Recenzja książki „Pan Whicher w Warszawie”

Pan Whicher w Warszawie (2)

Jednym z powodów dla którego zawiesiliśmy owocną i przyjemną współpracę z Gildią Literatury był rosnący stos książek spoza puli recenzenckiej. Dostawanie kniżek za darmo jest fajne, ale chyba jednak preferujemy łażenie po księgarniach, macanie okładek i stresowanie się myślami, że na wszystko nas nie stać, zatem coś trzeba wybrać. I to właśnie te ciężkie wybory sprawiły, że czeka na nas kilkadziesiąt pozycji do lektury. Czasu ostatnio jak na lekarstwo, stąd i na czytanie mniej go poświęcić można (jeszcze mniej na Internet, stąd spore u nas zaległości w odwiedzaniu ulubionych blogów), ale powoli zagłębiamy się w nieprzebrane zasoby zadrukowanego fabułą papieru.

Dzisiaj chcielibyśmy podzielić się kilkoma uwagami na temat powieści, która wpadła nam w ręce bardzo niedawno, a główną motywacją do jej zakupu była wysoka przecena w Matrasie, a która okazała się wyjątkowo przyjemnym rozczarowaniem. Kryminał, historia, niska cena – ten układ brzmiał obiecująco i w ten sposób któregoś wieczoru wylądowaliśmy z Panem Whicherem w Warszawie w ręku. Jest to dzieło aż dwojga autorów: Agnieszki Chodkowskiej-Gyurics oraz Tomasza Bochińskiego. Czytaj dalej

Reklamy

Truman Capote – „Z zimną krwią”

truman capote z zimną krwią

_

Trumana Capote zna niemal każdy, nawet jeśli komuś nic nie mówi jego nazwisko. Z pewnością trudno o osobę, która nie widziałaby lub chociażby nie słyszała o słynnym Śniadaniu u Tiffaniego. Ekranizację tej powieści uczyniła wielką sarnooka Audrey, podczas kiedy powieść tej ekranizacji uczyniła wielkim Trumana Capote właśnie. No dobrze, być może nieco mijamy się z prawdą, wszak przed Śniadaniem były inne powieści, które zostały uznane i docenione, czyniąc nazwisko Capote rozpoznawalnym. Ale jeszcze bliższe prawdy jest stwierdzenie, że dopiero późniejsze Z zimną krwią stało się dla autora pomnikiem trwalszym nad spiż. A że spiż swoje waży, to i jego masa ostatecznie przygniotła Trumana, który spod owego pomnika nigdy się już nie wyczołgał.  Czytaj dalej

„Czarne miasto” Boris Akunin – recenzja książki

boris akunin - czarne miasto recenzja

Recenzja książki Czarne miasto

___

criminalneonibe

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Boris Akunin
Powieść historyczna, kryminał, retrokryminał
Literatura rosyjska

___

Długą drogę przebył Erast Fandorin od 1876 roku, swojej pierwszej poważnej sprawy, jeszcze z czasów, kiedy był zwyczajnym moskiewskim policjantem. Teraz, w pierwszej połowie 1914 roku, w wieku lat pięćdziesięciu, Erast może spojrzeć na swoje życie z wysoka. Tajny radca stanu, zaufany powiernik monarchów, ukryty as pikowy carskiego imperium, pogromca bandytów, rewolucjonistów i zła wszelkiego… Nie ma jednak Fandorin czasu na rozpamiętywanie przeszłości, gdyż ciągle kieruje wzrok ku nowym wyzwaniom. Przez przypadek – w pewnym sensie – wplątuje się w aferę, która stanowić będzie ukoronowanie jego kariery. Reagując na paniczne wezwanie pewnego carskiego urzędnika, krzyżuje własny los z losem Odyseusza, poszukiwanego terrorysty, zaprzedanego wroga monarchii, który realizuje swój niecny, ale i błyskotliwy plan. Trop zaprowadzi go wkrótce na Kaukaz, do śmierdzącego ropą naftową i zasnutego smogiem Baku. Tam stanie się obiektem zamachów i prześladowań, tropić będzie spiski wewnętrzne w łonie aparatu administracyjno-policyjnego i międzynarodowe, kierujące jego uwagę ku ambasadzie Austrii. Będzie miał szansę pozbyć się wreszcie niewygodnego ciężaru niespełnionej miłości, lecz tylko po to, by znaleźć się na krawędzi kolejnej miłosnej przepaści. W Baku, w którym ścierają się interesy europejskich mocarstw, lokalnych magnatów naftowych, anarchistów i wszelkiej maści rewolucjonistów, trafi Fandorin na sprawę, która może się okazać zbyt trudna nawet dla niego… Czytaj dalej

Geraldine McEwan odeszła

źródło: Guardian

źródło: Guardian

Śmierci celebrytów nie robią na nas wrażenia. Są nam w większości przypadków obojętne, ale my jesteśmy deczko nienormalni. Zamiast ochać i achać nad bohaterami srebrnych, złotych i choćby rdzawych ekranów, traktujemy ich z pewną pogardą, na którą większość tego  towarzystwa wzajemnej adoracji chyba zasłużyła. Trafiają się jednak przypadki szczególne: osoby, do których żywimy szczerą sympatię i których prawdopodobnie będzie nam brakowało.

Jedną z takich niezwykłych postaci jest (była) Geraldine McEwan, aktorka, którą w Polsce kojarzymy być może wyłącznie z roli w ekranizacji powieści Agathy Christie o Pannie Marple. Geraldine umarła 30 stycznia 2015. Przyczyną był zawał, którego doświadczyła w październiku 2014. Wtedy też wylądowała w szpitalu, którego nie opuściła przez trzy ostatnie miesiące życia. Czytaj dalej

Stanisław Lem „Śledztwo” – archirecenzja

lem2

Kiedyś musiało to nastąpić: osiągnęliśmy punkt przełamania. Zbyt dużo nowej literatury, zbyt dużo ukochanego science fiction, które z pewnego dystansu przestaje być aż tak ukochane. Odgrażaliśmy się (po cichu, pokątnie), że wyłamiemy się z mainstreamu i zanurkujemy w końcu w oceanie szeroko rozumianej klasyki. I oto, stało się. Wakacyjne postanowienie: książki do recenzji zostają w domu, na wyjazd jadą „te inne”. Postanowienie numer dwa: „ta inna” powinna być tytułem możliwie anonimowym, a zarazem sprokurowanym przez twórcę zdecydowanie nieanonimowego. Postanowienie numer trzy: mimo wszystko, byłoby jednak dobrze, gdyby „ta inna” przynależała do któregoś z ukochanych naszych gatunków, a więc science fiction lub kryminału. Na tym warunków koniec. Nikt przy zdrowych zmysłach nie dodawałby kolejnych, skoro i te są potencjalnie nie do spełnienia.

A jednak…

Przez zupełny i niezawiniony przypadek, nasze oczy spoczęły na powieści, która łączy w sobie kilka światów. Na początek postać samego autora, Stanisława Lema, która kojarzyć się musi (i faktycznie tak czyni) z literaturą science fiction. Następnie tytuł i treść książki – Śledztwo – sprowadzające nas do strefy kryminałów, w której de facto pozostaniemy w trakcie lektury. I wreszcie rok wydania dzieła – 1959, podkreślający wspaniałą archiwalność pozycji. Potencjalny kryminał będący zarazem mało znanym („nieodkrytym”) dziełem klasycznego twórcy. Czego chcieć więcej? Odrobiny czasu na lekturę, a tego wszak na wakacjach nie brakuje, prawda? Zobaczmy zatem co w Śledztwie piszczy. Czytaj dalej

„Seryjny” John Lutz – recenzja książki

john lutz - seryjnyRecenzja książki Seryjny

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: John Lutz
Kryminał, sensacja
Literatura amerykańska

Seryjny Johna Lutza ma potencjał przerażania. I to na kilku płaszczyznach. Już na pierwszy rzut oka powieść wygląda jak spora cegła (wrażenie potwierdzone empirycznie: Seryjny liczy sobie aż 664 strony, jak na kryminał to więcej niż sporo). Łatwo się takich gabarytów przestraszyć, zwłaszcza w zgodzie ze współczesną modą stawiającą na rozwiązania slim and fit. Teoretycznie jednak gorzej (groźniej) przedstawia się upakowana na tych paru setkach stronic zawartość: mroczne story o seryjnym zabójcy, niestroniącym od wyszukanych, nieludzkich tortur, powoli i konsekwentnie dopisującym kolejne kobiety mieszkające w Nowym Jorku do swojej listy śmierci. Niewykluczone, że są to strachy na lachy, bowiem rozmiar książki nie okazuje się bezmiarem nie do przejścia, ale łatwym do pokonania (w kilka intensywnych wieczorów) terytorium, a i treść, mimo iż lśniąca od posoki i rzeźnickich noży, zdaje się być historią lżejszego kalibru, niż wynika z pierwszego rozpoznania.

  Czytaj dalej

„Azazel” Boris Akunin – recenzja książki

borys akunin - azazelRecenzja książki Azazel

___

criminalneonibe

Recenzja ekskluzywna dla onibe 😉
Autor powieści: Boris Akunin
Powieść historyczna, kryminał, retrokryminał
Literatura rosyjska

___

Niejedno się już przeczytało w pogoni za dobrą literaturą kryminalną. Ale też niejednego się nie przeczytało. Kryminały, choć w rozumieniu gatunkowym nieliczne, wręcz niszowe, nie są znowu aż tak nieliczne, by żyć ze świadomością, że się już zaliczyło wszystkie ważne i uwagi godne. Na naszej krótkiej liście must-read znajdował się do niedawna Borys (Boris) Akunin. Teraz, z owego zestawienia wykreślony, trafił na osobną kartkę, na której złotym i brokatowym flamastrem z serii „bądź widoczny nawet w nocy” wypisujemy pozycje must-must-must-read. A wszystko to po lekturze Azazela, pierwszej powieści w cyklu poświęconym detektywowi Erastowi Fandorinowi. Czytaj dalej

„Dama z Szanghaju” – Kino Noir nie takie noir

dama z szanghaju plakatZapewne zauważyliście już, że onibe lubi kryminały. Najbardziej te klasyczne. Filmowe i książkowe. W jednej i drugiej wersji szczególne miejsce w naszym sercu mają historie noir. Oczywiście noir powinno się kojarzyć przede wszystkim z kinem, choć przecież najsłynniejsze obrazy z tego nurtu oparte są na – czasami równie słynnych, czasami niemal zupełnie zapomnianych – powieściach.

Dzisiaj napiszemy kilka słów o Damie z Szanghaju – dziele bez dwóch zdań klasycznym, niemal legendarnym i… cokolwiek przereklamowanym.

Recenzując stare filmy staramy się pogodzić ogień i wodę. Z jednej strony, próbujemy spojrzeć na dany obraz oczami ludzi z tamtych czasów, widzieć go takim, jakim widzieli go oni: docenić nowatorstwo, naginanie lub przekraczanie konwenansów. Z drugiej, lubimy oceniać czy film przeszedł próbę czasu obronną ręką, czy też poległ śmiertelnie raniony wskazówkami zegara postępu. Dama z Szanghaju była zapewne świetnym filmem w latach czterdziestych („narodziła się” w 1947 roku). Orson Welles – TEN Orson Welles – wyreżyserował mroczną i sugestywną opowieść, napakowaną po brzegi celuloidu zmysłową erotyką podbitą trzymającą w napięciu intrygą. Widownia doceniła tę historię, ale równie dobrze mógł to być Titanic – zważywszy ilość gór lodowych na jego kursie…

Podobno Welles nawet nie przeczytał książki Sherwooda Kinga, spodobał mu się jej tytuł i okładka (widziana w księgarni – podobno nawet nie kupił tej książki… przynajmniej nie od razu). Dostał zgodę na realizację dzieła (inna wersja głosi, że nie miał wiele wspólnego z zakupem praw autorskich, które – notabene – wytwórnia nabyła za paręset dolarów), ale zapomniano mu powiedzieć, że główną rolę żeńską otrzyma Rita Hayworth. Fajnie? Nie, nie fajnie. Rita była żoną Orsona, wtedy już prawie byłą – para akurat próbowała się rozwieść, ze wszelkimi tego procesu bonusami. Orson uczynił z Rity paskudną femme fatale. Kobietę bez serca, egoistkę pozbawioną skrupułów. No i kazał jej (on, a może producent) ściąć włosy. Oraz ufarbować na cukierkowy blond. Rita przypominająca Marilyn? Oj tak?

Oj nie. Czytaj dalej

„Ostatnie sprawy Gordianusa” Steven Saylor – recenzja książki

steven saylor - ostatnie sprawy gordianusa

Recenzja książki Ostatnie sprawy Gordianusa

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Steven Saylor
Kryminał historyczny, powieść detektywistyczna, powieść historyczna
Literatura amerykańska

W życiu każdego kultowego detektywa literackiego najważniejsze są dwie sprawy: pierwsza i… ostatnia. Pierwsza to swoisty comming out, a zarazem impuls nadający opowieści impetu, dziewiczy pocałunek, po którym rodzi się miłość. Oczywiście chodzi o miłość czytelnika do wirtualnej, papierowej postaci, która przez kolejne tomy staje się jego uwielbianym alter ego. Ostatnia sprawa to już inne buty. Rzecz smutna i dołująca, ale przecież nie może być inaczej skoro wiemy, iż po zamknięciu danej historii nie będzie już nic. Finał swoich przygód przytrafiał się, prędzej czy później każdemu. Doczekał go wielki (acz mały ciałem) Poirot, równie wielki (większy ciałem) Holmes, czemu zatem podobna ostateczność nie miałaby się przydarzyć wielkiemu (średniemu ciałem, prawdopodobnie) Gordianusowi Poszukiwaczowi, najsłynniejszemu detektywowi starożytności?

  Czytaj dalej

„Miasto i Miasto” China Mieville – recenzja książki

china mieville miasto i miasto

Recenzja książki Miasto i Miasto

___

Recenzja ekskluzywna dla onibe 😉
Autor powieści: China Mieville
Science fiction, kryminał
Literatura brytyjska

___

Besźel to miasto jedyne w swoim rodzaju – i to, przepraszamy za wyrażenie – w dwójcy (lub trójcy) jedyne, albowiem współistnieje w przestrzeni ze swoim bliźniakiem, Ul Qomą. Oba miasta się dosłownie przenikają. Istnieją w nich przeploty, w których granice pomiędzy nimi się zacierają (nie na darmo powieść rozpoczyna się cytatem z Bruno Schulza*) oraz obszary wyłączne dla danych miejscowości, odległe od swoich odpowiedników tak jak przykazał Bóg. Na domiar złego – czy też ciekawego – miasta się nie lubią. Dzielą je różnice kulturowe, ustrój polityczny, zamożność i… praktycznie wszystko inne, nawet pogoda. Trochę jakby dowcipny bóg olimpijski połączył w jedno słońce i księżyc, albo Marsa i Wenus, albo kobietę i mężczyznę… no dobra, to ostatnie akurat prowadzi nas w niebezpieczne rejony, więc porzućmy dywagacje i wróćmy do Besźel. Czynimy to w samą porę, aby trafić na początek śledztwa. Jego przyczyną są zwłoki niezidentyfikowanej kobiety znalezione w slumsach. Sprawę podejmuje inspektor Borlū z Wydziału Najpoważniejszych Zbrodni i bardzo szybko okazuje się, że ofiara mogła pochodzić z Ul Qomy, lub przynajmniej mieć z nią coś wspólnego. Jeśli tak, to będzie to przestępstwo poważniejsze od tych, którymi zajmują się gliny z Najpoważniejszych Zbrodni. Będzie to sprawa dla Przekroczeniówki, tajemnej siły – mitycznej niemal instytucji – która strzeże podziału pomiędzy miastami i interweniuje (na ogół bez litości) ilekroć następuje szeroko rozumiane przekroczenie. Wkrótce później okaże się, że intryga należy do jeszcze grubszych, a jej punkty węzłowe wyznacza legenda (czyżby prawdziwa?) o trzecim, połączonym z Besźel i Ul Qomą mieście, Orciny, oraz bardziej przyziemna, ale wcale nie mniej niebezpieczna polityka, której nie brakuje w każdym z miast i pomiędzy nimi. Czytaj dalej