„Za grzechy ojca” Jeff Archer – recenzja książki

jeffrey archer - za grzechy ojca

Recenzja książki Za grzechy ojca (Saga rodu Clifftonów #2)

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA
Autor powieści: Jeffrey Archer
Saga rodzinna, powieść obyczajowa
Literatura angielska

Kroniki Rodu Cliftonów powoli pęcznieją. Za grzechy ojca, drugi tom cyklu, przenosi nas w gorące i okrutne lata drugiej wojny światowej. Przypomnijmy: w Czas pokaże, pierwszej odsłonie serii, poznaliśmy Harry’ego Cliftona, jego matkę (Maisie) oraz kilku przedstawicieli prominentnej familii Barringtonów, w tym Emmę, ukochaną Harry’ego. Młody Clifton odniósł ogromny sukces, wyrywając się ze slumsów i wkraczając do lepszego świata… ale mimo zyskania wielu sprzymierzeńców, ciągle jest o kilka kroków za swoimi prześladowcami. Poradziwszy sobie z wieloma przeciwnościami losu, został pokonany niespodziewanym i podstępnym ciosem już w doliczonym czasie gry. Wymarzony ślub z Emmą nie doszedł do skutku z uwagi na… wspólną krew kochanków i marnym pocieszeniem jest fakt, iż rewelacje te nawet bardziej pogrążają głównego przeciwnika młodego Cliftona, Hugo Barringtona. W międzyczasie Anglia wpada w orbitę narastającego konfliktu na kontynencie. Jak wielu innych patriotycznie nastawionych obywateli, Harry postanawia przyłożyć się do obrony ojczyzny, a przy okazji zniknąć z widoku, zdejmując ciężar z serca ciągle wobec niego lojalnej Emmy. Kilka torped, które posyłają na dno statek będący jego tymczasowym schronieniem, sprawia że wszelkie plany muszą zostać przemyślane zupełnie od nowa. Harry cudem przeżywa, ale postanawia zachować ten detal dla samego siebie. Odseparowany od towarzyszy, podaje się za nieżyjącego Toma Bradshawa. Nie wie, że z tym nazwiskiem wiąże się zupełnie inna klątwa niż jego własna. W efekcie, zaraz po wylądowaniu w Nowym Jorku, Harry vel Tom trafia do więzienia, podczas kiedy jego bliscy – w tym tęskniąca Emma – opłakują tragiczną śmierć młodzieńca.

Zdawać by się mogło, że opowieść dobrnęła do nieszczęśliwego finału i niewiele już może się zdarzyć. Niemal czterysta stronic Za grzechy ojca udowadnia, że Jeffrey Archer nie ma w zwyczaju porzucać swoich bohaterów. Ani, skoro już o tym mowa, antybohaterów. W drugim tomie śledzimy dalsze perypetie Harry’ego, Emmy, Gilesa oraz – bardziej szczątkowo – Maisie i złego Hugo Barringtona, który doczeka się jeszcze kilku chwil sławy i wielkości. Dzieje się naprawdę dużo. Harremu przypada najbardziej pasywna rola w nowej odsłonie tragedii. Chłopak godzi się z losem i czeka w więzieniu na nową szansę. Otrzyma ją, choć będzie to szansa bardzo kontrowersyjna, jedna z tych, które określić można hasłem „z deszczu pod rynnę”. Kochająca Emma ryzykuje wszystko, aby potwierdzić przeraźliwie niewielką możliwość, że jej mężczyzna jednak żyje. Rzuca dostatnie i wygodne życie, udając się na drugą stronę Atlantyku, na pozornie przyjacielskie, ale tak naprawdę niegościnne terytorium, zarazem znajome i zupełnie obce („zderzenie cywilizacji” europejskiej i amerykańskiej, a przede wszystkim elitarnego, konserwatywnego brytyjskiego społeczeństwa i egalitarnego, materialistycznego amerykańskiego stanowi dodatkowy wątek powieści). Giles naraża się na pogardę znajomych, kiedy jego podanie o przyjęcie do Pułku Wessex zostaje odrzucone z powodu wrodzonej wady wzroku. Wyszydzony i zawstydzony podejmie jeszcze jedną, szaloną próbę i ta się powiedzie, ale triumf ma gorzki posmak piasku afrykańskiej pustyni i tragicznej, przegrywanej przez Anglię wojny. Smakuje też obozem jenieckim w Niemczech i dramatyczną próbą ucieczki. W czasie, kiedy młode pokolenie walczy o swoje, za ich plecami trwają manewry sprawców całego tego zamieszania: Hugo i Maisie, którzy z wolna tracą wpływ na wydarzenia, ale dalecy są od złożenia broni. Skomplikowane relacje pomiędzy poszczególnymi dramatis personae tworzą gęstą, trójwymiarową sieć sprzecznych interesów, w której pewne i trwałe jest tylko poczucie zagrożenia. Tutaj nie ma zwycięzców, są tylko ci, którzy przetrwają i stracą najmniej.

Nie tylko Archer stosuje wzajemnie uzupełniające się wątki równolegle jako fundament swoich powieści. A jednak, istnieje różnica pomiędzy wątkami równoległymi, a Wątkami Równoległymi, przy czym domeną Anglika są te drugie. Archer tworzy każdą z nici fabularnych tak, jakby miała stanowić osobną historię. Bez kompromisów, pozornie wybaczalnych skrótów i ślizgania się po łebkach. Każda z płaszczyzn jego utworu szalenie wciąga, każda potrafi przykuć do siebie tak mocno, iż początek kolejnego rozdziału budzi niemalże gniew – tak bardzo chciałoby się pozostać jeszcze choćby kilka stron przy bieżącej cząstce opowieści i przynależnej jej postaci. Gniew, dodajmy, szybko ukojony, ledwo nowy wątek rozwija skrzydła i udowadnia, że nie jest zapchajdziurą służącą powiększeniu objętości książki, ale pełnowartościowym elementem zawiłej, gęstej od emocji fabuły. Najciekawsza, co oczywiste, pozostaje historia Harry’ego Cliftona. Odmalowana z zaangażowaniem i przekonująca, na dobre zakotwicza postać bohatera w sercu czytelnika. Z wyrachowaniem i przekorą Archer nie eksploatuje tej linii tak, jakby się chciało. Wręcz przeciwnie: doprowadza młodzieńca do kolejnego w jego życiu punktu krytycznego i… zawiesza go w próżni, usuwając z widoku czytelnika (oraz ukrywając przed pozostałymi uczestnikami wydarzeń).

Za grzechy ojca czyta się wybornie. Nawet osoby, które oficjalnie nie przepadają za sagami rodzinnymi, uchylą zapewne czapkę z głowy, bowiem Jeffrey Archer nie przez przypadek pyszni się mianem świetnego gawędziarza. Bardzo dobry warsztat (niemal idealnie przejrzysty – w tym gatunku rzecz cenna) oraz świetne poczucie intrygi to fundamenty, na których zbudował pasjonującą opowieść o pasjonujących ludziach. Archer nie jest twórcą doskonałym, a i Za grzechy ojca nie pretenduje do miana powieści wybitnej. Może trochę zbyt wiele w tej książce klimatów rodem z telenowel. Niektóre z częstych zwrotów akcji trącą zagraniami nadużywanymi w tasiemcach niższego sortu (zakładamy, być może niesłusznie, że występują także te z górnej półki). Kreacja postaci zdaje się jednak odróżniać literaturę Anglika od pulpowych spaghetti-intryg, ale równie dobrze ten punkt programu można uznać za dyskusyjny. Czy Archer nie przesadził, tworząc niemal idealnie białych rycerzy w lśniących zbrojach (Harry, senior Barrington, Jack Tarrant – w tym tomie już niewystępujący), szlachetnych księżniczek bez skazy (Emma, jej matka oraz kilka innych dam z obu rodów) a także złoczyńców perfekcyjnie mrocznych (Hugo, adwokat Jelks, Stan)? Przesadził. Ale spróbujmy mu to wybaczyć, skoro efekt przekonuje. Raz na jakiś czas każdemu wolno spróbować zakazanego owocu, a takim właśnie będzie dla licznych miłośników literatury wypad do krainy, w której miłość, lojalność, chciwość i nienawiść splatają się w węzeł, którego nie rozetnie żaden miecz, a wszelkie wydarzenia służą tylko i wyłącznie temu, by szczerze zakochani spotkali się… nie nazbyt jednak prędko.

___

Metka:

Autor: Jeffrey Archer
Tłumaczenie: Wiesław Mleczko, Danuta Sękalska
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 11/2012
Liczba stron: 376
Format: 135×215 mm
Oprawa: twarda z obwolutą
ISBN-13: 9788375106671
Wydanie: I
Cena z okładki: 39,90 zł

Gildia logo

Advertisements

4 thoughts on “„Za grzechy ojca” Jeff Archer – recenzja książki

  1. Mój pierwszy kontakt z sagami zaczął się od brytyjskich seriali: Saga rodu Forsytów” i „Saga rodu Palliserów” W książkowej wersji nie miałem z czymś takim do czynienia. Może warto nadrobić tę zaległość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s