Recenzja filmowa – „Django”

Jak już zaczęliśmy nadrabiać wizyty w kinie, to poszliśmy na całego ;-). Oprócz Lincolna, którego opisaliśmy, oraz Atlasu chmur, którego nie opiszemy, widzieliśmy także Django. Co ciekawe, film Tarantino okazał się najlepszym – w naszym mniemaniu – widowiskiem kinowym od pewnego czasu. Nie twierdzimy, że za rok będziemy o nim pamiętać, ale póki co jesteśmy pod wrażeniem ;-).

Stąd… poniższa quasi-recenzja, czyli przydługie gadanie o niczym i o Django. Zapraszamy wytrwałych ;-).

django plakat

Django – Wild, Wild Tarantino

Bardzo chcielibyśmy nie lubić Quentina Tarantino. Facet ma w sobie coś takiego, że chciałoby się dać mu w mordkę (uprzednio rysując ją na ścianie, bo nie oszukujmy się: inne sposoby nie są nam dostępne) lub zastosować jakąś formę dekapitacji, choćby artystycznej. Ale, niestety: upewniamy się ciągle od nowa, że cenimy go jako reżysera. Wbrew sobie, wbrew głęboko zakorzenionemu atawizmowi, wbrew wrodzonej niechęci do rewolucjonistów, dziwaków i innych ości w mainstreamowym gardle. Czytaj dalej

„Unthinkable” – recenzja filmu

Przez chwilę niewiele się u nas działo i niewiele brakowało, a nie działoby się nadal ;-). Bieżące upały wysysają z nas ostatnie resztki sił i nie chce się nic. Poza niczym, skoro już o tym mowa 😉

Dosyć marudzenia, pora na konkrety. Dzisiaj chcielibyśmy Was zaprosić do przeczytania kolejnej podwójnej recenzji filmowej. Tym razem na wokandę wzięliśmy „Unthinkable”. Jest to film sensacyjny, thriller wręcz, który zasłużył sobie na naszą uwagę ze względu na kilka detali. Przede wszystkim, poprzez zakres tematyczny. W filmie jest bowiem mowa o arcyciekawym temacie, jakim jest zakres obowiązywania praw człowieka w sytuacjach ekstremalnych. Jako, że mamy do czynienia z dziełem przeznaczonym dla każdego bez mała odbiorcy, cała opowieść jest podana lekkostrawnie i… No, trochę się zagalopowaliśmy, wszak szczegóły znajdziecie poniżej. Zapraszamy!

Unthinkable

D.: Zauważyłem ostatnio, że nie chce się nam pisać o filmach współczesnych. Rzadko który z nich okazuje się na tyle ciekawy, by opłacało się poświęcić na niego choćby pięć minut już po napisach końcowych (o ile, jakimś cudem, potrafimy do nich dotrwać bez wsparcia koleżanki stolicznej). Oczywiście, poprzez „filmy współczesne” rozumiemy głównie mainstream, pracowicie wykuwany przez bezimiennych bohaterów wielkiej fabryki zwanej Hollywood (a może odwrotnie: przez celebrytów z imionami i nazwiskami wielkimi jak Związek Radziecki. No właśnie: jak Związek Radziecki…). Czasami jednak scenarzyści z wielkich wytwórni biorą się za temat intrygujący, ważny i trudny. Co więcej: bywa, że stawiają inteligentne pytania, a nawet – o matko! – inteligentnie starają się na nie odpowiedzieć. Filmem, który warto przeanalizować pod kątem wystąpienia podobnego zjawiska jest „Unthinkable” (tytuł polski – raczej kiepsko dobrany, to „Bez reguł”). Czytaj dalej