„Azazel” Boris Akunin – recenzja książki

borys akunin - azazelRecenzja książki Azazel

___

criminalneonibe

Recenzja ekskluzywna dla onibe 😉
Autor powieści: Boris Akunin
Powieść historyczna, kryminał, retrokryminał
Literatura rosyjska

___

Niejedno się już przeczytało w pogoni za dobrą literaturą kryminalną. Ale też niejednego się nie przeczytało. Kryminały, choć w rozumieniu gatunkowym nieliczne, wręcz niszowe, nie są znowu aż tak nieliczne, by żyć ze świadomością, że się już zaliczyło wszystkie ważne i uwagi godne. Na naszej krótkiej liście must-read znajdował się do niedawna Borys (Boris) Akunin. Teraz, z owego zestawienia wykreślony, trafił na osobną kartkę, na której złotym i brokatowym flamastrem z serii „bądź widoczny nawet w nocy” wypisujemy pozycje must-must-must-read. A wszystko to po lekturze Azazela, pierwszej powieści w cyklu poświęconym detektywowi Erastowi Fandorinowi.

Informacja na okładce – wyjątkowo trafna, po czym możemy wnosić, że wydawca być może przeczytał książkę – donosi, że Azazel jest kryminałem retro, a Akunin twórcą gospodarującym przestrzeń pomiędzy literacką klasyką a współczesnością. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, jest w tym wiele prawdy. Autor zaiste wpasował się we wspomnianą lukę. Na czym owe wpasowanie polega? Azazel napisany został w stylu przywodzącym na myśl powieść dziewiętnastowieczną, ewentualnie taką z początku wieku dwudziestego. To jest właśnie ten klimat i ta specyficzna narracja, nieśpieszna, skłonna ulegać ciągotom do detali, opisowa i klarowna – lecz wszystko to tylko do pewnego poziomu, który określić możemy mianem „akceptowalnego” przez dzisiejszego odbiorcę. Z drugiej strony, fabuła nie ustępuje na wskroś współczesnym thrillerom – oczywiście nie uświadczymy tutaj pościgów samochodowych (co jest logiczne, o tyle, że tych w dziewiętnastym wieku jeszcze nie było), gwałtownych strzelanin i stosu trupów. Co jednak nie oznacza, że w Azazelu dzieje się niewiele. Wręcz przeciwnie. Intryga – po postawieniu przez autora zasłony dymnej i uśpieniu czujności czytelnika, który spodziewa się co najwyżej śledztwa w sprawie zaginionego kotka – zaczyna żyć własnym życiem, a jest to życie węża. Snuje się, skrada, prześlizguje przez kilka punktów kluczowych i parokrotnie zmienia wektor oraz zwrot swojego przeznaczenia. Wielki finał, choć jest możliwy do przewidzenia dla doświadczonego czytelnika, zapewnia satysfakcję z lektury. Było warto – to ostatnia myśl, godna ostatniej stronicy powieści Borysa Akunina.

Ale, ale… my tu o ostatkach, a przecież jeszcze nie zaprezentowaliśmy bliżej owej tak chwalonej przez nas fabuły. Do rzeczy zatem! Przenosimy się do Moskwy, która w owym czasie (rok 1876) nie była już (ani jeszcze) stolicą Rosji – dobry batiuszka Car rezydował w nowoczesnym, bardziej europejskim Petersburgu. Była jednak Moskwa miastem dużym, w którym dużo złego się działo. Erast Pietrowicz Fandorin (ach, gdzież tym kompozycjom imienno-nazwiskowym mogą dosięgnąć jakieś Johny Smithy i inne takie, od których ciężka jest dzisiejsza literatura!), urzędnik czternastej klasy (co zawsze brzmi lepiej niż kancelista z najdenniejszego dna piramidy) nieco przez przypadek, nieco z umiłowania do spraw kryminalnych angażuje się w dziwną aferę. Początek całego zamieszania jest zaiste banalny – oto w biały dzień, w jednym z moskiewskich parków, pewien obrzydliwie bogaty młodzian popełnia samobójstwo. Niby dzień jak co dzień, ale kilka rzeczy Erastowi się nie zgadza. Czemu arcybogaty, przystojny mężczyzna strzela sobie w głową parę sekund po tym, jak jego oświadczyny odrzuciła zupełnie nieznana mu niewiasta (skądinąd urody przedniej)? Co więcej, dowiaduje się Erast, że tego dnia w dwóch różnych miejscach Moskwy doszło do prób samobójczych, nieudanych gwoli ścisłości. Obdarzony mężnym sercem i bystrym umysłem kancelista podejmie trop, a działając za pozwoleniem przełożonych (traktujących dochodzenie jako nieszkodliwe dziwactwo nieszczęśliwego mężczyzny) wpakuje się w samo serce ogromnej, międzynarodowej kabały. Erast nie ulęknie się szybko piętrzących się problemów – nawet, jeśli przyjdzie mu przy okazji zginąć nie mniej niż trzy razy. Na szczęście, żadna z tych śmierci nie okaże się ostateczną, bowiem przeciwnicy, jakkolwiek makiaweliczni i szatańsko przebiegli, zdają się nazbyt często popełniać fuszerki w procesie pozbawiania Fandorina głowy i bezpośrednich do niej przyległości.

Mocną stroną powieści są bohaterowie i antybohaterowie zgromadzeni – nie tak znowu licznie – na jej kartach. Akunin się postarał i praktycznie każdy osobnik ma nie tyle doklejoną do imienia tak zwaną psychologię (czyli short-psychologię w rozumieniu short-literatury), ale wręcz uderza w czytelnika żywą, wyrafinowaną i niepowtarzalną charakterystyką. Każdy z nich ma swój sposób wyrażania się, tempo wysławiania i działania, a do tegoż tempa w pewnym sensie dopasowana jest narracja powieści, która odpowiednio przyśpiesza lub zwalnia. I tak, pierwszy przełożony naszego Erasma jest flegmatyczny, więc i fabuła w sekcji książki, w której występuje jako postać dominująca, jest równie flegmatyczna, a nawet banalna. Kiedy jednak na scenie pojawia się zbrodniolog (tak, tak…), a zarazem drugi przełożony Fandorina, dobrze poukładany naukowiec, umysł precyzyjny i zdolny niczym procesor do jednoczesnego zajmowania się kilkoma wątkami, historia dosłownie strzela do przodu, a palec czytelnika zaczyna przerzucać stronice w tempie iście wyścigowym. Niezwykłe – jak na literaturę, mimo wszystko, popularną – jest, iż Akunin nie stara się odtwarzać typów z podręcznej kartoteki czy poradnika dla pisarzy, lecz umiejętnie przekonuje odbiorcę, że każda z postaci absolutnie zasłużyła na swoje miejsce w książce. Dodajmy do tego żywe poczucie humoru, które starannie dawkowane i dozowane z offu, nie raz i nie dwa tworzy dodatkowe plany poznawcze – i tak, bohater rzuca coś tonem poważnym, ale narrator ironicznie, w nawiasie, paroma sierpowymi odmienia rejestr wypowiedzi, całkowicie rozbrajając czytelnika. Rzadko, oj rzadko, ma się do czynienia z tak niepapierowymi postaciami, tak żywymi i – nade wszystko – ciekawymi. Azazel to jedna z tych szalenie nielicznych pozycji, której pewne fragmenty chce się czytać po kilka razy, smakując je i bawiąc się nimi. Najczęściej są to właśnie passusy poświęcone osobom, bądź też dialogi z nimi w rolach głównych, ale oczywiście nie tylko. Weźmy chociażby taki monolog:

Bez jedzenia mogę długo, bylebym miał co pić. A miałem – Zurow poklepał flachę. – Oczywiście trzeba było wprowadzić racjonowanie. Dwa łyki na godzinę. Ciężko, ale podczas oblężenia Manchramu zniosłem nie takie rzeczy… kiedyś ci opowiem. Parę razy przespacerowałem się, odwiedziłem szkapinę. […] U nas bezpańską kobyłę raz-dwa by zwinęli, ale tutaj naród tępy, bez pomyślunku. Nie wpadli na to.

Wpleciony w słowa humor kontrastuje z poważnymi okolicznościami, w jakich padają powyższe słowa, a ma to miejsce w Londynie, po jednym z tych niefortunnych przypadków, kiedy nasz bohater, Fandorin, został zabity. Oczywiście w stylu „zabili go i uciekł”, a przy okazji mocno zmókł.

Azazela czyta się doskonale, pod pewnym jednak warunkiem: trzeba umieć wczuć się w klimat. To nie jest szaleńczo dynamiczny i stylowo neutralny Patterson z rozdziałami w sam raz tak długimi, aby dało się je przeczytać pomiędzy łykami kawy. Nie jest to także Agatha Christie z drobiazgowo przemyślanymi, niezatapialnymi intrygami, w których dziur szukają kolejne pokolenia czytelników (na ogół ich nie znajdując). Jest więc Azazel powieścią środka – udanym kompromisem pomiędzy literaturą wysokich lotów, perfekcyjną ale i niepowtarzalną, oraz literaturą mainstreamową, hurtową, w każdym calu seryjną, choć przecież warsztatowo również świetną. Akuninowi warto dać szansę, zrobić krok w jego stronę, wyciągnąć dłoń, poczekać, co nastąpi. W takim przypadku Rosjanin odpłaci dawką wspaniałej przygody ujętej w przystojne, nieco wiktoriańskie zdania. Polecamy!

Metka:

tłumaczenie: Jerzy Czech
tytuł oryginału: Азазель
seria/cykl wydawniczy: Przygody Erasta Fandorina tom 1
wydawnictwo: Świat Książki (Bertelsmann Media)
data wydania: 2003 (data przybliżona)
ISBN: 83-7311-696-6
liczba stron: 224

Cena z okładki: 24,90 zł

onibe-baner-sm

Advertisements

4 thoughts on “„Azazel” Boris Akunin – recenzja książki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s