„Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara” Guillaume Apollinaire – recenzja audiobooka

Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara

Recenzja audiobooka Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA.
Autor powieści: Guillaume Apollinaire
Pwoiastka filozoficzna, erotyka, pornografia (?)
Literatura francuska / polska

Jeśli wydaje się Wam, że erotyka i pornografia nigdy nie powinny zajmować umysłu z wyższej półki, to się mylicie. Przykładowo, rozważaniom takim oddawał się sam Umberto Eco, dochodząc przy tym do ciekawych wniosków. Mrużąc oko i dając przykład właściwego sobie poczucia humoru ożenionego z takąż przenikliwością, Eco uznał przewrotnie, iż pornografia ma miejsce wtedy, kiedy bohaterowie, podróżując z punktu A do B, potrzebują na to więcej czasu niż zazwyczaj (w ramach rekompensaty dla tak zwanych innych treści). Czołowy intelektualista Europy z pewnością nie czytał Guillaume Apollinaire’a, albowiem podczas lektury Jedenastu tysięcy pałek, czyli miłostek pewnego hospodara, nabawiłby się wielu wątpliwości i musiałby zapewne zmienić swoją teorię. A to dlatego, że Moni Walkutasku – główny bohater tej epickiej opowieści – nie ma w zwyczaju poświęcać wielkiej uwagi podróżom, nawet jeśli faktycznie musi się przemieścić, dajmy na to, z Bukaresztu do Paryża, lecz gdybyśmy nie określili Jedenastu tysięcy pałek mianem literatury pornograficznej, to tylko i wyłącznie dlatego, że prosta, banalna, codzienna pornografia przy dziele Guillaume po prostu wysiada. I pąsowieje z zakłopotania.

Nie jest łatwo wpędzić w kompleksy współczesnych twórców kina (tudzież literatury) dla dorosłych, lecz jest to możliwe. Sztuka ta udawać się będzie po czasów kres Markizowi de Sade, a Guillaume Apollinaire niewiele odstaje do niesławnego libertyna. Co takiego wymyślili owi osiemnato- i dziewiętnastowieczni pisarze, aby miziania stóp ich niegodna była dzisiejsza pornografia? Właściwie to nie wymyślili nic, zajęli się natomiast z wielką, naukową wręcz dokładnością naturalistyczną systematyką ludzkich zachowań seksualnych. I słowo „zachowania” jest tutaj bardzo na miejscu, bowiem zarówno w przypadku de Sade’a, jak i Apollinaire’a o sam seks wcale nie chodzi. A może inaczej: opowiadane przez nich historie zaczynają się na poziomie, który przeciętny zjadacz chleba i ryżu kojarzy z seksem, lecz później nurkują ku głębokim otchłaniom dewiacji i wynaturzeń, które przeraziłyby niejednego twardziela (bez podtekstów). Jeśli zatem zdaje się Wam, drodzy Czytelnicy, iż zboczeniem jest delikatne głaskanie partnerki pejczykiem, to wiedzcie, że… nic nie wiecie. Ale macie okazję się dowiedzieć w sposób umiarkowanie bolesny. Wykreślmy już z naszych rozważań francuskiego markiza (wszak to nie on jest autorem recenzowanej książki) i zajmijmy się wyłącznie Wilhelmem Apolinarym Kostrowickim, awangardowym poetą francuskim polskiego pochodzenia i jego najbardziej kuriozalnym dokonaniem, a mianowicie Jedenastoma tysiącami pałek.

Nie trzeba wspominać, że fabuły jako takiej w tej powieści się nie uświadczy, aczkolwiek jest coś, co od biedy może za nią uchodzić. Książka opowiada o przygodach wspomnianego już Moniego Walkutasku (nazwisko, sami przyznacie, wielce znaczące), który najpierw w Bukareszcie, później w stolicy świata, czyli Paryżu, na rozmaite sposoby eksploruje świat doznań fizycznych. Bywa, że także i on jest eksplorowany. Dosłownie. Moni doświadcza niemal wszystkiego, co człowiek może we wspomnianym temacie wymyślić, bądź też o co się może przypadkiem potknąć. Wraz z nim czytelnik pozna długą listę urozmaiconych praktyk, wśród których pieszczoty homoseksualne czy „gry siłowe” stanowią zaledwie wstęp do tych prawdziwie „ekstremalnych” zjawisk (by wymienić tylko pedofilię i kazirodztwo – wcale niebędące najpoważniejszymi punktami na liście).

Ilość rzadko kiedy przekłada się na jakość, podobnie się stało i tym razem. Nagromadzenie tak wielu równie mocnych pomysłów, jakże obcych współczesnej estetyce (nawet z uwzględnieniem jej niskich stanów) okazuje się męczące. A jeśli nie męczące, to przynajmniej niepodniecające. W rzeczy samej książkę czytamy (lub, jak w tym przypadku, słuchamy) z pewnym znużeniem, prędzej czy później – o zgrozo! – przewijając pikantne momenty, wyszukując szczątkowej narracji tego co pomiędzy. Zresztą, skoro już o tym mowa, to właśnie w „wypełniaczach” znajduje się to, co w Jedenastu tysiącach pałek najlepsze stylistycznie: trochę dowcipu i lekkości. Co ciekawe, dowcip wplatany bywa także w opisy „momentów”, co zdaje się udowadniać tezę, jakoby Jedenaście tysięcy pałek było pastiszem powieści erotycznej.

Pablo Picasso, skądinąd dobry znajomy Gullaume Apollinaire’a, miał się o Jedenastu tysiącach pałek wypowiedzieć jako o dziele genialnym. Wiemy, że Picasso widział świat w sposób szczególny, o czym wymownie świadczą jego obrazy, zatem wspomnianą ocenę potraktujmy bez czołobitności. Powieść Apollinaire’a można określić mianem ciekawostki podwójnej. Informującej, po pierwsze, że kiedyś ludzie w ten sposób postrzegali „takie” sprawy. Umożliwiającej, po drugie, wzbogacenie własnego przekonania o bezgraniczności ludzkiej wyobraźni, również w sprawach seksu. Nie szykujcie się jednak na przygodę smakowitą i podniecającą, raczej na stosunkowo trudną drogę przez piekło dewiacji. I koniecznie zamieńcie głośniki na słuchawki. Jedenaście tysięcy pałek jest propozycją lżejszą niż niesławne Sto dwadzieścia dni Sodomy de Sade, choćby z uwagi na nieobecne u pierwszego pośród libertynów poczucie humoru i pewien – zauważalny mimo wszystko – dystans. Summa summarum, powieść Apollinaire’a to kuriozum, godne uwagi jako pozycja odstająca od tego, co możemy przeczytać na co dzień, ale absolutnie przeciętna pod względem literackiego polotu. Audiobook – powieść czyta Tomasz Sobczak – wydaje się być umiarkowanie trafioną formą przygody z książką, choć do realizacji nagrania nie ma większych zastrzeżeń (bo i trudno mieć do kogoś pretensje, iż nie wczuł się odpowiednio mocno w opisy… no, wiecie czego).

A zatem: słuchać, czy nie słuchać? Słuchać, lecz na własne ryzyko i po minimalizacji oczekiwań. Oraz przy zamkniętych drzwiach. Tak na wszelki wypadek. Wiadomo: kto przewiduje, ten się później głupio nie tłumaczy.

___

Metka:

Autor: Guillaume Apollinaire
Lektor: Tomasz Sobczak
Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 3/2013
Tytuł oryginalny: Les Onze Mille Verges ou les amours d’un hospodar
Rok wydania oryginału: 1907
Nośnik: 1 CD mp3
Czas trwania: 3 godz. 28 min
ISBN-13: 9788378780465
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,90 zł

Gildia logo

Reklamy

10 thoughts on “„Jedenaście tysięcy pałek, czyli miłostki pewnego hospodara” Guillaume Apollinaire – recenzja audiobooka

  1. Przewijając pikantne momenty??
    Zawiodłam się! ;))
    Miałam podobne odczucia czytając pierwszy raz „Zwrotnik raka”. Po piątej kartce, w której poleciały wszystkie możliwe sformułowania, jakoś ciężko mnie było zaskoczyć, a treść wydała się jednolita, miałka. Dziwi mnie natomiast fakt, że książka była w swoim czasie uznana za perwersyjną, chociaż wszyscy wówczas oglądali niemieckie pornole z „aktorem” mającym okulary jak denka od słoika i skarpety ;D. Dla mnie to jest perwers.;)

    • mm… Zwrotnik też do mnie nie trafił, ale może dlatego, że napocząłem go w liceum i miałem wtedy dość konkretne oczekiwania ;-D. Swoją drogą, muszę wrócić do tej powieści. Stare niemieckie porno to już klasyka. A ja wspominam z łezką porno i duszno moich rodziców (w sensie kasetę vhs wstydliwie chowaną przez moich rodziców, ale bynajmniej nie z nimi w roli głównej… alleluja!). Wyobraź sobie, że pornol był francuski, laska taka że nawet dzisiaj chętnie bym się w niej zakochał, a do tego była fabuła wcale nie aż tak naciągana…

      • Ojciec mój dostawał różne gazety od brata z Kanady. Tam te laski były kuszące i zalotne. Chyba od dziecka lubiłam niedomówienia w sferze erotyzmu i takie też filmy oglądałam później. Pornosy mnie rozśmieszają na równi z horrorami.;D

        • a to fakt, typowy pornos jest lepszy niż komedia ;-). Mnie, jako facetu, się zdarza coś obejrzeć… ale sam już nie wiem po co. Ot, tajemnica fatimska. Chyba tylko po to czynię tę rzecz, aby uświadamiać wszystkich że nie jestem grzeczny 😉

  2. To ze względów finansowych było pisane przecież ; ) Dlatego takie nawarstwienie erotyczno-pornograficznych fragmentów/obrazków. Ja czytałam, nie miałam do czynienia z audiobookiem, a to z pewnością zmienia „obraz” całości ; )
    „Pwoiastka filozoficzna, erotyka, pornografia (?)” – literówka ; ) a tak na poważnie: pornografia. I tyle, nic więcej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s