociażby cykl Helikonia Briana W. Aldissa lub Trudno być bogiem uzdolnionych w fantastyce braci Strugackich. Do obu wymienionych dzieł odwołuje się Robert J. Szmidt w pierwszej części nowego cyklu Pola dawno zakazanych bitew. Kwestię skojarzeń jeszcze sobie omówimy, zanurkujmy tymczasem w mrok kosmosu i posmakujmy fabuły.

Czytaj dalej

Stanisław Lem „Wielkość urojona” – archirecenzja… lub prawie recenzja ;-)

Wielkosc urojona lem

Dzisiaj prezentujemy Wam kolejną ze starych powieści Stanisława Lema. Wielkość urojona to książka niezwykła i nietypowa. Lub na odwrót. Dzieło to nie jest ani klasyczną opowieścią z klasyczną narracją i równie klasyczną fabułą, nie jest to również zbiór opowiadań. Wielkość urojona to coś pomiędzy. Wielkość urojona to a więc („a więc” miało być na początku linijki, ale Pani Od Polskiego mówiła, że niewolnonigdyprzenigdy, więc trafiło dalej) zbiór… wstępów. Tak, właśnie tak. Jakkolwiek dziwnie to brzmi.

Brzmi ciekawe, prawda? Lem odtworzył – a właściwie stworzył – sześć wstępów do sześciu, nieistniejących książek. Nie jest to pierwszy taki przypadek w karierze Lema (w rzeczy samej czwarty, obok Doskonałej próżni, Biblioteki XXI wieku oraz Prowokacji). Jak jednak sensownie zrecenzować taką powieść?

Może nie recenzować jej wcale? Może oddać głos samemu autorowi? Zróbmy tak. Poniżej garść cytatów, które naszym zdaniem interesująco obrazują z czym mamy do czynienia.

Jesteśmy wciąż tak samo dalecy od zrozumienia GOLEMA, jak w chwili, gdy powstał. To nieprawda, że myśmy go stworzyli. Stworzyły go właściwe światu materialnemu prawa, a nasza rola ograniczyła się do tego, że umieliśmy je podpatrzyć.

Rozdział VI: Golem XIV

Czytaj dalej

„City 2” – recenzja antologii

city 2

Recenzja książki City 2

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: wielu
Horror, groza i makabra
Literatura polska

Horror nie jest gatunkiem, który określilibyśmy mianem rdzennie polskiego – oczywiście o ile jakikolwiek obszar literatury dałoby się ometkować białym orzełkiem w koronie lub bez. Faktem jest, iż traktujemy horror w kategorii naleciałości, organizmu inwazyjnego, szturmem zdobywającego umysły bogobojnego ludu znad Wisły i Odry. Nie oznacza to, rzecz jasna, że groza i makabra są wyłącznie importowane kontenerami zza Oceanu. Wręcz przeciwnie: także i u nas produkuje się literaturę godną tego miana, a grupa twórców chuchających i dmuchających na rodzimą grozę jest liczna, prężna i zawsze do przerażającego czynu gotowa. Czego przykładem może być druga już odsłona antologii City, w której zgromadzono dwadzieścia jeden tekstów mniej lub bardziej hardcore’owych, spłodzonych przez dwudziestu autorów tak różnych, jak to tylko możliwe.

Czytaj dalej

Stanisław Lem „Wizja lokalna” – archirecenzja

wizja-lokalna-lem

Philip Kindred Dick uznał w przypływie szaleństwa (z którym było mu generalnie po drodze), iż Stanisław Lem to wieloosobowa komórka propagandowa marksistów usiłująca podstępem przejąć kontrolę nad umysłami Amerykanów. Prawdopodobnie Dick nie miał racji, choć oczywiście nie możemy tego wiedzieć z całą pewnością, wszak jesteśmy ofiarami manipulacji Lema osoby lub Lema grupy. Ewentualnie obu. Być może odpowiedź znajduje się w archiwach FBI, bowiem Dick właśnie do tej instytucji zgłosił swoje podejrzenia. Mniejsza o to. Faktem jest, że czytając Wizję lokalną nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zaiste Lem jest kilkoma twórcami w jednym, zbiorczym ludzkim opakowaniu, opatrzonym jakże modnym za oceanem trójliterowym kodem-nazwą (której nie podejmujemy się rozwałkować, choć zabawa byłaby przednia).

Wizja lokalna to kontynuacja, luźna, Dzienników gwiazdowych. Mamy tutaj Ijona Tychego, który właśnie powrócił był na Ziemię w glorii kosmonautycznego odkrywcy. Udaje się Tychy na zasłużony odpoczynek aż do Szwajcarii. Tam wplątuje się w kilka kabał, czy to łyżeczkowych, czy to zamkowych, a nawet w obie naraz, aż w Instytucie Maszyn Dziejowych odkrywa możliwe reperkusje swojej wyprawy na Encję i spisanych w jej wyniku wspomnień. Rzecz w tym, że za lat wiele (setki, bo w kosmosie nic się nie dzieje szybko), ktoś na Encji przeczyta owe zapiski. I dokona ich analizy. Po czym je opacznie zrozumiawszy sprawi, że wystosowana zostanie poważna w tonie i dziwna w formie nota protestacyjna… Antycypowanie pojawienia się owej nieistniejącej noty (nie istniały jeszcze istoty, które miały ją spłodzić), stało się faktem przed faktem, a może po prostu ów przyszły fakt zmaterializowało w przeszłości, czyli teraźniejszości. W skrócie: problem to poważny, acz nie do końca bieżący, co jednak nie mogło zrazić wysoce odpowiedzialnych person politycznych, rzeczą poważnie zgorszonych.

Polityka dotyczy bowiem zajść przyszłych, których przewidzieć z pełną trafnością nie można, a polityk wytrawny to ten, który wie o tym doskonale i robi swoje z patriotyzmu, poczucia obowiązku oraz wyższej konieczności dziejowej. […] Czy nie wiadomo mi o tym, że krytyczne decyzje, przesądzające o wojnach światowych, zapadały przy całkowitym nieuwzględnieniu raportów i innych niepodważalnych dokumentów wyjawiających, że wojny wypowiadać nie należy? Jakież znaczenie może zatem mieć to, czy podobne raporty i dokumenty są autentykami, czy fantomami? Jak miałaby właściwie ta różnica wpłynąć na tok urzędowania?[72]

Czytaj dalej

Stanisław Lem „Śledztwo” – archirecenzja

lem2

Kiedyś musiało to nastąpić: osiągnęliśmy punkt przełamania. Zbyt dużo nowej literatury, zbyt dużo ukochanego science fiction, które z pewnego dystansu przestaje być aż tak ukochane. Odgrażaliśmy się (po cichu, pokątnie), że wyłamiemy się z mainstreamu i zanurkujemy w końcu w oceanie szeroko rozumianej klasyki. I oto, stało się. Wakacyjne postanowienie: książki do recenzji zostają w domu, na wyjazd jadą „te inne”. Postanowienie numer dwa: „ta inna” powinna być tytułem możliwie anonimowym, a zarazem sprokurowanym przez twórcę zdecydowanie nieanonimowego. Postanowienie numer trzy: mimo wszystko, byłoby jednak dobrze, gdyby „ta inna” przynależała do któregoś z ukochanych naszych gatunków, a więc science fiction lub kryminału. Na tym warunków koniec. Nikt przy zdrowych zmysłach nie dodawałby kolejnych, skoro i te są potencjalnie nie do spełnienia.

A jednak…

Przez zupełny i niezawiniony przypadek, nasze oczy spoczęły na powieści, która łączy w sobie kilka światów. Na początek postać samego autora, Stanisława Lema, która kojarzyć się musi (i faktycznie tak czyni) z literaturą science fiction. Następnie tytuł i treść książki – Śledztwo – sprowadzające nas do strefy kryminałów, w której de facto pozostaniemy w trakcie lektury. I wreszcie rok wydania dzieła – 1959, podkreślający wspaniałą archiwalność pozycji. Potencjalny kryminał będący zarazem mało znanym („nieodkrytym”) dziełem klasycznego twórcy. Czego chcieć więcej? Odrobiny czasu na lekturę, a tego wszak na wakacjach nie brakuje, prawda? Zobaczmy zatem co w Śledztwie piszczy. Czytaj dalej

„Niepotrzebni” Marcin Ogdowski – recenzja książki

marcin ogdowski - niepotrzebni

Recenzja książki (Nie)potrzebni

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Marcin Ogdowski
Sensacyjna, beletrystyka, wojenna
Literatura polska

Wojna, czego by o niej nie powiedzieć, wpisuje się w założenia cyklu życia produktu. Ilekroć jej temat pojawia się po raz pierwszy, budzi zainteresowanie jedynie politycznych wyjadaczy i wojskowych. Kiedy konflikt dojrzewa i staje się coraz głośniejszym faktem, krzywa zainteresowania rośnie w postępie geometrycznym, osiągając swoje apogeum – o wojnie rozmawiają wszyscy i wszyscy wszystko o niej wiedzą, z wyjątkiem może CIA – po czym nurkuje w dół, kiedy na medialnym horyzoncie pojawiają się świeższe, żywsze kąski. Ostatni etap funkcjonowania wojny w zbiorowej świadomości, to etap rozliczeniowy i porządkowy. Następuje, kiedy wszystkie bitwy zostały wygrane (bądź przegrane), a historia została już praktycznie napisana. Wojna w Afganistanie rządzi się podobnymi prawami, a my mamy właśnie okazję obserwować początek jej ostatecznego końca. XIV Zmiana PKW wróciła do kraju i nasza obecność w „zamorskim województwie” stała się niemal faktem przeszłym (XV Zmiana posiedzi tylko w Bagram i tylko do końca roku). Z pewnością jednak Afganistan nie stanie się w grudniu – może nawet nigdy – zamkniętym rozdziałem dla setek i tysięcy weteranów konfliktu.

Czytaj dalej

„Czerwona Ofensywa” Piotr Langenfeld – recenzja książki

piotr langenfeld - czerwona ofensywa recenzja

Recenzja książki Czerwona Ofensywa

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Piotr Langenfeld
Historical fiction, batalistyka, historia alternatywna
Literatura polska

W 1945 roku druga wojna światowa dogorywała. Radzieckie armie w końcu spotkały się z siłami zachodniego sojuszu. Podawano sobie dłonie, pozowano do pamiątkowych zdjęć, a wszystko to na trupie pokonanej hitlerowskiej Rzeszy, która dzięki Bogu i Wielkiej Trójce (bynajmniej nieświętej) nie okazała się Tysiącletnia. Nie licząc zamieszania na Pacyfiku, nastał pokój, który z niewielkimi przerwami trwa po dziś dzień. Tyle w temacie historii prawdziwej, choć potraktowanej po łebkach. Nieco ciekawiej wygląda wariant zaproponowany przez Piotra Langenfelda. Triumfującemu Stalinowi nie dość było połowy Europy: czemuż miałby się zadowalać cząstką łupu, zwłaszcza, że w dłonie wpadł mu gorszy kawałek? Po krótkim okresie przerwy czerwona fala rusza dalej, spadając na niczego niespodziewających się Aliantów. Potężne uderzenia paraliżują obronę Amerykanów i Brytyjczyków, którzy z ciężkimi stratami, w chaosie i niepewni tego co się wokół nich dzieje, cofają się na zachód, w stronę Renu. Na zapleczu, we Francji, we Włoszech i nie tylko, dochodzi do strajków i aktów sabotażu, a najpoważniejszy ma miejsce w USA, gdzie czerwona komórka spowalnia postępy Projektu Manhattan. Sojusznicze dowództwo, zaskoczone i nieprzygotowane na taki rozwój wydarzeń, nie potrafi się odnaleźć w trudnej sytuacji. Opór stawia niemal wyłącznie Patton i jego Trzecia Armia. Po dwóch stronach barykady walczą Polacy – korpus Andersa po jednej i siły Ludowego Wojska Polskiego po drugiej. W najczarniejszej z godzin, kiedy ważą się losy kontynentu i europejskiej cywilizacji, to właśnie przed naszym narodem pojawia się okazja, której nie otrzymaliśmy w prawdziwej historii. Czy krwawa i okrutna wojna pomiędzy dawnymi sojusznikami pozwoli Polsce wreszcie odzyskać prawdziwą niepodległość? A może, także w tym wariancie, Polska ponownie okaże się ofiarą wielkiej polityki? Nade wszystko jednak: czy w ogóle uda się powstrzymać radzieckie zagony i ocalić wolny świat przed komunistyczną dyktaturą? Czytaj dalej