„Nowe przygody Bolka i Lolka” – recenzja książki

nowe przygody bolka i lolkaRecenzja książki Nowe przygody Bolka i Lolka

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA.
Autor powieści: praca zbiorowa
Literatura młodzieżowa, literatura dziecięca
Literatura polska

Czy uchował się ktoś, kto nie zna Bolka i Lolka? Cisza. I dobrze, bo jeśli ktoś – nie daj Boże! – nie zna dwójki sympatycznych braci i zawołanych urwisów, to powinien dyskretnie pomilczeć, notując już sobie na dłoni / smartfonie / ścianie mieszkania (niepotrzebne skreślić), aby zaległość ową jak najszybciej nadrobić. Tak się składa, że pojawiła się ku temu przyjemna sposobność w postaci Nowych przygód Bolka i Lolka, antologii opowiadań młodzieżowych stworzonych przez dziesiątkę fascynatów.

Bolek i Lolek pojawili się oryginalnie w 1963 roku na ekranach czarno-białych wtedy telewizorów i pozostali na nich przez kolejne dwie dekady. Do 1986 roku ukazało się jedenaście serii kreskówek z pomysłowymi chłopcami, w międzyczasie Bolek i Lolek przewinęli się także przez pełen metraż i pozycje edukacyjne. Później wiatr przemian wywiał ich na chwilę z naszej świadomości: charakterystyczne postaci zawadiaków ustąpiły miejsca nowym bohaterom z importu. Nie odeszli jednak na dobre. Czaili się tuż za rogiem i obmyślali nowe psoty i figle. Wzrost zainteresowania retro klasyką umożliwił im powrót w dobrym stylu, czego efektem – jednym z kilku – jest niniejsza książeczka, a w niej dziesięć dość zróżnicowanych, choć względnie spójnych klimatycznie tekstów.

W co tym razem uwikłali się Bolek i Lolek? Oj, długo by wymieniać. Poznają świat gier komputerowych i to od środka. Spotykają wampiry, natykają się na tajemnice domniemanych paleolitycznych malowideł na ścianie własnego pokoju, bawią się w podróżników w czasie, idą tropem Wiklinowego Potwora i rozwikłują zagadkę domu, w którym straszy. Ze wszystkich tych przygód wyjdą – oczywiście – obronną ręką, ale nie oznacza to wcale, że będzie im lekko. Co to, to nie! Każda z przygód wystawi ich determinację i odwagę na test.

Nigdy nie nauczyłem się odróżniać Bolka od Lolka, ale i nie ma takiej potrzeby. Wszak obaj są nierozłączni, a każdy kłopot pokonują wspólnymi siłami, choć w rozmaitych sytuacjach przydają się odmienne umiejętności każdego z nich. Nowe historie poświęcone Bolkowi i Lolkowi są odpowiednio uwspółcześnione. Są więc w nich komputery i Internet, a i nie brakuje wątków szczególnie chodliwych w dzisiejszej kulturze popularnej (czego przykładem będzie wspomniany wampir). Ocena poszczególnych tekstów może być jednak zróżnicowana: będzie wyższa, jeśli przyjmiemy, że odbiorcą Nowych przygód Bolka i Lolka będzie czytelnik (lub słuchacz) najmłodszy, nieco zmaleje, jeśli do grona „wtajemniczonych” dopuścimy starszaków ciut bardziej wprawionych w pokonywaniu literackich czy filmowych fabuł. Nie możemy też zapomnieć o oczywistym fakcie: Bolek i Lolek nie są oryginalnie bohaterami książkowymi, ale animowanymi bohaterami z telewizyjnych dobranocek. Spotkanie na papierowym gruncie musi przebiegać według nieco innych reguł niż to bywało podczas seansów telewizyjnych.

Wydanie książki zasługuje na pochwałę. Sztywna okładka, porządne szycie i widoczna na każdej stronie dbałość o estetykę (ze szczególnym uwzględnieniem rysunków!) to coś, co nie jest standardem na dzisiejszym rynku książki. Nieco kuriozalny wydaje się być dobór autorów – są to nazwiska znane z pozycji dla dzieci (co akurat jest absolutnie logiczne), natomiast nie do końca udał się eksperyment polegający na wcieleniu się tej grupki twórców w świat swarliwych braci. Czegoś zabrakło, ale nie tyle kręgosłupa dla historii, ile ostatniego szlifu czy może nieco mocniejszych ruchów piórem. Niezależnie od powyższych wątpliwości, jedno jest pewne: pojawienie się Bolka i Lolka na pewno ucieszy miliony Polaków, którzy wszak niejeden raz zasypiali z obrazem sympatycznych urwisów odciśniętym pod zamkniętymi powiekami (i z powiązanym z tym uśmiechem na twarzy).

___

Metka:

Autorzy: Wojciech Bonowicz, Grzegorz Gortat, Ewa Karwan-Jastrzębska, Rafał Kosik, Joanna Olech, Anna Onichimowska, Michał Rusinek, Wojciech Widłak, Maciej Wojtyszko
Wydawnictwo: Znak
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 11/2011
Liczba stron: 224
Format: 145×205 mm
Oprawa: twarda
ISBN-13: 9788324017478
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł

Gildia logo

Reklamy

20 thoughts on “„Nowe przygody Bolka i Lolka” – recenzja książki

  1. W domu robili sobie podśmiewajki, że jestem Bolek – chuda, wysoka i starsza. Mój brat był małym, krępym Lolkiem..a ja zawsze chciałam być Tolą. 😉
    Długo oglądałam tą bajkę zresztą pszczółkę Maję i Krecika również. To były prawdziwe opowiastki z wartościami i morałem.
    Wiem, wiem gadam jak stara matka, ale te obecne na ten przykład „Teletubisie” wołają o pomstę gdziebąź.;)

    • teletubisie są do torebki, to fakt, ale mnie te starsze bajki nudziły. Zawsze byłem jakiś taki wybredny… no i jestem już z tego na poły zepsutego pokolenia, bo przecież mieliśmy hanabarbera no i waltdisnejprezentuje. Oraz smerfy, które uwielbiałem szczególnie ;-). Do dziś zresztą uważam, że Smerfetka jest niczego sobie, wyłączywszy może niebieskawą cerę, taką nazbyt avatarową…

  2. a ja nade wszystko rozkochana byłam w rosyjskich baśniach, a z polskich to miałam słabość do tej myszki w okularach – chyba Aleksander, zawsze mnie bawił.
    Dziś królują animowane klocki lego….nie pojmuję, nie rozumiem.

    • ja na razie też jeszcze nie pojmuję, ale będę musiał się temu – z konieczności – przyjrzeć. Myślę jednak, że wbrew pozorom, każda moda przynosi coś dobrego. Powiem Ci zresztą, że z Izą bardzo lubimy animacje pełnometrażowe dla dzieci – dawno temu już odkryliśmy, że fabuła w nich bywa spójniejsza i ciekawsza niz w dorosłych produkcjach, coraz częściej tworzonych bez scenariusza i będących w gruncie rzeczy długimi reklamami produktów…

      Kojarzę – chyba – myszkę o której piszesz i pamięć podpowiada, że powinienem łączyć z nią przyjemne skojarzenia, czyli chyba była ok 😉

      • To prawda, lubię bardzo Tima Burtona. Jest w jego animacjach coś głębszego. Obejrzałam ostatnio Frankenweenie.
        Ale zanim pokażę coś dzieciakom dokonuję głębszej analizy.
        Z pełnometrażówek wybrałabym „Strings” niezwykle metaforyczny i piękny film.

        • mm… Burton miewa fajne pomysły. Gnijąca panna młoda była zaskakująco… uniwersalna, zważywszy tytuł i elementy rozmaite ;-). Ale powiem Ci, że nawet typowy mainstream dla dzieci jest lepszy niż mainstream dla dorosłych. Świetnie się bawiłem przy Jak wytresować smoka, Klopsiki i inne zjawiska pogodowe oraz – ostatnio mój ulubiony – Jak ukraść księżyc ;-). Minionki są de best 😉

          • Widziałam „Jak ukraść księżyc” i muszę przyznać, że nawet się nie rozczarowałam, baja z przesłaniem, tylko raczej dla dorosłych.

          • to jest potencjalny problem: które z „bajek” są dla dzieci, a które tylko dla dorosłych. Pamiętam jak byłem w kinie na Shreku: dorośli spadali co chwila z foteli a dzieciarnia ziewała 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s