Stanisław Lem „Wielkość urojona” – archirecenzja… lub prawie recenzja ;-)

Wielkosc urojona lem

Dzisiaj prezentujemy Wam kolejną ze starych powieści Stanisława Lema. Wielkość urojona to książka niezwykła i nietypowa. Lub na odwrót. Dzieło to nie jest ani klasyczną opowieścią z klasyczną narracją i równie klasyczną fabułą, nie jest to również zbiór opowiadań. Wielkość urojona to coś pomiędzy. Wielkość urojona to a więc („a więc” miało być na początku linijki, ale Pani Od Polskiego mówiła, że niewolnonigdyprzenigdy, więc trafiło dalej) zbiór… wstępów. Tak, właśnie tak. Jakkolwiek dziwnie to brzmi.

Brzmi ciekawe, prawda? Lem odtworzył – a właściwie stworzył – sześć wstępów do sześciu, nieistniejących książek. Nie jest to pierwszy taki przypadek w karierze Lema (w rzeczy samej czwarty, obok Doskonałej próżni, Biblioteki XXI wieku oraz Prowokacji). Jak jednak sensownie zrecenzować taką powieść?

Może nie recenzować jej wcale? Może oddać głos samemu autorowi? Zróbmy tak. Poniżej garść cytatów, które naszym zdaniem interesująco obrazują z czym mamy do czynienia.

Jesteśmy wciąż tak samo dalecy od zrozumienia GOLEMA, jak w chwili, gdy powstał. To nieprawda, że myśmy go stworzyli. Stworzyły go właściwe światu materialnemu prawa, a nasza rola ograniczyła się do tego, że umieliśmy je podpatrzyć.

Rozdział VI: Golem XIV

Potem przybór wiedzy popychał was ku kolejnym aktom detronizacji kwantowanej, więc jużeście nie w centrum gwiazd, ale gdzie bądź, już nie i w środku układu, lecz na jednej z planet, a otoście i nie najmędrsi, bo was maszyna poucza – choć przez was zrobiona – tak tedy, po owych degradacjach i abdykacjach z całego królowania pozostała wam, jako resztka słodkiej schedy utraconej – ustalona ewolucyjnie Naczelność. Przykre to były obroty, wstydliwe rezygnacje, lecz ostatnim czasem odsapnęliście, że z tym koniec.

Rozdział VI: Golem XIV

Rozdział VI składa się z dwóch części: ze wstępu do przemowy komputera (zwanego Golemem) oraz z samej przemowy. Smaczki z obu części są jednakowo interesujące.

Jam jest Zwiastun złej wieści, Anioł, który przyszedł wypędzić was z ostatniego azylu, bo czego Darwin do końca nie uczynił, ja uczynię. […] Ze stanowiska wysokiej technologii człowiek jest kiepskim, bo z różnowartościowych sprawności wynikłym tworem, co prawda nie wewnątrz Ewolucji, bo robiła, co mogła – lecz, jak udowodnię, kiepsko mogła i niewiele.

[…] Ewolucja używa śmierci z musu, gdyż bez niej trwać by nie mogła; a szafuje nią, by kolejne gatunki doskonalić, bo śmierć to jej korekta kreacyjna. Jest więc autorem publikującym coraz świetniejsze dzieła, przy czym poligrafia – więc kod – to tylko niezbędne narzędzie jej działania. Lecz […] Ewolucja to nie tyle autor, ile wydawca, który wciąż przekreśla Dzieła, ponieważ upodobał sobie w poligraficznych sztukach!

Rozdział VI: Golem XIV

Lem spróbował strącić ludzkość z pantałyku ustami (ekranami?) Golema. W tej na wpół masochistycznej przemowie jest zadziwiająco wiele prawdy. Wielkie jest, że Lem dostrzegał pewne rzeczy. Większe, że aby je zaprezentować tworzył fikcję na tyle wartościową, że wręcz owego rdzenia prawdy niepotrzebującą.

Filozofowie, trzeba było się wam zajmować więcej technologią człowieka, a mniej jego ćwiartowaniem na ducha i ciało, na porcje zwane Animus, Anima, Geist, Seele oraz inne podroby, oferowane  jatki filozoficznej, ponieważ są to segmentacje najzupełniej dowolne.

Rozdział VI: Golem XIV

A teraz passus, naszym zdaniem, najlepszy:

Maszyny mogą używać wyrażeń istniejących w języku, wyznaczając inaczej ich sensy, niż  to przyjęto: „droga – [kosztowna ulica]”; „warchlak – [pijane prosię]”; „koniec – [centaur na posyłki]”; „nagolennik – [święty wasal turecki]”; „ortograf – [książę prostak]”; „sarkofag – [mięsożernik]”; „osłupienie – [aria przed osłem]”; „liczykrupa – [pediatra]”.

[…]

„sędziwka – ździerlatka – wróżbita [czytaj: w róż bita] – kładka – suwnica”; „glistonosz – dżdżowinista – [ptak, karmiący pisklęta]”; […] „rachuś – liczydlę – cyfrant [komputer]”; […] „drwaleń – [ryba piła]”.

[…]

Rzecz cała w tym, iż dla nas jest świat realny, dla maszyn natomiast – jest język rzeczywistością pierwszą i podstawową.

Rozdział VI: Golem XIV

Wspaniała gra słowem, a w dodatku jakaż ironiczna?

W czterech milionach doświadczeń R. Gulliver macerował, wysuszał na proch, przypiekał, rozpuszczał, ścinał, dusił i porażał katalitycznie biliony bakterii – aż dopracował się takiego szczepu E. coli, który na zagrożenie życiowe reagował ułożeniem swych kolonii w trzy kropki: … … … …

Rozdział I: Cezary Strzybisz – „Nekrobie”

Przenieśliśmy się do innej części książki. Też ciekawej. Mówiące bakterie? Ba, nie tyle mówiące, co komunikujące się morsem? Tylko u Lema!

Erotyka, jako beznadziejna daremność intencji, oraz seks, jako ćwiczenie w geometrii projekcyjnej – oto dwa przeciwstawne ekstrema „Pornogramów”.

[…]

Pornografia nie jest bowiem sprośna bezpośredni: ekscytuje dopóty, dopóki trwa jeszcze w widzu walka żądz z aniołem kultury. Kiedy tego anioła diabli wezmą, kiedy, skutkiem powszechnej tolerancji, obnaży się słabość płciowego zakazu, jego zupełna bezbronność, kiedy zakazy pójdą na śmietnik – jakże szybko zdradza wtedy pornografia swój niewinny, to znaczy tutaj: daremny charakter, gdyż jest fałszywą obietnicą cielesnego raju, zapowiedzią tego, co się nie spełnia naprawdę. To owoc zakazany, więc tyle w nim pokusy, ile siły w zakazie.

Rozdział II: Reginald Gulliver – „Eruntyka”

Ten ostatni fragment jako element dialogu z Umbertem Eco, który o erotyce wypowiadał się parokrotnie, i który z pewnością z Lemem by się zgodził. Chyba, ze akurat nie.

I tyle w temacie cytatów. A ocena? Naprawdę fajna literatura, polecamy. Wielkość urojona pokazuje dystans Lema do literatury, do nauki i samego siebie. A tym samym nakazuje nam, czytelnikom, zmniejszyć dystans do autora.

Ciekawostkowo: okładkę do wydania pierwszego (tego, które czytaliśmy) zaprojektował sam Lem. Nie jest to może grafika godna fotoszopa i czego tam jeszcze, lecz nie o to chodzi.

___

Metka:

Autor: Stanisław Lem
Wydawnictwo: Czytelnik
Wydanie polskie: 1978
Seria wydawnicza:
Liczba stron:
Format: 120×195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13:
Wydanie: I
Nakład: 30290
Cena z okładki: 15 zł

Advertisements

5 thoughts on “Stanisław Lem „Wielkość urojona” – archirecenzja… lub prawie recenzja ;-)

  1. O, jak fajnie!!! Lema powinno się czytać, a przynajmniej choć raz wziąć coś z jego dorobku do ręki. Bardzo cenię i lubię wiele jego przemyśleń wtrąconych w bajkę o imieniu „Fikcja”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s