1916 – 2016 Stulecie czołgu

Dzisiejszy wpis – dłuższy niż to było planowane – ma charakter historyczno-technologiczno-militarny. Prawdopodobnie głównie historyczny, ale pozostałe dwa człony też są jakoś reprezentowane. Tak się składa, że czytelnicy Onibe (cała trójka) nie są fanatykami militariów, wojennej technologii, ale może przeżyją niniejszy post. Okazją do jego uczynienia jest stulecie czołgu. Dokładnie wiek temu, 15 września 1916 roku, na polu bitwy nad Sommą pojawiły się pancerne kolosy, które przeraziły obrońców, a choć ostatecznie nie zmieniły kształtu Wielkiej Wojny i nie przyniosły szybkiego triumfu swoim twórcom i zwolennikom, to z pewnością przyczyniły się – zapewne w decydujący sposób – do rozwoju wydarzeń dwadzieścia lat później. Idąc tym tropem można winić czołgi za obraz czasów dzisiejszych, skoro bowiem współczesność jest dzieckiem Drugiej Wojny Światowej, a  czołgi były dłutem, które wyrzeźbiły największy z konfliktów w dziejach, twierdzenie zdaje się być zasadne. Przynajmniej na pewnym poziomie, przy pewnych założeniach i przy pewnych pominięciach (wielu).

Tymczasem zapraszamy Was do poczytania o tym jak czołgi się rodziły i co z tych narodzin przyszło. Wpis, mimo rozmiaru, jest skrótowy – nie dało się w nim zawrzeć miliona faktów mających znaczenie, postawiliśmy więc na pojedyncze niuanse. Staraliśmy się by nie był nużący i technologiczny ponad miarę, stąd pewna skrótowość i lakoniczność.

Acha: dzisiejszy post wcale nie oznacza, że zamierzamy się przyznać do fascynacji środkami zabijania ludzi ;-). Wierzcie lub nie, ale brzydka połówka Onibe militariami pasjonuje się wyłącznie o tyle, o ile mają one kontekst historyczny i o tyle, o ile stanowią element większej konstrukcji. Puryści mogą być niepocieszeni, ale nie da się opowiedzieć historii Aleksandra Wielkiego bez wiedzy o hetairoi, zrozumieć sukcesów Napoleona bez docenienia historii artylerii, nie da się też opisać dwudziestego wieku bez choćby minimalnej wiedzy o samolotach, czołgach, okrętach i karabinach maszynowych. Czołg bowiem, czy tego chcemy czy nie, jest konstruktem kulturowym i cywilizacyjnym: narzędziem, którego cywilizacja nie wypluła przypadkiem, ale raczej stopniem drabiny, po której homo sapiens wspina się ku wielkiemu przeznaczeniu / własnej zagładzie.

Te czołgi dzieli nieco mniej niż sto lat, gdyż widoczny po lewej Mark IV pojawił się dopiero w 1917 roku, z kolei Challgenger II pojawił się na stanie Armii Brytyjskiej w 1994 roku, jednak zdjęcie nieźle ukazuje porównanie najstarszej i niemal najnowszej generacji czołgów...

Te czołgi dzieli nieco mniej niż sto lat, gdyż widoczny po lewej Mark IV pojawił się dopiero w 1917 roku, z kolei Challgenger II pojawił się na stanie Armii Brytyjskiej w 1994 roku, jednak zdjęcie nieźle ukazuje porównanie najstarszej i niemal najnowszej generacji czołgów…

  1. Aby czołg jako taki w ogóle mógł powstać koniecznych było kilka wynalazków powiązanych. Na przykład gąsienice – zwane oficjalnie gąsienicowym układem bieżnym lub jezdnym. Opracowanie koncepcji sięga 1713 roku (d’Hermand), pół wieku później inny inżynier spiął koła łańcuchami osiągając efekt względnie podobny do ostatecznego. Gąsienice powoli się przyjmowały, a do użytku wprowadzono je jeszcze przed wymyśleniem czołgu. W XIX wieku wymyślono silnik parowy, który jakiś czas później zaczęto zastępować silnikiem spalinowym, o coraz mniejszych rozmiarach i coraz większej mocy (Daimler i Maybach). Opracowano także paliwo, które go zasilało. Na końcu tej drogi (przynajmniej w okresie nas interesującym) był silnik opracowany przez Diesla. Nieco łatwiej było z uzbrojeniem. Od dawna już używano stali uszlachetnianej, umożliwiającej szereg precyzyjnych zastosowań, m.in. produkcję nieodkształcających się luf gwintowanych. W drugiej połowie XIX wieku pojawił się także karabin maszynowy projektu Gatlinga, który zainicjował długi wyścig zbrojeń w dziedzinie uzbrojenia obronnego (i zarazem doprowadził do hekatomby pól bitewnych Wielkiej Wojny).
    Kartaczownica Gatlinga: broń, która wprowadziła na bitewne salony szybkostrzelność praktyczną rzędu 200-400 pocisków na minutę. Oczywiście na zabicie jednego człowieka zazwyczaj wystarczał jeden pocisk. Na przebiegnięcie dwustu metrów ziemi niczyjej szturmujący potrzebowali około półtorej minuty, może dwóch. Chyba, że prawidła epoki nakazywały marsz, a tak właśnie bywało.

    Kartaczownica Gatlinga: broń, która wprowadziła na bitewne salony szybkostrzelność praktyczną rzędu 200-400 pocisków na minutę. Oczywiście na zabicie jednego człowieka zazwyczaj wystarczał jeden pocisk. Na przebiegnięcie dwustu metrów ziemi niczyjej szturmujący potrzebowali około półtorej minuty, może dwóch. Chyba, że prawidła epoki nakazywały marsz, a tak właśnie bywało.

    Ostatnim elementem potrzebnym do stworzenia czołgu był oczywiście pancerz, ale i tutaj doświadczenia były już konkretne. W stal z nowoczesnych walcowni wyposażano okręty i fortyfikacje stacjonarne. W połowie XIX wieku zaczęto stosować stal do konstruowania podatnych na ostrzał elementów fortyfikacyjnych (wieżyc artyleryjskich).

  2. A skoro o koncepcji czołgu mowa, to jakżeby nie wspomnieć o błyskotliwym wizjonerze, Leonardzie di Cap… nie, nie… tak naprawdę da Vinci. Genialny wynalazca wymyślił łódź podwodną, helikopter, samolot, szybkostrzelną artylerię i czołg (nie licząc, rzecz jasna, wynalazków pokojowych, których było zdecydowanie więcej). Oczywiście praktyczna realizacja jego pomysłów musiała nieco poczekać. Warto pamiętać, że Leo nie był aż tak genialny aby stworzyć plany działających i w pełni funkcjonalnych modeli – zbudowany na bazie jego pomysłu czołg okazał się niewypałem, był po prostu całkowicie niemobilny. Bądźmy sprawiedliwi: siła ludzkich mięśni to za mało aby poruszyć stalową fortecę. Dopiero połączenie nowoczesnego pancerza, działa, karabinu maszynowego, gąsienic i mocnego silnika umożliwiło ostatecznie stworzenie czołgu, który pojawił się na scenie…800px-Leonardo_tank
  3. …dokładnie 15 września 1916 roku, w bitwie nad Sommą. Była to jedna z tzw. wielkich bitew Wielkiej Wojny. Trwała od lipca do listopada 1916, zaangażowano w niej ogromne siły (sumarycznie 101 dywizji po obu stronach), a straty sięgnęły około miliona ludzi (generałowie otrzymali medale, a powinni zostać oskarżeni o ludobójstwo). Użycie czołgu umożliwiło odniesienie szeregu zwycięstw lokalnych – Niemcy byli zaskoczeni tajemniczą bronią, która jednak była bardzo zawodna i chimeryczna. Nowe czołgi się psuły (z 49 przygotowanych sztuk jednie 32 dotarły na front, z czego kolejnych 14 „odpadło” na starcie na skutek awarii lub utknięcia w błocie), w dodatku były wolne, a ich konstrukcja cokolwiek dyskusyjna. Średnio radziły sobie z pokonywaniem nierównego terenu, oczywiście nie było mowy o flankowaniu lub innym manewrowaniu. Na pierwsze użycie były jednak w sam raz: odczarowały koncepcję ataku, po raz pierwszy od 1914 roku dając przewagę szturmującym i odbierając pewność siebie obrońcom. Były nadzieją na oszczędzenie wielu istnień ludzkich.
  4. Pierwsze czołgi opracowano i wybudowano w Anglii. Nazywały się Mark I i występowały w wersji żeńskiej (uzbrojonej wyłącznie w karabiny maszynowe, ale za to dużą ilość) oraz męskiej (z działami). Mark I powstał na bazie prototypu Little Willy.
    A oto "Little Willy" czyli de facto pierwszy czołg na świecie - nie użyty na polu bitwy, ale będący polem wyjścia do skonstruowania Mark I.

    A oto „Little Willy” czyli de facto pierwszy czołg na świecie – nie użyty na polu bitwy, ale będący polem wyjścia do skonstruowania Mark I.

    Koncepcje równoległe powstały w Austrii i Australii, ale nie zostały zaakceptowane przez konserwatywnych wojskowych. Notabene także w Anglii czołg nie przebił się łatwo. Nawet po pierwszym, triumfalnym użyciu, w którym udowodnił, że jest w stanie oszczędzić życie piechoty (nacierający za czołgami żołnierze ponieśli znacznie mniejsze straty niż przy analogicznych natarciach), dowódcy niechętnie patrzyli na stalowe monstrum.British_Mark_I_Tank

  5. Nazewnictwo czołgu ma swoją historię. Oryginalnie „tank” to oczywiście „zbiornik” – nazywając nową machinę w ten sposób, Anglicy zamaskowali jej prawdziwe znaczenie i utrudnili pracę wrogim wywiadowcom. Nazwa się jednak przyjęła, może dlatego, że pierwsze czołgi rzeczywiście wyglądały jak zbiorniki (gwoli ścisłości, nazwę zaproponował pułkownik Swinton, który uznał, że wcześniejsze propozycje – „land cruisers”, „landships” czy „caterpillar machine-gun destroyers” – za zbyt obrazowe i przez to niebezpiecznie ujawniające znaczenie broni. Swinton zasugerował „cysternę” („cistern”) i „zbiornik” („reservoir” i „tank”). Słowo „tank” przeniknęło do wielu języków, także do polskiego, w którym określenia tank używano jeszcze bardzo, bardzo długo.
    Przekrój niemieckiego czołgu (prawdopodobnie A7V) z czasów pierwszej wojny światowej. Jak widać, niemal w ogóle pierwsze czołgi nie przypominały swoich następców - większość konstrukcji stanowi kadłub, wieża jest miniaturowa, a stanowisk ogniowych mnóstwo. W dodatku w brzuchu potwora pracę znajduje spora grupa ludzi (na rysunku widać dziesięć osób, ale jeśli jest to rzeczywiście A7V, to pełna jego załoga liczyła sobie... 18 żołnierzy).

    Przekrój niemieckiego czołgu (prawdopodobnie A7V) z czasów pierwszej wojny światowej. Jak widać, niemal w ogóle pierwsze czołgi nie przypominały swoich następców – większość konstrukcji stanowi kadłub, wieża jest miniaturowa, a stanowisk ogniowych mnóstwo. W dodatku w brzuchu potwora pracę znajduje spora grupa ludzi (na rysunku widać dziesięć osób, ale jeśli jest to rzeczywiście A7V, to pełna jego załoga liczyła sobie… 18 żołnierzy).

    Z kolei pełnoprawnym polskim słowem (w przeciwieństwie do niepełnoprawnego „tanka”) jest „tankietka”, którym to mianem określa się lekkie czołgi, zwłaszcza przysposobione do zwalczania piechoty. „Tank” występuje także w języku rosyjskim (танк), czeskim (tank) i hiszpańskim (tanque). Własne i mniej więcej oryginalne określenia posiadają Francuzi (char – dosłownie pojazd lub samochód), Włosi (carro armato), Węgrzy (harckocsi), Japończycy (軍車 – cokolwiek to znaczy) i oczywiście Niemcy (Panzer). Etymologia polskiego „czołgu” jest łatwa do odgadnięcia, bierze się ze sposobu poruszania się czołgu, który jest zawieszony nisko nad ziemią, przez którą zdaje się czołgać. Istnieje legenda, wedle której nazwę zaproponował Żeromski, jednak „zaszczyt” należy zapewne przypisać komisji wojskowej dokonującej zakupów uzbrojenia we Francji w roku 1919. Według innej opcji nazwę zaproponował porucznik Władysław Kohutnicki. Notabene pierwsza polska jednostka pancerna – 1. Pułk Czołgów – nosiła także nazwę francuską, mianowicie: 1e Régiment de Chars Blindé Polonais gdyż została sformowana w Armii Hallera we Francji ze sprzętu „pożyczonego” przez francuski 505. Pułk Czołgów. W języku angielskim występuje jeszcze jedno określenie, mianowicie „armor„, które niekoniecznie pojawia się w słownikach, ale jak najbardziej bywa wykorzystywane w oficjalnych okazjach. Dosłowne znaczenie angielskiego armor (lub armour) to pancerz. Aha: w języku niemieckim mamy pułapkę, gdyż tamtejszy Panzer to po prostu czołg (nie pancerz!), podczas kiedy pancerz to już Harnisch. Panzer to nie jest nazwa własna, choć czasami można się spotkać z taką interpretacją słowa. Pamiętamy, że Niemcy po prostu używają wielkich liter częściej niż wypada.

    Francuski lekki czołg Renault FT. 120 sztuk tych czołgów zostało przekazanych do polskiego 1. Pułku Czołgów. FT był konstrukcją wykraczającą poza swoje czasy, zupełnie niepodobną do tępawych mastodontów pokroju brytyjskiego Mark I czy niemieckiego A7V.

    Francuski lekki czołg Renault FT. 120 sztuk tych czołgów zostało przekazanych do polskiego 1. Pułku Czołgów. FT był konstrukcją wykraczającą poza swoje czasy, zupełnie niepodobną do tępawych mastodontów pokroju brytyjskiego Mark I czy niemieckiego A7V. Zauważmy, że ma wyraźnie zaznaczoną wieżę z osadzonym w niej jednym działem. Tak naprawdę to rozwiązanie okazało się ideałem, ale utrwaliło się wiele, wiele lat później. Jeszcze w czasie dwudziestolecia międzywojennego z upodobaniem produkowano czołgi wielowieżowe.

  6. Skoro już przy słowach jesteśmy… Uważny czytelnik lektur historycznych zauważył zapewne, że pojawienie się czołgów odhumanizowało pola bitewne. No tak, to poniekąd oczywiste, ale nas interesuje nieco głębsza konstatacja statystyczna. Oto bowiem kiedy do boju rusza piechota nie da się zabitego żołnierza określić inaczej niż w sposób powszechnie przyjęty dla poinformowania o ludzkim zgonie. Np. „zabity”. Ewentualnie „zastrzelony”, „martwy” itd (anglosasi, co prawda, próbują z neutralnym „disabled” czyli „wyłączony”…). Czołgi odczarowały tę smutną litanię, gdyż czołgi nie bywają zabijane. Czołgi są niszczone. Tak jak niszczone są złomowane pojazdy, tak jak niszczone są bunkry, drogi, mosty. Anglosasi używają zazwyczaj określenia „knocked out” co znaczy znokautowany, powalony, wybity, wyłączony z użytku (także -> „disabled”). Nasze polskie „zniszczony” (i „destroyed” w angielskim) zdają się sugerować rzecz błahą, nie mającą nic wspólnego z ludzkim cierpieniem i śmiercią.
    Sherman po zderzeniu się z pociskiem przeciwpancernym. Wymiana gąsienic zapewne nie wystarczyła w tym przypadku by przywrócić czołg do walki.

    Sherman po zderzeniu z pociskiem przeciwpancernym. Szanse załogi – brak.

    A przecież zniszczony czołg to zazwyczaj także zabita załoga. Dodajmy, że zabita w nieprzyjemny sposób. Czołgi bywają „nokautowane” na rozmaite sposoby. Na przykład poprzez przebicie pancerza – pocisk dostaje się do kabiny i rozpryskuje się, następnie rykoszetuje milionem odłamków siekąc i tnąc wszystko co napotka na swojej drodze. Z uwagi na nagromadzenie wewnątrz czołgu materiałów delikatnych (pomińmy tutaj milczeniem ludzką tkankę), dość częstym typem „nokautu” jest eksplozja paliwa lub amunicji. Rzecz spektakularna: wyobraźcie sobie ważącą ileś ton wieżę czołgu wylatującą w powietrze na wysokość wielu metrów i lądującą nawet kilkadziesiąt metrów od dopalającego się wraku pojazdu. Spektakularność z gatunku tych, których nie ma już czasu docenić załoga, acz pewnie i tak lepsza niż zapłon i zamienienie się kilku – dwóch, trzech, nawet sześciu lub siedmiu – istot ludzkich w żywe (tylko przez chwilę) pochodnie.

    tank blown turret

    Ten Sherman stracił głowę, pardon: wieżę w wyniku eksplozji wewnętrznej. Fakt, że nie odleciała daleko, ale że wróciła niemal idealnie na swoje miejsce niewiele pomógł załodze, która miała dokładnie zerowe szanse na przeżycie. Niemcy ochrzcili Shermany mianem „Tommy-Kocher” czyli „maszynka do gotowania Anglików”. Popularna była także inna nazwa – „Ronson” – od ówczesnych zapalniczek. Shermanów powstało w sumie 49 000.

  7. Podsumujmy: czołg został wymyślony przez Leonarda (tamtego Leonarda), wprowadzony w dwudziesty wiek przez wizjonerów z Anglii i Austrii oraz użyty po raz pierwszy w czasie Pierwszej Wojny Światowej. Prawdziwy rozwój czołgów nastąpił dopiero w okresie międzywojennym, a szczyt popularności stalowych zabójców przypadł na Drugą Wojnę Światową. Co ciekawe, o ile powszechnie pamięta się o roli Niemców w popularyzacji broni pancernej, to niemal w ogóle nie zna się lub nie pamięta konkurencyjnych koncepcji, które zresztą były zaadoptowane przez Niemców. Sir B.H. Liddel Hart – postać skądinąd kontrowersyjna – w Strategii. Działaniach pośrednich zaproponował połączenie sił pancernych i piechoty, czyli de facto utworzenie sił zmechanizowanych. Na jego koncepcje powoływał się sam Guderian, powszechnie uznawany za pioniera i rzeczywistego ojca panzerwaffe. Heinz Guderian wydał w 1937 roku swoją słynną książkę Achtung – Panzer!, w której precyzyjnie wyłożył zalety posiadania szybkich, pancernych jednostek. Koncepcje te zostały wykorzystane podczas „wymyślania” biltzkriegu. Innym z pionierów nowej sztuki był kolejny brytyjski oficer, generał J.F.C. Fuller. Notabene, postać również kontrowersyjna. O ile jednak Harta oskarża się o współtworzenie architektury polityki uległości Chamberlaina (a tym samym oddanie Europy na żer Rzeszy), później zaś o nadmierną fascynację niemieckimi wojskami pancernymi, tak Fuller to – dla odmiany – okultysta, ezoteryk i mason, a przy tym zwolennik Aleistera Crowleya. W tym gronie Guderian uchodzi za postać szalenie rozsądną i niemal normalną! Wielbicielem broni pancernej, jeszcze nim ta udowodniła swoją wartość, był także George Patton – wysiłki Fullera i Harta nie przyniosły wielkich owoców, jednak politycy angielscy przynajmniej udawali, że ich słuchają. Patton zaś, z uwagi na swoją krytykę roli piechoty i postulowanie rozwoju broni pancernej niemal musiał się pożegnać z wojskiem!
    George S. Patton, zdjęcie z 1918 roku. Czołg w tle to Renault FT-17. Kojarzymy już ten model, prawda? Jaki ten świat mały...

    George S. Patton, zdjęcie z 1918 roku. Czołg w tle to Renault FT-17. Kojarzymy już ten model, prawda? Jaki ten świat mały…

    Ciekawostkowo warto wspomnieć, że Patton jeszcze wiele lat przed wojną ostrzegł o możliwości zaatakowania Pearl Harbor przez myśliwce i bombowce startujące z lotniskowców, co oczywiście nie spotkało się z pozytywnym odbiorem decydentów. Później przewidział ofensywę niemiecką w Ardenach, ponownie nie zyskując aprobaty. Jednak wybuch wojny umożliwił Pattonowi wzięcie się do pracy – jeszcze kiedy Polska stawiała opór, Amerykanin zaczął już tworzyć zalążek sił pancernych.

    Mk II Matilda - średni czołg lub czołg piechoty, który napsuł Niemcom wiele krwi. Zarazem doskonały przykład na to, że niezły sprzęt używany z wielkim zaparciem w błędnej koncepcji nie przynosi dobrych rezultatów.

    Mk II Matilda – średni czołg lub czołg piechoty, który napsuł Niemcom wiele krwi. Zarazem doskonały przykład na to, że niezły sprzęt używany z wielkim zaparciem w błędnej koncepcji nie przynosi dobrych rezultatów. Doskonale opancerzony czołg średni napsuł Niemcom wiele krwi, a mógł całkowicie sparaliżować ich postępy w Afryce. Zabrakło rozmachu, wyobraźni i… działa, które mogłoby strzelać pociskami odłamkowo-burzącymi.

  8. Wizjonerzy trafiali się w wielu krajach, jednak właściwie tylko w Niemczech i Związku Radzieckim wykorzystano ich myśl. Oba te kraje miały nie tylko liczne ale i sprawne siły pancerne u progu wojny. Niemcy sprytnie obeszli ograniczenia traktatowe, trenując pancerniaków w Rosji.
    W Rosji powstawały także takie czołgi: T-35. Czołg ciężki, wielowieżowy. Nie słyszeliście o nim? I słusznie, bo była to ślepa uliczka.

    W Rosji powstawały także takie czołgi: T-35. Czołg ciężki, wielowieżowy. Nie słyszeliście o nim? I słusznie, bo była to ślepa uliczka. Późniejsze doświadczenia pokazały, że nawet czołgi ciężkie musiały się charakteryzować konkretną mobilnością. Nie mogły być też zbyt duże, gdyż jako takie stanowiły po prostu wdzięczny cel.

    ZSRR dzięki współpracy z Niemcami uzyskał dostęp do ciekawych technologii, który wykorzystał tworząc bardzo liczne typy czołgów, od lekkich, przez średnie aż po ciężkie – niektóre z nich uznaje się za najlepsze konstrukcje pierwszego okresu wojny, a i w latach późniejszych to właśnie konstruktorzy spod znaku czerwonej gwiazdy wiedli prym w tej zabawie.

    Radziecka piechota zeskakuje z czołgów i kontynuuje natarcie pieszo. Kombinacja piechoty i wozów pancernych to jedna z tych nauk, które dowódcy musieli sobie przyswoić by w ogóle nadążyć za chimerycznym noob-bogiem nowoczesnej wojny. Aby równanie było pełne, do piechoty i czołgów należałoby dorzucić lotnictwo i artylerię. Agregacja czterech rodzajów sił zbrojnych tworzyła wartość dodaną znacznie przewyższającą wartość składową poszczególnych elementów.

    Radziecka piechota zeskakuje z czołgów (na pierwszym planie mamy chyba jakieś działo szturmowe z serii SU) i kontynuuje natarcie pieszo. Kombinacja piechoty i wozów pancernych to jedna z tych nauk, które dowódcy musieli sobie przyswoić by w ogóle nadążyć za chimerycznym noob-bogiem nowoczesnej wojny. Aby równanie było pełne, do piechoty i czołgów należałoby dorzucić lotnictwo i artylerię. Agregacja czterech rodzajów sił zbrojnych tworzyła wartość dodaną znacznie przewyższającą wartość składową poszczególnych elementów.

    Wielka Brytania teoretycznie doceniła czołgi, ale z koncepcji Harta zapamiętała chyba tylko tytuł. Anglicy dzielili swoje czołgi na tzw. czołgi piechoty („infantry tank”), takie jak świetna Matilda czy czołgi krążownicze („cruiser tank”). Te pierwsze miały dawać osłonę piechocie, drugie zaś wykorzystywać przełamania i rozwijać natarcia poza linię frontu. Brzmi to nieźle, tyle że czołgi piechoty mimo potężnego opancerzenia były zazwyczaj przeciętnie uzbrojone, a w dodatku strasznie wolne. Z kolei czołgi krążownicze były szybkie, lecz słabo opancerzone. Wspomniana już Matilda miała szybkostrzelne działo o doskonałej penetracji pancerza, ale zupełnie nienadające się do używania pocisków odłamkowo-burzących, co się srodze zemściło na Anglikach (szturmujące Matildy były praktycznie bezbronne wobec okopanych dział przeciwpancernych). W dodatku Brytyjczycy upierali się by czołgi używać w rozproszeniu. Amerykanie nie tworzyli sił pancernych z uwagi na fakt, że nie czuli się zagrożeni. Drugi powód był taki, że w armii amerykańskiej decydujące słowo miało lobby kawaleryjskie. A kawalerzyści robili wszystko co mogli, by czołg nigdy nie powstał (stąd u progu wojny Jankesi mieli mniej czołgów niż Polacy we wrześniu 1939). Zapewne obawiali się utraty pracy.

    Francuski Char B1 - bardzo stara konstrukcja, opracowana praktycznie chwilę po zakończeniu pierwszej wojny światowej, jednak jeszcze w 1940 roku na tyle potężna, że będąca dla Niemców trudnym orzechem do zgryzienia. Na szczęście dla nich, Francuzi upierali się przy rozpraszaniu czołgów i używaniu ich w mało odkrywczy sposób.

    Francuski Char B1 – bardzo stara konstrukcja, opracowana praktycznie chwilę po zakończeniu pierwszej wojny światowej, jednak jeszcze w 1940 roku na tyle potężna, że będąca dla Niemców trudnym orzechem do zgryzienia. Na szczęście dla nich, Francuzi upierali się przy rozpraszaniu czołgów i używaniu ich w mało odkrywczy sposób.

    Wykrwawiona po Wielkiej Wojnie Francja postawiła wszystkie żetony na obronę i naród przez długie lata w pocie czoła budował absurdalnie nieskuteczne umocnienia Linii Maginota, próbując tym samym obalić odwieczną prawdę, że najlepszą obroną jest atak. Oczywiście czołgi nijak nie przystawały do koncepcji wojny obronnej opartej o ciężkie fortyfikacje. Nowe konstrukcje czołgów zaadoptowano do błędnej idei: rozproszono po całym froncie i nakazano im wspierać piechotę. Tylko dzięki temu Niemcy sobie z nimi poradzili: wybierali je jak kraby z saka, jeden po drugim, koncentrując na nich potężną siłę ognia. Paradoksalnie bowiem, także Francuzi mieli kilka udanych konstrukcji i uznaje się, że dysponowali – mimo wszystko! – większym potencjałem niż Niemcy!

    KW-1 to jedyny ciężki czołg produkowany seryjnie u progu wojny. Żaden niemiecki czołg nie mógł mu sprostać w boju, a jedyną szansą na jego zniszczenie była współpraca artylerii i lotnictwa. Ostatecznie, najskuteczniejszą metodą eliminacji tego zagrożenia okazało się użycie słynnych dział przeciwlotniczych 8,8 cm Flak 18

    KW-1 to jedyny ciężki czołg produkowany seryjnie u progu wojny. Żaden niemiecki czołg nie mógł mu sprostać w boju, a jedyną szansą na jego zniszczenie była współpraca artylerii i lotnictwa. Ostatecznie, najskuteczniejszą metodą eliminacji tego zagrożenia okazało się użycie słynnych dział przeciwlotniczych 8,8 cm Flak 18

  9. W Drugiej Rzeczypospolitej czołg miał się tak sobie. Początkowo szło nieźle. Zaraz po Wielkiej Wojnie Polska otrzymała ogromną ilość czołgów francuskich (Francji już zbędnych) i te bardzo się przydały w wojnie z bolszewikami. Później opracowano szereg własnych projektów, z perspektywy czasu ocenianych jako bardzo dobre i równorzędne z najlepszymi ówczesnymi projektami zagranicznymi. Polskie czołgi nie ustępowały niemieckim, tyle że było ich mało, a i koncepcja użycia pozostawiała wiele do życzenia. Pamiętajmy jednak, że Druga Rzeczypospolita była państwem nie tyle biednym co ubogim – sam fakt, że w ogóle stworzyła liczną armię z własnym lotnictwem, siłami pancernymi, kawalerią i artylerią stanowił ogromny sukces! Zapewne liczniejsze siły pancerne nie zmieniłyby traumatycznego obrazu Września 1939 – na tę klęskę Polska po prostu była skazana.

    Lekki czołg 7TP - jedyna w 100% polska konstrukcja z którą "zdążono" przed wojną. Tutaj podczas defilady w 1938 roku. U progu wojny Polska miała ich 123 sztuki. Warto dodać, że wbrew utartej opinii, czołg ten był konstrukcją udaną, aczkolwiek obciążoną szeregiem wad wynikających z braku czasu i środków. 7TP na papierze prezentuje się lepiej niż niemiecki PzKpfw II, czyli najliczniejszy wtedy nazistowski czołg.

    Lekki czołg 7TP – jedyna w 100% polska konstrukcja z którą „zdążono” przed wojną. Tutaj podczas defilady w 1938 roku. U progu wojny Polska miała ich 123 sztuki. Warto dodać, że wbrew utartej opinii, czołg ten był konstrukcją udaną, aczkolwiek obciążoną szeregiem wad wynikających z braku czasu na należyty rozwój i środków. 7TP na papierze prezentuje się lepiej niż niemiecki PzKpfw II, czyli najliczniejszy wtedy nazistowski czołg.

  10. Odrobina statystyki ;-). Największym autentycznie wyprodukowanym czołgiem w dziejach był drugowojenny, niemiecki Maus, ważący… 188 ton (masa bojowa), czyli trzy razy więcej niż waży M1A2 Abrams, dzisiejszy podstawowy czołg bojowy US Army (dla porównania: dopuszczalna masa całkowita ciągnika siodłowego, zwanego popularnie TIRem, wynosi 40 ton, przy czym na ładunek rezerwuje się do 22 ton).
    Nie, to nie jest Maus ani Ratte. Tutaj akurat widzimy - na pierwszym planie - Panzerkampfwagen II i - na drugim - PzKpfw I. PzKpfw II był najliczniejszym niemieckim czołgiem aż do 1941 roku, choć jego główną zaletą była prędkość - 40 km/h, a w modelach późniejszych nawet 65 km/h. Co ciekawe, "dwójka" ustępowała praktycznie wszystkim konkurencyjnym czołgom, nawet polskim. W podręcznikach historii pisze się o niemieckich czołgach jakoby dominujących jakościowo na polach bitew, co jest kompletną bzdurą. Prawda jest bardziej skomplikowana, gdyż aby sobie wyjaśnić czemu ten lekki czołg pomógł Hitlerowi pokonać Polskę, kraje Beneluksu i Francję, musielibyśmy zagłębić się w kwestie taktyczne.

    Nie, to nie jest Maus ani Ratte. Tutaj akurat widzimy – na pierwszym planie – Panzerkampfwagen II i – na drugim – PzKpfw I. PzKpfw II był najliczniejszym niemieckim czołgiem aż do 1941 roku, choć jego główną zaletą była prędkość – 40 km/h, a w modelach późniejszych nawet 65 km/h. Co ciekawe, „dwójka” ustępowała praktycznie wszystkim konkurencyjnym czołgom, nawet polskim. W podręcznikach historii pisze się o niemieckich czołgach jakoby dominujących jakościowo na polach bitew, co jest kompletną bzdurą. Prawda jest bardziej skomplikowana, gdyż aby sobie wyjaśnić czemu ten lekki czołg pomógł Hitlerowi pokonać Polskę, kraje Beneluksu i Francję, musielibyśmy zagłębić się w kwestie taktyczne. Pz I był kolejnym lekkim, bardzo licznym czołgiem niemieckim, którego fale zalewały obronę Polski czy Francji. I ten sam paradoks co zazwyczaj: pancerza brak, uzbrojenie liche jak inteligencja pracusiów znad Wiejskiej… i wygrywane bitwy, jedna za drugą.

    Niemcy byli jednak bardziej ambitni, i rozwijali projekty Landkreuzer P-1000 Ratte (ważący 1000 ton lądowy krążownik) oraz Landkreuzer P. 1500 Monster (ważący 1500 ton, klasyfikowany jako działo samobieżne). Ratte miał mieć 35 metrów długości i 11 wysokości, a do przemieszczania się z szaloną prędkością 13 km/h potrzebował 16 000 KM (ciężarówka ma, dla porównania w okolicy 500 KM, te ekstremalne, pracujące w kopalniach, mogą mieć nawet kilkanaście tysięcy KM). Ani P-1000 ani P-1500 nie doczekały się praktycznej realizacji, Niemcom zabrakło czasu i środków. A może zakiełkował u nich rozsądek? Do dzisiaj nie wiadomo jak Niemcy chcieli wykorzystać te potwory, skoro nie było żadnego mostu, po którym mogłyby przejechać, a gigantyczny nacisk na podłoże praktycznie uniemożliwiał poruszanie się po terenie nieutwardzonym (aby P-1500 w ogóle nie zapadł się pod ziemię pod własnym ciężarem zaprojektowano mu gąsienice o szerokości niemal zbieżnej z szerokością jego kadłuba!).

A oto niemiecki Maus, zniszczony, ale i tak imponujący!

A oto niemiecki Maus, zniszczony, ale i tak imponujący!

A skoro o statystyce mowa, to warto podkreślić bardzo ważny wniosek z drugiej wojny światowej: wojnę wygrały liczby. Amerykański Sherman, choć był czołgiem względnie słabym, pojawił się na frontach w ilości 49 000 sztuk. Sowiecki T-34 powstał w ilości ponad 80 000 sztuk, ale do końca wojny wyprodukowano ich „jedynie” 57 000. Dla porównania Niemcy rzucili do walki mniej niż 6 000 Panter i około 9 000 Panzerkampfwagen IV. Te liczby prezentują produkcję najpopularniejszych czołgów średnich, ale nie zamykają puli – Niemcy produkowali przecież także PzKpfw III i sporo czołgów opartych na modelach zdobycznych. Rosjanie dysponowali także T-28, swoje trzy grosze dorzucili Anglicy z Matildami i Valentine itd itp. Niezależnie od tego, przewaga aliantów była astronomiczna – praktycznie dziesięciokrotna! W czołgach ciężkich rzecz prezentowała się podobnie. Niemcy wytworzyli jedynie 1355 sztuki Tygrysa i 487 Królewskich Tygrysów. Rosjanie dysponowali 4 700 sztukami KV-1, 334 KV-2 i 3 400 IS-2. Brytyjczycy dysponowali ponad 7 000 sztuk ciężkich czołgów Churchill. Amerykanie opracowali pierwszy czołg ciężki dopiero pod koniec wojny – Pershing powstał w ilości 2212 sztuk i choć był w rzeczy samej czołgiem średnim, który został… celowo dociążony balastem aby dało się go zakwalifikować jako ciężki, to jednak był przynajmniej czymś, co dało się użyć do zwalczania Panter i Tygrysów w szczęśliwych okolicznościach.

To tyle ;-). Moglibyśmy temat nieco pociągnąć, ale chyba najważniejsze zostało ujęte. Dla historyków historia czołgu w pewnym sensie wpisuje się w historię drugiej wojny światowej – praktycznie nie da się kompleksowo zrozumieć drugiej wojny światowej bez odniesienia do pancernych potworów. Z drugiej strony bywa, że wątki techniczne są nadinterpretowane, a wyznawcy rozmaitych teorii kłócą się, że milimetr pancerza tu i tam mógłby odmienić los konfliktu. W co, naszym zdaniem, nie należy wierzyć 😉


 

Dyskusja na temat polskiej etymologii słowa -> TUTAJ

O rewolucyjnym charakterze czołgu Renault FT i jego roli w polskim 1. Pułku Czołgów -> TUTAJ

O polskim czołgu 7TP, także o jego użyteczności w czasie działań zbrojnych w kampanii wrześniowej -> TUTAJ i TUTAJ

Wszystkie czołgi eksploatowane kiedykolwiek i teraz przez Polskie Siły Zbrojne -> TUTAJ


I jeszcze kilka zdjęć:

Ciężki czołg radziecki KV-2. Zbudowany na bazie podwozia KV-1 był w istocie ciężkim czołgiem przełamania, przystosowanym przede wszystkim do niszczenia umocnień stałych. Był zarazem najpotężniej opancerzonym kolosem pierwszego okresu wojny. Dla niemieckich czołgów strzelanie do niego stanowiło właściwie stratę amunicji, jednak ostatecznie to niemieckie pojazdy zatriumfowały dzięki prędkości i lepszej taktyce. Ogromna ilość KV-2 została utracona przez usterki lub w czasie transportu, inne - rozproszone, działające bez wsparcia - były z dużym trudem niszczone jeden po drugim. W ciągu paru miesięcy wojny niemal niezniszczalny kolos został praktycznie wytępiony.

Ciężki czołg radziecki KV-2. Zbudowany na bazie podwozia KV-1 był w istocie ciężkim czołgiem przełamania, przystosowanym przede wszystkim do niszczenia umocnień stałych. Był zarazem najpotężniej opancerzonym kolosem pierwszego okresu wojny. Dla niemieckich czołgów strzelanie do niego stanowiło właściwie stratę amunicji, jednak ostatecznie to niemieckie pojazdy zatriumfowały dzięki prędkości i lepszej taktyce. Ogromna ilość KV-2 została utracona przez usterki lub w czasie transportu, inne – rozproszone, działające bez wsparcia – były z dużym trudem niszczone jeden po drugim. W ciągu paru miesięcy wojny niemal niezniszczalny kolos został praktycznie wytępiony.

Pierwszowojenny brytyjski Mark IV. Gwoli ścisłości: Mark to oczywiście nie imię, ale "typ". Dopiero wiele lat później Anglicy nauczyli się nadawać swoim czołgom ładniejsze nazwy. Stąd seria "kobiecych" wozów: Matylda, Walentynka.

Pierwszowojenny brytyjski Mark IV. Gwoli ścisłości: Mark to oczywiście nie imię, ale „typ”. Dopiero wiele lat później Anglicy nauczyli się nadawać swoim czołgom ładniejsze nazwy. Stąd seria „kobiecych” wozów: Matylda, Walentynka.

Tak wyglądało natarcie czołgów i piechoty w czasie pierwszej wojny światowej. Czołg w tle to zapewne Mark IV.

Tak mogło wyglądać natarcie czołgów i piechoty w czasie pierwszej wojny światowej. Czołg w tle to zapewne Mark IV. Zdjęcie jest na 90% ustawką – zbyt duży porządek w kadrze a i w normalnym przypadku czołg powinien nacierać przed piechotę, nie zaś chwalić się profilem z tyłu.

Być może nie wiecie, ale czołgi potrafiły pluć ogniem. Nie wszystkie, a jedynie specjalnie przygotowane egzemplarze. Były to doskonałe narzędzia do zdobywania bunkrów, przydawały się także w walkach miejskich. Tutaj widać Shermana, który udaje, że jest smokiem.

Być może nie wiecie, ale czołgi potrafiły pluć ogniem. Nie wszystkie, a jedynie specjalnie przygotowane egzemplarze. Były to doskonałe narzędzia do zdobywania bunkrów, przydawały się także w walkach miejskich. Tutaj widać Shermana, który udaje, że jest smokiem.

Czołgi potrafiły także latać. Tutaj widzimy Cromwella, średni czołg brytyjski, któremu się wydaje, że jest małym pisklaczkiem. Mimo wszystko, idzie mu nieźle, zważywszy na masę - 28 ton.

Czołgi potrafiły także latać. Tutaj widzimy Cromwella, średni czołg brytyjski, któremu się wydaje, że jest małym pisklaczkiem. Mimo wszystko, idzie mu nieźle, zważywszy na masę – 28 ton.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zniszczony czołg, prawdopodobnie niemiecki Panzerkampfwagen VI Tiger czyli swojski Tygrys. Przyczyna: wybuch amunicji lub paliwa.

Zniszczony czołg, być możeniemiecki Panzerkampfwagen VI Tiger czyli swojski Tygrys (lub znacznie od niego mniejszy PzKpfw IV – nie mam pewności co do identyfikacji). Przyczyna: wybuch amunicji lub paliwa.

To nie rzeźba nowoczesna. Tak wygląda amerykański Sherman po eksplozji wewnętrznej, która nie tylko wyrzuciła w górę wieżę, ale i rozepchnęła pancerz nadwozia. Szanse załogi: równo 0%.

To nie rzeźba nowoczesna. Tak wygląda amerykański Sherman po eksplozji wewnętrznej, która nie tylko wyrzuciła w górę wieżę, ale i rozepchnęła pancerz nadwozia. Szanse załogi: równo 0%.

Kolejny wyłączony z gry czołg, tym razem niemiecki. Chyba PzKpfw IV. Leżący na pierwszym planie żołnierz wygląda mi jednak na Amerykanina.

Kolejny wyłączony z gry czołg, tym razem niemiecki. Chyba PzKpfw IV. Leżący na pierwszym planie żołnierz wygląda mi jednak na Amerykanina.

Sprzęt "zużyty" podczas bitwy na Łuku Kurskim. W bitwie wzięło udział nie mniej niż 3 miliony żołnierzy i prawie osiem tysięcy czołgów. Bitwa pod Prochorowką, będąca kulminacją kampanii, była największą w dziejach bitwą pancerną. W sumie, w okolicy Kurska obie strony straciły ponad siedem tysięcy czołgów i 300 000 ludzi. Nie poznaję czołgu na pierwszym planie, ale na drugim widzimy niemiecką Panterę (Panzerkampfwagen V Panther - po lewo) oraz PzKpfw IV.

Sprzęt „zużyty” podczas bitwy na Łuku Kurskim. W bitwie wzięło udział nie mniej niż 3 miliony żołnierzy i prawie osiem tysięcy czołgów. Bitwa pod Prochorowką, będąca kulminacją kampanii, była największą w dziejach bitwą pancerną. W sumie, w okolicy Kurska obie strony straciły ponad siedem tysięcy czołgów i 300 000 ludzi. Nie poznaję czołgu na pierwszym planie, ale na drugim widzimy niemiecką Panterę (Panzerkampfwagen V Panther – po lewo) oraz PzKpfw IV.

Amerykański żołnierz zagląda w lufę niemieckiego Sturmtiger (38cm RW61 auf Sturm (panzer) mörser Tiger). Tygrys szturmowy to działo szturmowe zbudowane na bazie czołgu Tiger (PzKpfw VI) - ekstremalnie opancerzone i obdarzone lufą o gigantycznym kalibrze. Jak widać, jest to zarazem bardzo krótka lufa co informuje nas, że nie była wykorzystywana do wystrzeliwania pocisków przeciwpancernych - w rzeczy samej Sturmtigery strzelały pociskami burzącymi lub rakietowymi. Tylko nieliczne Sturmtigery zostały zniszczone przez wroga w walce - większość uległa wypadkom lub została wyłączona z użytku przez lotnictwo czy artylerię.

Amerykański żołnierz zagląda w lufę niemieckiego Sturmtiger (38cm RW61 auf Sturm (panzer) mörser Tiger). Tygrys szturmowy to działo szturmowe zbudowane na bazie czołgu Tiger (PzKpfw VI) – ekstremalnie opancerzone i obdarzone lufą o gigantycznym kalibrze. Jak widać, jest to zarazem bardzo krótka lufa co informuje nas, że nie była wykorzystywana do wystrzeliwania pocisków przeciwpancernych – w rzeczy samej Sturmtigery strzelały pociskami burzącymi lub rakietowymi. Tylko nieliczne Sturmtigery zostały zniszczone przez wroga w walce – większość uległa wypadkom lub została wyłączona z użytku przez lotnictwo czy artylerię.

Superciężki czołg niemiecki Maus, zapewne egzemplarz V-2. Ruchomy pomnik pancernej megalomanii, zarazem - jak to zwykle bywa z megalomanią - ślepa ścieżka rozwoju broni pancernej.

Superciężki czołg niemiecki Maus, zapewne egzemplarz V-2. Ruchomy pomnik pancernej megalomanii, zarazem – jak to zwykle bywa z megalomanią – ślepa ścieżka rozwoju broni pancernej.

Francuski czołg superciężki Char 2C. Konstrukcja z pierwszej wojny światowej, która na pierwszą wojnę nie zdążyła. Zbudowano je dopiero w 1921 roku, reaktywowano wobec zagrożenia niemieckiego w 1939 i użyto w wojnie obronnej roku 1940 w roli... propagandowej. Kiedy grunt zaczął się Francuzom palić pod nogami postanowiono je ewakuować - jest to bardzo szczególny przypadek w historii, kiedy to narzędzie wojenne jest ewakuowane aby uchronić je przed możliwym udziałem w działaniach wojennych. Ewakuacja się nie powiodła i czołgi (wszystkie 9) postanowiono zniszczyć (notabene, to też się Francuzom nie udało).

Francuski czołg superciężki Char 2C. Konstrukcja z pierwszej wojny światowej, która na pierwszą wojnę nie zdążyła. Zbudowano je dopiero w 1921 roku, reaktywowano wobec zagrożenia niemieckiego w 1939 i użyto w wojnie obronnej roku 1940 głównie w roli… propagandowej. Kiedy grunt zaczął się Francuzom palić pod nogami postanowiono je ewakuować – jest to bardzo szczególny przypadek w historii, kiedy to narzędzie wojenne jest ewakuowane aby uchronić je przed możliwym udziałem w działaniach wojennych. Ewakuacja się nie powiodła i czołgi (wszystkie 9) postanowiono zniszczyć (notabene, to też się Francuzom nie udało). Jeden z „przetrwałych” czołgów wpadł w łapy Wehrmachtu – na zdjęciu widać właśnie ten egzemplarz, o czym informują nas ewidentnie niemieckie mundury.

Jeszcze raz Char 2C, tym razem z własną załogą.

Jeszcze raz Char 2C. Ci sympatyczni wieśniacy przed nim to jego załoga bojowa. Zapewne w Char 2C mieściła się niejedne skrzynka czerwonego bordeaux, a i pewnie starczało miejsca na jakieś zapasy brie.

Być może najsłynniejszy czołg drugiej wojny światowej: T-34. Sumarycznie wyprodukowany w 84 000 egzemplarzy. Na drugiej wojnie światowej obecny prawie od samego początku - Niemcy natknęli się na niego już w pierwszych miesiącach inwazji na Związek Radziecki i byli jego obecnością nieprzyjemnie zaskoczeni. Mimo iż T-34 przerastał konstrukcje niemieckie, był niedopracowany. Nawet połowa strat w kampanii wiązała się z awariami. Jak to bywało także w przypadku innych czołgów w czasie Barbarossy, załogi nierzadko porzucały czołgi wobec szybkich postępów Niemców. Do strat przyłożyły się efekty niedawnej czystki stalinowskiej: brak dowódców, taktyki, planu działania. I bardzo często radia, gdyż w przeciwieństwie do Niemców Sowieci dość późno zaczęli wyposażać czołgi w ten wynalazek.

Być może najsłynniejszy czołg drugiej wojny światowej: radziecki T-34. Sumarycznie wyprodukowany w 84 000 egzemplarzy. Na drugiej wojnie światowej obecny prawie od samego początku – Niemcy natknęli się na niego już w pierwszych miesiącach inwazji na Związek Radziecki i byli jego obecnością nieprzyjemnie zaskoczeni. Mimo iż T-34 przerastał konstrukcje niemieckie, był niedopracowany. Nawet połowa strat w kampanii wiązała się z awariami. Jak to bywało także w przypadku innych czołgów w czasie Barbarossy, załogi nierzadko porzucały czołgi wobec szybkich postępów Niemców. Do strat przyłożyły się efekty niedawnej czystki stalinowskiej: brak dowódców, taktyki, planu działania. I bardzo często radia, gdyż w przeciwieństwie do Niemców Sowieci dość późno zaczęli wyposażać czołgi w ten wynalazek. Osobnym tematem była jakość produkcji, gdyż radzieckie fabryki borykały się z tymi samymi kłopotami co dowódcy liniowi: brak wykwalifikowanych kadr i niemożliwe do wypełnienia cele. Zazwyczaj nawet ewidentne błędy konstrukcyjne nie były modyfikowane byle tylko nie opóźniać produkcji, stąd w pewnym przybliżeniu można powiedzieć, że ZSRR specjalizował się w produkowaniu trumien.

Następca Tygrysa: Tygrys II lub Królewski Tygrys. Według wielu najlepszy czołg drugiej wojny światowej. Potężnie uzbrojony, doskonale opancerzony. Nawet na tym kiepskim zdjęciu doskonale widać kąt nachylenia płyt pancernych na wieży: to rozwiązanie umożliwiło odbijanie pocisków i zwiększało efektywną wartość pancerza poprzez skątowanie. Na szczęście dla Aliantów Tygrys II pojawił się zbyt późno, był zbyt nieliczny a gospodarka Rzeszy zbyt mocno już kulała by dostarczyć mu nawet odpowiednią ilość środków pędnych...

Następca Tygrysa: Tygrys II lub Królewski Tygrys. Według wielu najlepszy czołg drugiej wojny światowej. Potężnie uzbrojony, doskonale opancerzony. Nawet na tym kiepskim zdjęciu doskonale widać kąt nachylenia płyt pancernych na wieży: to rozwiązanie umożliwiło odbijanie pocisków i zwiększało efektywną wartość pancerza poprzez skątowanie. Na szczęście dla Aliantów Tygrys II pojawił się zbyt późno, był zbyt nieliczny, a gospodarka Rzeszy zbyt mocno już kulała by dostarczyć mu nawet odpowiednią ilość środków pędnych… Nie zapominajmy o awariach, które były zmorą większości potencjalnie udanych konstrukcji produkowanych w sytuacji wojennych niedostatków.

Tak wyglądał niemiecki blitzkrieg: masa lekkich lub średnich czołgów, ześrodkowana, użyta w jednym, nokautującym ciosie.

Tak wyglądał niemiecki blitzkrieg: masa lekkich lub średnich czołgów, ześrodkowana, użyta w jednym, nokautującym ciosie. Na pierwszym planie prawdopodobnie Pz IV – jego pierwsze wersje uzbrojone były w krótką, pękatą lufę, przystosowaną do zwalczania celów nieopancerzonych.

Tygrys Królewski zniszczony ostrzałem bezpośrednim - na zdjęciu, mimo że mało wyraźnym, widać kilka otworów zadanych przez działo wysokiego kalibru. Nieczęsto ten niemal doskonały czołg padał łupem słabszych od siebie braci w pancerzu...

Tygrys Królewski zniszczony ostrzałem bezpośrednim – na zdjęciu, mimo że mało wyraźnym, widać kilka otworów zadanych przez działo wysokiego kalibru. Nieczęsto ten niemal doskonały czołg padał łupem słabszych od siebie braci w pancerzu…

Kiedy polskie Rosomaki trafiły do Iraku, nasi żołnierze musieli domowymi sposobami wzmacniać ich pancerze. Problem jest stary jak świat. Ten Abrams jest dosłownie obłożony zapasowymi ogniwami gąsienic jezdnych, które wbrew oryginalnemu przeznaczeniu zwiększają grubość pancerza a tym samym szansę załogi na przetrwania walki z lepszymi niemieckimi wozami.

Kiedy polskie Rosomaki trafiły do Iraku, nasi żołnierze musieli domowymi sposobami wzmacniać ich pancerze. Problem jest stary jak świat. Ten Sherman jest dosłownie obłożony zapasowymi ogniwami gąsienic jezdnych, które wbrew oryginalnemu przeznaczeniu zwiększają grubość pancerza, a tym samym szansę załogi na przetrwania walki z lepszymi niemieckimi wozami.

A tutaj widzimy osobną ścieżkę rozwoju czołgów. Na zdjęciu ładnie prezentuje się Stug III. Stug to skrót od niemieckiego Sturmgeschutz czyli działo pancerne lub działo szturmowe. Jest to w rzeczy samej czołg, ale pozbawiony wieży. Działo zamontowane jest bezpośrednio w kadłubie, co poniekąd stanowi powrót do rozwiązań z pierwszej wojny światowej. Tutaj jednak sam kadłub jest mocno spłaszczony, a przez to czołg stanowi mniejszy cel. Podstawową korzyścią z produkcji dział szturmowych były ogromne oszczędności - wieża stanowi jeden z bardziej skomplikowanych i kosztownych elementów czołgu. Oczywiście Stugi mogły prowadzić ostrzał wyłącznie do przodu, a samo działo - w zależnosci od modelu czołgu - mogło się ruszać w ograniczonym zakresie w osiach pion-poziom. Podobną do dział szturmowych kategorią są niszczyciele czołgów.

A tutaj widzimy osobną ścieżkę rozwoju czołgów. Na zdjęciu ładnie prezentuje się Stug III. Stug to skrót od niemieckiego Sturmgeschutz czyli działo pancerne lub działo szturmowe. Jest to w rzeczy samej czołg, ale pozbawiony wieży. Działo zamontowane jest bezpośrednio w kadłubie, co poniekąd stanowi powrót do rozwiązań z pierwszej wojny światowej. Tutaj jednak sam kadłub jest mocno spłaszczony, a przez to czołg stanowi mniejszy cel. Podstawową korzyścią z produkcji dział szturmowych były ogromne oszczędności – wieża stanowi jeden z bardziej skomplikowanych i kosztownych elementów czołgu. Oczywiście Stugi mogły prowadzić ostrzał wyłącznie do przodu, a samo działo – w zależnosci od modelu czołgu – mogło się ruszać w ograniczonym zakresie w osiach pion-poziom. Podobną do dział szturmowych kategorią są niszczyciele czołgów. To dziwne coś pod lufą to moduły gąsienic jezdnych będące zarówno rezerwą dla czołgu w przypadku uszkodzenia głównych gąsienic, jak i dodatkowym pancerzem.

Jagdtiger - samobieżne działo przeciwpancerne / niszczyciel czołgów na bazie czołgu Tiger. Prawdopodobnie najcięższy seryjnie budowany pojazd w czasie drugiej wojny światowej. Potężnie opancerzony i uzbrojony dostatecznie by zniszczyć dosłownie każdy cel, który nawinie mu się przed lufę. Większość amerykańskich i sowieckich czołgów mógł niszczyć z dystansu 4 km, zatem poza strefą zagrożenia dla własnego pancerza. Historia lubi się jednak powtarzać: większość Jagdtigerów stracono w wyniku awarii, a głównym pogromcą tego niszczyciela było lotnictwo i artyleria. Mimo to cieszymy się, że Jagdtigerów powstało mniej niż 100.

Jagdtiger – samobieżne działo przeciwpancerne / niszczyciel czołgów na bazie czołgu Tiger. Prawdopodobnie najcięższy seryjnie budowany pojazd w czasie drugiej wojny światowej. Potężnie opancerzony i uzbrojony dostatecznie by zniszczyć dosłownie każdy cel, który nawinie mu się przed lufę. Większość amerykańskich i sowieckich czołgów mógł eliminować z dystansu 4 km, zatem poza strefą zagrożenia dla własnego pancerza. Historia lubi się jednak powtarzać: większość Jagdtigerów stracono w wyniku awarii, a głównym pogromcą tego niszczyciela było lotnictwo i artyleria. Mimo to cieszymy się, że Jagdtigerów powstało mniej niż 100.

A oto przykład typowego niszczyciela czołgów. Niszczyciele czołgów różniły się od czołgów i dział pancernych. Od pierwszych słabszym opancerzeniem i większą prędkością. Od dział pancernych tym, że na ogół posiadały wieże jak zwykłe czołgi. Mówiąc krótko: były to ekonomiczne czołgi. Tańsze, bo słabiej opancerzone (wieże bardzo często były dosłownie "papierowe"), ale na ogół bardzo mocno uzbrojone. Często niszczyciele czołgów były uzbrajane lepiej niż same czołgi, nawet te, które budowano w ramach podobnego projektu. W dodatku były szybkie (zazwyczaj). Ich rolą było niszczenie wroga z zasadzek, szybkie rajdy i ucieczki. W przypadku regularnej wymiany ognia nie miały większych szans na przetrwanie. Niszczyciele czołgów nie przetrwały drugiej wojny światowej ale współczesnym ich odpowiednikiem mogą być lekkie pojazdy takie jak HUMVEE z montowanymi na nich wyrzutniami rakiet przeciwpancernych lub rozmaite pojazdy opancerzone i pojazdy wsparcia.

A oto przykład typowego niszczyciela czołgów. Niszczyciele czołgów różniły się od czołgów i dział pancernych. Od pierwszych słabszym opancerzeniem i większą prędkością. Od dział pancernych tym, że na ogół posiadały wieże jak zwykłe czołgi. Mówiąc krótko: były to ekonomiczne czołgi. Tańsze, bo słabiej opancerzone (wieże bardzo często były dosłownie „papierowe”), ale na ogół bardzo mocno uzbrojone. Często niszczyciele czołgów były uzbrajane lepiej niż same czołgi, nawet te, które budowano w ramach podobnego projektu. W dodatku były szybkie (zazwyczaj). Ich rolą było niszczenie wroga z zasadzek, szybkie rajdy i ucieczki. W przypadku regularnej wymiany ognia nie miały większych szans na przetrwanie. Niszczyciele czołgów nie przetrwały drugiej wojny światowej ale współczesnym ich odpowiednikiem mogą być lekkie pojazdy takie jak HUMVEE z montowanymi na nich wyrzutniami rakiet przeciwpancernych lub rozmaite pojazdy opancerzone i pojazdy wsparcia.

Przenosimy się do współczesności. Tak wygląda izraelski czołg podstawowy Merkava Mk IV. Jest to najnowsza generacja Merkav uchodzących za jedne z najlepszych czołgów świata. Przy czym ich doskonałość sprowadza się do perfekcyjnego dostosowania do specyficznego teatru działań, jakim jest Bliski Wschód. Merkavy nie są tak uniwersalne jak Leopardy czy Abramsy. Mają za to ogromne doświadczenie wojenne, gdyż na Bliskim Wschodzie broń prędzej czy później wykorzystywana jest tak aby zabijać lub bronić, bez zbędnych półśrodków.

Przenosimy się do współczesności. Tak wygląda izraelski czołg podstawowy Merkava Mk IV. Jest to najnowsza generacja Merkav uchodzących za jedne z najlepszych czołgów świata. Przy czym ich doskonałość sprowadza się do perfekcyjnego dostosowania do specyficznego teatru działań, jakim jest Bliski Wschód. Merkavy nie są tak uniwersalne jak Leopardy czy Abramsy. Mają za to ogromne doświadczenie wojenne, gdyż na Bliskim Wschodzie broń prędzej czy później wykorzystywana jest tak aby zabijać lub bronić, bez zbędnych półśrodków.

T-99 Armata, najnowsze dziecko rosyjskiego przemysłu zbrojnego. Zdaniem niektórych komentatorów: wydmuszka i maskirowka, opancerzona wioska potiomkinowska, która w walce się nie sprawdzi. Zdaniem innych: czołg, którego pojawienie się wymusi błyskawiczną reakcję ze strony USA i Chin. Być może najnowocześniejszy czołg świata. Czy zdolny przejechać dziesięć kilometrów i oddać pięć strzałów... tego nie wiemy.

T-99 Armata, najnowsze dziecko rosyjskiego przemysłu zbrojnego. Zdaniem niektórych komentatorów: wydmuszka i maskirowka, opancerzona wioska potiomkinowska, która w walce się nie sprawdzi. Zdaniem innych: czołg, którego pojawienie się wymusi błyskawiczną reakcję ze strony USA i Chin. Być może najnowocześniejszy czołg świata. Czy zdolny przejechać dziesięć kilometrów i oddać pięć strzałów… tego nie wiemy.

A oto polska myśl techniczna z lat osiemdziesiątych. Kiedy nie udało się dogadać z ZSRR w sprawie zakupu licencji na zmodernizowany czołg T-72, postanowiono zmodernizować posiadane przez Wojsko Polskie T-72 we własnym zakresie. Efekt to właśnie PT-91 Twardy. Tak naprawdę polski wkład jest ograniczony, skoro sam czołg został zaprojektowany przez inżynierów sowieckich, jednak i tak było to poważne wyzwanie dla polskiego przemysłu obronnego. Wbrew obiegowej opinii PT-91 już od dawna jest czołgiem przestarzałym, praktycznie bezbronnym na nowoczesnym polu walki (ma słaby pancerz, nieadekwatny system kierowania ogniem ect). Obecnie rolę czołgu podstawowego w Wojsku Polskim pełnią poniemieckie Leopardy.

A oto polska myśl techniczna z lat osiemdziesiątych. Kiedy nie udało się dogadać z ZSRR w sprawie zakupu licencji na zmodernizowany czołg T-72, postanowiono zmodernizować posiadane przez Wojsko Polskie T-72 we własnym zakresie. Efekt to właśnie PT-91 Twardy. Tak naprawdę polski wkład jest ograniczony, skoro sam czołg został zaprojektowany przez inżynierów sowieckich, jednak i tak było to poważne wyzwanie dla polskiego przemysłu obronnego. Wbrew obiegowej opinii PT-91 już od dawna jest czołgiem przestarzałym, praktycznie bezbronnym na nowoczesnym polu walki (ma słaby pancerz, nieadekwatny system kierowania ogniem ect). Obecnie rolę czołgu podstawowego w Wojsku Polskim pełnią poniemieckie Leopardy.

Leopardy dwóch generacji. Ten po prawo to Leopard 1, po lewo Leopard 2. Leopard 1 to pomost pomiędzy czołgami starej generacji (druga wojna światowa) a nowej.

Leopardy dwóch generacji. Ten po prawo to Leopard 1, po lewo Leopard 2. Leopard 1 to pomost pomiędzy czołgami starej generacji (druga wojna światowa) a nowej.

Tak wygląda niemiecki Leopard 2 z obróconą wieżą. Użytkownikiem tego czołgu jest także Polska (249 sztuk zdaniem Wiki). Jest to najlepszy sprzęt w naszym arsenale, choć posiadane przez nas wersje ustępują najnowszym wersjom rozwojowym Leosia.

Tak wygląda niemiecki Leopard 2 z obróconą wieżą. Użytkownikiem tego czołgu jest także Polska (249 sztuk zdaniem Wiki). Jest to najlepszy sprzęt w naszym arsenale, choć posiadane przez nas wersje ustępują najnowszym wersjom rozwojowym Leosia.

Reklamy

8 thoughts on “1916 – 2016 Stulecie czołgu

  1. Jak to dobrze, że wpis ten jest tak skrótowy i lakoniczny – tak jak to zapowiedziałeś we wstępie 😉
    Przeczytałem jednak, obrazki pooglądałem – przypomniała mi się moja własna fascynacja tymi zabawkami.
    Ale jakże mogłeś nie wspomnieć o „Rudym” 102, to nie wiem 😉

    • Rudy to tak naprawdę ruski T-34, bodajże w wersji T-34/85, choć co do tego głowy nie dam. Myślałem o wpisie „żeniącym” czołgi z kulturą, w takim Rudy by się pojawił.

      Moja skrótowość niejedno ma oblicze, zazwyczaj jednak nie miewa oblicza skrótowego ;-P

  2. „Zniszczony czołg, być może niemiecki Panzerkampfwagen VI Tiger czyli swojski Tygrys (…)” To zniszczony Panzer 4, najprawdopodobniej wersja H. Tiger nie miał klap serwisowych nad przekładniami z frontu, miał znacznie szersze gąsienice, wizjer kierowcy był węższy i a jego obudowa bardziej prostokątna. Charakterystyczna dla czwórki Ausf. H jest też wieża z ekranami Schürzen, zwłaszcza trójkątne płyty na froncie wieży, zwężające się w stronę kadłuba.

    • Dzięki za komentarz i sprostowanie. Faktycznie, jak przeczytałem to co napisałeś to sam się za głowę złapałem. Gdzie tam widziałem Tygrysa? Podejrzewam, że na szybko oceniłem po kształcie wieży – też jest dość prostokątna i kadłub wydał mi się nieco tygrysowaty. Gdybym miał więcej wiedzy i poświęcił więcej czasu to na pewno bym nie popełnił tego błędu ;-). Tylko nie wiem czy Aufs H nie miał na stałe montowanych ekranów bocznych przeciw pociskom kumulacyjnym? Nie jestem jednak bardzo biegły w rozpoznawaniu wersji niemieckich czołgów, więc się nie upieram… zresztą co do tego, że nie jest to Pz VI wątpliwości oczywiście nie mam. Szacunek dla ogara… domyślam się, że „umoczonego” na WOT? ;-P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s