Starcie o zamek Itter, czyli dziwny sojusz jeszcze-nazistowskiego-Wehrmachtu i US Army

Historia to jedna z moich ulubionych nauk. Trudno mi powiedzieć czy jest jakiś obszar historii, który mnie nie interesuje, z łatwością mógłbym jednak stworzyć listę (niekoniecznie krótką) okresów/wydarzeń historycznych, które fascynują mnie szczególnie. W historii lubię kompleksowość, stąd najwięcej uwagi poświęcam tym przypadkom, za którymi kryje się najwięcej „kół zębatych”. Takimi małymi epokami są wojny napoleońskie, pierwsza wojna światowa i druga wojna światowa. Oczywiście nie muszą to być wyłącznie wojny, jednak tak się składa, że owa ekstremalna kompleksowość wydarzeń sprowadza się do kompresji w krótkim odcinku czasu potężnego ładunku przemian następujących na rozmaitych płaszczyznach, które najpierw doprowadzają do ustalenia masy krytycznej, następnie do wywołania reakcji łańcuchowej stającej się – prędzej czy później – wojną, kolejnego przetasowania układu, które generuje rozwiązanie kryzysu i samego wielkiego finału.

Druga wojna światowa to nie tylko typy czołgów, linie na mapach i garść problemów humanitarnych. To ogromna gałąź wiedzy wiążąca się z badaniem przyczyn (osobna gałąź wiedzy poświęcona właściwie „zaledwie” dwudziestoleciu międzywojennemu), przebiegu i skutków tejże wojny. Nie jestem ekspertem, mam ogromny dystans do mojej własnej (nie)wiedzy w tych tematach, lecz zgłębiając temat (amatorsko, co prawda) od wielu, wielu lat, rzadko ulegam zdumieniu. Coraz częściej poznawanie wojny to po prostu zmiana skali na coraz mniejszą i mniejszą. Na szczęście druga wojna światowa kryje jeszcze kilka tajemnic, które potrafią totalnie zakręcić w głowie – i to bynajmniej nie o pociągi wypełnione kruszcem chodzi. Ze dwa miesiące temu dokonałem intrygującego odkrycia: wyobraźcie sobie bitwę, w której po jednej stronie walczą żołnierze niemieckiego Wehrmachtu i jednostki Armii Stanów Zjednoczonych. A ich przeciwnikiem są pododdziały elitarnej, niemieckiej dywizji SS. Niemożliwe? Owszem, ale w zamku Itter niemożliwe stało się możliwe.

Miejsce dramatu i kilku „bohaterów”

Zamek (Schloss) Itter wybudowano w XII wieku. W 1943 roku stał się więzieniem specjalnym. Przetrzymywano w nim ważnych francuskich jeńców i więźniów (tzw. Ehrenhäftlinge – „więźniowie honoru” jakkolwiek dziwnie to brzmi). Za murami „schronienie” znaleźli, m.in. Édouard Daladier (trzykrotny premier – ostatnia kadencja do 1940 roku, polityk znany z lepkich rączek i braku jakichkolwiek umiejętności użytecznych na tak eksponowanym stanowisku), Paul Reynaud (następca Daladiera na stanowisku premiera, postać dla odmiany kompetentna i silna), Albert Lebrun (prezydent Francji w latach 1932 – 1940, zmuszony do ustąpienia przez zwolenników kapitulacji, zastąpiony na stanowisku przez Petaine’a; ze względów zdrowotnych Schloss Itter opuścił jeszcze w 1943 roku) Maurice Gustave Gamelin (Polakom znany jeszcze z doradztwa wojskowego w czasie wojny z Bolszewikami, w przededniu drugiej wony światowej Naczelny Wódz wojsk francuskich, później współautor… nicnierobienia i czekania aż pierwszy i ostatni ruch wykonają Niemcy, obwiniany – słusznie – za ułatwienie życia Wehrmachtowi) i Maxime Weygand (kolejny współodpowiedzialny za haniebną klęskę Francji, później minister obrony w marionetkowej Vichy, po jej likwidacji przeniesiony do zamku Itter). Jak widać z powyższego zestawienia*, wielu „gości” zamku zasługiwało na solidne mury i grube kraty. Gdyby nie zrobili tego Niemcy, to sami Alianci powinni kilku z tych panów osadzić w jakiejś czarnej dziurze. Wróćmy jednak do tematu.

Weygand z żoną opuszczają zamek Itter po alianckim wyzwoleniu. Utkwiony gdzieś w przyszłości wzrok to oznaka, że generał nadal będzie robił problemy swojej ojczyźnie. Źródło: http://www.bbc.com/news/world-europe-32622651

Weygand z żoną opuszczają zamek Itter po alianckim wyzwoleniu. Utkwiony gdzieś w przyszłości wzrok to oznaka, że generał nadal będzie robił problemy swojej ojczyźnie. Źródło: http://www.bbc.com/news/world-europe-32622651

Schloss Itter ulokowany jest w Tyrolu. W czasie wojny administracyjnie podlegał pod Konzentrationslager Dachau (Obóz Koncentracyjny Dachau). KL Dachau był de facto naczelnym punktem sieci blisko dwustu obozów i punktów służących przetrzymywaniu i wykorzystywaniu więźniów (w liczbę tę wchodzą także fabryki, w których pracowali niewolnicy zarządzani przez Dachau). O ile w samym Dachau (i nie tylko) nie tylko więziono ludzi, ale i ich eksterminowano oraz przeprowadzano bestialskie eksperymenty, to Zamek Itter jawi się jako placówka rekreacyjna. Warunki w Itter były o niebo lepsze niż w jakimkolwiek innym obozie sieci Dachau (Daladierowi pozwolono nawet korzystać z radia, na którym słuchał audycji BBC), a i represje nie stanowiły tak istotnego punktu rutyny codziennej.

Gdy okręt tonie…

Wszystko, w samym zamku i okolicy, działało mniej lub bardziej typowo aż do maja 1945 roku. Był to już schyłkowy okres istnienia Rzeszy, o czym zresztą aż za dobrze świadczy obecność Amerykanów (uzbrojonych i groźnych) w Austrii. Sypiące się struktury władzy oraz coraz bliższe zwycięstwa siły niemieckie (od wielu miesięcy nieodmiennie „skracające linię frontu” lub „realizujące strategiczne przegrupowania przed ostatecznym sukcesem”) spowodowały rozluźnienie reżimu więziennego. Nastąpiło kilka ciekawych rzeczy. Po pierwsze, już wcześniej, udało się przekonać dowódcę placówki, kapitana SS, Sebastiana Wimmera, aby zadbał o życie więźniów. Francuzi obawiali się, że narastająca anarchia i panika drastycznie obniżą ich wartość jako żywych zakładników. Wimmer obiecał, że zrobi co w jego mocy, aby nie dopuścić do ich śmierci, a nawet, w razie potrzeby, umożliwi ucieczkę. Wkrótce później jego zapał nieco stopniał, kiedy w murach zamku pojawiły się pielgrzymki uciekających oficerów SS. Apogeum sezonu wycieczkowego nastąpiło wraz z przybyciem – 30 kwietnia – do Schloss Itter samego Eduarda Weitera, pieszczotliwie zwanego „rzeźnikiem z Dachau” (ostatni komendant głównego obozu KL Dachau). Weiter, na szczęście, ograniczył całe zamieszanie do swojej osoby – popełnił samobójstwo (strzelając sobie najpierw w serce, później w głowę – czy czegoś to nam nie przypomina?). Wimmer jednak stchórzył i uciekł z zamku, obiecując ostatni raz więźniom pomoc. Zdania niemalże dotrzymał – zwerbował w okolicy jakiegoś weterana SS (jego nazwisko umknęło kronikarzom), skłonił go do przywdziania munduru i przysłał do Itter aby ten zapanował nad sytuacją. W tym samym czasie, nauczeni budującym przykładem dowódcy, zaczęli uciekać pozostali strażnicy, aż w końcu więźniowie zostali na zamku sami.

Natychmiast się uzbroili w pozostawioną broń i oczywiście chętnie skorzystali z pomocy przysłanego im eSeSmana. Zła wiadomość była taka, że w okolicy znajdowały się także dobrze zorganizowane siły SS niepodatne na urok Francuzów, konkretnie w postaci 17tej Dywizji Granadnierów Pancernych SS (17th SS Panzergrenadier Division Götz von Berlichingen) – w czym jak w czym, ale w „czyszczeniu” SS było naprawdę dobre, więc więźniowie uznali za stosowne nie czekać na wyzwolenie, ale samemu je sprokurować nim będzie za późno.

Akcja

Sukces zaowocował historycznym porozumieniem pomiędzy zwaśnionymi Francuzami: zamiast użyć amunicji do ostatecznego rozstrzygnięcia problemów wewnętrznych,  zdecydowali się działać wspólnie wobec jednoczącego zagrożenia.

_82824660_ittercdamage

W dalszej kolejności następuje szereg wydarzeń, które w sporym skrócie można by określić mianem wojennej komedii pomyłek. Jugosławianin Zoomir Cuckovic w pobliskim mieście trafił na kolejnego niemieckiego oficera, który okazał się otwarty na możliwość wspomożenia więźniów (major Gangel). Cuckovica doceniono ponad jego oczekiwania: został mianowany oficjalnym emisariuszem i wyruszył w samotną podróż do Insbruku (odległego o około pięćdziesiąt kilometrów), który ledwo co został wyzwolony przez Jankesów. Jugosławianin miał szczęście i dość szybko natknął się na elementy 103. Dywizji Piechoty Stanów Zjednoczonych. Oficer dowodzący czołówką natychmiast podjął próbę przedarcia się do zamku Itter („przedrzeć się” w tych okolicznościach oznaczało, przede wszystkim, radzić sobie na drogach zakorkowanych przez cywilów), ale jego pluton utknął niewiele później pod ostrzałem artylerii.

W tym samym czasie wspomniany już major Gangel opuścił gościnne mury zamku i samodzielnie oddał się do amerykańskiej niewoli, ale do rejterady wybrał inny kierunek niż ten, który wskazał Cuckovicowi. Historia zamku wypakowanego po zimne mury ciepłymi ciałami francuskich patriotów wzruszyła Amerykanów, tym razem z 23. Batalionu Czołgów. Machina wojskowa zadziałała bezbłędnie: błyskawicznie wytypowano ochotnika, który stanął na czele patrolu skierowanego do Itter. W sile dwóch Shermanów i garści piechurów w barwach US Army i Wehrmachtu (Gangel pozostał w akcji), Amerykanie i Niemcy wyruszyli tworzyć historię.

Kurtyna

Reszta tej opowieści, choć ciekawa, jest trudna do opowiedzenia w skrócie. Dość wspomnieć, że w zamku Itter zebrała się kolorowa drużyna obrońców. Kogo tam nie było! Francuscy politycy i generałowie, amerykańscy piechurzy i czołgiści, oficerowie SS i soldaci Wehrmachtu! Mieszany patrol praktycznie wpadł na ciągle jeszcze wierne Rzeszy siły SS i korzystając z zamieszania przedarł się do zamku. Druga odsłona dramatu była wyreżyserowana przez lojalistów, którzy przypuścili atak na więzienie. Został odparty, choć ze stratami. Wkrótce później na pole bitwy dotarła druga grupa ratowników, ta, którą zwerbował zapomniany Cuckovic (chronologicznie byłaby to jednak grupa numer jeden). To się okazało argumentem, z którym szturmowcy SS nie zamierzali dyskutować i odstąpili od ataków.

Amerykanie stracili jeden czołg. Zginął major Gangel. Nie wyszło mu na dobre bycie dobrym Niemcem. Istnieją dwie wersje jego śmierci: w obu zastrzelił go snajper. W jednym wariancie kiedy wypatrywał wrogiej niemieckiej artylerii, w drugim, kiedy własnym ciałem zasłonił Reynauda. Może nie poprawiło mu to humoru, ale pośmiertnie nadano jego nazwisko ulicy w pobliskim Worgl.

A oto major Gangl we własnej osobie. Źródło: http://www.bbc.com/news/world-europe-32622651

A oto major Gangl we własnej osobie. Źródło: http://www.bbc.com/news/world-europe-32622651

Bitwa o zamek Itter została stoczona pięć dni po śmierci Adolfa Hitlera, trzy dni po kapitulacji Berlina i zaledwie dwa dni przed ostateczną kapitulacją Niemiec.

Była to pierwsza, ostatnia i jedyna bitwa Drugiej Wojny Światowej, w której po jednej stronie walczyły regularne siły niemieckie i amerykańskie. Jeśli dodamy do tego obecność Francuzów, którzy też walczyli, to mamy już komplet wydarzeń dziwnych i zaskakujących.

*- oprócz ważnych polityków i generałów, w zamku znaleźli się także m.in. sportowcy ale i…siostra Charles’a de Gaulle. Zapewne dla towarzystwa w murach „schronienie” znalazły żony pozostałych więźniów, sekretarki ect ale i krewni członków emigracyjnego rządu Wolnej Francji. Dodajmy przy tej okazji, że więźniów łączyło wyłącznie bycie więźniami. Różniło ich wszystko inne. W obrębie więzienia stworzyli liczne, bardzo niechętne sobie obozy. Linia podziału przebiegała praktycznie identycznie do tej, która różniła francuskich oficjeli w czasach przedwojennych i tych szczęśliwych miesiącach wojny, kiedy jeszcze byli wolni (Daladier nieznosił się z Reynaudem, oboje zaś utopiliby w łyżce bordeaux Weyganda, osobne animozje dzieliły pozostałych oficjeli i polityków). Nawet na posiłki Francuzi przychodzili osobno, byle nie zaszkodzić procesowi trawienia w wyniku obecności „tych drugich”. Gdyby przyjąć, że ilości stronnictw odpowiadała ilość miejsc, w których spożywano posiłki, to politolodzy i socjolodzy ostatecznie wydzieliliby trzy obozy.

Źródła:

The Battle for Castle Itter na Historynet – link

Wiki angielska – link

Wiki polska – link

BBC – link

Advertisements

8 thoughts on “Starcie o zamek Itter, czyli dziwny sojusz jeszcze-nazistowskiego-Wehrmachtu i US Army

    • ale akurat jest to jedyny udokumentowany przypadek, kiedy regularna niemiecka armia sprzymierzyła się z regularną amerykańską armią ;-).

        • i tak i nie. Z pewnością nie była w kondycji z roku 1940, ale zarazem walczyła do samego końca. Regularne oddziały bywało że się poddawały, tak zresztą zdarzało się od początku wojny, jednak tym razem regularny oddział podjął oficjalną współpracę z wrogiem. Może jeszcze mało znam historię drugiej wojny światowej, ale moim zdaniem to naprawdę niezwykły przypadek 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s