„Malować śmierć, żeby choć na chwilę o niej zapomnieć” czyli o Beksińskim słów kilka

Z Beksinski 2014_W tym sezonie odzyskałem wiarę w Święta Bożego Narodzenia. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów otrzymałem prezent nie tylko przyjemny (bo to, na szczęście, zdarza się częściej, głównie za sprawą Ładniejszej Połówki, podteksty mode off), ale i inspirujący. Prezentem owym jest album obrazów Zdzisława Beksińskiego, jednego z moich ulubionych Twórców.

Inspiracja okazała się na tyle silna, że większą część Świąt spędziłem gapiąc się na przerażające wizje powstałe w umyśle wybitnego obywatela miasta Sanoka, z każdą kolejną chwilą coraz bardziej utrwalając swoje uwielbienie do jego prac. Dzisiejsza notka jest pokłosiem owej odrodzonej fascynacji. Śpieszę zapewnić, że nie będzie to recenzja albumu jako takiego, choć gwoli porządku zacznę od krótkiego odniesienia się do jakości wydania. Sednem postu ma być subiektywna wyprawa po wybranych zakątkach sztuki Beksińskiego. Oczywiście nie zamierzam recenzować jego malarstwa w dosłownym tego słowa znaczeniu – i to aż z dwóch powodów: po pierwsze, zabrakłoby mi na to życia (szalenie płodnym twórcą był nasz Twórca), po drugie zaś, brak mi ku temu wiedzy i pewności siebie. Czytaj dalej