„Łatwo być bogiem” Robert J. Szmidt – recenzja książki

robert j szmidt - łatwo być bogiem

Recenzja książki Pola Dawno Zapomnianych Bitew: Łatwo być Bogiem

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Robert J. Szmidt
Science fiction, hard science fiction
Literatura polska

 

Literatura science fiction, mimo gargantuicznego przekroju eksploatowanych fabuł, tematów i motywów, ze szczególnym upodobaniem wałkuje kilka klasycznych wątków, by wymienić tylko pierwszy kontakt, granicę człowieczeństwa, czy… problematykę ingerencji zaawansowanych kultur w prymitywniejsze. Ostatnia pozycja na tej skróconej liście brzmi dziwnie, ale z pewnością kojarzycie przynajmniej parę poświęconych jej kultowych książek. Weźmy chociażby cykl Helikonia Briana W. Aldissa lub Trudno być bogiem uzdolnionych w fantastyce braci Strugackich. Do obu wymienionych dzieł odwołuje się Robert J. Szmidt w pierwszej części nowego cyklu Pola dawno zakazanych bitew. Kwestię skojarzeń jeszcze sobie omówimy, zanurkujmy tymczasem w mrok kosmosu i posmakujmy fabuły.

Nike Stachurski, kadet akademii floty, czeka na swój pierwszy przydział. Mając świetne oceny i plasując się na najwyższych na uczelni lokatach, ma tylko symboliczną szansę na służbę inną niż wymarzona, w Układzie Słonecznym, w dowództwie Floty. A jednak czeka go niespodzianka (na którą zasłużył sobie sypiając nie z tą kobietą, co trzeba) i Nike ląduje na pokładzie Nomady, okrętu utylizacyjnego, przetwarzającego kosmiczny złom, pozostały po dawnych bitwach wojny domowej. W trakcie pierwszej misji Nike i wesoła kompania oficerów Nomady (których z powodzeniem moglibyśmy określić mianem złodziei, malwersantów i kłamców), natrafia na coś więcej: prawdziwy wrak prastarej jednostki prawdziwych Obcych! Co więcej, jeden z nich ciągle żyje… i fakt ten nie spodoba się nikomu z zainteresowanych. Cięcie.

 

Mszcząc śmierć brata, wysokiego oficera Urzędu Bezpieczeństwa, sierżant Henryan Święcki trafia do kolonii karnej o zaostrzonym rygorze, umiejscowionej gdzieś w pasie asteroidów. Sadystyczny i wszechwładny zarządca więzienia zagina na niego parol, fundując Henryanowi prawdziwe piekło. W ostatniej chwili sierżanta ratuje nowy przydział i w ten sposób Święcki trafia do podwójnego systemu Xan 4, na ogromną stację orbitującą wokół Bety. Dodajmy, że zarówno system, jak i stacja są utajnione i nikt o nich nie wie. Jeszcze bardziej ekstremalną tajemnicą jest jednak to, co dzieje się na powierzchni samej planety. Oto bowiem wyżynają się tam… dwie inteligentne rasy Obcych. Pokojowo nastawieni (sic!), ale silnie zdeterminowani i dysponujący lepszą techniką Gurdowie szykują się do wycięcia w pień niedobitków Suhurów, rasy wojowników, dla których wojna i śmierć są istotą egzystencji. O istnieniu Gurdów i Suhurów (poza mieszkańcami stacji) wie tylko garstka najwyższych oficjeli Federacji. Obcy nie mają zielonego pojęcia o tym, że ich wysiłki są obserwowane przez kogoś trzeciego i władzom Federacji bardzo zależy, aby tak pozostało. Jest jednak jeszcze czwarta grupa – zwana Bogami. Buntowniczy członkowie personelu stacji pragną uratować odważnych, acz prymitywnych Suhurów i toczą w tym celu walkę podjazdową, w której bronią jest podstęp, informacja i umiejętność przechytrzenia przeciwnika na jego własnym podwórku. Jak łatwo przewidzieć, Henryan wpadnie pomiędzy koła młyńskie zwalczających się stron. By przetrwać i zachować cień szans na odkupienie win, nie będzie mógł popełnić żadnego błędu.

 

Łatwo być bogiem to w rzeczy samej samodzielne opowiadanie plus samodzielna powieść. Pierwszy tekst (poświęcony Nike’owi) został już przez Szmidta opublikowany dawno, dawno temu w odległej galaktyce. Tutaj został rewitalizowany, rozbudowany i poddany liftingowi, stając się wstępem do powieści, będącej pierwszą częścią cyklu. Nie jest to wstęp z gatunku rozjaśniających, wręcz przeciwnie: raczej zaciemnia, wprowadzając zbędne zamieszanie. Niejeden czytelnik będzie się łudził, że Nike i jego towarzysze wrócą na karty Łatwo być bogiem, a nawet szukał powiązań pomiędzy tekstami składowymi powieści. O ile zlepienie dwóch części pozostawia trochę do życzenia (choćby w kategorii celowości), to warto podkreślić, że żadna z nich nie przynosi wstydu autorowi. Łatwo być bogiem to naprawdę udana literatura. Dobry pomysł na każdy z wątków głównych, nieźle pomyślani bohaterowie, sprawnie animowani i obdarzeni zoptymalizowanymi na potrzeby tej opowieści rysami charakterologicznymi plus grupa charakterów pobocznych, którzy nie potykają się o własne nazwiska… wszystko to stanowi o sile dzieła Szmidta. Co więcej, powieść jest dopracowana warsztatowo (co nie jest, niestety, standardem w tych czasach). Brak zauważalnych błędów i idealnie naoliwiona narracja umożliwiają wkręcenie się w opowieść o Henryanie Święckim bez zbędnych kłopotów i przeszkadzajek. W efekcie Łatwo być bogiem czyta się doskonale.

 

Powieść Szmidta to melanż twardego science fiction (acz nie tak twardego, jak krzyczą hasła na okładce) z przyjemnie klasycznym adventure fantasy, zabarwionym klimatami militarnymi (jednakowoż nie eksploatowanymi). Łatwo być bogiem to także garść nawiązań. Na przykład do cyklu Briana W. Aldissa Helikonia z ideą niepostrzeżonej orbitalnej obserwacji, a także asymetrycznego kontaktu dwóch ras. U Aldissa Helikonia krążyła wokół dwóch słońc, które wymuszały trwające wiele lat gorące lata lub ekstremalnie mroźne zimy (klimat dawał lub odbierał strategiczną przewagę jednej z dwóch helikońskich ras). Dwa słońca w systemie Xan powodują cykliczność klimatycznych interwałów, globalne wymieranie organizmów i ich późniejszą restytucję, oczywiście w odmienionym kształcie. Z tekstu nie wynika to wprost, ale opowiadanie wprowadzające do powieści podsuwa czytelnikowi możliwość, że rasa zamieszkująca Betę (tak się nazywa planeta w Xan) w którymś z historycznych interglacjałów wcale nie zniknęła, ale ciągle istnieje gdzieś głęboko w kosmosie i dysponuje skrajnie zaawansowaną technologią. To interesujący pomysł na rozegranie aldissowskiego motywu: odkrywczy, świeży i sam w sobie fascynujący. Czytelnik bez trudu odnajdzie jeszcze kilka nawiązań, a zabawę można rozpocząć od tytułu, który bez mrugania okiem (ale zarazem a rebour) kieruje ku wspomnianej powieści braci Strugackich.

 

Łatwo być bogiem to godny uwagi kawałek literatury. Niezły sam w sobie, ale przede wszystkim wiele obiecujący w kolejnych częściach. Jeśli Szmidt okaże się konsekwentny, to czeka nas naprawdę świetna seria science fiction. Tego właśnie możemy i powinniśmy oczekiwać od twórcy, który opublikował kilka powieści i opowiadań, redagował magazyn Science fiction, Fantasy i Horror, a w dodatku przetłumaczył na język polski liczne książki słynnych i uznanych na świecie twórców gatunku.

 

___

Metka:

Autor: Robert J. Szmidt
Wydawnictwo: Rebis
Wydanie polskie: 8/2014
Seria wydawnicza: Horyzonty zdarzeń
Liczba stron: 416
Format: 132×202 cm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788378185598
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł

Gildia logo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s