„Czarne miasto” Boris Akunin – recenzja książki

boris akunin - czarne miasto recenzja

Recenzja książki Czarne miasto

___

criminalneonibe

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Boris Akunin
Powieść historyczna, kryminał, retrokryminał
Literatura rosyjska

___

Długą drogę przebył Erast Fandorin od 1876 roku, swojej pierwszej poważnej sprawy, jeszcze z czasów, kiedy był zwyczajnym moskiewskim policjantem. Teraz, w pierwszej połowie 1914 roku, w wieku lat pięćdziesięciu, Erast może spojrzeć na swoje życie z wysoka. Tajny radca stanu, zaufany powiernik monarchów, ukryty as pikowy carskiego imperium, pogromca bandytów, rewolucjonistów i zła wszelkiego… Nie ma jednak Fandorin czasu na rozpamiętywanie przeszłości, gdyż ciągle kieruje wzrok ku nowym wyzwaniom. Przez przypadek – w pewnym sensie – wplątuje się w aferę, która stanowić będzie ukoronowanie jego kariery. Reagując na paniczne wezwanie pewnego carskiego urzędnika, krzyżuje własny los z losem Odyseusza, poszukiwanego terrorysty, zaprzedanego wroga monarchii, który realizuje swój niecny, ale i błyskotliwy plan. Trop zaprowadzi go wkrótce na Kaukaz, do śmierdzącego ropą naftową i zasnutego smogiem Baku. Tam stanie się obiektem zamachów i prześladowań, tropić będzie spiski wewnętrzne w łonie aparatu administracyjno-policyjnego i międzynarodowe, kierujące jego uwagę ku ambasadzie Austrii. Będzie miał szansę pozbyć się wreszcie niewygodnego ciężaru niespełnionej miłości, lecz tylko po to, by znaleźć się na krawędzi kolejnej miłosnej przepaści. W Baku, w którym ścierają się interesy europejskich mocarstw, lokalnych magnatów naftowych, anarchistów i wszelkiej maści rewolucjonistów, trafi Fandorin na sprawę, która może się okazać zbyt trudna nawet dla niego…

Zaiste, imponującą drogę przebył Fandorin – od policjanta po bez mała kluczową postać w trybach wielkiej machiny przemysłowo-dyplomatycznej; od sprytnego, lecz nieco bezradnego młodzieńca, po sprawnego zabójcę doskonale obeznanego z tajnikami sztuki ninjutsu… Nie mniej fascynującą drogę przebył Boris Akunin, dla którego Czarne miasto jest czternastym – ostatnim! – podejściem do osoby Fandorina, akurat w czternastym roku od otwierającego cykl Azazela. Dojrzało jego pióro, mocy nabrał warsztat. O ile Azazel czy Gambit turecki, mimo fascynującego ładunku fabularnego, były nieco niedopracowane i kulały w detalach, tak finał historii Fandorina jest niemal bezbłędny. Autor świetnie rozpisał opowieść, która na ponad czterystu stronach ani razu nie nudzi, choć oprócz samej akcji obfituje w momenty spokojniejsze, by nie powiedzieć leniwe i poświęcone zupełnie niczemu. Mocną stroną powieści jest to, co u Akunina sprawdzało się zawsze: postaci pierwszo- i drugoplanowe. W Czarnym mieście pierwsze skrzypce – ramię w ramię z Erasmem – gra rewelacyjny Kara Hasym, bandyta i dobry duch Baku, wspaniale i przezabawnie się wysławiający i doskonale kontrapunktujący poczynania rozważnego intelektualisty Fandorina. Jest jeszcze pewna naftowa dama, przewrotna, lecz zaskakująco ludzka. W tle, na planie trzecim, pojawia się znajomy reżyser Sieńka, z upodobaniem wtrącający wszelkiego rodzaju francuszczyznę do mowy potocznej, uosobienie klasycznego a’la-francuskiego artysty. Zapomnieć nie możemy także o japońskim słudze Fandorina, a zarazem jego sensei. Nie zamyka to galerii postaci, której smaczku dodają także wrogowie Fandorina, a jest ich w Czarnym mieście bez liku.

Rosyjscy urzędnicy zawsze, sto lat, za Ormianie byli. Bo Ormianie krzyż noszą, Biblia czytają. Ale Ormianie nie tylko Biblia, Ormianie inne książki też czytają, a od książek w głowie hula wiatr. Kto książki dużo czyta, władza nie szanuje, chce ciągle co innego robić. Rewolucja chce. […] Gubernator Nakaszydze razem z Ochrana chciał Ormianie nastraszyć. Żeby zapomnieli rewolucja. Ochrana powiedziała głupie i chciwe ludzie […]: można Ormianie troszkę rabować i wyrzynać. […] Troszkę nie wyszło, bo troszkę wyrzynać nigdy się nie da. […] Wtedy żołnierze zaczęli strzelać. […] Ludzie  się obrazili, zabili główny generał, który rozkaz wydał*.

Przejdźmy do punktów ujemnych. przyczepić się można do trzech niuansów. Na przykład okładki. Cykl z Fandorinem nie ma szczęścia do konsekwentnej i spójnej linii graficznej, a im później wydawane są kolejne tomy, tym mniej interesująco wizualnie się prezentują. O gustach się nie dyskutuje, jednak niewykluczone, że Czarne miasto zasługuje na nominację do okładkowego odpowiednika Złotej Maliny. Po drugie, nie do końca może się podobać ewolucja Fandorina. Dla niejednego czytelnika całe to ninjutsu z nocnym widzeniem, czuciem skórą i pisaniem bardzo szczególnych pamiętników może być nieco niestrawne. Co prawda i tutaj można się dopatrzyć pozytywów, bowiem japońska warstwa wzbogaca treść książki. Akunin sprytnie przemyca sporo interesujących informacji o tej kulturze, a że w Baku ma Fandorin do czynienia z mnóstwem lokalnych ludów (Azerowie, Ormianie itd.), czyni to lekturę powieści tym bardziej trudną lub wciągającą (niepotrzebne skreślić). Jednak ta warstwa oddala powieść od kryminalnego kanonu, nie przybliżając jej zarazem do ideału popularnej książki sensacyjnej, co w rezultacie nie zadowoli żadnej z grup odbiorców (wyobraźcie sobie Poirota w wersji Karate Kid, ścigającego wroga pokroju Doktora No…). I wreszcie niuans trzeci. Finał. Brawurowy, szalenie dynamiczny i nie skąpiący adrenalinowych uniesień. Jednak zarazem bardzo przygnębiający. Czuć w nim prawdziwy i ostateczny fin de siecle – u progu Wielkiej Wojny stary świat odchodzi w zapomnienie, ginie tak, jak kiedyś wraz z Winnetou zginęła legenda Dzikiego Zachodu. Nowe czasy, przesiąknięte ideami rewolucji, skąpane w strachu i nie mające względów wobec tradycji to scena, którą Fandorin brzydziłby się i na której nie chciałby wystąpić.

Tamten rok więzienie ja siedział. […] Niedobra miejsce. Ale ludzie dobre. Chociaż Rosjanie […]. Ja z nimi sześć miesięcy jedna cela siedział. […] Ale komendant chciała mnie Syberia wywieźć. Ja nie chciał Syberia. Tam zimno, nie ma suszona morela i rodzynka (ja suszona morela i rodzynka bardzo lubię)*.

Czarne miasto syci, ale i pozostawia po sobie głód. Rozczarowuje szeregiem rozwiązań, choć i zapewnia kawałek przyjemności płynącej z lektury. Wobec wątpliwości warto jednak wskazać na jasną stronę mocy, choćby z uwagi na fakt, że jest to powieść, jakich się teraz nie pisze. Ma ona ponadto bardzo słabą konkurencję, nie wspominając już o jakże istotnym detalu: który z miłościwie nam panujących amerykańskich twórców nie tylko wykazałby zainteresowanie Europą Środkową i Wschodnią u progu dwudziestego wieku, a przy tym rozumiałby, co się tutaj naprawdę działo?

* – cytaty z książki

Metka:

Autor: Boris Akunin
Wydawnictwo: Świat Książki
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 10/2014
Liczba stron: 424
Format: 125×200 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788379436606
Wydanie: I
Cena z okładki: 32,90 zł

onibe-baner-sm

Reklamy

4 thoughts on “„Czarne miasto” Boris Akunin – recenzja książki

  1. Akunina znam jedną książkę. Ale mogę chyba stwierdzić, że to całkiem dobra (słowo „przyjemna” niezbyt pasuje, chociaż takie mi w tej chwili przychodzi do głowy ; )) literatura, więc jeśli będę miała okazję, to na pewno przeczytam.

  2. Chyba nie jestem najmocniejsza w literaturze ponieważ musze przyznać, że nie czytałam nic Akunina. Opis i cytaty podobaja mi się i przede wszytkim zachęcają do czytania. Myślę że w przyszłości sięgnę po tą książkę 🙂

    • nie sposób przeczytać wszystkiego i znać wszystko. Ile by się nie czytało to i tak do przeczytania pozostanie cały ocean książek ;-). Pozdrawiamy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s