Mary Westmacott czyli Agatha Christie w przebraniu – dwie recenzje

O Agacie Christie słyszał każdy, a wielu nawet miało przyjemność czytać którąś z jej powieści. Statystycznie rzecz ujmując sztuka ta musiała się udać sporej części ludzkości, skoro jej biografowie podpowiadają, że łączny nakład jej powieści przekroczył dwa miliardy… Znacznie węższa jest grupa czytelników rozpoznających także imię i nazwisko Mary Westmacott. Nie tak dawno temu sami nie wiedzieliśmy kim jest ta pani. Po tym wstępie chyba nie musimy przechodzić do konkluzji, mianowicie stwierdzenia, że Christie i Westmacott to oczywiście jedna i ta sama osoba! Truizm zaliczony, przejdźmy do szczegółów.Agatha Christie, surrounded by some of her 80-plus crime novels.

Agata Christie zasłynęła jako autorka doskonałych, bardzo inteligentnych kryminałów. Matka Herculesa Poirot, panny Marple, Tommiego i Tuppence nie była jednak przez całe życie wierna gatunkowi, który wyniósł ją na wyżyny. Parokrotnie zdradziła kryminał z… powieścią obyczajową. Tak jest, to nie błąd. Właśnie obyczajówki. Rzeczywistym błędem byłoby przekonanie, że stworzone pod pseudonimem Mary Westmacott powieści były nudnymi romansidłami, czy też książkami o niczym (niestety, można odnieść wrażenie, że takie właśnie bywają liczne obyczajówki) – oj byłby to spory błąd. Wyobraźcie sobie bowiem co w sferze obyczajowości (tudzież romansowości) może stworzyć mózg przywykły do perfekcyjnej precyzji, niuansów psychologicznych i bezwzględnej dbałości o szczegóły!

A skoro o szczegółach mowa, to rzućmy okiem na dwie z sześciu powieści Mary, czyli na te, które przeczytaliśmy. Kolejne wkrótce😉

653557-roza-i-cis

Pierwsza w nasze rączki wpadła Róża i cis. Przeczytana została już jakiś czas temu, więc recenzja mocno retrospektywna. W formie retrospekcji poznajemy także opowieść o Johnie Gabrielu i Isabelli Charteris. Narratorem jest Hugh Norreys, poproszony o odwiedzenie umierającego Gabriela, dawnego znajomego. To spotkanie przywołuje liczne wspomnieniach oraz wzbudza skrajne emocje. Z nich zaś wyłania się historia znajomości Johna z Isabellą. Historia trudna, brutalna, nieprzyjemna. Isabella, arystokratka, delikatna róża i wywodzący się z gminu cis-John wpadają w sidła (domniemanej?) miłości, która nie może przynieść dobrych owoców. Czytaj dalej

Recenzja książki „Pan Whicher w Warszawie”

Pan Whicher w Warszawie (2)

Jednym z powodów dla którego zawiesiliśmy owocną i przyjemną współpracę z Gildią Literatury był rosnący stos książek spoza puli recenzenckiej. Dostawanie kniżek za darmo jest fajne, ale chyba jednak preferujemy łażenie po księgarniach, macanie okładek i stresowanie się myślami, że na wszystko nas nie stać, zatem coś trzeba wybrać. I to właśnie te ciężkie wybory sprawiły, że czeka na nas kilkadziesiąt pozycji do lektury. Czasu ostatnio jak na lekarstwo, stąd i na czytanie mniej go poświęcić można (jeszcze mniej na Internet, stąd spore u nas zaległości w odwiedzaniu ulubionych blogów), ale powoli zagłębiamy się w nieprzebrane zasoby zadrukowanego fabułą papieru.

Dzisiaj chcielibyśmy podzielić się kilkoma uwagami na temat powieści, która wpadła nam w ręce bardzo niedawno, a główną motywacją do jej zakupu była wysoka przecena w Matrasie, a która okazała się wyjątkowo przyjemnym rozczarowaniem. Kryminał, historia, niska cena – ten układ brzmiał obiecująco i w ten sposób któregoś wieczoru wylądowaliśmy z Panem Whicherem w Warszawie w ręku. Jest to dzieło aż dwojga autorów: Agnieszki Chodkowskiej-Gyurics oraz Tomasza Bochińskiego. Czytaj dalej

Rosja jak kromka chleba

Reflektorem w mrok - logoAlice z bloga Bo świat jest ciekawy wywołała nas do odpowiedzi w temacie co wiemy o Rosji. Tak naprawdę niewiele, ale wszak po to się człowiek męczy z tymi swoimi blogami, aby mieć gdzie sobie pogadać, prawda? No więc oto krótkie zestawienie – w dziesięć ujęte punktów – naszych wiadomości o Rosji. Ostrzegamy: z głowy, więc może nie do końca zgodnie z rzeczywistością ;-P. A skoro z głowy, to i bez liczb, statystyk, konkretów, coby zbyt mocno w błąd nie wprowadzać. Wystarczy, że wprowadzimy jeno umiarkowanie😉. Lets start!

Po pierwsze. Rosja to państwo od dawien dawna aspirujące do miana mocarstwa słowiańskiego, jednak w praktyce, jest to państwo bardzo multi-kulti, o czym się zastanawiająco rzadko wspomina. Ilekroć myślimy o Rosjanach, na myśl przychodzą nam sympatyczne a szczere słowiańskie twarze, ewentualnie wielkie postury „dalekich”, syberyjskich obywateli tego ogromnego państwa, różnych tam Ałtajczyków i Jagutów. A przecież Rosja to ogromna populacja wyznawców Islamu! Południowe rubieże tego kraju są szczególnie mało słowiańskie. Jeśli doliczymy poszczególne grupy plemienno-etniczne z dalekiego wschodu, to wyjdzie nam wynik, o jakim większość multikulturowych państw z światłego i nowoczesnego Zachodu mogłaby jedynie pomarzyć! W pewnym sensie docenić można fakt, że Rosjanie umiejętnie (no, z tymi umiejętnościami to bywało różnie) włączali do swojego Imperium rozmaite ludy – szło im chyba lepiej niż Amerykanom, którzy po prostu wytępili rodzimych mieszkańców własnego kontynentu i następnie zajęli ich miejsce (niedobitkom pozwolono, co prawda, egzystować gdzieś, gdzie nie przeszkadzali). Dyskretnie trzymając w cieniu „subtelne” metody konwersyjne stosowane przez Rosjan – najpierw carskich, później sowieckich – moglibyśmy pokusić się o stwierdzenie, że w tym punkcie programu nasi wschodni sąsiedzi wygrywają z Jankesami!

Czytaj dalej

Polska jako zielona wyspa, czyli interesujący wywiad z Profesorem Belką

Reflektorem w mrok

Ostatni nasz wpis przytaczał interesujący, ale niezbyt optymistyczny w treści wywiad z profesorem Kuźniarem. Dzisiaj, w ramach walki z narastającym pesymizmem, chcielibyśmy zachęcić Was do lektury równie ciekawego, ale znacznie przyjemniejszego wywiadu, którego dla Forbes’a udzielił profesor Marek Belka.

Łódzki ekonomista wypowiedział się o wielu sprawach, które stanowią obecnie języczek u politycznej wagi. Co ciekawe: starannie pominął tematy nie ze swojej parafii (za co należy mu się szczery podziw, wszak rzadki to przypadek, aby polityk pomijał okazję wbicia szpili w balonika, nawet jeśli zarówno szpilka jak i balonik są mu technologiami nieznanymi), przystępnie acz profesjonalnie odnosząc się do spraw z pogranicza wielkich, średnich i małych finansów. Wywiad jest długi, ale warto go przeczytać, także z uwagi na bardzo wyważone, uczciwe opinie. Nie da się ukryć, że kolekcjonujemy takie dialogi😉.

Ale, ale… miało być optymistycznie, no to zacytujmy (wyrywając wprawdzie z kontekstu):

– My nawet sobie nie zdajemy sprawę w jak dobrej kondycji jest nasza gospodarka.

Miło? Miło😉

-Kim Pan jest, jakby się Pan określił? Lewicowcem, państwowcem?

-Jestem „oświeconym nacjonalistą”, człowiekiem, który pęka z dumy jak się mówi o Polsce dobrze. Jak jesteśmy dynamiczni i mądrzy. Jak nie robimy z siebie Chrystusa narodów, ale zachowujemy luz i dystans do siebie. A jak jeszcze nie boimy się opowiadać Polish jokes, to wtedy z lekkim poczuciem wyższości zaczynam patrzeć prosto w oczy Anglikowi czy Francuzowi. Ja jestem chory na Polskę, ale oczywiście w inny sposób niż ten kibolski patriotyzm.

 

Czytaj dalej

Prognoza pogody dla świata znowu zła…

Reflektorem w mrokO tym, że źle się dzieje na świecie wiadomo już od jakiegoś czasu. Niby zawsze się dzieje źle, wszak na tym polega historia, ale czasami bywa gorzej niż lepiej, innym z kolei razem jest lepiej niż gorzej. Kończy się właśnie okres, kiedy było lepiej, zaczyna się jazda w dół. Prognozy długoterminowe dla świata są niekorzystne. W najlepszym przypadku będzie zimno i deszczowo, w najgorszym… nie ominą nas burze. Takie, po których świat budzi się w innym kształcie. Wspomnieć można chociażby Brexit, wydarzenie z gatunku tajemniczych, o nieznanych jeszcze reperkusjach.

Ale, ale… nie zamierzamy przynudzać. W gruncie rzeczy chcielibyśmy odesłać do interesującego wywiadu, który naszym zdaniem – mimo krótkiej formy i szeregu skrótów myślowych – nieźle utrafia w sedno rzeczy. Rozmówcą Newsweeka (bo dla tego medium przeprowadzono wywiad) był profesor Roman Kuźniar – dawny dyrektor PISMu (Polskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych) i doradca byłego prezydenta RP.

– […] gdzie i kiedy pogoda dla Polski i Europy zaczęła się psuć?
– Źródeł można szukać w drugiej wojnie w Zatoce Perskiej. Amerykańska napaść na Irak uruchomiła reakcję łańcuchową. Stany Zjednoczone – dotąd łagodny „globalny szeryf” – tracą wówczas wiarygodność, bo wykorzystują swoje przywództwo do bezkarnej napaści na inny kraj. To miała być z ich strony demonstracja: jeśli ktoś będzie się zachowywał jak Saddam Husajn, skończy jak on. George Bush ogłasza istnienie „osi zła”. To, prócz Iraku, Iran i Korea Północna. Skoro na pierwszy z tych krajów napadł, to co robią dwa pozostałe? To logiczne i do przewidzenia – zaczynają się zbroić.

Pełen wywiad przeczytacie TUTAJ. Zapraszamy do lektury, nawet jeśli polityka nie jest Waszym hobby😉. W zalewie medialnych bzdur kilka cennych i wyważonych, a przede wszystkim, dobrze uzasadnionych uwag stanowi bezcenną odskocznię do zrozumienia😉

„City 3” już jest, a w niej my jesteśmy ;-P

city 3Onibe jakby nieco umarło, a to głównie z racji na to, że umarł nam tak zwany czas wolny, który i tak już od dłuższego czasu był niewolny, acz ze skłonnością do rebelii. Parę rzeczy piszemy, w pocie i znoju, więc wkrótce jakaś nowa publikacja nastąpi, tymczasem jednak zaczniemy od pochwalenia się.

Dostępna w sprzedaży jest już antologia City 3 – jest to zbiór opowiadań grozy miejskiej. Obok szeregu fajnych autorów – wymienię tylko Kaza Kyrcza Jr. i Marka Grzywacza, z którymi współpracujemy przy niedobrych literkach – pojawił się tam także nasz tekst. Opowiadanie Ekosystem nie jest na tyle wybitne byśmy zachęcali do zakupu książeczki właśnie dla niego, azaliż aczkolwiek, jeśli już ją nabędziecie metodą kupna, to poświęćcie na jego lekturę parę minutek😉.

Feedback w dowolnej formie mile widziany, także negatywny.

Przy okazji usłużnie donosimy, że trwa nabór do czwartej antologii City, która będzie się nazywała – co za niespodzianka – City 4. Znamy już okładkę, zawartości jeszcze nie.

city 4

O City 3 możecie przeczytać tutaj, tam też możecie antologię nabyć. Z kolei o konkursie przeczytacie na stronie wydawnictwa Forma tutaj. Oszywiście też będziemy swoich sił próbowali.

Starcie o zamek Itter, czyli dziwny sojusz jeszcze-nazistowskiego-Wehrmachtu i US Army

Historia to jedna z moich ulubionych nauk. Trudno mi powiedzieć czy jest jakiś obszar historii, który mnie nie interesuje, z łatwością mógłbym jednak stworzyć listę (niekoniecznie krótką) okresów/wydarzeń historycznych, które fascynują mnie szczególnie. W historii lubię kompleksowość, stąd najwięcej uwagi poświęcam tym przypadkom, za którymi kryje się najwięcej „kół zębatych”. Takimi małymi epokami są wojny napoleońskie, pierwsza wojna światowa i druga wojna światowa. Oczywiście nie muszą to być wyłącznie wojny, jednak tak się składa, że owa ekstremalna kompleksowość wydarzeń sprowadza się do kompresji w krótkim odcinku czasu potężnego ładunku przemian następujących na rozmaitych płaszczyznach, które najpierw doprowadzają do ustalenia masy krytycznej, następnie do wywołania reakcji łańcuchowej stającej się – prędzej czy później – wojną, kolejnego przetasowania układu, które generuje rozwiązanie kryzysu i samego wielkiego finału.

Druga wojna światowa to nie tylko typy czołgów, linie na mapach i garść problemów humanitarnych. To ogromna gałąź wiedzy wiążąca się z badaniem przyczyn (osobna gałąź wiedzy poświęcona właściwie „zaledwie” dwudziestoleciu międzywojennemu), przebiegu i skutków tejże wojny. Nie jestem ekspertem, mam ogromny dystans do mojej własnej (nie)wiedzy w tych tematach, lecz zgłębiając temat (amatorsko, co prawda) od wielu, wielu lat, rzadko ulegam zdumieniu. Coraz częściej poznawanie wojny to po prostu zmiana skali na coraz mniejszą i mniejszą. Na szczęście druga wojna światowa kryje jeszcze kilka tajemnic, które potrafią totalnie zakręcić w głowie – i to bynajmniej nie o pociągi wypełnione kruszcem chodzi. Ze dwa miesiące temu dokonałem intrygującego odkrycia: wyobraźcie sobie bitwę, w której po jednej stronie walczą żołnierze niemieckiego Wehrmachtu i jednostki Armii Stanów Zjednoczonych. A ich przeciwnikiem są pododdziały elitarnej, niemieckiej dywizji SS. Niemożliwe? Owszem, ale w zamku Itter niemożliwe stało się możliwe. Czytaj dalej

Truman Capote – „Z zimną krwią”

truman capote z zimną krwią

_

Trumana Capote zna niemal każdy, nawet jeśli komuś nic nie mówi jego nazwisko. Z pewnością trudno o osobę, która nie widziałaby lub chociażby nie słyszała o słynnym Śniadaniu u Tiffaniego. Ekranizację tej powieści uczyniła wielką sarnooka Audrey, podczas kiedy powieść tej ekranizacji uczyniła wielkim Trumana Capote właśnie. No dobrze, być może nieco mijamy się z prawdą, wszak przed Śniadaniem były inne powieści, które zostały uznane i docenione, czyniąc nazwisko Capote rozpoznawalnym. Ale jeszcze bliższe prawdy jest stwierdzenie, że dopiero późniejsze Z zimną krwią stało się dla autora pomnikiem trwalszym nad spiż. A że spiż swoje waży, to i jego masa ostatecznie przygniotła Trumana, który spod owego pomnika nigdy się już nie wyczołgał.  Czytaj dalej

Polska myśl (o)bronna

Dzisiaj wpis z gatunku, który na onibe gości rzadko. Przeglądając portal foxtrotalfa natrafiłem się na coś dziwnego. Zdjęcie futurystycznie wyglądającego czołgu z informacją, że jest to prototyp nowego, polskiego czołgu. Polska? Jaka Polska? Czyżby chodziło o tę między Rosją a Niemcami? Jak to dobrze się czegoś dowiedzieć o swoim kraju ze źródeł obcych. Rzecz przy tym jest na tyle ciekawa, że postanowiłem popchnąć informację na onibe. Nieczęsto się zdarza, że zaciekawiamy świat własnymi projektami militarnymi*.

Tak wygląda nasze cacko:

y5sn931gapuomm1krqt0

Już na pierwszy rzut oka widać, że czołg ma charakteryzować się zmniejszoną wykrywalnością przez radary, ale prawdziwie kuriozalne są dopiero dalsze detale. Czytaj dalej

Europa już bez ostatniego wielkiego humanisty

Ostatnie dni i tygodnie obfitowały w wydarzenia. Szalone negocjacje wokół możliwego Brytyjskiego wystąpienia z Unii Europejskiej, powracający z krótkiego urlopu kryzys uchodźczy, stopniowe ale konsekwentne uwalnianie się Polski z pęt liberalizmu i okowów państwa obywatelskiego, coraz silniej iskrzące relacje pomiędzy Turcją a Rosją, kolejne atomowe próby koreańskiego reżimu… Lista jest naprawdę długa. Ale najpoważniejszym wydarzeniem jest, naszym zdaniem, śmierć Umberto Eco, człowieka-instytucji, być może ostatniego wielkiego humanisty Starego Świata.

eco

Umberto Eco zmarł w zeszły piątek w Mediolanie, w wieku 84 lat (dzisiaj odbywa się pogrzeb, na Zamku Sforzów w Mediolanie). Pokonał go rak. Szerokiemu światu znany jest przede wszystkim jako autor Imienia Róży, choć – gwoli ścisłości – pewnie dla większości odbiorców jego nazwisko kojarzy się raczej poprzez związki ze scenariuszem do filmu o takim tytule.

Napisał siedem powieści, lecz to właśnie Imię Róży pozostaje – i pewnie już na zawsze pozostanie – tą, która najlepiej utrwaliła jego imię. Trochę szkoda, gdyż debiut pisarski wielkiego Włocha, mimo oczywistych walorów, nie do końca jednak oddaje charakter Eco jako pisarza. Czytaj dalej