„Wyspa Hobbsona” Stefan Themerson – recenzja książki

stefan themerson - wyspa hobsona recenzja gildia

Recenzja książki Wyspa Hobsona

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Stefan Themerson
Literatura piękna
Literatura polska

 

Kim jest Stefan Themerson? A może raczej kim nie jest: nie do końca Polak, choć w Polsce urodzony. Nie do końca Anglik, choć w Anglii żył i tworzył. Nie do końca filozof, nie do końca poeta, nie do końca prozaik, wreszcie nie do końca twórca filmowy. Jego twórczość jest nie do końca poważna, nie do końca dosłowna i nie do końca absurdalna. Ot, człowiek renesansu w wydaniu godnym dwudziestego wieku! W Polsce Themerson nie jest postacią dobrze znaną, zapewne dlatego, że uniknął lekturowej łapanki. Poniekąd szkoda, że nie został na siłę wpasowany w mniej lub bardziej obowiązkowy kanon, ale może i dobrze: aby zapoznać się z nim należy wykazać się nieprzymuszoną wolą i chęcią. Bez tak woluntarystycznego podejścia lektura dzieł Themersona mija się z celem. Nie inaczej jest z Wyspą Hobsona, książką umiarkowanych gabarytów, lecz napakowaną po brzegi kontekstami, odniesieniami, nietuzinkową samą w sobie z uwagi na styl narracji i ogólną konstrukcję. Da się przeczytać Wyspę Hobsona szybko, owszem, lecz zrozumieć w ten sposób jej nie sposób. Aby posmakować podobno najlepsze dzieło polsko-angielskiego twórcy należy tego naprawdę chcieć i mieć stosowny zapas czasu.

Nie jest łatwo napisać o czym jest Wyspa Hobsona, bo jest to książka o rzeczach wielu, bogata w płaszczyzny fabularne i jeszcze hojniej obsadzona zastępem bohaterów. Wspomnieć możemy o tytułowej wysepce (próżno szukać jej we „właściwym” miejscu na google maps: „jakbyście narysowali trochę chwiejną linię od Land’s End w Konrwalii na zachód i drugą linię na południe od hrabstwa Cork w Irlandii, możliwe, że te linie przecięłyby się dokładnie w punkcie, gdzie z dna morskiego wyrasta góra tak wysoka, że jej zielony czubek stale wystaje ponad poziom morza, nawet podczas największego przypływu*”), która będąc niczyją ziemią, stała się zarazem języczkiem u wagi prawdziwie międzynarodowej historii (nawet histerii). Zagarnięta przez amerykańskiego milionera, który zbudował na niej dom i wyskoczył z okna (ale nie tutaj), stała się ojczyzną małżeństwa Shepherdów, któremu przyszło się opiekować gospodarstwem pod okiem szwajcarskich bankierów i prawników. Później wyspa przypadła ich dzieciom, które wyszły za siebie i wydały na świat kolejne dzieci. Ani najstarsze (już nieżyjące), ani środkowe (jeszcze żywe), ani najmłodsze pokolenie nic od świata nie chce, poza świętym spokojem, jednak wielka polityka się upomina o wyspę Hobsona bez oglądania się na czyjeś chęci.

Ale to nie wyspa ma znaczenie. Mają je bohaterowie. Jest ich wielu. Najpierw poznajemy właśnie zdetronizowanego i prawie powieszonego („to, że pan żyje, jest prawdą fizyczną. To, że pan jest martwy, jest prawdą historyczną”) władcę fikcyjnej, afrykańskiej Bukumli – Murzyna niezwykłego także z racji pochodzenia, jego ojcem jest polski generał, prawdopodobnie Murzynem nie będący (ci się w armiach Rzeczypospolitej trafiali rzadko). Wokół dyktatora zaczyna się kręcić szalona karuzela gier wywiadowczych – bądź to Anglicy, bądź to Francuzi spróbują go wykorzystać dla własnych celów, których jednakowoż tymczasem nie znają, a w kolejce niecierpliwie czekają Jankesi, bez których żadna afera obyć się nie może. Dyktator zostanie schroniony na wyspie Hobsona, ku której ściągną pozostałe osoby dramatu. Na przykład księżna Zuppa – rodowita Włoszka i przez zupełny przypadek córka tego samego polskiego generała („czy tak właśnie walczyli ci generałowie? Płodząc bękarty po świecie?”). Pracujący dla angielskiego rządu naukowiec Adam D’Earth i jego ojciec, Sean D’Earth (dawniej D’Eath), zarazem najważniejszy z narratorów opowieści. Plejada Shepherdów, spośród których najwymowniejsza jest grająca dwie role siostry-żony Georgina-Geraldina. Lady Lucy, żona Adama, matka Debory – a jeśli się zastanawiamy czy i jej córka ma do odegrania jakąś rolę, to chyba tak, bo u Themersona odgrywa role każdy kto jest odpowiednio wyrazisty. U Themersona wyraziści są wszyscy, bowiem papier jego powieści nie jest dość cierpliwy by znieść banał charakterologiczny. Dobrze natomiast radzi sobie z groteską i absurdem.

No właśnie: groteska, absurd, brak banału. W ten sposób podsumować możemy całą Wyspę Hobsona. Książka jest momentami zabawna, momentami straszna. Momentami zaś po prostu dziwna, bizarryczna. Zarówno treść jak i forma wspólnie pracują na taką opinię. Dziwne jest to co się dzieje – z ową rytualną przepychanką wywiadów, z ową wieczną skłonnością człowieka do szukania sposobów własnej zagłady, z ową pstrą układanką indywidualnych spojrzeń, uprzedzeń i zamierzeń poszczególnych dramatis personae. I nawet z tytułową wyspą, która zdaje się być podstępnym prezentem samej natury (ni to angielska, ni irlandzka, ni francuska), sceną, która powstała tylko po to, by wydarzyło się na niej morderstwo na Człowieku. Dziwne jest także to jak się dzieje – Themerson przepysznie eksperymentuje z formą, bawi się zdaniami, za nic ma konwenanse i tradycję, ugniata wyrazy niczym plastelinę. Klasyczna proza, napuszona łaciną czy francuszczyzną, na tym samym oddechu przechodzi gładko w kropko-kreski alfabetu morse’a, miesza się z poezją, rytmem i strukturą próbuje nadążyć za niedoścignionym biegiem niezwokabularyzowanych konstruktów ludzkiego umysłu (zwanych myślami). Dziwne jest wreszcie to, że Wyspa Hobsona, powieść szalenie niezwykła, napakowana tak wieloma znaczeniami, udręczona tak nietypowymi zagraniami formalnymi jest… doskonała w lekturze. Dla głodnych dobrej, zapadającej w pamięć lektury: pozycja obowiązkowa.

*wszystkie cytaty z książki

___

Metka:

Autor: Stefan Themerson
Wydawnictwo: Iskry
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 11/2013
Tytuł oryginalny: Hobson’s Island
Liczba stron: 256
Format: 130×200 mm
Oprawa: twarda z obwolutą
Druk: Drukarnia Wydawnicza im. W.L. Anczyca
ISBN-13: 9788324403370
Wydanie: I
Cena z okładki: 35,00 zł

Gildia logo

Advertisements

12 thoughts on “„Wyspa Hobbsona” Stefan Themerson – recenzja książki

  1. Po Twojej recenzji mam przekonanie graniczące z pewnością, że Themerson – jeśli tylko zapoznam się z jego kolejnymi książkami – stanie się jednym z moich ulubionych pisarzy.

    Trafne stwierdzenie – chociaż Themerson żongluje konwencjami, motywami, symbolami, odniesieniami itd., to jednak jego powieść pozostaje „doskonała w lekturze”.

    • bardzo się zgadzamy w temacie Themersona, to miłe odkrycie, podbudowujące moc wniosków płynących z lektury ;-). Martwi mnie tylko, że zacząłem Themersona od ponoć jego najlepszego dzieła… będę zatem schodził w dół 😉

      • Tak. Zauważam, że w zasadzie o powieści Themersona trudno pisać w formie recenzji – ona się domaga interpretacji tu i teraz, nie jedynie sygnalizacji pewnych wątków, motywów. Czyli wymaga dłuższego, bardziej krytycznego tekstu.
        A to ciekawe, bo ja to samo słyszałam o „Euklides był osłem” ; ) Zresztą dobrze wiesz, że to od czytelnika zależy kolejność w rankingu ; )

        • właściwie to nie ma co recenzować, bo klasyczna recenzja musiałaby nas doprowadzić do bardzo dziwnych konkluzji ;-P. Inna sprawa, że to czasami właśnie takie recenzje a rebour są właściwą oceną, gdyż świadczą o potencjale zaciekawiania reprezentowanym przez daną powieść…

          Tak, kolejność to sprawa osobista 😉

          • Zgadza się. Ale z drugiej strony recenzja a rebour wymaga jednak sporego nakładu czasu i pracy nad tekstem, a jeśli się żyje w „nie-do-czasie”, to bywa skomplikowanym zadaniem ; ) Marzą mi się takie właśnie obszerne omówienia książki ; )

          • to koło zamknięte, na swój sposób: marzą się książki o których chce się mówić, marzą się omówienia godne książek o których chce się mówić ;-P. Generalnie jednak wszystko sprowadza się do czasu czy też – częściej – jego braku. Mam jednak nadzieję, że jest to ograniczenie o charakterze sinusoidalnym a nie liniowym 😉

          • Zgadza się.
            Haha, też mam taką nadzieję – oby pozostało czasu na czytanie wartościowych książek i pisanie o nich bez uproszczeń! ; )

  2. Zachęciliście mnie do lektury tym, co tutaj napisaliście! Zapisałam tytuł i jak tylko nabędę egzemplarz od razu zabiorę się za czytanie;) Aż jestem ciekawa swoich wrażeń..;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s