„Niebezpieczne kobiety” – recenzja antologii

niebezpieczne kobiety antologia recenzja

Recenzja książki Niebezpieczne kobiety

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autorzy: George R. R. Martin, Joe Abercrombie, Melinda Snodgrass, Jim Butcher, Cecelia Holland, Megan Abott, Carrie Vaughn, Joe R. Lansdale, Megan Lindholm, Lawrence Block, Brandon Sanderson, Sharon Kay Penman, Lev Grossman, Nancy Kress, Diana Rowland, S.M. Stirling, Diana Gabaldon, Sherrilyn Kenyon, Pat Cadigan, Caroline Spector, Sam Sykes

Science fiction, hard science fiction, fantasy, kryminał, romans ect
Literatura międzynarodowa

 

Dla wielbicieli George R. R. Martina dobra wiadomość: ukazała się firmowana jego nazwiskiem antologia o jakże wdzięcznym tytule Niebezpieczne kobiety. Rzecz to nie byle jaka: bez mała tysiąc stronic tekstu, dwudziestu jeden autorów i tyleż tekstów. Wśród twórców nazwiska znane i uznane (przynajmniej w amerykańskiej strefie bestellerowego dobrobytu). Czy jednak amunicja tak dużego kalibru nie została zmarnowana? Z kompozycyjnego miszmaszu wyłania się dzieło nierówne, niespójne i właściwie nie wiadomo do jakiego skierowane czytelnika. Eklektyzm gatunkowy (bez mała ekstremalny) nie ułatwia eksploracji tomu. Tytułowe niebezpieczne kobiety spróbowano ugryźć od strony fantastyki, science-fiction, historii i szeroko rozumianych kryminałów, a nawet obyczajówek. Czytaj dalej

Arthur Conan Doyle – „Trujące pasmo”

arthur conan doyle trujące pasmo

Czy jest ktoś, kto nie słyszał nigdy, choćby raz, o przesłynnym detektywie Sherlocku Holmesie? Holmes to ikona literatury kryminalnej i zarazem jedna z najlepiej znanych postaci książkowych, która – notabene – dawno już przeniknęła do innych stref kultury popularnej i elitarnej. Ale, ale… nie o Sherlocku dzisiaj będzie mowa. O ile bowiem wszyscy – lub niemal wszyscy – kojarzą kultowego tropiciela, a dzięki niemu nazwisko jego twórcy, sir Arthura Conana Doyle’a, tak zapewne niewielu z Was wie lub pamięta, że wielki Anglik powołał do życia nie tylko Holmesa. Innym jego fascynującym dziecięciem był profesor Challenger, a powieści, w których się ukazywał to czyste i wcale wysokich lotów (aczkolwiek nieco retrowe)… science fiction. Arthur Conan Doyle i science fiction? Nie inaczej. Wszak to Doyle, na długo przed Michaelem Crichtonem wymyślił niezwykły Zaginiony świat (1912), w którym uchowały się do naszych czasów najprawdziwsze dinozaury. W tymże Zaginionym świecie po raz pierwszy światło dzienne ujrzał profesor Challenger. Po raz drugi pojawił się rok później, w minipowieści Trujące pasmo (1913), które z przyjemnością przeczytaliśmy, a o którym chcielibyśmy napisać słów kilka. Czytaj dalej

„Łatwo być bogiem” Robert J. Szmidt – recenzja książki

robert j szmidt - łatwo być bogiem

Recenzja książki Pola Dawno Zapomnianych Bitew: Łatwo być Bogiem

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Robert J. Szmidt
Science fiction, hard science fiction
Literatura polska

 

Literatura science fiction, mimo gargantuicznego przekroju eksploatowanych fabuł, tematów i motywów, ze szczególnym upodobaniem wałkuje kilka klasycznych wątków, by wymienić tylko pierwszy kontakt, granicę człowieczeństwa, czy… problematykę ingerencji zaawansowanych kultur w prymitywniejsze. Ostatnia pozycja na tej skróconej liście brzmi dziwnie, ale z pewnością kojarzycie przynajmniej parę poświęconych jej kultowych książek. Weźmy chociażby cykl Helikonia Briana W. Aldissa lub Trudno być bogiem uzdolnionych w fantastyce braci Strugackich. Do obu wymienionych dzieł odwołuje się Robert J. Szmidt w pierwszej części nowego cyklu Pola dawno zakazanych bitew. Kwestię skojarzeń jeszcze sobie omówimy, zanurkujmy tymczasem w mrok kosmosu i posmakujmy fabuły.

Czytaj dalej

Stanisław Lem „Wizja lokalna” – archirecenzja

wizja-lokalna-lem

Philip Kindred Dick uznał w przypływie szaleństwa (z którym było mu generalnie po drodze), iż Stanisław Lem to wieloosobowa komórka propagandowa marksistów usiłująca podstępem przejąć kontrolę nad umysłami Amerykanów. Prawdopodobnie Dick nie miał racji, choć oczywiście nie możemy tego wiedzieć z całą pewnością, wszak jesteśmy ofiarami manipulacji Lema osoby lub Lema grupy. Ewentualnie obu. Być może odpowiedź znajduje się w archiwach FBI, bowiem Dick właśnie do tej instytucji zgłosił swoje podejrzenia. Mniejsza o to. Faktem jest, że czytając Wizję lokalną nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zaiste Lem jest kilkoma twórcami w jednym, zbiorczym ludzkim opakowaniu, opatrzonym jakże modnym za oceanem trójliterowym kodem-nazwą (której nie podejmujemy się rozwałkować, choć zabawa byłaby przednia).

Wizja lokalna to kontynuacja, luźna, Dzienników gwiazdowych. Mamy tutaj Ijona Tychego, który właśnie powrócił był na Ziemię w glorii kosmonautycznego odkrywcy. Udaje się Tychy na zasłużony odpoczynek aż do Szwajcarii. Tam wplątuje się w kilka kabał, czy to łyżeczkowych, czy to zamkowych, a nawet w obie naraz, aż w Instytucie Maszyn Dziejowych odkrywa możliwe reperkusje swojej wyprawy na Encję i spisanych w jej wyniku wspomnień. Rzecz w tym, że za lat wiele (setki, bo w kosmosie nic się nie dzieje szybko), ktoś na Encji przeczyta owe zapiski. I dokona ich analizy. Po czym je opacznie zrozumiawszy sprawi, że wystosowana zostanie poważna w tonie i dziwna w formie nota protestacyjna… Antycypowanie pojawienia się owej nieistniejącej noty (nie istniały jeszcze istoty, które miały ją spłodzić), stało się faktem przed faktem, a może po prostu ów przyszły fakt zmaterializowało w przeszłości, czyli teraźniejszości. W skrócie: problem to poważny, acz nie do końca bieżący, co jednak nie mogło zrazić wysoce odpowiedzialnych person politycznych, rzeczą poważnie zgorszonych.

Polityka dotyczy bowiem zajść przyszłych, których przewidzieć z pełną trafnością nie można, a polityk wytrawny to ten, który wie o tym doskonale i robi swoje z patriotyzmu, poczucia obowiązku oraz wyższej konieczności dziejowej. […] Czy nie wiadomo mi o tym, że krytyczne decyzje, przesądzające o wojnach światowych, zapadały przy całkowitym nieuwzględnieniu raportów i innych niepodważalnych dokumentów wyjawiających, że wojny wypowiadać nie należy? Jakież znaczenie może zatem mieć to, czy podobne raporty i dokumenty są autentykami, czy fantomami? Jak miałaby właściwie ta różnica wpłynąć na tok urzędowania?[72]

Czytaj dalej

„Ogrody Słońca” Paul McAuley – recenzja książki

paul mc auley - ogrody słońca

Recenzja książki Cicha wojna #2 – Ogrody Słońca

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Paul McAuley
Science fiction, hard science fiction
Literatura angielska

Sojusz trzech ziemskich mocarstw wygrał cichą wojną – nie mogło być inaczej. Po stronie Ziemian była przewaga militarnej technologii oraz (co okazało się decydujące) znacznie większy apetyt na konflikt. Pacyfistycznie nastawieni Zewnętrzni musieli ulec. Ponieśli ogromne straty, a ci, którzy przeżyli, stali się poddanymi zwycięskiego triumwiratu terrańskich sił. Bardzo nielicznym – teraz zwanym Wolnymi Zewnętrznym – udało się w porę uciec z księżyców Saturna. Ten drobny sukces to jednak zaledwie pierwszy krok w długiej epopei emigrantów, naznaczonej łzami, cierpieniem, ogromnymi wyrzeczeniami i niekończącą się ciężką pracą. Pierwsze skrzypce pośród triumfatorów gra Wielka Brazylia, której dotychczasowych zwycięstw jest za mało. Opóźniony pościg za uciekinierami z Saturna okaże się jednak ostatnim liczącym się sukcesem. Śmierć brazylijskiej przywódczyni ujawni nowe intrygi, snute przez stare rody, ale to nie personalne czystki i przesunięcia w łańcuchu dowódczym okażą się języczkiem u wagi. To narastająca powoli lawina napędzana krwią i umysłami szarych obywateli może stać się najważniejszym rozdaniem w tej kosmicznej partii szachów. Czytaj dalej

„Cień wolności” David Weber – recenzja książki

cień wolności david weber recenzja

Recenzja książki Honor Harrington #14 – Cień wolności

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: David Weber
Science fiction, militarne science fiction, space opera
Literatura amerykańska

Honorverse, literacki wszechświat zbudowany „wokół” postaci Honor Harrington, powoli ale konsekwentnie się rozrasta. Fabuła cyklu (rozumianego sensu largo, bo oprócz klasycznej linii Honor Harrington uwzględniającego też serie poboczne) dawno temu rozlała się na tyle szeroko, że oczywistą niemożliwością jest ogarnięcie jej w pojedynczych powieściach. Samo zliczenie wszystkich istotnych wątków jest zajęciem na długą i spokojną emeryturę (dzięki szczodrości ZUS-u konieczne w takim przypadku byłyby zarazem konkretne znajomości w niejednej bibliotece…), ale spróbujmy chociaż bardzo symbolicznie naszkicować, gdzie doprowadził nas niestrudzony David Weber. Czytaj dalej

„Star Carrier. Otchłań” Ian Douglas – recenzja książki

ian douglas - star carrier - otchłań

Recenzja książki Star Carrier # 4 – Otchłań

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Ian Douglas
Science fiction, militarne science fiction
Literatura amerykańska

Z cyklami literackimi bywa podobnie jak z wojnami: nigdy nie wiadomo, czy koniec jest rzeczywiście końcem, czy zaledwie przerwą dla nabrania oddechu. Czytając serie poświęcone wojnom tym łatwiej popełnić błąd. Zdawać się może czytelnikowi, że dotarł już do finału historii, i że już nic poza happy endem nań nie czeka. A tu niespodzianka – wojna wybucha po raz kolejny, ze zdwojoną mocą, i wszystkie uporządkowane, ma pozór domknięte wątki, nagle zostają podjęte od nowa. Rzecz taka przytrafiła się Star Carrierowi, cyklowi militarnego science fiction autorstwa Iana Douglasa. W tomie trzecim, Osobliwości, ziemskie siły dowodzone przez admirała Koeniga przeprowadziły szalony rajd w samo centrum obszaru kontrolowanego przez Sh’daar. Nieliczne okręty i równie nieliczne myśliwce dokonały cudu, zmuszając nieprawdopodobnie potężnego przeciwnika, o całe milenia przerastającego ludzkość pod względem wiedzy, technologii i potencjału wojskowego, do zawarcia rozejmu. Koenig powrócił na Ziemię w glorii chwały zbawcy ludzkości. I wszyscy byli szczęśliwi… przez mniej więcej dwadzieścia lat. Zarzewie wojny tliło się cierpliwie, czekając na sposobny moment, aby wybuchnąć pełnym płomieniem. Ta chwila właśnie nadeszła. Niemal jednocześnie doszło do ataków na terrańską flotyllę badawczą i wysuniętą placówkę naukową. W drugim przypadku napastnikami byli Slan, tajemnicza rasa kontrolowana przez Sh’daar, w pierwszym nieznany sprawca. Mało tego, zagłada jednostki zwiadowczej nastąpiła przy zastosowaniu skrajnie zaawansowanej technologii. Takiej, której do tej pory nie wykorzystywali nawet sami Sh’daar. Koenig, wybrany na drugą kadencję jako prezydent Stanów Zjednoczonych, sprostać musi w pierwszej kolejności wyzwaniom frontu lokalnego, gdyż względnie spójna do tej pory Konfederacja trzeszczy w szwach. Zagadkom odległej przestrzeni sprostać będzie musiał „Piachu” Gray, dawniej pilot na Ameryce, obecnie dowódca gwiezdnego lotniskowca.

Czytaj dalej

„Cicha Wojna” Paul McAuley – recenzja książki

paul mcauley - cicha wojna recenzja

Recenzja książki Cicha wojna

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Paul McAuley
Science fiction, hard science fiction
Literatura angielska

Ludzkość uciekła do gwiazd. No, nie tak zupełnie do gwiazd. Na początek zasiedliła rodzimy Układ Słoneczny. Ostrożnie zaczęła od Marsa, później sięgnęła ku księżycom Saturna, znacząc ich lodowe powierzchnie archipelagami niepoliczonych habitatów. W tym czasie Ziemia przetrwała – ledwo, ledwo – najpoważniejszy kryzys od kataklizmu jukatańskiego. Ludzkość, zdziesiątkowana, ale na powrót zorganizowana w nowe, silne państwa, podjęła trud uzdrowienia planety. Miliard ocalałych mieszkańców wycofał się (nie zawsze potulnie) do mega-miast, przestrzenie pomiędzy nimi poddano zaś intensywnej rekultywacji. Nad procesem czuwają wielkie, na poły feudalne rody, wyniesione ponad rządy i struktury narodowe oraz zieloni święci, otoczeni czcią, szacunkiem i tabunami ochroniarzy papieże nowego porządku. Teraz, trzy zwycięskie supermocarstwa – Wielka Brazylia, Unia Europejska i Wspólnota Pacyficzna przypominają sobie o kosmosie. Zwolennicy pokojowego współistnienia umierają w podejrzanych okolicznościach lub zmieniają zdanie, a na orbicie gromadzą się siły zdolne do opanowania odległych rubieży Układu. Poliarchiczne miasta-państwa Zewnętrznych dawno już utraciły technologiczny prymat i wewnętrzną siłę. Potomkowie pierwszych gwiezdnych osadników (oraz, dzięki możliwości przedłużania życia, także sami pionierzy) zatracili się w swoich demokratycznych, sielsko-rajskich oazach, ukontentowani genetycznymi modyfikacjami i zżyci z surowymi warunkami nowych ojczyzn. Rozleniwieni i słabi bliską anarchii wolnością, nie stanowią godnego przeciwnika dla zdeterminowanych Ziemian. Niewątpliwie zapowiada się krótka, zwycięska wojenka… ale czy rzeczywiście? Kosmos rządzi się swoimi prawami i ludzkie przyzwyczajenia mogą nie sprostać potencjałowi Układu Słonecznego.

Czytaj dalej

„Północ Galaktyki” Alastair Reynolds – recenzja książki

alastair reynolds - północ galaktykiRecenzja książki Północ Galaktyki

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Alastair Reynolds

Science fiction, hard science fiction
Literatura angielska

Alastair Reynolds to jeden z najbardziej niezwykłych współczesnych twórców twardego science fiction, niewykluczone, że także jeden z bardziej wartościowych. Popularny Brytyjczyk tworzy we właściwym sobie stylu, umiejętnie mieszając czystą fikcję fabularną i naukową z fascynującymi ekstrapolacjami technologicznymi, społecznymi i biologicznymi, budując wielopoziomowe, rozbudowane wertykalnie i horyzontalnie opowieści. Wykreowane przez niego uniwersum zgrupowane w rozrastającym się cyklu określanym ogólnie jako Przestrzeń objawienia (od tytułu pierwszego tomu) to literacki świat z górnej półki gatunku. Zasiedlony jest przez ludzi i rasy, które wyewoluowały z ludzkiej matrycy genetycznej. Zcyborgizowani, pilotujący światłowce Ultrasi, obdarzeni wspólnym umysłem i uzależnieni od swojego Transoświecenia Hybrydowcy, swobodnie modyfikujący swoje ciała i umysły Demarchiści… każda z tych grup zasługuje na osobną, równie ciekawą opowieść. Od wielu lat Reynolds dostarcza nam takich opowieści, sukcesywnie rozbudowując swój wszechświat, doprecyzowując detale i rozjaśniając mgłę niewiedzy. Północ Galaktyki to pozycja ulokowana nijako z boku głównego cyklu (o ile, rzecz jasna, możemy mówić o klasycznym cyklu w przypadku Przestrzeni objawienia). Osiem krótkich i nieco dłuższych tekstów składających się na antologię jest bardzo zróżnicowanych tematycznie i stylistycznie, ulokowanych w rozmaitych, oddalonych od siebie punktach na fabularnej linii czasu.

Czytaj dalej

Wywiad z Alanem Akabem

alan akab więzień układuNie jest wielką, ani nawet małą tajemnicą, że Onibe lubi science fiction. I choć chętnie czytujemy nawet te mniej ambitne przejawy gatunkowej literatury, to najbardziej nas cieszy ilekroć natrafimy na twórcę, który naprawdę ma coś do powiedzenia. Spory sentyment mamy do polskiego science fiction, które silne nazwiskami naszych najlepszych twórców, mogłoby z powodzeniem zdobywać świat. Gdyby chciało.

Prawdziwe szczęście to dwa w jednym: dobre science fiction będące zarazem literaturą polską. Dwa tomy Więźnia układu autorstwa Alana Akaba idealnie wpasowują się w ten model.

Osoby, które nie przeczytały do tej pory recenzji, odsyłamy do odpowiednich tekstów (Tom #1 oraz Tom #2). Jednocześnie bardzo gorąco  zachęcamy do lektury obszernego, bardzo długiego (czujcie się ostrzeżeni, hehe) ale i (mamy uzasadnioną nadzieję) równie ciekawego wywiadu, którego Alan Akab udzielił nam dla Qfantu. Nim zagłębicie się w samym wywiadzie, pozwolimy sobie jeszcze krótko wyjaśnić, że spora jego część dotyczy obu tomów Więźnia układu, ale nawet jeśli nie czytaliście tej powieści, to zapewne zainteresuje Was sporo wątków bardziej unwiersalnych, poświęconych nauce i technologii czy literaturze science fiction oraz historii.

Zapraszamy do lektury!

Dystopia ma miejsce już teraz – wywiad z Alanem Akabem

h

 

Więzień układu to powieść science fiction przywodząca na myśl sztandarowe dzieła gatunku. Jest bardzo rozbudowana, konsekwentna i bogata w wątki problematyczne. Jaka była droga do napisania tak długiej i konkretnej historii?

Wiąże się to w znacznym stopniu ze sposobem, w jakim piszę. W skrócie, gdy powstaje jakaś konkretna scena, zastanawiam się, co jeszcze należałoby do niej dodać, jakie informacje dołożyć, a jakie usunąć lub przenieść, i przede wszystkim, jak wpłynie ona na te już napisane. Gdy zaczynam pisać wersję pierwotną, sam nie wiem, gdzie doprowadzi mnie fabuła. Miałem założenia pierwotne, ale nigdy nie podchodzę do nich jak do czegoś ostatecznego, że będzie tak, a nie inaczej i ani słowa o innych sprawach. Tematy i wątki mają u mnie tendencje do pączkowania, w trakcie spisywania pojawiają się kolejne wątki, nowe pomysły… Pisanie zawsze pomaga mi uściślić i ujednolicić sytuację, moment w czasie, w którym toczy się historia, wyczuć czego brakuje i tak było w tym przypadku. Dla przykładu, nie planowałem Zema, ale gdzieś tak w jednej trzeciej części książki pojawił się pomysł na postać spinającą ze sobą przeszłość i przyszłość, taki cień za sceną, który wprawia postacie w ruch. Wymyślam treść, ale w pewnym momencie treść wpływa na to, co wymyślam. Taka już moja faza, czy, jak inni mówią, wena. Ma to swoje plusy i minusy – Więzień powstał w dwóch transzach, podczas wakacji w dwóch kolejnych latach, trzy miesiące pisania co drugi dzień, bywało, że od rana do wieczora (mój rekord to wysiedzenie od dziesiątej rano do wpół do pierwszej w nocy, wtedy powstała scena rozmowy Arto z Zemem, gdy zaskoczył go w drodze powrotnej do domu; musiałem zmieścić i poukładać sporo informacji tak, by się nie pogryzły, ale to zajęcie dało mi ogromną satysfakcję), a potem przerwa do następnego lata… Tak już mam, raz opowieść wylewa się strumieniami, wątki wręcz same się zazębiają, a raz (i to znacznie częściej) walę głową w mur. I wtedy zazdroszczę tym, którzy mogą usiąść na godzinkę czy dwie dziennie, każdego dnia, i coś wystukać… Czytaj dalej