„W ciemność. Star Trek”

wciemnośćW minionym roku nie byliśmy częstymi gośćmi w kinie, by nie powiedzieć, że do przybytku X Muzy zaglądaliśmy bardzo rzadko. Tym niemniej, parę filmów udało się nam obejrzeć. Z uwagi na wbudowane lenistwo nie chciało się nam o wszystkich pisać – nie zamierzamy zanudzać Was także teraz wspomnieniami z tracenia wzroku, ale o kilku obrazach jednak napiszemy.

Po krótkim namyśle uznaliśmy, że W ciemność, czyli nowy Star Trek zasługuje na garść słów. Czemu zasługuje? O tym poniżej. A czemu garść? Bo postanowiliśmy mocno skrócić nasze epistoły. Jeśli nie będzie absolutnej potrzeby, to o filmach onibe pisać będzie w miarę krótko, a może nawet rzetelnie. Tego ostatniego nie obiecujemy, bo dobrze nam z naszym paskudnym, subiektywnym postrzeganiem hollywoodzkiej rzeczywistości ;-).

Ale, ale… my tu gadu gadu, a Enterprise oddala się od Ziemi, lecąc z prędkością Warp. Zajmijmy się nim póki jeszcze w ogóle majaczy na horyzoncie.

Obraz J. J. Abramsa zaskoczył nas niepomiernie. Okazał się strawny. Ba! To jeszcze nie zasługuje na wzmiankę, wszak Abramsowi udaje się od czasu do czasu stworzenie filmu wartego ceny kinowego biletu. W ciemność jest więcej niż strawna. Jest naprawdę dobra. W swojej kategorii, rzecz jasna, ale mniejsza o detale.

Pierwszy Star Trek Abramsa (z 2009) rozczarował niepomiernie. Był widowiskiem płytkim, głupim, przeszarżowanym. W dodatku fabularnie mocno niespójnym, przesyconym skrótami, deus ex machina i nielogicznościami, które wręcz waliły po oczach. W ciemność, niespodzianka!, ma fabułę, która została chyba oparta na scenariuszu i to dość dobrze przemyślanym. Dziury owszem, są, w dzisiejszych czasach nie możemy oczekiwać niczego innego, ale te dziury są akceptowalne. Można udawać, że ich nie ma. W poprzednim Star Treku udawanie takie stawało się możliwe dopiero po zaśnięciu podczas projekcji (tego się jednak nie dało uczynić z uwagi na natężenie decybeli). Tutaj wiele dobrego czynią dialogi (aż dziw, że takie udane), tempo (trudno się skoncentrować na poszczególnych spięciach) oraz… dystans, z jakim Abrams snuje opowieść.

Star Trek to przede wszystkim fajne mundurki (zwane piżamami)...

Star Trek to przede wszystkim fajne mundurki (zwane piżamami)… Źródło zdjęcia.

Intryga jest prosta jak drut kolczasty. Ktoś atakuje Federację. W centrum Londynu wybucha bomba, która niszczy jeden z wydziałów Floty. W ten sposób na arenie pojawia się Szwarc-charakter, który nieco później przedstawi się jako Khan. Tak, właśnie ten Khan, którego kojarzycie zapewne z Gniewu Khana z 1982 roku. Jeśli nie kojarzycie, to trudno – film z Williamem Shatnerem zestarzał się bardzo nieładnie. Nowy James T. Kirk (Chris Pine) bierze się za parafrazę starego tytułu i realizuje misję, będącą zemstą Kirka. Enterprise udaje się głęboko na terytorium Klingonów, aby pojmać Khana i przy okazji rozpętać wojnę z największymi wrogami ludzkości. Khan jawi się – paradoksalnie – jako ten dobry. Ale tylko do czasu.

Wspominaliśmy już, że Star Trek to przede wszystkim fajne mundurki? Źródło zdjęcia.

Wspominaliśmy już, że Star Trek to przede wszystkim fajne mundurki? Źródło zdjęcia.

Fabuła daje radę. Jest kilka twistów, nieco wertepów i niemalże-zaskakujących zwrotów. Finał jest przewidywalny, trudno. Wybaczamy, bo droga do finiszu okazała się dość przyjemna. Dobre efekty specjalne, sporo fajnej estetyki nawiązującej do starych Star Treków, ale i nieobciążonej skazą nadmiernej „retrowości”, do tego wszystko to, bez czego współczesne kino nie może się obyć: wybuchy, stosy trupów… Raz jeszcze: trudno, dało się to przeżyć, wyjątkowo więc wybaczamy, przychylając się do wymogów kina akcji.

Ten bez piżamy to główny-zły... Źródło zdjęcia.

Ten bez piżamy to główny-zły… Źródło zdjęcia.

W ciemność jest filmem jednego aktora. Benedict Cumberbatch nie był pierwszym typem do roli Khana – oryginalnie rolę miał otrzymać Benicio del Toro. Dobrze się stało, że doświadczeniem tym obciążono Benedicta. Jeśli chcecie zobaczyć pokaz prawdziwego aktorstwa, widocznego nawet w średniej klasy filmie akcji, to musicie obejrzeć W ciemność. Sceny, w których Cumberbatch rozmawia z Pinem czy Zacharym Quinto (Spock), ukazują gigantyczną, gargantuiczną, ekstremalną (i takie tam) przepaść pomiędzy tzw. aktorstwem a prawdziwym rzeczywistym aktorstwem. Jak to ująć, aby być precyzyjnym i się nie napisać? Hmm… wyobraźcie sobie film jako pojedynek teatralnie doskonałych stu min Cumberbatcha z jedną ale dość uniwersalną miną użytkowaną naprzemiennie (a czasami symultanicznie) przez pozostałych aktorów razem wziętych. Nie, to jeszcze nie oddaje rzeczywistości. Choć jesteśmy blisko. Pine i Quinto nie grają źle, właściwie to nie odstają od standardów Hollywoodu, w którym botoksowe twarze i gipsowe maski wypierają konkurencję.

Star Trek to także sporo aktywności fizycznej. Bohaterowie dużo biegają... Źródło zdjęcia.

Star Trek to także sporo aktywności fizycznej. Bohaterowie dużo biegają… Źródło zdjęcia.

Mimo wszystko, Abrams powinien zadbać o taki dobór odtwórców ról, aby żaden nie wyrastał ponad pozostałych. To się mu nie udało, ale nie żałujemy. Cumberbatch nieco uszlachetnił ten niezły w sumie film, opowiedziany z dystansem i poczuciem humoru, piękny wizualnie i zaskakująco wciągający. W ciemność nie jest krokiem w stronę uczynienia z sagi Star Trek historii bardziej dojrzałej i wyrafinowanej. To nie jest science fiction przez duże „s”, ale przynajmniej nie jest to już science fiction przez nano-mikro-tyci „s”. W dodatku mamy tutaj ukłon w stronę fanów cyklu. Abrams porzucił jazdę bez trzymanki, bezładne mieszanie gatunków i losowe łączenie kontekstów na rzecz odświeżenia jądra oryginalnej opowieści. Jest powrót do dawnych ideałów, z poszanowaniem praw i cywilizacyjną misją Enterprise. Aby w to uwierzyć, trzeba zmrużyć oczy, ale nie musimy ich zamykać zupełnie.

Biegają, skaczą przez szyby... Źródło zdjęcia.

Biegają, skaczą przez szyby… Źródło zdjęcia.

Nie o takie sajens fikszyn walczyliśmy… lecz wobec liczebnej przewagi antytalentów na sterydach hollywoodzkiej forsy, warunkowo uznajemy to oblicze gatunku za akceptowalne.

I jeszcze biegają... przy czym nie zawsze na świeżym powietrzu. Źródło zdjęcia.

A jak błądzą to pytają… Źródło zdjęcia.

Na koniec, bonusowo, jeszcze krótki cytat – wypowiedź reżysera (źródło):

Często, gdy pracuję nad ujęciem, myślę sobie, że byłoby naprawdę fajne… z blikiem. Ale wiem, że to za dużo i przepraszam. Teraz jestem tego świadom. Pokazywałem mojej żonie wczesną wersję „W ciemność. Star Trek” i była tam jedna scena, w której powiedziała ona, że nie widzi, co się dzieje.

Jak można było nie posłuchać żony?

Reklamy

5 thoughts on “„W ciemność. Star Trek”

  1. Tytuł kojarzę. Chyba było coś w tv, może nawet serial, ale szczegółów nie pamiętam. Moje filmy w tonacji sf zakończyłem na etapie 2001 odyseja kosmiczna, czy Gwiezdne wojny.
    Od początku lat 70. zaczytywałem się w Lemie, Strugackich, Szukacie, czy choćby Pertku.
    To były czasy! Teraz to, co wówczas jawiła się sf stało rzeczywistością dnia codziennego. Ot, postęp techniki.

    • były i filmy i serial, stare czasy ;-). Strugaccy, Lem… fajne nazwiska. Ja teraz korzystam z powrotu mody na science fiction, bo na ogół jest to dość niszowo traktowany gatunek…

  2. Fajnie napisane – lekko, ciekawie i „z jajem” 😉

    Mnie się właściwie podobały wszystkie kinowe filmy startrekowe (tzn. te, które widziałem). Ale to może dlatego, że nie miałem wobec nich większych wymagań – zawsze byłem gotowy właściwie tylko na rozrywkę upichconą pod popularne gusta. I wiadomo: Carson, Frakes, Baird, Abrams – to nie Tarkowscy (co niekoniecznie traktowane być musi jako zarzut).

    • dzięki 😉

      Faktycznie, wymagań wielkich nie należy wobec Star Treka żywić. I może dlatego, że tym razem „zszedłem nisko”, doceniłem film Abramsa. Nie mam nic przeciwko filmom lekkim, prostym i banalnym, choć przyznaję, że preferuję te, w których banał nie jest efektem braku pomysłów na fabułę czy też nadmiarem budżetu na efekty specjalne…

  3. Pingback: “Człowiek ze stali” | onibe

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s