Polska myśl (o)bronna

Dzisiaj wpis z gatunku, który na onibe gości rzadko. Przeglądając portal foxtrotalfa natrafiłem się na coś dziwnego. Zdjęcie futurystycznie wyglądającego czołgu z informacją, że jest to prototyp nowego, polskiego czołgu. Polska? Jaka Polska? Czyżby chodziło o tę między Rosją a Niemcami? Jak to dobrze się czegoś dowiedzieć o swoim kraju ze źródeł obcych. Rzecz przy tym jest na tyle ciekawa, że postanowiłem popchnąć informację na onibe. Nieczęsto się zdarza, że zaciekawiamy świat własnymi projektami militarnymi*.

Tak wygląda nasze cacko:

y5sn931gapuomm1krqt0

Już na pierwszy rzut oka widać, że czołg ma charakteryzować się zmniejszoną wykrywalnością przez radary, ale prawdziwie kuriozalne są dopiero dalsze detale. Unikalna konstrukcja czołgu PL01 ma służyć wyrafinowanemu maskowaniu termicznemu. Czołg ma potrafić udawać, że nie jest czołgiem poprzez prezentowanie fałszywej sygnatury termicznej. Mówiąc najprostszymi słowami: czołg nie generuje własnego odcisku termicznego dzięki doskonałej izolacji, ale w zamian wyświetla spreparowany obraz cieplny. W czasie walki nocnej na wrogich urządzeniach termowizyjnych zamiast czołgu pojawi się zatem – być może – okazały jeleń ;-). No dobra, to akurat żart. Praktycznie rzecz ujmując, czołg może z powodzeniem udawać samochód lub mały budynek. A może po prostu będzie udawał, że go nie ma?**

Funkcjonalność czołgu zwiększa modularna konstrukcja wieży. Warto nadmienić, że trzej członkowie załogi ulokowani zostali w głównym kadłubie. Wieża służy wyłącznie przenoszeniu uzbrojenia.

Artykuł na foxtrotalfa jest tutaj.

Nie do końca wiadomo jakie będzie zastosowanie tego czołgu – o ile wejdzie do produkcji, rzecz jasna. W przypadku czołgów maskowanie nie wydaje się być umiejętnością kluczową, zwłaszcza jeśli ogranicza ono inne parametry bojowe. Zwykle na pierwszym miejscu wymienia się to, co czyni czołgi tak ważnymi pojazdami pola bitwy: zdolność wytrzymania pod ostrzałem. Zwłaszcza pod ostrzałem nowoczesnych dział charakteryzujących się wysoką penetracją pancerza. Te ostatnie w niczym nie przypominają już pancerzy czołgów z drugiej wojny światowej. Przykładowo, izraleska Merkava czwartej generacji (Mark IV) chroniona jest kompozytowym pancerzem niklowo-ceramiczno-stalowym, nie wspominając o głównych płaszczyznach obronnych pochylonych pod kątem przywodzącym na myśl karoserię samochodów wyścigowych. Maskowanie musi się odbywać bez straty podstawowych zdolności obronnych.

Jeśli prototyp stanie się „ciałem”, tzn. przejdzie do stadium użytkowego, czołg ten będzie prawdopodobnie określany mianem lekkiego*** czołgu lub wozu bojowego. Obecnie w polskich siłach zbrojnych rolę woła roboczego pełni poniemiecki Leopard Mk2A4 i Mk2A5. Dodatkowo, w jednostkach liniowych służą jeszcze PT-91 Twardy i T-72 (notabene PT-91 jest polską wersją rozwojową radzieckiego T-72 – obie konstrukcje nie należą do nowoczesnych, a ich potencjał modernizacyjny jest coraz mniejszy).

*- historia zna jednak i takie przypadki. Przed drugą wojną światową Polacy opracowali kilka niezłych konstrukcji, które docenili… Niemcy. Docenili je poprzez włączenie do własnego arsenału. Przykładowo, rusznice przeciwpancerne ur wz. 35 doczekał się nowej nazwy – Panzer Buchse 35 (polnisch) (PzB 35(p)) – i sprawdzał się całkiem nieźle do roku 1940, kiedy to Niemcy wprowadzili własne rozwiązanie. Z kolei czołg 7TP w barwach Wehrmachtu (Pzkpfw 731 (p) 7TP) trafił aż… do Normandii. Zachowało się wiele zdjęć zrobionych temu czołgowi przez Aliantów, dla których był ciekawostką. Przeskoczmy wiele lat do przodu i poświęćmy odrobinę uwagi PZL230 Skorpion – była to koncepcja samolotu szturmowego, rozwijana w latach 90tych. W swoim czasie pojawiła się legenda, że Amerykanie wykupili licencję i Skorpion zniknął z radarów. Nie wiadomo czy tak było naprawdę, jest to raczej mało prawdopodobne, skoro Jankesi dysponowali (i nadal dysponują) znacznie lepszym A10 Warthog, jednak faktem jest, że konstrukcja ich zainteresowała. Skorpion był lekkim samolotem zdolnym do startowania z pasów o długości 400 metrów (220 metrów we wcześniejszej fazie rozwoju, jeszcze przed zwiększeniem masy samolotu).

**- systemy masowania multi-spektralnego (czyli, po ludzkiemu: działające w wielu spektrach, czyli płaszczyznach rozpoznania) nie są polskim pomysłem. Na świecie istnieje ich kilka. Na przykład MSC Barracuda rozwijany przez SAABa czy bardziej wyrafinowany Adaptiv (BAE Systems) zdolny do maskowania i zarazem wizualizowania. Jak on działa? Zdjęcia porównawcze poniżej (prawdopodobnie idea zastosowana w polskim wynalazku ma być podobna):

Adaptiv_infrared_camouflage_demo_hiding_tank_as_car

***- oczywiście nie ma czegoś takiego jak czołg lekki. Podział na czołgi lekkie, średnie i ciężki skończył się jakiś czas po drugiej wojnie światowej. Obecnie główni użytkownicy czołgów dysponują najczęściej jednym typem czołgu zwanym MBT – Main Battle Tank – Podstawowy Czołg Bojowy. Dodatkowo pojawiają się kołowe i gąsienicowe wozy opancerzone (transportery piechoty takie jak Stryker) oraz bojowe wozy piechoty (fighting vehicle). Ale termin „czołg lekki” funkcjonuje jeszcze w drugim obiegu. Tego się trzymajmy.

Advertisements

20 thoughts on “Polska myśl (o)bronna

  1. Ciekawe, ciekawe… Nie wiadomo, czy ten czołg wejdzie do jakiejkolwiek produkcji, bo tak naprawdę, to Polska nie ma armii. Czas najwyższy, aby ją miała. Tylko skąd wziąć na to (kolejne) miliardy, bo te kilkadziesiąt, które bodajże od 2009r. miało być przeznaczone na modernizację armii, chyba nie trafiło tam, gdzie powinno.

    • nie jest tak źle, ale i nie jest dobrze. Jesteśmy średniakiem. Mamy trochę niezłych czołgów, samolotów i czego tam jeszcze, w dodatku armia jest względnie liczna. Nie mamy szans powstrzymać np. Rosji, ale z Litwą moglibyśmy spróbować swoich sił ;-). Jako komponent NATO mamy pewną wartość – ustępujemy czołówce, od której dzielą nas eony, jednak nie jesteśmy bezbronni, a to już coś.

      Brakuje nam nowoczesnych czołgów, bo Mk2A4 nadają się do pilnej modyfikacji, a i wariant Mk2A5 nie jest wybitny. O zachwalanym PT91 nie wspomnę. A właściwie wspomnę: Twardy to konieczność. Bez niego byłoby źle, jednak nie nadaje się na docelowy główny czołg bitewny, to raczej zapchajdziura. Opracowanie pełnowartościowego czołgu liniowego nie ma sensu. Koszt opracowania nowego modelu jest ogromny plus trzeba mieć dostęp do wielu technologii. Zakup też nie zawsze jest możliwy, bo USA, Francja, Wielka Brytania czy Izrael jeśli już sprzedają swoje czołgi (a sprzedają) to niekoniecznie w najnowszych wariantach. Zwykle są to okrojone wersje eksportowe. Są to zwykle drogie zabawki.

      Polski przemysł obronny ma chyba mniejszy potencjał niż każe się nam uważać. Weźmy np. niemożność skonstruowania podwozia do armatohaubicy Krab przez OBRUM. A skoro nie można wytworzyć dobrego podwozia do działa samobieżnego, to czy można myśleć o daleko bardziej wyrafinowanej technologii jaką jest współczesny czołg bitewny, który jest nie dość że szybki i zwinny, to jeszcze odporny i potężnie uzbrojony i naszpikowany elektroniką.

      • Dziękuję Ci za nakreślenie obrazu polskiej armii i tego, czego możemy oczekiwac „w razie czego”. Nie znam się na tych sprawach, ale z przyjemnością przeczytałam Twoje informacje. Pozdrawiam 🙂

    • Nie, nie jest. Wieszczono jego kres już parę razy, ale póki co czołg trzyma się dobrze. Wynika to z faktu, że współczesny czołg (czołg trzeciej generacji) jest czymś więcej niż po prostu kupą pancerza i lufą. To bardzo mobilna platforma bojowa. Przykładowo, amerykański Abrams osiąga prędkość (na równym terenie) około 70 km/h (w niektórych wersjach nawet więcej). Leopard2 na równym ciągnie 72 km/h. Na czołgach montuje się coraz więcej elektroniki itd. Zmienia się ich zadanie – nie są już królami pola walki ale wartościowym wsparciem każdej armii. W pewnym sensie żaden kraj nie może sobie pozwolić na brak czołgów bo stanowią one istotny komponent sił zbrojnych, a co ważniejsze nawet: dysponuje nimi potencjalny przeciwnik. Obawiam się, że mimo upływu czasu, szturm w wykonaniu batalionu nowoczesnych czołgów może być wstrząsającym doświadczeniem… ;-). Przed czołgami stają rozmaite zadania. Np. izrealskie Merkavy uchodzą za najbezpieczniejsze czołgi dla załóg. Oferują gigantyczną wręcz przeżywalność. Ich minusem jest dostosowanie do pustynnego pola walki (są mało uniwersalne). Abramsy i Leopardy są bardziej unwiersalne. Abramsy dopasowywane są do walk ulicznych, podstawową zaletą Leopardów jest niższa cena zakupu i eksploatacji. W sumie, do wyboru do koloru…

      A skoro o przestarzałych narzędziach mowa: bieżący rząd polski promuje z wielkim zadęciem rozbudowę sił samoobrony uzbrojonych w broń lekką i pozbawionych elektroniki, systemów kontroli pola walki ect. Czyli, takie współczesne pospolite ruszenie. Mięso armatnie o niskiej przeżywalności na polu walki. To jest dopiero relikt!

      • Skoro tyle wiesz o czołgach i twierdzisz, że bardzo się on może przydać zarówno w polu, jak i walkach ulicznych, to nie pozostaje mi nic innego, jak tylko przyznać Ci rację 🙂

        Może więc powinienem napisać nie to że czołg to przestarzałe narzędzie służące do zabijania, ale to, że sama wojna wydaje mi się jakimś wielkim anachronizmem, jeśli chodzi o międzyplemienny „dialog” 😉

        • Nie jestem ekspertem. Poniekąd jednak militaria zawsze były ściśle splecione z historią, wielką miłością mojego życia. Zwłaszcza że szczególnie pasjonuje mnie Pierwsza i Druga Wojna Światowa (każda z nich jest właściwie małą epoką). Stąd pewna kaskada otrzasakania w temacie. Ale ekspertem naprawdę nie jestem.

          Zgodzę się, że wojna jest – a raczej powinna być – anachronizmem. Niestety, nic nie wskazuje na to, by przeszła do historii jako metoda rozwiązywania sporów. Co więcej, czasy są coraz ciekawsze, co oznacza, że szykuje się jakaś większa zawierucha. Myślę, że aby nie było na świecie wojen, trzeba by wychować kilka pokoleń ludzi w trybie nienacjonalistycznym. A nacjonalizm przeżywa teraz drugą młodość…

          • z jednym i z drugim (historią i militariami) jest ten sam problem: jedno i drugie może być zabawą, nauką, elementem rozwoju… ale i bronią. Nie wiem czy historia nie jest groźniejsza… ;-). Mam wrażenie, że to historia naciska na spust.

          • A ja myślę, że to człowiek naciska na spust 😉

            PS. A to ciekawe, że w języku polskim voś, co najczęściej używane jest do zabijania (ataku i agresji) nazywanie jest „bronią”. (Ech, te ludzkie eufemizmy – eufemizmy, dzięki którym wydaje się nam, że jesteśmy lepsi.)
            No zobacz jak np. brzmi taka nazwa: „broń jądrowa” 😉

          • bo broń służy do obrony. Czasami najlepszą formą obrony jest atak. Czyli nawet kiedy jedna strona atakuje obie się bronią ;-). Oczywiście: człowiek naciska na spust, ale stoi za tym – często – historia. Na niej się hoduje antagonizmy. Ostatnio obserwuję ten proces do obrzydzenia…

          • „broń służy do obrony”

            Naprawdę?
            W Stanach Zjednoczonych każdego roku ginie ponad 30 tysięcy ludzi od „broni” palnej. Z tego tylko 1 (JEDNA) na 34 (TRZYDZIEŚCI CZTERY) jest zabita przez kogoś, kto strzelił w obronie własnej.
            (Czyli tylko w 3% przypadków „broń” posłużyła rzeczywiście jako broń.)

          • o ile się nie mylę w Finlandii też istnieje duże nasycenie bronią palną i jak do tej pory Finowie radzili sobie świetnie z tematem. Nie licząc dwóch masakr w liceach. W obu sprawcami była młodzież – dwaj znający się prawdopodobnie chlopcy – którzy postanowili rozgrywkę ze strzelaniny internetowej przenieść do reala. Z pewnością dostępność broni pomogła im to zrealizować. Ogólnie rzecz biorąc jestem zwolennikiem zaostrzania zasad posiadania broni – priorytetem powinno być zdrowie psychiczne i w razie potrzeby konieczność poddawania się regularnym testom. Plus posiadanie stosownych zabezpieczeń typu sejfy, ect. I kolejny element zabezpieczenia: moduły odczytujące linie papilarne. Dzięki temu broń nie odpali w rękach kogoś innego, np. dziecka. Nie zakazywałbym jednak absolutnie posiadania broni – mimo wszystko nie wszyscy czują się bezpiecznie, sam znam przypadki ludzi, którym np. grożono a policja to bagatelizowała (bo „brak twardych dowodów, jak się coś stanie to pan zadzwoń”). Bezpieczeństwo własne i rodziny powinno być gdzieś na topie. Jeśli w danej sytuacji – czyli nie w każdej – wymogiem do zapewnienia bezpieczeństwa jest posiadanie broni palnej to czemu nie?

            W USA prężnie – zbyt prężnie – działa NRA. Ta organizacja ma zbyt wielu członków i zbyt wielki wpływ na władzę ustawodawczą co powoduje, że prawo jest co najmniej groteskowe. W Stanach to NRA jest w pewnym sensie odpowiedzialna za spory procent z wymienionych przez Ciebie zgonów, ale jako instytucja do tej odopwiedzialności nie poczuwa się, natomiast wykorzystuje swój potencjał aby realizować własne cele statutowe. Na szczęście nie we wszystkich krajach świata tak to wygląda. W Polsce o broń jest trudno a policja robi co może aby zniechęcać (łącznie np. z regularnymi nalotami „kontrolnymi” na posiadaczy legalnej broni – trochę w imię zasady, że prędzej czy później będą mieli tego dosyć i oddadzą broń. Oczywiście nie zmienia to faktu, że istnieje sporo broni nielegalnej. W USA pewnie jest to udział mniejszościowy z uwagi na rozpowszechnienie broni legalnej. W Polsce założę się, że jest znacznie więcej broni nielegalnej niż legalnej, ale liczb jako takich nie znam.

            Innymi słowy: nie wylewałbym dziecka z kąpielą, ale prawo do posiadania broni bym modyfikował. I ważna rzecz: prawo powinno ścigać posiadaczy broni którzy nadużyli swojego prawa do jej posiadania, ale powinno chronić tych, którzy rzeczywiście się bronili. W Polsce użycie broni w samoobronie to właściwie strzał samobójczy, gdyż nie masz prawa zabić kogoś w obronie własnej czy w obronie rodziny. Ba, nawet policja ma strasznie ograniczone prawo do użycia broni. Idąc tym tropem dostało się nawet żołnierzom na misjach – pomijam sensowność wysyłania wojsk za granicę kraju – ale jak już się ich wysyła i wystawia na strzał to bezsensem jest ściganie ich za każde naciśnięcie spustu. Mam w rodzinie dwóch żołnierzy, obaj byli w Iraku lub Afganistanie. I obaj powtarzają, że jak ktoś strzela tam do kumpla to lepiej odwrócić głowę i udawać że się tego nie widzi, bo nie daj Boże odpowie się ogniem…

          • Poruszyłeś inny, bardzo szeroki temat. (Zresztą, zgadzam się z wymową tego komentarza.)
            Ja właściwie tylko napomknąłem o etymologii nazwy „broni”. Moim zdaniem, (w języku polskim) nazwanie czegoś, co służy przede wszystkim do ataku na innych i zabijania, „bronią” jest nie tylko eufemizmem, ale przede wszystkim nadużyciem. Ale to tylko taka moja mała refleksja nad ludzkim pomieszaniem i samookłamywaniem się 😉

            Jesteś człowiekiem myślącym i inteligentnym więc sam wiesz ile absurdów i paradoksów powstaje na granicy produkcji, handlu i użycia „broni” – i jak wszyscy lawirują jeśli chodzi o prawne ujęcie tego wszystkiego.

            Jeśli w Europie dojdzie do rozluźnienia przepisów związanych z posiadaniem broni, i będzie ona tak łatwo dostępna, jak w Stanach, to może nastąpić prawdziwa masakra. Na szczęście – jak mi się wydaje – nie ma tam tylu wariatów, cyników i interesiarzy, co w amerykańskim NRA – i po prostu rządy europejskich państw na to nie pozwolą.

          • Nie sądzę aby w Europie nastąpiło rozluźnienie przepisów, bo tendencja jest jednak odwrotna. Przepisy są coraz ciaśniejsze. Zresztą, nie ma konsensusu co do zaostrzania przepisów bo wielu komentatorów zauważa, że jest to właściwie wybór pomiędzy brakiem możliwości samoobrony a przyzwoleniem na potencjalny wzrost liczby wypadków. Jedno jest złe i drugie niedobre. Zarazem niepokoi mnie, że europejskie społeczeństwa grawitują w stronę absolutnego uzależnienia od własnych rządów i sił porzadkowych – coś, przed czym Amerykanie bronią się rękami i nogami, nawet kosztem przyzwolenia na wspomniane wypadki. Nie wiem, rzecz jasna, czy tysiące zabitych ludzi jest odpowiednim kosztem, pewnie nie – trudno tutaj coś temu przeciwstawić, bo dopiero wpadnięcie w totalitaryzm umożliwi dokonanie jakiejś oceny. Wtedy jednak jest za późno.

            Do tego dochodzą jeszcze praktyczne względy samoobrony narodowej. Łatwiej jest wdrożyć do sił zbrojnych osoby, które z bronią są obeznane. Tutaj nawet historia przyznaje rację: porównajmy „jakość” niemieckiego żołnierza a francuskiego czy brytyjskiego o radzieckim nie wspominając. Fakt, że Niemcy byli od małych obeznawani z bronią i taktyką powodował, że na jednego Niemca ginęło dwóch lub trzech Aliantów. Wspomniana Finlandia bardzo mocno stawia na nieregularne siły zbrojne i m.in. dlatego mnóstwo osób ma w domach broń, nawet długą – w razie potrzeby mogą od ręki zasilić szeregi obronne. Jeśli weźmiesz do wojska przypadkowego Polaka to prędzej przez przypadek zastrzeli siebie niż wroga. Mam nadzieję, że ten argument nie będzie miał nigdy znaczenia, lecz póki co trzeba się z nim liczyć. Zwłaszcza, jeśli ma się niezbyt liczną armię i duże potrzeby obronne.

            Inna rzecz, że broń to wielki biznes. Koncerny zbrojeniowe zarabiają krocie i dbają o to, by zbyt nie zmalał. Dziwi mnie, że koncerny mają tak niewielki wpływ na prawo w Europie, podczas kiedy np. koncerny farmaceutyczne mogą robić niemal to co chcą.

  2. Polacy są dobrzy w prototypach, natomiast wprowadzanie do produkcji, to już inna bajka. Poza tym takie projekty robią już konsorcja międzynarodowe, nie wiem czy nasz mało innowacyjny przemysł, by to pociągnął – zarówno technicznie, jak i finansowo. Obawiam się, że ten czołg przejdzie do galerii nigdy nie zrealizowanych prototypów…

    • Tak, to bardzo słuszna uwaga. W Polsce często zapomina się, że dobrze wykształceni i pomysłowi ludzie (wynalazcy, inżynierowie) to jeszcze za mało aby coś produkować. Do tego trzeba kapitału i to dobrze osadzonego, nie szybkich inwestycji ad hoc. W tym lepszy jest Zachód: jest w stanie każdy pomysł przetrawić i wyprodukować efekt. A jednak, jestem umiarkowanym optymistą. Udało się nam wyprodukować jedną z najdroższych korwet na świecie, więc i z czołgiem się może udać ;-P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s