Zbierając łuski z Magnum 44. czyli śladami Brudnego Harrego

brudny harry kolekcjaOnibe-W-Dwójcy-Jedyne co jak co, ale obiecywać potrafi ;-). To też i non stop obiecuje, że a to książki ambitniejsze zrecenzuje, a to film jaki opisze. Dzisiaj następuje druga z tych okoliczności przyrody.

Na wokandę wzięliśmy cykl filmów z Clintem Eastwoodem, w których ten charyzmatyczny aktor gra jedną z najważniejszych ról swojego życia: „Brudnego” Harrego Callahana, inspektora z wydziału zabójstw policji San Francisco.

Nie każdy pamięta, że Brudnych Harrych było sztuk pięć. I my je wszyściutkie obejrzeliśmy, a poniżej prezentujemy nasze wrażenia – poczynając oczywiście od pierwszej części. Kolejne niebawem.

Miłej lektury!

dirty harry logoBRUDNY HARRY (Dirty Harry – 1971)

Pierwsza z odsłon cyklu. Poznajemy w niej Harry’ego, kłopotliwego gliniarza z San Francisco, który ma dość specyficzne podejście do swojej roboty. Najkrócej określić je mianem bezkompromisowego. Harry uznaje tylko jedną metodę walki z przestępcami: skuteczną. Poprzez skuteczność rozumie zaś posłanie delikwenta do piachu, w ostateczności do więzienia federalnego.

Burmistrz: Nie chcę powtórki z tego co urządziłeś przed rokiem w Fillmore. Jasne? To moja polityka.
Harry: Gdy dorosły mężczyzna chce zgwałcić kobietę, zabijam go. To moja polityka
Burmistrz: „Chce”? A skąd pan to wiedział?
Harry: Kiedy nagi mężczyzna goni kobietę z nożem i narządem w wzwodzie chyba nie zbiera na Czerwony Krzyż, nie?
(wychodzi)

Oceniając Brudnego Harry’ego jako film musimy mieć na uwadze jego wartość gatunkotwórczą. Samo w sobie, oglądane z dzisiejszej perspektywy, dzieło Dona Siegela wydać się musi cokolwiek banalne, może nawet rozwlekłe i nie dość dynamiczne dla kogoś, kto przywykł do oglądania thrillerów montowanych z krótkich, nerwowych „impulsów”. To jednak właśnie spółka Siegel & Clint Eastwood przyczyniła się do wykreowania ważnego bohatera kultury popularnej: samotnego gliny, działającego czasami na krawędzi prawa, zgorzkniałego, rozczarowanego systemem i nietroszczącego się o własną karierę.

dirty harry 2

W Brudnym Harrym nie brakuje akcentów właściwych dla westernu. Magnum 44., rewolwer z którym paraduje Callahan, to nawiązanie najbardziej czytelne do czasów, kiedy broń automatyczna (czy półautomatyczna) po prostu nie istniała. Nie wiemy czemu właściwie Harry nosi rewolwer: broń ciężką, niezbyt poręczną, powolną i zaledwie sześciostrzałową, stawiającą go na straconej (to się akurat nie sprawdza) pozycji wobec uzbrojonych w automaty bandziorów. A raczej: nie znamy przyczyn fabularnych, natomiast kontekst kulturowy jest oczywisty. Skoro już przy broni jesteśmy, film Siegela doprowadził do niemal natychmiastowego, lawinowego wzrostu zainteresowania modelem Smith & Wesson Mark 29 a jego ceny poszybowały rychło do trzykrotności poziomu oryginalnego (obecnie kosztuje około 1500 zielonych, a niewiele więcej trzeba zapłacić za cywilną wersję wojskowego karabinu M16). Ten potężny rewolwer jest produkowany po dziś dzień (już niemal sześćdziesiąt lat!) i nieodmiennie kojarzy się z Brudnym Harrym, a jego sprzedaż nadal opiera się właśnie na tym skojarzeniu (pomijając oczywiście bardziej przyziemne względy techniczne: wszak tą bronią ręczną można powalić praktycznie każde, nawet spore dzikie zwierzę, o mniejszych, lecz równie dzikich ludziach nie wspominając).

Najważniejsze, że 44. pięknie wygląda i ma coś w rodzaju klasy, o ile jesteśmy gotowi przyznać takie określenie narzędziom eksterminacji bliźnich 😉

Wróćmy do westernowych konotacji. Oprócz rewolweru jest ich jeszcze kilka. Doskonałym przykładem jest przerwany napad na bank – Harry rusza na bandziorów praktycznie środkiem ulicy, zupełnie jakby toczył pojedynek w O.K. Corral. Ostatnia scena, wrzucenie odznaki do jeziora to z kolei nawiązanie do W samo południe – jest to zresztą kulminacja większego spiętrzenia równoległości. We W samo południe samotny szeryf w pojedynkę broni obojętnych mieszkańców swojej mieściny przed bandytami. To jest ścieżka, którą Harry próbuje podążać z pełną premedytacją, dlatego choć jest stróżem prawa i oficerem, nie może – i nie chce – liczyć praktycznie na nikogo. Mundurowi pełnią funkcje dekoracyjne, przydają się do nagonienia złoczyńcy w określone miejsce, a jeszcze później, z wyciem syren, przyjeżdżają „na gotowe”. Są tłem, równie dobrze mogliby nie istnieć. To paradoks: mając do dyspozycji ogromne zasoby, Harry jest zawsze sam, czasami tylko z partnerem, który i tak nie wytrzyma presji. W ten sposób Siegel przeniósł westernowy motyw kultowego szeryfa-samotnika w miejską dżunglę, osamotnienie geograficzne zastępując psychologicznym i instytucjonalnym. Rozwiązanie, skądinąd genialne, przetrwało i pewnie będzie męczyło naszych wnuków.

dirty harry 1

Siegel nieprzypadkowo spróbował połączyć w jednym obrazie kino policyjne i western, wszak miał już wtedy całkiem niezłe doświadczenie jako reżyser tychże, choć akurat nas najbardziej zaciekawiły dwa inne filmy z jego dorobku: zasługujący na uwagę Werdykt z 1946 (jego, co niezwykłe, dopiero drugie dzieło – warto zauważyć, że to nie „ten” Werdykt z 1982 roku z Newmanem, ale jak się okazuje, tytuł ma dobrą passę) oraz Inwazja porywaczy ciał z 1956 (z uwagi na znaczenie dla ewolucji science fiction i gatunków pokrewnych). Udało mu się uniknąć kilku pułapek, w które wpadają ciągle jego młodsi koledzy po fachu. Brudny Harry nie jest tak schematyczny jak mógłby być, zwłaszcza jeśli uznamy jego westernową genezę. Siegel zadbał o to, by akcja miała cokolwiek losowy charakter, stąd np. sceny z samobójcą czy udane przepłoszenie Scorpio (głównego złego w filmie) podczas jednej z zasadzek. Sam Scorpio jest jednak postacią bardzo westernową: typowy czarny charakter, który jest zły, chciwy i któremu jest pisane umrzeć. Psychologii w tym niewiele, by nie powiedzieć, że nic.

Teraz pora na kluczowe pytanie: czemu Brudny Harry jest taki brudny? Odpowiedź w filmie pojawia się kilkakrotnie (jej ostateczny wariant brzmi następująco: bo musi wykonywać całą brudną robotę departamentu policji), ale my, jako widzowie, musimy ją ukuć sobie sami. „Brudna” w tym dziele była westernowa ideologia – wdrożenie prawa pięści (czy też prawa silniejszego) doskonale funkcjonującego na Dzikim Zachodzie, ale z założenia niewłaściwego w świecie już ucywilizowanym. Pamiętamy, że Amerykanie western odczytywali w bardzo szczególnym kontekście: nie jako opowieść o nudzących się cwaniakach, którzy dla frajdy i zarobku przemierzali prerie bądź urządzali burdy w saloonach, ale jako spojrzenie na proces przesuwania granicy. Dziki Zachód to był limes pomiędzy chaosem a cywilizacją, ówczesna final frontier, granica ostateczna. Na takiej granicy uchodziło wiele, niemal wszystko. Lecz po jej właściwej stronie, czyli w świecie bezpiecznym, ucywilizowanym, rzecz powinna wyglądać inaczej. Harry sprawił, że Dziki Zachód zawitał do wielkich, amerykańskich miast. Szalone strzelaniny, torturowanie więźniów, działanie wbrew prawu (Harry chyba nie potrafił przyswoić sobie tzw. „praw Mirandy”), lekceważenie zwierzchników i nieprzestrzeganie norm wytyczonych przez zasady instytucjonalne policji to grzechy główne Harrego. Nie jedyne, rzecz jasna.

Callahan, będąc stróżem prawa, niemal od początku do końca filmu jest postacią szarą. Trudno go uznać za osobę dobrą, daleko mu do typowo „białych” charakterów bez skazy. Zresztą, z tych skaz uczynił swój pancerz i broń, tak jak Bezimienny (grany przez wiadomo-kogo… co za koincydencja!) w spaghetti westernach Sergio Leone. Ponadto, Harry sam właściwie nie wie czemu jest policjantem. Ściganie bandziorów stanowi sens jego życia, może nawet hobby, ale chyba nie ma nic wspólnego z pełnieniem świadomie szlachetnej misji, jaką – teoretycznie – jest służba w policji.

Harry taki już jest. Nikogo nie faworyzuje. Nienawidzi wszystkich.

///Wszystkie cytaty pochodzą z filmu.

Reklamy

2 thoughts on “Zbierając łuski z Magnum 44. czyli śladami Brudnego Harrego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s