„Star Carrier. Otchłań” Ian Douglas – recenzja książki

ian douglas - star carrier - otchłań

Recenzja książki Star Carrier # 4 – Otchłań

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Ian Douglas
Science fiction, militarne science fiction
Literatura amerykańska

Z cyklami literackimi bywa podobnie jak z wojnami: nigdy nie wiadomo, czy koniec jest rzeczywiście końcem, czy zaledwie przerwą dla nabrania oddechu. Czytając serie poświęcone wojnom tym łatwiej popełnić błąd. Zdawać się może czytelnikowi, że dotarł już do finału historii, i że już nic poza happy endem nań nie czeka. A tu niespodzianka – wojna wybucha po raz kolejny, ze zdwojoną mocą, i wszystkie uporządkowane, ma pozór domknięte wątki, nagle zostają podjęte od nowa. Rzecz taka przytrafiła się Star Carrierowi, cyklowi militarnego science fiction autorstwa Iana Douglasa. W tomie trzecim, Osobliwości, ziemskie siły dowodzone przez admirała Koeniga przeprowadziły szalony rajd w samo centrum obszaru kontrolowanego przez Sh’daar. Nieliczne okręty i równie nieliczne myśliwce dokonały cudu, zmuszając nieprawdopodobnie potężnego przeciwnika, o całe milenia przerastającego ludzkość pod względem wiedzy, technologii i potencjału wojskowego, do zawarcia rozejmu. Koenig powrócił na Ziemię w glorii chwały zbawcy ludzkości. I wszyscy byli szczęśliwi… przez mniej więcej dwadzieścia lat. Zarzewie wojny tliło się cierpliwie, czekając na sposobny moment, aby wybuchnąć pełnym płomieniem. Ta chwila właśnie nadeszła. Niemal jednocześnie doszło do ataków na terrańską flotyllę badawczą i wysuniętą placówkę naukową. W drugim przypadku napastnikami byli Slan, tajemnicza rasa kontrolowana przez Sh’daar, w pierwszym nieznany sprawca. Mało tego, zagłada jednostki zwiadowczej nastąpiła przy zastosowaniu skrajnie zaawansowanej technologii. Takiej, której do tej pory nie wykorzystywali nawet sami Sh’daar. Koenig, wybrany na drugą kadencję jako prezydent Stanów Zjednoczonych, sprostać musi w pierwszej kolejności wyzwaniom frontu lokalnego, gdyż względnie spójna do tej pory Konfederacja trzeszczy w szwach. Zagadkom odległej przestrzeni sprostać będzie musiał „Piachu” Gray, dawniej pilot na Ameryce, obecnie dowódca gwiezdnego lotniskowca.

Ian Douglas udowodnił już, że potrafi umiejętnie łączyć potrzeby dynamicznej powieści wojennej z ograniczeniami naukowymi. Należy założyć, że nagina materię rzeczywistości (bo aby stwierdzić to dosadnie, musielibyśmy sami doktoryzować się w fizyce), ale czyni to w sposób nie urągający mniej lub bardziej oficjalnej wiedzy. Należy do grupy twórców, którzy uwzględniają pomijany na ogół element relatywistyki (przejawiający się, między innymi, istnieniem czasu obiektywnego i subiektywnego)… ale przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Star Carrier to przede wszystkim napakowana akcją seriamilitary science fiction i takim przypadkiem jest Otchłań, odsłona czwarta cyklu. Dzieje się w niej sporo. Zgodnie z tym do czego nas już przyzwyczaił autor, historia rozpoczyna się z przytupem i z przytupem się kończy, a i po drodze jest sporo przyjemnego w lekturze zamieszania. Dodajmy, że Douglas jest dobrym rzemieślnikiem pióra. Pisze sprawnie, łatwo przykuwając czytelnika do stron powieści, czemu nie przeszkadza podział tekstu na stosunkowo krótkie podrozdziały poświęcone różnym uczestnikom działań i umożliwiającym spojrzenie na wydarzenia z odmiennych perspektyw.
h
Choć Otchłań jest powieścią przyjemną w lekturze, wiele w niej zbędnej redundancji, o którą co jakiś czas potyka się rozpędzony wehikuł narracji. Przeszkadzajki i spowalniacze spowalniają czytanie, chyba że nauczymy się przeskakiwać zmultiplikowane powtórzenia, wyjaśnienia i powroty do dawno już wytłumaczonych kwestii. Problem nie jest nowy. W roli hamulcowych występują te same czynniki co w poprzednich tomach, choć w miarę rozrastania się cyklu zdają się one być bardziej irytujące (bo i mniej potrzebne). I tak, dowiadujemy się (kilka razy) o różnych szczegółach wojen, które doprowadziły do powstania Konfederacji, w kółko jest też maglowana antytechnologiczna obsesja Sh’daar (dodajmy, że nie do końca spójna, choć w Osobliwości jako tako wytłumaczona). Wypada przyjąć – jeśli nie za pewnik, to rzecz o wysokim prawdopodobieństwie – iż czytelnik, który dotarł do czwartej części serii, pamięta jeszcze, iż u źródeł ataku Sh’daar na ludzkość leży niechęć tego tajemniczego sojuszu ras do propagacji zaawansowanej wiedzy u konkurencyjnych ras. Kolejną ujmą dla powieści jest twórcze, ale jednak powielenie użytych już rozwiązań fabularnych. Gray jako kapitan Ameryki staje się alter ego Koeniga, podczas kiedy w buty pilota wskakuje Gregory, wprawdzie nie prym, ale też outsider skazany na podobny ostracyzm i niechęć kolegów z eskadry. O ile zaletą pierwszych tomów cyklu były zaskakująco niepapierowe charakterystyki bohaterów, to w Otchłani portrety postaci zostały ledwo naszkicowane, w dodatku czasami przy użyciu „pożyczonych” od weteranów rozwiązań.
h
Douglas coraz lepiej radzi sobie z opisami gwiezdnych bitew, choć i w pierwszym tomie serii nic mu w tej dziedzinie nie brakowało. Odchudzenie tekstu o kilkanaście stron poprzez wycięcie powtórzeń i namolnych eksplanacji oraz odrzucenie wygodnego acz spranego szablonu postaci pomogłoby wywindować książkę o kilka poziomów w górę. Oczekując na poprawę w kolejnych odsłonach Star Carriera (cykl jest już dawno zamknięty, w Polsce dopiero nadrabiamy opóźnienie) pozostaje się nam cieszyć niezłym standardem Otchłani, która rozczarowuje, ale i tak zapewnia stosowną dozę frajdy. Ian Douglas, mimo wszystko, broni się jako twórca niegłupiego, batalistycznego science fiction, które docenią fani gatunku.

 ___

Metka:

Autor: Ian Douglas
Tłumaczenie: Justyn Łyżwa
Wydawnictwo: Drageus Publishing House
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 3/2014
Tytuł oryginalny: Star Carrier: Deep Space
Rok wydania oryginału: 2013
Liczba stron: 432
Format: 125×195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788364030284
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł

Gildia logo

Reklamy

4 thoughts on “„Star Carrier. Otchłań” Ian Douglas – recenzja książki

  1. Niestety, w jednym ze stwierdzeń autor recenzji mija się z prawdą. Cykl bynajmniej nie jest zakończony. Opóźnienie w stosunku do rynku amerykańskiego także jest bardzo niewielkie. Dość powiedzieć, że tom piąty w Polsce ukaże się dwa miesiące po amerykańskiej premierze. To chyba nie tak wiele.

    • chyba nie do końca chodzi o stwierdzenia akurat z tej recenzji, ale wiem o co chodzi. W przypadku ostatniego tomu faktycznie, opóźnienie akceptowalne, wręcz kosmetyczne.

      • No, jak najbardziej z tej recenzji cyt: „cykl jest już dawno zamknięty, w Polsce dopiero nadrabiamy opóźnienie”, ale nie ma o co kopii kruszyć.

        • źle zrozumiałem – faktycznie bowiem zdarzyło mi się w którejś z poprzednich recenzji niezgodnie z prawdą wspomnieć, że seria jest trylogią. Wg. mojego stanu wiedzy (zaktualizowanego po lekturze książki a przed napisaniem recenzji) cykl jest zamknięty, ale… z drugiej strony, niewiele uzasadnia istnienie tomu czwartego, skoro najbardziej logicznym zwieńczeniem serii jest część trzecia. Można się zatem spodziewać wszystkiego 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s