Czteropak bizarryczny na Onibe

niedobreliterkitxtW dawnych, lepszych czasach publikowaliśmy na Onibe teksty przez nas popełnione. Zwyczaj ten został zarzucony z przyczyn praktycznych: brak czasu na pisanie. Ba, brak czasu na brak czasu! Tym niemniej, raz na ruski rok zdarza się nam kaleczyć ten sport i tworzyć rozmaite rozmaitości.

Dzisiaj prezentujemy Wam czteropak szortali, które powstały dla współprowadzonego przez nas portalu bizarro Niedobreliterki. Z przyczyn rozmaitych oryginalna koncepcja szortali uległa daleko posuniętej mutacji. Każdy z tekstów objawił się na Niedobrychliterkach osobno, inna była także ich kolejność niż zamierzona. W sumie rzecz to bez większego znaczenia, ale skoro wrzucamy już na Onibe wspomniane tekściory, to robimy to zgodnie z wstępnym planem.

Dosyć gadania, bo wstęp wyszedł nam niemal dłuższy niż same teksty ;-). Miłej lektury! Acha, ostrzegamy: szortale są nieco bizarryczne 😉

Jeden

Jadę autem, próbując przemieścić się z punktu A do B nie trafiając przy tym do D.

Pogoda niesprzyjająca. Ciemno, wietrzno, mokro. I widać słabo.

Oczy zmęczone, dłonie swędzące od kierownicy. Do przejechania jeszcze wiele kilometrów. Koncentruję się na poboczach, z coraz większym trudem wypatrując patroli policji obywatelskiej.

Nagle… łup, puf.

Coś chrupnęło, strzeliło, może nawet jęknęło.

Auto zatańczyło jak na wybojach.

Po chwili się uspokoiło. Parametry świata wróciły do normy. Cisza plus miarowy szum silnika.

Spoglądam w lusterko. Tylko raz, krótko.

Widzę prawie już ogarniętego przez mrok pechowca – niespójny kształt rozciągnięty horyzontalnie na szosie, bez szans na ponowne upionowanie w przyszłości. Idiota skończony lub samobójca. Nikt inny nie ryzykowałby spaceru drogą, i to w takim miejscu! Tu, gdzie roiło się od wygłodniałych sprawiedliwości i przestrzegania prawa policjantów, czuwających z radarami lub chociażby chęciami ich posiadania…

Kręcę głową, zniesmaczony.

Efemeryczny wyrzut sumienia każe mi spojrzeć na szosę, przed siebie, jakbym spodziewał się, że światła samochodu wyłowią z gęstniejącej szarości kolejnego samobójcę. I pośpiesznie uciekam wzrokiem na pobocza.

Ta chwila nieuwagi mogła mnie kosztować mandat. Czytaj dalej

„Nic starego pod słońcem” – wywiad z Grzegorzem Gajkiem

greg_gajek

Zdjęcie ze strony autora: http://gajekgreg.pl/

Jakąś chwilę temu mieliśmy okazję przeprowadzić wywiad z Grzegorzej Gajkiem. Okazją ku temu była wcześniejsza lektura powieści Ciemna strona księżyca, której to lektury efektem była opublikowana już na Onibe recenzja. Oryginalnie, zarówno recenzja jak i poniższy wywiad pojawiły się na Qfancie, z którego przyczyny wszystko to się przydarzyło. Oprócz powyższej powieści mieliśmy okazję przeczytać także kilka innych pozycji z dorobku autora. Dość, by było o co pytać.

Tyle w temacie okoliczności przyrody. Staramy się, w dwójcy jedyni, zamieszczać na niniejszym blogu wszystkie lub niemal wszystkie nasze przypadki twórcze oraz okołotwórcze, Onibe określić można zatem mianem prywatnego archiwum publicznego (hehe). Wcale nie oznacza to, że wpis, który właśnie czytacie ma jedynie wartość statystyczną. Grzegorz Gajek to bardzo obiecujący twórca młodego pokolenia. Ma w sobie pewien rodzaj twórczej niecierpliwości. Jego głowa napakowana jest nielichymi pomysłami, a wzrok zdaje się być utkwiony daleko za Pasem Kuipera – rzecz cenna, jeśli uwzględnimy, że Greg nie tworzy powieści obyczajowych, ale uderza w klimaty fantastyczne. Zresztą, co my tu będziemy gadać. Zainteresowanych odsyłamy do lektury recenzji Ciemnej strony księżyca (oraz samej książki) i – na deser – do zapisu naszych rozważań o literaturze science fiction, o twórczości Lema i jego kolegów po piórze, o niepowtarzalności pewnych pomysłów i powtarzalności innych, czystości gatunkowej, inspiracjach bizarrowych oraz o starym, dobrym horrorze. Tudzież o kilku rzeczach więcej, bo to długi wywiad jest ;-).

h

Nic starego pod słońcem

wywiad z Gregiem Gajkiem

h

Skąd pomysł na tak nietypową powieść jak Ciemna strona księżyca?

Szczerze powiedziawszy, nie jestem pewien (śmiech). Właściwie każda moja historia jest wypadkową iluś tam pomysłów, które moja podświadomość wypluwa w zupełnie losowych momentach. Na pewno nie bez znaczenia była w tym wypadku spuścizna duchowych poszukiwań z lat młodzieńczych. Pamiętam, że jeszcze w gimnazjum rozmawiałem z pewnym bardzo religijnym człowiekiem na temat tego, jakie potencjalne implikacje dla teologii chrześcijańskiej miałoby odkrycie życia pozaziemskiego. No wiesz, czy Chrystus pojawił się tylko na Ziemi i takie tam.

Jeśli chodzi o samo Empireum, to wymyśliłem je jakieś 10 lat temu, na potrzeby opowiadania Anioł w płomieniach. Koncepcja najdalej wysuniętej planety znanego wszechświata i związanych z nią astronautycznych mitów wydała mi się… czy ja wiem, chyba dosyć romantyczna.

grzegorz gajek - ciemna strona księżycaZ kolei główny zrąb fabularny powieści, czyli motyw znikających promów, pochodzi z przygody RPG, którą kiedyś napisałem i prowadziłem. Zresztą RPG-owość widać choćby po tym, że w książce mamy do czynienia z „drużyną”.

Nie można też zapominać o inspiracji, jaką stanowili dla mnie klasycy literatury s-f. Przede wszystkim Lem. Nie ma sensu ukrywać, że Empireum to miało być moje Solaris. Chciałem podjąć dialog z mistrzem. Swoją drogą, czujny czytelnik powinien być w stanie znaleźć kilka kryptocytatów. Czytaj dalej

„Dobre chwile są jak motyle” – opowiadanie okołobizarryczne

niedobreliterkitxtDawno już na łamach naszego blogu nie było opowiadań ;-). Bardzo, bardzo dawno. Coś warto by w tym temacie nadrobić. Padło na tekst, który jakiś czas temu opublikowaliśmy na niedobrych literkach.

Niedobre literki (jak zapewne pamiętacie: mamy przyjemność współtworzyć ten serwis) są blogiem poświęconym literaturze dziwnej, zakręconej, mocno niegrzecznej, czasami nieco niesmacznej… słowem: literaturze bizarro. Czy nasz tekst, Dobre chwile są jak motyle, podpada pod tę kategorię? Z pewnością nie nadaje się na dzieło sztampowe ani nawet połowicznie realizujące ideały gatunku. Być może nadałoby się bardziej do stajni horroru, ale to już czcza dywagacja. Porzućmy ją zatem i… zaprośmy Miłych Gości do lektury opowiadania.

Dobre chwile są jak motyle

To był udany dzień.

A wieczór zapowiadał się jeszcze lepiej.

Jan wyjeździł przydzielony jego taryfie limit, wyrobił nawet podwójny bonus. Dwóch klientów – dzianych wsioków ubranych w wiszące na nich garnitury – zostawiło mu nieprzyzwoicie wysokie napiwki. Tyle ile trzeba na kilka piw, chipsy i wizytę w kinie. Może nawet szarpnie się na zaproszenie tej cizi z sąsiedniej klatki, Andżeli. Od dawna miał ochotę poznać ją bliżej. Dużo bliżej.

Los jednak uśmiechał się do niego już teraz. Tu i teraz. Czytaj dalej

Recenzje książkowe, odcinek 37

Dzisiaj zapraszamy Was do przeczytania recenzji książek, Za pięć rewolta oraz Człowieka z Wysokiego Zamku. Mówiąc krótko: dwa mocne strzały. Ale bez niespodzianek – trafienia były spodziewane…

Czytaj dalej