„Niebezpieczne kobiety” – recenzja antologii

niebezpieczne kobiety antologia recenzja

Recenzja książki Niebezpieczne kobiety

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autorzy: George R. R. Martin, Joe Abercrombie, Melinda Snodgrass, Jim Butcher, Cecelia Holland, Megan Abott, Carrie Vaughn, Joe R. Lansdale, Megan Lindholm, Lawrence Block, Brandon Sanderson, Sharon Kay Penman, Lev Grossman, Nancy Kress, Diana Rowland, S.M. Stirling, Diana Gabaldon, Sherrilyn Kenyon, Pat Cadigan, Caroline Spector, Sam Sykes

Science fiction, hard science fiction, fantasy, kryminał, romans ect
Literatura międzynarodowa

 

Dla wielbicieli George R. R. Martina dobra wiadomość: ukazała się firmowana jego nazwiskiem antologia o jakże wdzięcznym tytule Niebezpieczne kobiety. Rzecz to nie byle jaka: bez mała tysiąc stronic tekstu, dwudziestu jeden autorów i tyleż tekstów. Wśród twórców nazwiska znane i uznane (przynajmniej w amerykańskiej strefie bestellerowego dobrobytu). Czy jednak amunicja tak dużego kalibru nie została zmarnowana? Z kompozycyjnego miszmaszu wyłania się dzieło nierówne, niespójne i właściwie nie wiadomo do jakiego skierowane czytelnika. Eklektyzm gatunkowy (bez mała ekstremalny) nie ułatwia eksploracji tomu. Tytułowe niebezpieczne kobiety spróbowano ugryźć od strony fantastyki, science-fiction, historii i szeroko rozumianych kryminałów, a nawet obyczajówek.

Zaszczyt otwarcia antologii przypadł fantastyce i Abercrombiemu. Też mi desperado – jest jednym z kilku tekstów, których… z powodzeniem mogłoby w zbiorku zabraknąć. Autor nie miał nic ciekawego do powiedzenia, więc sięgnął po evergreena: znana już bohaterka (Płoszka z Czerwonej krainy) i radosna, acz jak na możliwości Joego kameralna, jatka nie skrępowana limesem fabuły. Być może najjaśniejszym punktem programu są Cienie dla Ciszy w Lasach Piekła (Brandon Sanderson). Klimaty w stylu Trylogii Czarnego Słońca (Celia Friedman), trzymający w napięciu tekst, niezłej klasy akcja i umiejętne połączenie wszystkich elementów to w tym przypadku przepis na udane opowiadanie. Niezła, acz bardziej lajtowa jest Dziewczyna w lustrze (Lev Grossman). Sympatyczna bohaterka, pierwszoosobowa narracja i spory dystans do całej opowieści czynią z lektury tekstu frajdę. Bombowe laski (Jim Butcher) to powrót do przeciętności: dzieje się sporo, magia daje czadu, a wydarzenia mają miejsce w naszej (acz, nieco alternatywnej) rzeczywistości, jednak całość jest po prostu przeładowana efektami specjalnymi w relacji do treści. Piekło nie zna furii (Sherrilyn Kenyon) jest wycieczką do krainy duchów. Bohaterka i jej przyjaciele trafiają do przeklętego przez pewną Indiankę, obecnie już wymarłego miasteczka. Cała intryga okaże się rodzinną sprawą, która wreszcie zostanie domknięta, jak na ghost story przystało. Rozczarowuje Imię bestii (Sam Sykes), tekst z potencjałem bycia jednym z najlepszych w zbiorze. Jest w nim odrobina autentyzmu, którego zabrakło sąsiedzkim opowieściom. Autor jednak nie podołał fabule i narracja jakby wyrwała się spod kontroli. Tytuł jest dość przewrotny. Bestiami określani są w tekście przybysze do lasu – mordowani w nim przez protagonistkę i jej towarzyszy z plemienia. Dla czytelnika, to właśnie oni będą bestiami, lecz we wszystkim tym jest dodatkowe, ukryte znaczenie. Kłamstwa, które powiedziała mi matka (Caroline Spector) przenosi czytelników do uniwersum znanego z antologii Dzikie karty (również pod patronatem Martina), do świata podobnego do tego, który kojarzymy z serii X-Men. Obcy wirus zmutował grupę ludzi obdzielając ich supermocami (lub czyniąc superszkaradami). Bohaterka potrafi puszczać bąbelki (moc do tego uzyskuje z przekształcania tłuszczu, oto new american dream…) i bluzga jak szewc. Inne niewiasty robią inne rzeczy i też klną jak należy. I to wszystko w temacie.

Ewidentnie nadreprezentowane jest science fiction w odmianie postapo. W Drugiej arabesce, bardzo powoli (Nancy Kress) na gruzach miast żyją rządzone po dyktatorsku zbieracko-łowieckie stada ocalałych ludzi. Kobiety są cennym zasobem, zwłaszcza płodne i/lub ładne. Uprzedmiotowione, pozbawione realnej władzy, potrafią się jednak boleśnie odgryźć, jeśli coś stanie na drodze do ich szczęścia. W Sąsiadach (Megan Lindholm) bohaterowie mają o jeden krzyżyk na karku zbyt wiele, lecz w matuzalemowych postaciach kryje się zaskakująca siła. Mocą tekstu jest natomiast nie fabularny twist, lecz świetna, bardzo wzruszająca opowieść o starzeniu się. Ta historia zostaje w pamięci, zwłaszcza, że pod względem kalibru nieco odstaje od średniej tomiku. W Ogłaszając wyrok (S.M. Stirling) mało wiadomo o przyczynach apokalipsy, w wyniku której utracono całą technologię. Z równie niewiadomych przyczyn grupa, której przewodzi bohaterka, postanowiła udawać, że jest celtyckim plemieniem, przejmując jego język i zwyczaje. Tekst w gruncie rzeczy niezły, acz czyta się go z podejrzeniem, że fabuła jest zaledwie pretekstem do przedstawienia rozważań o społeczeństwie, sprawiedliwości, zbrodni i karze. Dłonie, których nie ma (Melinda Snodgrass) mają intrygę i skalę (wreszcie coś w kosmicznym wydaniu!), lecz rdzeń tekstu nie wykracza poza kameralne ramy opowieści przy piwie. Tym niemniej, efekt jest ogólnie ok. Jest to zarazem jedyne w paczce science fiction nieapokaliptyczne.

Rzućmy okiem co Niebezpieczne kobiety mają do powiedzenia w klimatach historycznych. Pieśń Nory (Cecelia Holland) to krok w tył. Tytułowa bohaterka to córka Eleanory Akwitańskiej, jednej z najpotężniejszych kobiet w dziejach, żony Henryka II, królowej Francji i Anglii. Nora z boku obserwuje konflikt pomiędzy rodzicami, który kształtuje jej charakter i decyduje o przyszłych wyborach – względnie to ciekawe, ale fabuła nie zaiskrzyła. Pozycja w antologii zbędna. Królowa na wygnaniu (Sharon Kay Penman) przy podobnym motywie (rywalizacja pomiędzy monarszym małżeństwem na tle historycznych perturbacji) i głównej heroinie (tym razem Konstancja Sycylijska) osiągnęła lepszy efekt. Jest dobra w lekturze, autentycznie zaciekawiająca i przy okazji interesująco ilustrujące pewne detale mechaniki władzy średniowiecznej. Raisa Stiepanowa (Carrie Vaughn) przenosi nas na front Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, gdzie kibicujemy tytułowej herosce, usiłującej zostać asem myśliwskim. Autorka niekomfortowo czuje się w drugowojennych realiach, które zostały „pożyczone” na potrzeby opowieści, o realiach Związku Radzieckiego nie wspominając. Sama Raisa, niestety, także nie imponuje wiarygodnym rysem charakterologicznym. Prawiczki (Diana Gabaldon) to ukłon wobec klasycznej literatury awanturniczo-przygodowej. Bohaterami są dwaj Szkoci, uchodźcy z ojczyzny, służący w oddziale najemników gdzieś w osiemnastowiecznej Francji. Eskorta urodziwej córki majętnego żydowskiego lekarza wpędzi ich w spore problemy, czego się zresztą należało spodziewać. Tekst jest niezły, ale warsztatowo niedoskonały. Momentami dość nudny, a narracja nie sprostała ani jego wielkości, ani ilości wydarzeń.

Przeskoczmy do teraźniejszości, smakującej kryminałem, sensacją i obyczajem. Moje serce też jest złamane (Megan Abott) utrzymuje świetny klimat. Akcji brak, ale wydarzenia wnoszą powiew czegoś bardzo niepokojącego i autentycznego. Zapadająca w pamięć fabuła, niezła narracja. Niestety, tekst jest trudny w lekturze. Przewrotny tytuł – Zapasy z Jezusem (Joe R. Lansdale) – kryje przewrotną treść opowiadania. Dwaj wiekowi mężczyźni – niepokonani fajterzy stylu dowolnego – i kobieta pomiędzy nimi. To dla niej pojedynkują się co pięć lat. I właśnie zbliża się ich ostatnia bitwa. Dobrze napisane, jeszcze lepiej pomyślane. Bardzo pozytywne wrażenie robi także tekst Wiem jak je wybrać (Lawrence Block). Pierwszoosobowa narracja, spójna fabuła i delikatnie zarysowany nastrój grozy, który prowadzi do spodziewanego, jednak i tak zaskakującego finału to poważne atuty opowiadania. Miasto łazarz (Diana Rowland) to kolejny kryminał w stadku. Przekupny, zły glina wpada w łapy inteligentnej, groźnej, lecz dobrze maskującej się niewiasty. Tutaj to on będzie ofiarą, co oczywiste. Opiekunki (Pat Cadigan) zapowiadają się jako niezły thriller. Nastrój niepokoju fajnie się rozwija, jednak do ostatnich stronic nie wiadomo w którą stronę wyewoluuje i jaki będzie tego efekt. A później… wiadomo jeszcze mniej.

Last but not least: tekst wiodący. Księżniczka i królowa (George R. R. Martin), prequel Pieśni Lodu i Ognia, jest zarazem czarnym smokiem antologii. Autor odsłania rąbek tajemnicy o wydarzeniach sprzed Gry o tron. Poznajemy wreszcie Targaryenów, jako postaci z krwi, kości i łuski, do czego przyczynia się kronikarski zapis Tańca Smoków, krwawej i bezwzględnej, typowo martinowskiej wojny domowej. I choć mieczami machają mężczyźni, to nici władzy spoczywają w dłoniach dwóch królowych, z których żadna nie zamierza ustąpić przeciwniczce. Jest to wojna do ostatniego sojusznika i ostatniego smoka, wieszcząca kres rodu. Narracja została ukształtowana przez wymogi formalne kroniki: nie jest to zatem opowieść przygodowa, a raczej historia napisana przez wszystkowiedzącego historyka, pod wieloma względami podobna do Silimarilionu.

Z dużej chmury umiarkowany deszcz? Coś w tym jest. Mnóstwo cennych nazwisk, ambitny projekt, solidny marketing i… efekt ostateczny poniżej zamierzonego. Antologia ma zaledwie kilka mocnych punktów. Większość tekstów jest przeciętna (wygrzebane z szuflady?), do bólu banalna i zadziwiająco wtórna (niebezpieczna kobieta to ta z największym mieczem…?), a niektóre zdają się być dopasowane do całości na siłę (…niebezpieczna bo nie umarła w pierwszym akapicie?). Książka zyskałaby, gdyby okroić ją o paręset stronic i dobrą dziesiątkę nazwisk, byłaby także lżejsza niż obecne kilo dwieście, zatem przyjemniejsza w obsłudze. Co ciekawe, nasz egzemplarz został wydrukowany odwrotnie (czytanie „do góry nogami” i od końca ma swoje zalety, jeszcze nieodkryte). Uff… sporo tych niuansów. Niebezpieczne kobiety to antologia jedna z wielu, nie zapadająca w pamięć, nużąca w lekturze, a wartościowa właściwie tylko z uwagi na eklektyzm i wykorzystanie wielu nazwisk w Polsce jeszcze nieznanych (jeśli ceni się walory poznawcze). Honor Martina i Dozoisa ratuje garstka tekstów rzeczywiście udanych, napisanych ze swadą i natchnieniem… acz to właśnie na ich tle najlepiej widoczne są niedostatki reszty stawki.

Co do tytułowych niebezpiecznych kobiet… więcej charakteru miewają niewiasty z naszego otoczenia, niż te na ogół drugoplanowe, słabowite i nijakie dziołchy naszkicowane na kartach antologii (acz, podkreślmy, z cennymi wyjątkami). Autorzy chętnie oddawali głos mężczyznom, z których perspektywy narracja jest prowadzona aż nazbyt często. Czołowi ponoć pisarze Ameryki, znającej od dawien dawna hasło „równouprawnienie” pogubili się chyba w temacie…

 

___

Metka:

Redakcja: George Mann
Autor: Joe Abercrombie, Jim Butcher, George R. R. Martin, Brandon Sanderson, Carrie Vaughn
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 1/2015
Liczba stron: 956
Format: 140×205 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788377855713
Wydanie: I
Cena z okładki: 45,00 zł

Gildia logo

Advertisements

10 thoughts on “„Niebezpieczne kobiety” – recenzja antologii

  1. Tak to bywa z antologiami, szczególnie tak „rozpasanymi”.

    Swoją drogą kogo z amerykańskiego światka literackiego lubicie czytać, albo kto na was wywarł „większe” od innych wrażenie?

    • ojej, szeroko zakrojone pytanie ;-P. Amerykańscy pisarze to wszak jakieś 80% dostępnej w polskich księgarniach literatury ;-). Może jakiś gatunek? 😉

      • A nie, tak bez gatunku. Kogoś ostatnio bardziej niż całą resztę cenicie, polubiliście?

        A może mieliście już na warsztacie powieść „Szczygieł” Donny Tartt?

        • do szczygła jeszcze nie dotarliśmy. Teraz porządkujemy sprawy Gildiowe, jeszcze ze dwa miechy i ten etap zabawy będzie zakończony ;-). Obecnie na wokandzie… to Cię zaskoczy… Hasek i Wojak Szwejk ;-). Super rzecz. Co do hamerykański twórców… ostatnio raczej niechętnie sięgamy po literaturę zza oceanu. Chyba licznik się nam przekręcił i mamy już jej dosyć. Jest ekstremalnie przereklamowana i pusta. Ale pewnie coś fajnego by się znalazło. Daj nam parę dni, pogłówkujemy 😉

          • wcale nie śmiem się śmiać z Wojaka Szwejka bo ja pewnie jeszcze dziwaczniejsze rzeczy wertowałam niedawno. Słyszeliście o Bolesławie Zapomnianym? Więc ja sobie o nim przypomniałam, ot tak jakoś po prostu. I bawiłam się czytaniem różnych kronik i innych rzeczy, które pewnie normalnym ludziom nawet na myśl nie przychodzą:D

            Co do lit. amerykańskiej to mam wrażenie, że tam jest tego tyle, że wszystko się znajdzie. Ale fakt, Amerykanie mają kasę i wiadomo, że to przekłada się na to, że ich książek pełno wszędzie.

            No to czekam na jakieś sugestie. Bo ja połykam teraz książki więc jak coś ciekawego i godnego polecenia macie, dajcie znać;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s