„Forteca w cieniu” Glen Cook – recenzja książki

kroniki imperium grozy forteca w cieniu glen cook onibe recenzja

Recenzja książki Kroniki Imperium Grozy #2 – Forteca w cieniu

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA.
Autor powieści: Glen Cook
Fantastyka
Literatura amerykańska

Glen Cook to jeden z „tych” twórców – ani go nie trzeba przedstawiać, ani też nie ma powodu zachęcać do lektury napisanych przezeń powieści. O ile jednak Cook zdobył nieprzemijającą sławę jako ojciec Czarnej Kompanii, to stosunkowo mało znane są inne dzieła, które wyszły spod pióra Amerykanina. Na przykład Kroniki Imperium Grozy, literacki debiut Cooka. Wydawane właśnie w bardzo atrakcyjnej szacie graficznej, pozwalają odświeżyć wizerunek popularnego pisarza, ale zarazem ukazują jak się kształtował jego warsztat. Dwie powieści – Ogień w jego dłoniach i Nie będzie litości – zebrane w zbiorczym tomie zatytułowanym Forteca w cieniu, to odpowiednio czwarta i piąta część szalenie epickiego cyklu zakrojonego aż na osiem pozycji. O ile zmieszczone w Okrutnym wietrze odcinki powstały cztery i pięć lat przed narodzinami legendarnej Czarnej Kompanii, to Ogień w jego dłoniach zaistniał z nią równolegle. To widać, zwłaszcza przy bezpośrednim porównaniu Fortecy w cieniu z Okrutnym wiatrem. Starsza pozycja zaledwie zasygnalizowała, iż Glen Cook może być twórcą ciekawym i godnym uwagi, ale zarazem wystawiła cierpliwość czytającego na wielką próbę: kiepsko spięta fabuła opowieści, ocean błędów stylistycznych i kosmos niewykorzystanego potencjału – sam fakt, iż w ogóle czekaliśmy na kolejną odsłonę cyklu wynika tylko i wyłącznie z przywiązania do nazwiska. Forteca w cieniu to nowa jakość i jej recenzję zacznijmy od stwierdzenia, że jednak opłacało się dać Cookowi kredyt zaufania.

 

Pierwsza powieść składowa tomu – Ogień w jego dłoniach – przenosi nas do samych początków krwawej kariery El Murida, Adepta, domniemanego wybrańca bożego, a niewykluczone, że po prostu szaleńca, który zjednoczył pod swoimi auspicjami plemiona Hammad Al Nakir. Skąd się wziął El Murid? Jaki naprawdę cel przyświeca jego działaniom? Nie będzie niedyskrecją, jeśli zdradzimy to i owo. Jak choćby tajemnicę jego pochodzenia: nim stał się krwawym satrapą był synem kupca solnego. Jako jedyny przeżył napaść bandytów na karawanę, a od przerażającej śmierci na pustyni uratował go Anioł (starszy człowiek z rogiem obfitości – my już wiemy swoje i domyślamy się, kim ów Anioł był naprawdę). Wkrótce później Murid rozpoczął budowę Królestwa Pokoju, które jak na domenę miłości i braterstwa przystało, oprzeć się musiało o odpowiednio intensywny rozlew krwi. Ogień w jego dłoniach opowiada o walce na śmierć i życie o dominację nad Hammad Al Nakir. W tomie tym poznajemy także Bragiego Ragnarsona i jego towarzyszy broni z Gildii, przyszłego Króla bez Tronu Harouna ibn Yousifa oraz całą plejadę innych postaci, w których cieniu znajdzie się los świata przedstawionego.

Nie będzie litości podejmuje opowieść niemal dokładnie w tym samym miejscu, do którego doprowadził ją Ogień w jego dłoniach. Pustynne państwo Hammad Al Nakir znalazło się w dłoniach El Murida. Nieliczni rojaliści uciekają ku obcym ziemiom, podczas kiedy Adept i jego generał, Nassef zwany Biczem Bożym, kierują spojrzenie ku państwom zachodu. Wkrótce później rozpoczyna się inwazja. Nieprzeliczone zastępy Niezwyciężonych przelewają się przez obronę Pomniejszych Królestw i krok za krokiem, gwałt za gwałtem i śmierć za śmiercią przybliżają się do rzucenia na kolana największych potęg zachodu. Samotna kompania Gildii dowodzona przez Bragiego i niedobitki rojalistów prowadzone przez młodego księcia to przysłowiowe krople w morzu. Mają przeciwko sobie nie tylko błyskotliwego i ewidentnie niepokonanego Nassefa, ale jeszcze kłótliwych i zdradzieckich sojuszników za plecami. Asasyni Murida i szpiedzy Bicza Bożego oraz ambitni politycy w Itaskii potęgują zamęt i pieczętują triumfy pustynnej armii. Padają kolejne miasta, a pieśń Królestwa Pokoju rozbrzmiewa coraz dalej na północy. Czy dla świata nie ma już nadziei? Ta umiera ostatnia, choć w epickiej i umiarkowanie mrocznej opowieści Glena Cooka nie ma ona lekkiego życia, podobnie jak ukochani przez autora bohaterowie.

Forteca w cieniu kiepsko się zaczyna. Fabuła rozwija się powoli, jakby bez przekonania, niezbyt zręczna narracja konfunduje czytelnika, który rychło gubi się pomiędzy coraz liczniejszymi nazwiskami bohaterów i nie zawsze klarownie opisanymi wydarzeniami. To pierwsza i ostatnia w tej księdze chwila wątpliwości. Tym większych, że cały tom liczy sobie niemal pięć i pół setki stron, które mogłyby oznaczać gargantuiczną męczarnię dla odbiorcy, gdyby rzecz miała tak wyglądać do samego końca. Ale nie wygląda. Dość szybko akcja się zazębia, a nieco chaotyczna narracja nabiera głębi i konsekwencji. Robi się najpierw umiarkowanie ciekawie, później bardzo ciekawie, a jeszcze później… powiedzmy, że w okolicy drugiej setki stronic od lektury Fortecy w cieniu oderwać się już nie można. Opowieść o El Muridzie wprost kipi zgromadzoną w niej energią – zapewne twórczego zapędu starczyłoby do obdzielenia nim całego stada pisarzy i jeszcze zostałoby dość, aby zapłacić podatek (z uwzględnieniem jego podwyżek, rzecz jasna).

Cook postawił na wydarzenia i zdecydowana większość masy obu powieści poświęcona jest konkretnej, dynamicznej akcji. Wojna, knowania polityczne, zabójstwa, podstępy, krwawe bitwy, śmiałe rajdy, dramatyczne ucieczki… W osobie autora łatwo odkryć żołnierza z krwi i kości, takiego który posmakował prawdziwej wojny (co akurat jest zmyłką), bowiem wyjątkowo realistycznie odmalowuje zarówno postaci soldatów, jak i zmienne koleje kampanii. To ostatnie jest zresztą powodem, dla którego Forteca w cieniu zasługuje na szczególną uwagę. W niewielu powieściach możemy uświadczyć równie nieliniowego rozwoju fabuły, a nieustanne przetasowania sytuacji na froncie sprawiają, iż czytelnik łatwo uświadamia sobie, iż wojny bywają czymś więcej niż tylko epickimi starciami uporządkowanych armii.

Co niezwykłe: do ostatniej chwili nie wiemy jak się skończą obie składowe opowieści. Ilekroć nabieramy przekonania co do prawdopodobnego ukierunkowania wydarzeń – łup! – mamy kolejny gwałtowny zwrot, posyłający czytelnika na glebę. Dodajmy: nadal kurczowo trzymającego w dłoniach książkę Cooka, bo tej nie sposób porzucić w trakcie lektury. Forteca w cieniu nie jest pozycją doskonałą. Nawet w środku czy pod jej koniec zdarzają się zaskakujące błędy warsztatowe. Od czasu do czasu Cook gubi wątek a narracja staje się nieprzejrzysta. Są to jednak tylko momenty, które szybko mijają. Summa summarum, Ogień w jego dłoniach i Nie będzie litości to naprawdę solidne i fascynujące kawałki nieco mrocznej, twardej fantastyki i gigantyczny postęp od cokolwiek kuriozalnego Okrutnego wiatru. Wbrew oczekiwaniom: polecam. I czekam na o więcej.

 

 

___

Metka:

Autor: Glen Cook
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 2/2013
Tytuł oryginalny: Dread Empire: The Fire in His Hands / With Mercy Toward None / Reap the East Wind
Rok wydania oryginału: 1984 / 1985 / 1987
Liczba stron: 552
Format: 150×225 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788375108392
Cena z okładki: 45,90 zł

Gildia logo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s