Shigeki Tanaka a pojednanie amerykańsko-japońskie

Zdarza się Wam pójść tropem przypadkowo przeczytanej notatki lub dostrzeżonego gdzieś w czeluściach internetu zdjęcia? Nam owszem, choć niezbyt często. Czasami bywa, że punkt w którym zaczynamy indagację nijak się ma do wniosków z takiego zagłębiania się. Czasami próbujemy wyjaśnić jakąś wątpliwość, rozgryźć historię tkwiącą za krótką informacją. Nie zawsze dochodzimy do interesujących rezultatów. Prawie zawsze interesująca okazuje się ścieżka, którą podążamy. Punktem wyjścia do niniejszej notki było to zdjęcie:

I opis, cytat:

Survivor of the Hiroshima atomic bomb, Shigeki Tanaka won the Boston Marathon in 1951

19 year-old Shigeki Tanaka was a survivor of the bombing of Hiroshima and went on to win the 1951 Boston Marathon. The crowd was silent as he crossed the finished line.

Ocalały z Hiroszimy? Brzmi ciekawie. Bardziej intrygująca wydaje się informacja, z której wynika, iż tłum milczał w trakcie przekraczania mety przez japońskiego biegacza. Niby nic wielkiego, ale… czy rzeczywiście?

Jako Polacy mamy spory i niezbywalny bagaż historycznych problemów i zatargów z niemal wszystkimi okolicznymi nacjami. Proces zdrowienia relacji jest długi, często skazany na niepowodzenie, jako że codzienność dostarcza coraz to nowych powodów aby się kochać-inaczej. Na ogół powody te są tworzone przez polityków, ale mniejsza o detale. Faktem jest, że zasypywanie wojennych rowów to specyficzna sprawa.

Jak to było z Amerykanami i Japończykami? Wybuch wojny, do której garnęły się oba państwa, sporo namieszał. W USA była spora mniejszość japońska, która – przede wszystkim na zachodnim wybrzeżu – została poddana przesiedleniom. Podobno do obozów „tymczasowych” przeniesiono około 110 000 ludzi, część z nich (zwłaszcza starsi) nie wróciła już nigdy do dawnych domów, choć od 1944 roku obozy były dość intensywnie wietrzone (opuściła je mniej więcej połowa „mieszkańców”, a reszta mogłaby to uczynić, ale nie chciała). Warto podkreślić, że restrykcje dotyczyły zarówno obywateli amerykańskich (pełnoprawnych) jak i „zasiedziałych” emigrantów, którzy do USA dotarli wiele lat wcześniej, ale nie kłopotali się wyrobieniem odpowiedniego dowodu osobistego. Sankcje wobec Japończyków były najcięższymi spośród wszystkich, jakie administracja USA włączyła w ramach przeciwdziałania potencjalnie niebezpiecznym grupom zamieszkującym kraj (oberwało się także, choć w mniejszym stopniu, Niemcom i Włochom).

Sama wojna była bardzo krwawa i brutalna. Na tyle krwawa i brutalna, że – paradoksalnie! – w Hitlerze Amerykanie upatrywali bardziej cywilizowanego przeciwnika. Japończycy ze swoim dziwnym kodeksem, skłonnością do samobójczych ataków i absolutną pogardą wobec śmierci (wlicza się w to także szlachtowanie jeńców) przerażali powołanych do wojska prostolinijnych chłopów z rolniczych równin amerykańskich. Wiadomo: czym innym jest strzelanie ze śrutówki do wiewiórek, czym innym zaś walka bez pardonu i umiaru. Weźmy chociażby sposób rozpoczęcia wojny, bardzo często podkreślany przez amerykańskich badaczy: Japończycy nie wypowiedzieli wojny we „właściwy” sposób, to znaczy nie uprzedzili przeciwnika o swoich zamiarach, ale spróbowali go zaskoczyć. Co mniej więcej się udało.

Szczytem szczytów była jednak metoda zamknięcia wojny. Dwie bomby atomowe wystarczyły aby rzucić na kolana dumnych potomków samurajów, ale pokłosiem tego „triumfu” był problem, który przetrwał negocjacje pokojowe i rzuca swój cień nawet dzisiaj, prawie siedem dekad później. Ofiary. Promieniowanie. Kalectwa. Strach.

Nie da się ukryć, że Amerykanie ukazali nową jakość w wojennej sztuce (co, notabene, jest tradycją od czasów Wojny Secesyjnej, będącej prototypem Pierwszej Wojny Światowej).

Jak to zatem było z tym całym Shigeki Tanaką? I czemu, do diaska, publiczność milczała? Co oznaczało ich milczenie? Niestety, nie będzie dramatycznej historii, nie dotarliśmy bowiem do zbyt wielu faktów, które wyjaśniałyby opis zdjęcia (chyba nieco podkręcony). Ale, jednak, coś tam już wiemy:

– Shigeki mieszkał 20 mil od Hiroszimy, więc określenie go mianem osoby, która przeżyła bombardowanie miasta wydaje się być nieco naciągnięte. Trudno powiedzieć czy załapał się do grona hibakusha, czyli oficjalnie uznanych ofiar ataku atomowego. Hibakusha to ktoś, kto był w promieniu kilku kilometrów od epicentrum w momencie ataku lub w promieniu dwóch kilometrów w ciągu kolejnych dwóch tygodni. Ale także, ogólnie, osoba, która ucierpiała od radioaktywnego opadu i/lub promieniowania. Statusem hibakusha „cieszy się” około 250 000 osób. Całkiem sporo. A przecież drugie tyle już zmarło, spora część tej grupy w trakcie bombardowań lub krótko po nich (co prawda, oficjalnie, tylko 800 osób zginęło bezpośrednio w wyniku bombardowań).

– niezwykłe, ale nawet w ultranowoczesnej Japonii hibakusha bywają poddawani ostracyzmowi i dyskryminacji. Najczęściej przewijającymi się motywami dyskryminacji są lęk o możliwość zarażenia się szeroko rozumianymi dolegliwościami popromiennymi oraz przekonanie o niemożności posiadania zdrowych potomków przez hibakusha. W obu przypadkach jest dokładnie odwrotnie. Oczywiście nie można się zarazić chorobą popromienną (nie wszyscy hibakusha ją mają z uwagi na dość ogólny charakter tej grupy). Mało tego, obserwacje prowadzone na mężczyznach i kobietach (!), którzy zostali poddani działaniu promieniowania w wyniku bombardowań wskazały podobny odsetek problemów genetycznych w kolejnych pokoleniach co w przypadku dowolnej innej grupy Japończyków. Co jest, nawiasem mówiąc, dość ciekawym odkryciem.

– jeden z Japończyków doczekał się wątpliwego zaszczytu bycia „podwójnym” hibakusha. Okazuje się, że był zarówno w Hiroshimie jak i Nagasaki. W momencie pierwszego ataku pracował (był inżynierem koncernu Mitsubishi) w stoczni w Hiroshimie. Przewieziony z ciężkimi obrażeniami do szpitala w Nagasaki, zdążył w sam raz aby dać się ponownie zbombardować! Mimo sporej dozy pecha (możemy to też uznać za ekstremalne szczęście w gargantuicznym nieszczęściu) Tsutomu Yamaguchi przeżył jeszcze wiele lat, tym razem skutecznie już unikając spadających z nieba bomb. Zmarł w wieku 93 lat. Podwójnych hibakusha (nijyuu hibakusha) było więcej (prawdopodobnie 165 osób), ale tylko on obie tragedie przeżył. A w każdym razie tylko on został uznany za n-h oficjalnie.

– średnia długość życia hibakusha wynosi około 75 lat. Średnia długość życia w Polsce na rok 2010 wynosi niecałe 77 lat. To dobrze. Jesteśmy lepsi od osób, które przetrwały bombardowanie atomowe! Ale wskazówka przeżywalności w kraju nad Wisłą przeskoczyła poziom 75 lat dopiero w 2005 roku. Wydaje się nam, że gdyby nie służba zdrowia, moglibyśmy żyć jeszcze dłużej… ale pewnie nie tyle co Tsutomu…

– los bywa złośliwy. Bomby Little Boy i Fat Man przewieziono na teren teatru działań wojennych na pokładzie krążownika Indianapolis. W drodze powrotnej jednostka została zatopiona przez japoński okręt podwodny I-58. Rozbitkowie tkwili w wodzie przez pięć dni (!) nim zorganizowano akcję ratunkową. Opóźnienie wynikło z faktu, że Amerykanom umknęło, iż jeden z ich krążowników (a więc okręt klas głównych) i to jeszcze tak istotny, bo uczestniczący w tajnym projekcie, po prostu zaginął. Zorientowali się po kilku dniach. Z 1195 osób uratowano około 300. Mniej więcej tylu samo marynarzy zginęło bezpośrednio w wyniku ataku torpedowego. Resztę powoli, godzina po godzinie, dzień po dniu, masakrowały rekiny – tak się bowiem składa, że tragedia nastąpiła w samym centrum ich żerowiska.

– kapitan okrętu (Charles Butler McVay III) miał wątpliwe szczęście być jedynym postawionym w stan oskarżenia oficerem z tytułu narażenia swojej jednostki na zniszczenie. Nie płynął zygzakiem. Nie on jeden. Amerykanie stracili na tamtych wodach setki jednostek, w tym wiele krążowników, kilka pancerników a nawet lotniskowce. Wedle wielu zeznań, w tym amerykańskich podwodniaków i japońskiego oficera, który storpedował Indianapolis, zygzakowanie nie zmieniłoby losu okrętu. Niewykluczone, że Butlerowi dostało się z przyczyn mniej obiektywnych. I bynajmniej nie chodzi o pretensjonalne nazwisko, choć… w pewnym sensie ono mogło być wszystkiemu winne. Oto bowiem ojciec Charles’a spotkał się w początkach swojej kariery z młodym Ernestem Kingiem, późniejszym admirałem i Szefem Operacji Morskich. To King bardzo mocno obstawał za ostrą karą dla Charlesa. Czyżby dlatego, że Butler starszy nakrył go kiedyś na próbie wprowadzenia prostytutek na okręt? Bill Clinton oczyścił Charlesa z zarzutów w roku 2000. Dość późno, prawda? Ale niechaj to świadczy o fakcie, jak długo Amerykanie wyplątywali się z wojennego bagienka… Historia nie umiera łatwo.

– los uśmiechnął się do okrętu podwodnego I-58. Był z jednym stosunkowo nielicznych, które przetrwały wojnę.

Wróćmy jeszcze do Tanaki. Nadal nie wiemy tego, co wiedzieć chcieliśmy. Ale dowiedzieliśmy się jeszcze jednego: podobno po jego biegu to właśnie Japończycy bywali dość często zwycięzcami maratonu bostońskiego… Rywalizacja powojenna stała się rywalizacją czysto sportową. A sport czasami leczy rany.

Źródła:

O Shigeki Tanace tutaj.

O podwójnym hibakusha poczytacie na Wiki. Tutaj. Oraz poza Wiki, tutaj.

Ogólnie o hibakusha tutaj i tutaj.

Bombardowanie Hiroshimy i Nagasaki tutaj.

O japońskim okręcie podwodnym tutaj.

Reklamy

3 thoughts on “Shigeki Tanaka a pojednanie amerykańsko-japońskie

  1. Arcyciekawa historia. Lubię takie preteksty, które odkrywają nam obszary dotąd nieznane. Im dłużej trwa ludzkość, tym więcej tego typu opowieści. Wszystkich nie poznamy i to jest mój największy żal.

    • Niestety, choć wiele historii jeszcze odkryjemy, to znacznie więcej pozostanie przed nami ukryte ;-(. Ale co skonsumujemy to nasze 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s