„Imperium nieznające porażki” Glen Cook – recenzja książki

glen cook - imperium nieznające porażki

Recenzja książki Kroniki Imperium Grozy #3 – Imperium nieznające porażki

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA.
Autor powieści: Glen Cook
Fantastyka
Literatura amerykańska

Mętlik – tak brzmieć by mogła propozycja alternatywnego tytułu dla Kronik Imperium Grozy, epickiego cyklu fantasy Glena Cooka. Czemu akurat „mętlik”? Powodów jest więcej niż mniej, ale naczelnym zdaje się być chronologia. W Okrutnym wietrze, w sposób cokolwiek bolesny, poznaliśmy fragment historii świata przedstawionego ukazujący wydarzenia po niesławnych wojnach El Murida. Forteca w cieniu, tom numer dwa, uzupełniła mnóstwo białych i szarych plam na mapie naszej wiedzy, a to przede wszystkim dlatego, iż ukazała w całej detalicznej rozciągłości krwawą ekspansję pustynnego państwa Adepta. Niejako przy okazji dowiedzieliśmy się także, skąd w tym obrazku znaleźli się Bragi Ragnarson, Haroun i kilka innych, szalenie interesujących postaci. Dodajmy jeszcze, że Forteca w cieniu okazała się znacznie lepszą częścią niż otwierający trylogię Okrutny wiatr i z pewnością niejednego czytelnika pozostawiła głodnego dalszych smakowitych literackich wrażeń. Tutaj następuje cięcie, ekran robi się na krótką chwilę czarny i przeskakujemy do Imperium nieznającego porażki, które przenosi nas wiele lat w przyszłość (między innymi). Wojny z El Muridem są zaledwie nieprzyjemnym wspomnieniem, podobnie jak i znacznie bardziej dramatyczne starcie z Shinsanem. Kurz już niemal opadł po największych konfliktach tych czasów, choć tylko niemal. Mgła, dawna przywódczyni Shinsanu, przerażającego i tytułowego Imperium Grozy, zdetronizowana i pozbawiona władzy, znalazła schronienie w Kavelinie, stając się zarazem sojusznikiem Bragiego Ragnarsona. Gwoli ścisłości: Bragi nie jest już najemnikiem, lecz… królem. Królem Kavelinu. I ciągle ma przed sobą kilka rozdań pasjonującej gry o dominium mundi, w której uczestniczy od tak wielu lat. Czy po tych wszystkich wyzwaniach uda się mu, w końcu, zaznać odrobiny spokoju? Cóż, co jak co, ale litość dla bohaterów nie jest ujmą na literackim honorze Glena Cooka.

 

Dojrzewa wschodni wiatr, pierwsza składowa część tomu, to powrót – pod względem jakości – do początków cyklu (choć może nie jest aż tak tragicznie). Subpowieść ma swoje dobre momenty i bardzo obiecujący wstęp (w którym poznajemy Ethriana). Kolejna linia fabuły – poświęcona Shinsanowi, czyli Imperium Grozy – to najsolidniejszy filar noweli (lord Ssu-ma naprawdę daje czadu!). Zaskakująco dynamiczna, sprawnie skonstruowana, zapiera dech w piersiach i hipnotyzuje. Oba motywy są silnie splecione i ukazują arcyciekawe starcie Imperium Grozy z… imperium nieumarłych. Brzmi dziwnie? Mimo to, palce lizać! Później jednak przenosimy się do Kavelinu, co porównać można do długiego spadania w mroczną studnię. Nasz stary znajomy, Bragi i jeszcze starszy znajomy, Varkothur, dają od biedy radę i jest to najlepsze co można powiedzieć o tym motywie. „Momenty” poświęcone Epanthe są zwyczajnie kiepskie. Psują całość i odpychają od dalszej lektury. Łezka się w oku kręci, bowiem Epanthe była kulawą odnogą fabuły także w Okrutnym wietrze. Glen Cook w początkach swojej kariery ewidentnie nie radził sobie z niewiastami. Miejmy nadzieję, że tylko na papierze.

Nadchodzi zły los – druga powieść w obrębie Imperium nieznającego porażki – jest tomem cokolwiek… kuriozalnym. Z pewnością doskonalszym technicznie (także merytorycznie) niż Dojrzewa wschodni wiatr. Może nawet bliskim poziomowi znanemu z Czarnej kompanii. Problematyczna okazuje się fabuła, będąca w sporej części… kalką starszej siostry. Glen Cook – z niewiadomych względów – wykorzystał całe fragmenty z Dojrzewa wschodni wiatr, w tym nawet linie dialogowe, wrzucając je do zupełnie nowej, dłuższej, rozszerzonej opowieści. W rezultacie, podczas lektury mamy wrażenie, że wpadliśmy w magiczną pętlę (there is no spoon?). Jest to cokolwiek zniechęcające, ale jeśli podejmiemy zabawę, Nadchodzi zły los możemy odczytać jako spojrzenie na raz już opisane wydarzenia z innej perspektywy. Tym razem tajemnicą pozostają dla nas myśli Ethriana oraz zamierzenia tervola, natomiast bardzo intensywnie przyglądamy się akcji w Kavelinie i towarzyszymy na zmianę Bragiemu Ragnarsonowi, jego arcyszpiegowi Michaelowi Trebilockowi oraz garści postaci drugo- i trzeciorzędnych uczestniczących w fascynującym spektaklu walki o władzę. Jeśli lubicie opowieści przesycone intrygami i wzbogacone wątkami szpiegowskimi to Nadchodzi zły los jest właśnie dla Was. Zdaniem piszącego te słowa z pożytkiem dla świata byłoby, gdyby Cook pozostawił w szufladzie Dojrzewa wschodni wiatr, uprzednio „pożyczając” z niego fragmenty poświęcone lordowi Ssu-ma oraz – ewentualnie – Ethrianowi i agregując je z Nadchodzi zły los. Większego sensu w prezentowaniu obu tych powieści raczej nie ma – zdają się one ze sobą konkurować, a konieczność ponownego przedzierania się przez już znane wydarzenia raczej nie zachęca do wnikliwej lektury, by nie powiedzieć, że nie zachęca w ogóle do jakiejkolwiek lektury książki. Co więcej, zróżnicowana jakość obu dzieł zaniża finalny wynik, który w przypadku twórczego zsumowania najlepszych akcentów obu byłby znacznie wyższy.

Imperium nieznające porażki to także dziesięć opowiadań sponsorowanych przez słowo kluczowe „dywersyfikacja”. Czysto teoretycznie, każda z tych historyjek stanowi jakąś cegiełkę tworzącą imponującą konstrukcję gmachu Kronik Imperium Grozy. W praktyce, niektórego z tekstów są zaledwie szkicami czy wstępnymi pomysłami, później przez autora zarzuconymi. Noce przeraźliwej ciszy i Zamek Łez łączy kilka cech: osoba głównego bohatera (Bragiego), lapidarność, baśniowy styl (wypisz wymaluj kuzyni tekstów, które mogłyby wyjść spod piór Braci Grimm, brakuje w nich tylko szklanych gór i dzielnych szewczyków) oraz ogólny brak sensu. To zapewne najsłabsze szorty w zbiorze, przy czym Noce przeraźliwej ciszy są przynajmniej zabawne. Gdzie jest córka Svale’a i Srebrnopiętka mają wprawdzie innych herosów, ale też zahaczają o baśniowe rejestry. Da się je przewertować i nie są tragiczne, co w zasadzie wyczerpuje pulę przewidzianych dla nich pozytywów.

W ten sposób wyrzuciliśmy za burtę robaczywe jabłka i na tacy zostało nam kilka naprawdę niezłych pozycji. Żołnierz imperium nieznającego porażki nie przekonuje innowacyjnością fabuły (klasyk literatury żołnierskiej i adventure), acz czyta się go naprawdę dobrze i przynajmniej trzyma klimat właściwy dla powieści cyklu. Za garść denarów i Ścięte głowy to następne zaskakująco ciekawe i wciągające propozycje. Spójne wewnętrznie i pasujące do tomu, ale i charakterystyczne dla Cooka jako takiego. Statek widmo, Apel poległych i Kuźnia gniewu, choć rozproszone pośród pozostałych opowiadań, stanowią zamkniętą mikrotrylogię marynistyczną. Lubicie historie o przeklętych okrętach i załogach? To właśnie znaleźliście coś dla siebie! Nośne i zawsze uniwersalne motywy zostały wzbogacone o wyciąg wartościowych akcentów z uniwersum Imperium Grozy i okraszone pulą niezłych bohaterów.

Gdyby lektura Imperium nieznającego porażki była wydarzeniem sportowym, to tablica wyników wskazywałaby remis, choć trudno tutaj mówić o naprawdę konkretnym wyniku, skoro niemal wszystko w tym tomie lokuje się gdzieś na granicy. Cook pojechał po bandzie: zaoferował nam doskonałą, wręcz uzależniającą literaturę, lecz zamiast na srebrnej tacy czy w złotej ramie, prezentuje te rewelacyjne dzieła w zgrzebnym worku, w którym kotłują się także czarne i parchate koty. Od hitu do kitu? Coś w tym jest. Jeśli nie wierzycie w wartość dobrej pracy redakcyjnej i znaczenie kilkunastu czy kilkudziesięciu korekt danego dzieła, to macie niepowtarzalną okazję przekonać się, iż nawet bardzo dobrzy, utytułowani twórcy nie sypią diamentami z rękawa. Wręcz przeciwnie: popełniają także rzeczy kiepskie, a nawet te lepsze, bez odpowiedniego wkładu pracy, rażą błędami, językową przeciętnością i szeregiem innych słabości, które na ogół przypisujemy zwykłym śmiertelnikom, a nie bogom pióra.

Pozostając przy sportowej nomenklaturze, cały cykl Kronik Imperium Grozy wychodzi nieco na plus, jeśli każdy z tekstów ocenimy zerojedynkowo (kciuk w górę lub kciuk w dół). Lepiej prezentuje się wynik, jeśli uświadomimy sobie, iż to co w Kronikach jest najfajniejsze, stanowi zarazem przykład najlepszej fantastyki jaką możemy dostać. Mówiąc w skrócie: jest to wycinek takiej twórczości Glena Cooka do jakiej przyzwyczaiły nas historie o Czarnej kompanii.

 

___

Metka:

Autor: Glen Cook
Tłumaczenie: Robert Bartołd, Tomasz Chwałek
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 6/2013
Tytuł oryginalny: An Empire Unacquainted with Defeat
Wydawca oryginalny: Night Shade Books
Rok wydania oryginału: 2008
Liczba stron: 880
Format: 150×225 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788375108408
Wydanie: I
Cena z okładki: 49,90 zł

Gildia logo

Advertisements

2 thoughts on “„Imperium nieznające porażki” Glen Cook – recenzja książki

  1. Ech, Czarna Kompania to było to… Nigdy nie zapomnę fragmentu mówiącego o tym, że w pewnym momencie od strony obozowiska, w której trzymani byli jeńcy, podniósł się jęk, gdy dowiedzieli się, że doły które kopią, kopią dla siebie ;P

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s