Wywiad z Celią S. Friedman

celia s friedman - magister - skrzydła gniewu - recenzja onibeDzisiaj chcielibyśmy zaprosić Was do lektury wywiadu z Celią S. Friedman. Oryginalnie wywiad pojawił się na Gildii, możecie go znaleźć TUTAJ.  Oprócz uzupełnienia blogowego archiwum, niniejszy post wnosi jednak coś więcej ;-). Jeśli macie ochotę się pośmiać z naszej angielszczyzny (Kali chcieć pisać dobrze, ale klawiatura być z kosmos) to pod wywiadem w wersji polskiej znajdziecie oryginalny, zaakceptowany przez Autorkę wywiad w języku angielskim ;-D. Tylko nie śmiać się zbyt głośno, bo zbanujemy ;-).

Jeszcze kilka słów o samej Celii. Naszym zdaniem CS Friedman to jedna z najbardziej obiecujących – by nie powiedzieć: najciekawszych i najlepszych – twórców fantastyki. Rozumianej szeroko. Celia, jak mało kto, lubi łączyć gatunki i sprawnie posługuje się narzędziami z szerokiej puli zasobów gatunkowych. Trylogia Czarnego Słońca to jedna z kilku najbardziej wartościowych (oczywiście naszym zdaniem) pozycji science fiction / fantasy (jest to właściwie crossover, któremu bliżej do fantasy). Byliśmy niezwykle ciekawi co Celia ma do powiedzenia także poza powieściami. Okazała się osobą rozmowną i uporządkowaną, a przy tym sympatyczną w kontakcie. Prowadząc wywiad chętnie zaangażowała się w rozmowę, która zaprowadziła nas bardzo głęboko w rejony sygnalizowane w pytaniach. Szczególnie chętnie poruszała tematy genre’owe, czyniąc to zarazem z wyczuciem i bez zacietrzewienia. Szkoda, że nie możemy opublikować pełnej korespondencji, byłaby to bowiem bardzo ciekawa lektura, nie tylko dla fanów Autorki.

Dosyć klepania, zapraszamy do czytania ;-).

h

Nie wierzę w niekończącą się wojnę pomiędzy dobrem a złem – Wywiad z Celią S. Friedman

h

Książki z Trylogii Magistrów są unikalnym przykładem fantastyki pośród Twoich dokonań pisarskich. Jak to się stało, że Celia S. Friedman, kluczowy twórca science fiction, zupełnie niekojarzący się z klasyczną fantastyką, zaangażował się w taki projekt?

Moja pierwsza powieść była z gatunku science fiction, kolejna przynależała do tego, co obecnie nazywamy science fantasy, a trzecia, Świt Czarnego Słońca, zapoczątkowała epicką Trylogię Zimnego Ognia. Była to klasyczna fantasy, mimo iż pojawiły się w niej akcenty science fiction.

Zawsze swobodnie mieszałam gatunki, czerpiąc zarówno z science fiction, fantastyki, jak i horroru elementy, które były mi potrzebne do zbudowania dobrej historii. Bez ograniczania się metkami. W tym ujęciu Trylogia Magistrów jest dla mnie typowa.

W Trylogii Magistrów znalazła się silna grupa ciekawych postaci – Kamala, Colivar, Ramirus, by wymienić tylko tych dobrych. Niemal nie sposób wybrać ulubionego bohatera czy bohaterkę. A czy Ty masz swojego faworyta / faworytkę w trylogii?

Nie.

Twoje pytanie sugeruje, że autor powinien mieć wybrańców. W wielowątkowej, epickiej opowieści, takiej jak ta trylogia, nie widzę ku temu powodu. Podobnie, nie uważam, że opowieść stałaby się lepsza, gdybym kogoś takiego miała. Fakt, że zaangażowałam się w kreacje wszystkich postaci i uznałam je za równie, acz na różne sposoby fascynujące, uczynił je ciekawszymi dla czytelników.

Niemniej jednak, kilka postaci w tej książce nie było planowanych jako centralne, a stały się takimi, ponieważ spodobał mi się kierunek, w którym podążyły ich jednostkowe opowieści. Najlepszym przykładem tego jest Gwynofar; powstała jako charakter poboczny, tylko i wyłącznie dlatego, że była potrzebna do dopełnienia rodziny potężnego króla, obsesyjnie troszczącego się o swoich synów. Ale kiedy już powstała, i kiedy już dopracowałam drobne niuanse jej relacji z Dantonem (czyli królem – przyp. D.B.), uświadomiłam sobie, że otrzymałam bohaterkę fascynującą samą w sobie i wartą poświęcania jej opowieści. W efekcie, stała się centralną postacią finału trylogii. Również Salvator (syn Dantona i Gwynofar – przyp. D.B.) nabrał znacznie większej głębi charakterologicznej, niż planowałam. Jestem zadowolona, ilekroć czytelnicy piszą do mnie przyznając, że poczynili konkretne założenia dotyczące wiary Salvatora – przede wszystkim, jakoby była ona prostą kalką chrześcijaństwa – i pozytywnie rozczarowało ich odkrycie, że jest on osobą bardziej skomplikowaną i niejednoznaczną. Colivar z kolei był od samego początku istotną postacią, ale w miarę rozwoju wydarzeń doszłam do wniosku, że to na jego historii powinien koncentrować się główny wątek.

I to są moi trzej „zaskakujący” faworyci.

Promocje Gwynofar i Salvatora były rzeczywiście niespodziewane. Myślałem, że to Kamala będzie pierwszą pośród równych. Ostatecznie, choć miała swoją ważną chwilę w wielkim finale, została przesunięta z pierwszej pozycji na drugą linię. Czy było to celowe zagranie, zaplanowane na początku, czy raczej efekt ewolucji opowieści?

Ewolucja opowieści.

W miarę jak opowieść zyskiwała na głębi i złożoności, różni bohaterowie z różną częstotliwością znajdywali się w centrum zainteresowania. To nie jest historia jednej osoby, ale grupy wzajemnie powiązanych ludzi. W moich oczach Kamala nigdy nie została przesunięta na drugi plan.

A co z przedstawicielami zła? Docelowa pozycja Siderei była również wynikiem ewolucji?

Książka jest sztucznym konstruktem i ja, jako autor, wiem od początku, gdzie zmierza zawarta w niej opowieść. Jeśli uwzględnimy, że dobro zawsze zwycięża, a zło jest zawsze pokonane, po co w ogóle czytać? I bez tego zna się zakończenie.

Czy spotykasz się z narracją obciążoną genderowo? Czy autorzy w ogóle powinni uwzględniać w swoich powieściach ograniczenia tego typu? Czy kwestia płci jest rodzajem dziedzictwa czy raczej balastem, który należy porzucić?

Nie.

Nie.

Nie znam choćby jednego twórcy, który próbowałby przekonywać, iż „ograniczenia genderowe” są czymś więcej niż tylko przeterminowanym bagażem kulturowym.

Mówimy o czymś innym niż o haśle „znaj swoich odbiorców”. Niektóre rodzaje literatury mają licznych odbiorców męskich, inne podobają się raczej kobietom. Można się zdecydować na konkretną stylistykę w celu zaspokojenia zapotrzebowania danej grupy rynkowej.

Ale *dobra* książka powinna zawierać elementy utożsamiane tradycyjnie z zarówno męską, jak i żeńską literaturą, ponieważ ich suma czyni opowieść dobrą.

Czy zatem czasy tradycyjnie męskich bohaterów i równie tradycyjnie kobiecych bohaterek przeminęły w literaturze? Nie będzie już Conana Barbarzyńcy?

Nie wypowiem się w kwestii bohaterów męskich, gdyż takiej literatury po prostu nie czytuję. Nie jestem do końca pewna, co rozumiesz przez „tradycyjnie kobiece bohaterki”. Czy chodzi ci o odtwórczynie tradycyjnych ról kobiecych? Nie, to już dawno umarło. To był bardzo seksistowski stereotyp i nawet ludzie, którzy lubią go spotykać w literaturze, byliby zawstydzeni, gdybyś ich przyłapał na takiej lekturze. Zostawiliśmy już za sobą ten punkt, w którym piersiaste kobiety o ambicjach kur domowych były zaledwie dodatkowymi akcesoriami dla mężczyzn, którzy odwalali właściwą robotę.

Nie ma czegoś takiego jak „tradycyjna bohaterka kobieca”. Silne bohaterki nie pojawiały się często w czasach kształtowania się literatury fantastycznej. Zaledwie kilku autorów eksplorowało ten obszar tematyczny i byli oni publicznie postrzegani jako odżegnujący się od tradycji, kontestujący ją.

Jest całe mnóstwo filmów, w których przewijają się warianty mitu Conana, na ogół we współczesnym lub wręcz przyszłościowym otoczeniu. Tak więc motyw ciągle istnieje.

Może odpowiedzią jest Xena, Wojownicza Księżniczka? 😉 A może Kamala? Atrakcyjna, mądra, utalentowana. Dość dobra, aby pokonywać mężczyzn. Kamala tkwi pomiędzy dwoma stereotypami. Z drugiej strony, czy nie uważasz, że porzucanie stereotypów prowadzi do powstawania innych stereotypów?

Xena nie jest przedstawicielką tradycyjnego modelu. Ona jest przykładem jego odrzucenia. Prawdziwie niezależne kobiety, dość twarde, aby kopać tyłki, były rzadkością we wczesnej literaturze gatunkowej, a nawet jeśli już się pojawiały, na powierzchnię przedostawał się cień dawniejszych stereotypów. Minęły całe dekady, nim osiągnęliśmy taki punkt, w którym Xena nie tylko może zaistnieć, ale jest jednocześnie dość popularna, aby zgromadzić wokół siebie licznych fanów.

Masz rację co do tego, że Xena nie jest przykładem kobiety odgrywającej tradycyjnie kobiece role. Z drugiej strony, Xena realizuje punkty programu przypisane mężczyznom. W pewnym sensie nadal jest to tradycja… choć przewrotnie ujęta.

Pole naszych zainteresowań wyewoluowało od zdominowanego przez mężczyzn gatunku, w którym praktycznie wszyscy bohaterowie byli mężczyznami. To odzwierciedlało fakt, iż właśnie mężczyźni stanowili większość czytelników. Owszem, zdarzały się wyjątki, ale te były zauważalne tylko dlatego, iż były wyjątkami. Obecnie silne, dobrze sobie radzące bohaterki kobiece są często spotykane, jeśli nawet nie preferowane w pewnych kręgach. Nie ma już motywu, związanego z jakąkolwiek płcią, którego autor nie mógłby swobodnie wykorzystać.

Skoro przeszliśmy z punktu A do B i po drodze nie ma żadnych innych opcji, „tradycyjność” musi logicznie odnosić się do punktu A.

Xena jest doskonałym przykładem wariantu B.

Rewolucja seksualna była elementem ewolucji, która wpłynęła na tę zmianę, ale nie jako jedyna przyczyną czy też parametr definiujący. To była stopniowa ewolucja, z mnóstwem rozmaitych przyczyn. Nauka dostarczyła nowego rozumienia różnic płciowych. Nastąpiło załamanie tradycyjnego modelu rodziny – jednordzeniowej struktury z mężczyzną jako dostarczycielem zasobów i kobietą poświęcającą się opiece. Także przesunięcie w strukturze czytelnictwa literatury fantastycznej – ku dominacji kobiet – odbiło się w znaczący sposób na omawianym temacie. Ze strony gier komputerowych nadszedł impuls, który umożliwił zaistnienie w filmie kobiet posługujących się przemocą. Obecnie zarówno filmy, jak i gry wykorzystują ten motyw, ale nie zakończyło to dyskusji, czy takie kobiety rzeczywiście czynią historie dobrymi. Ktoś mógłby jeszcze dodać, że wpływ na omawiane zmiany ma nawet starzenie się odbiorców literatury science fiction. Zauważmy, że we wczesnej science fiction praktycznie nie było seksu, a relacje pomiędzy mężczyznami i kobietami były bardzo złożone.

To długotrwałe kontinuum, stopniowa ewolucja bez jednej przyczyny i bez daty początkowej. A jednak, można określić „punkt, w którym zaczęliśmy” i „gdzie jesteśmy teraz”. Logicznie, „tradycyjność” odwołuje się do pierwszego.

Oczywiście byłoby głupotą twierdzenie, że uciekliśmy od dawnych stereotypów zupełnie.

Nie wierzysz w bohaterów bezwzględnie dobrych i złych, prawda? Magistrowie w Twojej trylogii są zarówno pogromcami potworów, jak i… potworami w ludzkiej skórze. Magistrowie, podobnie jak Duszożercy żywią się ludzkimi duszami, są zatem na pewnym poziomie równi sobie. Colivar i Ramirus dzierżą w swoich dłoniach klucze do ocalenia ludzkiej rasy, ale bardziej są zainteresowani własnymi, zadawnionymi konfliktami niż poświęceniem mocy i czasu dla wspólnego dobra. W Trylogii Zimnego Ognia Gerald Tarrant grał podobną rolę: był zarówno upiorem, jak i potencjalnym zbawcą ludzkości. Czy Twoim zdaniem to ci źli odgrywają decydującą rolę w niekończącej się wojnie pomiędzy światłem i mrokiem? A może jest to po prostu wartościowe rozwiązanie fabularne?

Nie wierzę w niekończącą się wojnę pomiędzy światłem i mrokiem, a więc motyw ten odnajdziesz w moich książkach jedynie sporadycznie. Mrok tkwi w poszczególnych sytuacjach. Także wszyscy ludzie mają w sobie potencjalną skłonność do zostania złymi, jeśli znajdą się w odpowiednich (czy też nieodpowiednich) okolicznościach i właśnie ta dynamika animuje złe postaci.

Sądzę, że stoi za tym moje żydowskie dziedzictwo. Chrześcijaństwo jest głęboko zakorzenione w dychotomicznym układzie dobra i zła. Na tyle mocno, że w zachodnich społeczeństwach przyjmuje się za oczywiste, że taka biegunowość występuje. W tradycji żydowskiej nie ma jednak Diabła walczącego przeciwko Bogu, nie ma ogni piekielnych, nie ma także armii upadłych aniołów gotowych szturmować bramy Nieba. Ciemność jest w nas, jest wpisana w typowo ludzką umiejętność zapominania o wyższych instynktach i odpowiedzialności społecznej oraz popełniania czynów, które określamy mianem „złych”. To mnie przeraża daleko bardziej niż jakakolwiek armia z piekła rodem.

W mojej Trylogii Zimnego Ognia pojawiły się postaci, które wierzyły w dosłownie rozumianą wojnę pomiędzy dobrem i złem, ale oni akurat żyli w świecie, w którym negatywne emocje mogły faktycznie zaistnieć, a tkwiące w ludziach zło było w stanie powoływać do istnienia rzeczywiste demony.

Duszożercy są bliscy perfekcji jako podmioty wojny pomiędzy dobrem i złem w kształcie, w jakim widzieliby ją chrześcijanie. Są niczym zesłane przez bogów odkupienie, forpoczta zagłady. Są niezwykle podobni do wampirów. Także dlatego, że potrzebują ludzi – swoje ofiary – do przetrwania i w związku z tym nie mogą ich pokonać, ostatecznie nie skazując samych siebie na zagładę. Z drugiej strony… dają się lubić. Niektórzy ludzie decydują się na sojusz z tymi istotami – czy należy to rozumieć jedynie jako chęć zapewnienia sobie silnego wsparcia? A może zło pociąga nas bardziej niż gotowi jesteśmy przyznać?

Motywem przewodnim Trylogii Magistrów było pytanie – o ile dobrze pamiętam, cytowane w jednym z pierwszych wydań – jaką cenę jesteś gotowy zapłacić w zamian za potęgę?

Ludzie nie wchodzą w sojusz z Duszożercami dlatego, że pociąga ich zła natura tych stworzeń. Robią to, ponieważ pragną tego, co Duszożercy mogą zaoferować pośrednio. Potęga, długowieczność oraz – jak w przypadku Królowej Wiedźmy – zemsta.

Duszożercy przemawiają do pierwotnej strony naszej natury, która wyewoluowała w świecie, w którym albo się zjada, albo się jest zjedzonym. Jesteśmy istotami obdarzonymi intelektem, udało się nam zaadoptować modele „cywilizacji” oraz „altruizmu” dla wspólnego dobra, ale aby mogły funkcjonować, musimy przezwyciężać w sobie wiele naturalnych instynktów. Duszożercy reprezentują te instynkty. Symbolizują wolność postępowania w zgodzie z emocjami i fizyczną moc działania wedle swoich potrzeb.

Jesteśmy zarówno zafascynowani, jak i przerażeni, odnajdując w sobie te instynkty. Widząc bohaterów zmagających się z nimi, zastanawiamy się, czy na ich miejscu, w obliczu podobnego kuszenia, dokonalibyśmy tych samych wyborów.

Wampiry symbolizują tę samą walkę, ale w atrakcyjnym opakowaniu. Oto mamy postaci odpowiednio ludzkie, które mogą wykonywać szereg całkowicie normalnych czynności, cieszyć się licznymi ludzkimi przyjemnościami i są w dodatku piękne (kiedy ostatnio czytałeś popularną powieść z brzydkimi wampirami?), a w dodatku nieśmiertelne. Wszystko to możesz mieć, jeśli porzucisz swoją ludzką moralność.

Wampiry są współczesnym wcieleniem motywu Kuszenia.

Gwoli ścisłości, muszę wspomnieć, że jest jednak doskonała powieść, w której spotykać możemy wampira brzydkiego i otyłego, a przy tym jest to rewelacyjna lektura i naprawdę każdy powinien się z nią zapoznać. To Jules Duchon z Fat White Vampire Blues autorstwa Andrew Foxa (powieść-komiks, w Polsce póki co niewydana – przypis D.B.).

W Trylogii Zimnego Ognia sama planeta nie tylko czyta w umysłach, ale i jest zdolna kreować rzeczywistość na bazie odczytanych myśli (w tym i horrorów). To unikalna sytuacja, w której nie ma i nie można utrzymać granic pomiędzy myślami a ich realnymi emanacjami.

Chyba się z tym nie zgodzę. Nie ma zupełnego braku granic. Jest powolne przesiąkanie się koncepcji z jednej puli do drugiej. To człowiek pozostaje w stu procentach władny podejmować akcje, fae nie przejmuje kontroli nad jego umysłem. Ona jedynie rodzi stworzenia w oparciu o obrazu z ludzkich umysłów.

Czy myślący ocean z Solaris Stanisława Lema miał jakiś wpływ na powstanie Trylogii Zimnego Ognia?

W Solarisie Lema pojawia się obdarzona myśleniem istota, która świadomie manipuluje ludzkimi myślami. W Zimnym Ogniu mamy natomiast siłę natury, która działa bez planu. Owa siła jedynie odpowiada na pojawienie się i egzystowanie człowieka w taki sam ślepy, bezcelowy sposób, w jaki wpływa na wszystkie żyjące stworzenia. Tak więc nie ma żadnego wyraźnego podobieństwa pomiędzy obiema powieściami, może poza tym, że w obu przypadkach omawiane byty czerpią inspirację do swoich działań z ludzkich umysłów (między innymi z nich).

Modelem Zimnego Ognia był ogień: niezwykle potężny fenomen naturalny, zdolny podtrzymać życie lub je zniszczyć. Nawet kontrolowany, pozostaje groźny. Nie można z nim dyskutować, wpływać na niego ani zmieniać sposobu, w jaki ten się zachowuje. On po prostu istnieje.

Uwzględniając aspekt psychologiczny, jestem przekonana, że Lem czerpał inspiracje z tego samego źródła co ja, filmu Zakazana planeta z 1956 roku. Pojawiła się w nim obca technologia, zdolna wyciągać koszmary z ludzkiego Id i – w ramach mechanizmu obronnego – wykorzystywać je przeciwko człowiekowi. Wtedy to była przełomowa koncepcja i niejeden autor w ten lub inny sposób bazował się na niej.

Pogadajmy o magii. Podałaś całkiem logiczne wyjaśnienie jej istnienia w Trylogii Magistrów. Ale czy fenomen magii – pozwolę sobie wystąpić tutaj w roli adwokata diabła – w ogóle powinien poddawać się wyjaśnieniom? Czy nie uważasz, że w pewien sposób fantasy grawituje bliżej science fiction?

Isaac Asimov napisał kiedyś, że gdyby magia istniała, funkcjonowałaby jak nauka, z zasadami, które dałoby się odkryć i badać, i byłaby kompatybilna z prawami fizyki, takimi jak prawa termodynamiki.

Jego eseje są moimi modelami systemów magicznych. Termodynamika sama w sobie – mówiąca o tym, że nie możesz wytworzyć energii z niczego – podnosi konieczność istnienia paliw i ich zbierania, co stanowi już sporą część mojej opowieści.

Wygląda zatem na to, że przepaść pomiędzy nauką a magią jest mniejsza, niż można by sądzić. Zapewne zgodziłabyś się z Arturem C. Clarkiem, który powiedział, że każda odpowiednio zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii, co jest nieco innym sposobem spojrzenia na ten temat. Ale porzućmy ten wątek i przejdźmy do kolejnego. Bez wątpienia piszesz ponad kategoriami, Twoja literatura to kreatywna mieszanka gatunków, Twoi bohaterowie nie są ani bezwzględnie dobrzy, ani źli, nie są także ograniczeni do wąskich ról przynależnych swojej płci. Czy masz jakiś ostateczny cel swojego pisarstwa? Czy masz już ułożoną w głowię opowieść doskonałą? A jeśli tak, czy możesz coś na jej temat powiedzieć?

Nie, nie. Przykro mi ;-).

Każda opowieść jest unikalna. Chcę, aby każda była ekscytująca, stymulująca umysłowo i intensywna emocjonalnie. Korzystam z odmiennych stylów, ponieważ łatwo się nudzę; po sześciu latach robienia jednego potrzebuję odmiany. Lubię także zmieniać samą siebie.

Nie ma jakiegoś celu i ostatecznego kierunku, wedle którego rozwijałaby się moja kariera, ani tym bardziej nadrzędnego celu, który przenikałby kolejne moje powieści, z wyjątkiem może jednego: chęci opowiedzenia dobrej opowieści.

Pracujesz obecnie nad swoją kolejną książką, nad Dreamseekerem. O czym będzie opowiadała ta historia?

Proszę bardzo, już ci podrzucam oficjalny teaser:

Przez całe swoje życie Jessica Drake śniła o innych światach – podobnych do jej własnego lub całkowicie od niego odmiennych. Nigdy nie dzieliła się tymi wrażeniami z kimkolwiek z wyjątkiem młodszego brata, Tommy’ego. Ale niespodziewanie, ktoś zapytał ją o owe sny i… o nią samą. Widziano dziwną kobietę obserwującą jej dom. Ktoś odwiedza szkołę i próbuje przejąć jej inspirowane snami prace artystyczne.

Co się dzieje?

Kiedy zaczyna szukać odpowiedzi, staje się jasne, że ktokolwiek ją obserwuje, nie zamierza pozwolić jej poznać prawdy. Pewnej nocy w domu wybucha pożar, a kiedy dym się rozwiewa, uświadamia sobie, że jej brat został porwany. Teraz musi ustalić, co się dzieje i to szybko, jeśli chce, aby ona i jej rodzina byli bezpieczni.

Kierując się tropem z komputera Tommy’ego, zdeterminowana, aby odnaleźć brata i przyprowadzić go z powrotem, Jessica z dwójką przyjaciół wyruszają w podróż, która wystawi ich dusze i odwagę na ostateczną próbę, jako że będą musieli opuścić własny świat i stanąć wobec źródła najmroczniejszych ziemskich legend. A przy okazji także wobec przerażającej prawdy o ich własnym dziedzictwie.

Wiem, że eksperymentujesz z samopublikacją i dystrybucją internetową. W tle toczy się dyskusja na temat przyszłości książek. Niektórzy są zdania, że ebooki zabijają literaturę, inni twierdzą coś odwrotnego. Co Ty sądzisz na ten temat?

Nie jestem na tyle zaangażowana w ten temat, aby mieć konkretną opinię. Nie uważam, że literatura kiedykolwiek „umrze”. Z drugiej strony, możesz liczyć na ciekawą dyskusję o tym, czy konieczność konkurowania o wydawców i uwagę profesjonalnych redaktorów jest konieczne do powstania lepszej książki.

Sądzę, że nieustanny atak telewizyjnych migawek, przesyconych wysokoenergetyczną akcją oraz błyskotliwe gry komputerowe uczyniły więcej złego literaturze niż sposób, w jaki my podajemy opowieści czytelnikom. Współczesny odbiorca zdaje się mieć bardzo ograniczoną pojemność zainteresowania i staje się niecierpliwy przy długich passusach opisowych. Jeśli spojrzysz na literaturę, która powstawała w ciągu ostatniego wieku, zauważysz drastyczne zmiany stylistyczne, które ujawniły się właśnie jako rezultat tego procesu. Można by się spierać w nieskończoność czy jest to coś złego czy dobrego.

I don’t believe in a neverending war between light and darkness

The Interview with Celia S. Friedman

Books from The Magisters Trilogy are unique example of fantasy in Your writing experience. How did it happen that Celia S. Friedman, one of the key science fiction creators, someone who tends to be far from classic fantasy, engaged herself in this kind of adventure?

My first novel was science fiction, my second was what some now call “science fantasy”, and my third novel, Black Sun Rising, launched my epic fantasy Coldfire Trilogy. Which had some science fiction as the underpinning, but otherwise was a classic fantasy.

I have always mixed genres freely, drawing from science fiction, fantasy and horror whatever elements I need to tell a good story, with no respect for the label. In that, the Magister Trilogy is typical of my writing.

There is a strong group of very interesting characters in The Magisters Trilogy – Kamala, Colivar, Ramirus, just to mention only the good guys (and a girl). One may have problem to select his favorite hero or heroine. Do You have favorite person in the trilogy?

No.

Your question suggests that an author should have a favorite. In a multi-story epic like this trilogy, I don’t see any need for that, or necessarily think it would be better for the story if I did. The fact that I am invested in all my main characters and find them all fascinating in different ways makes them more interesting for my readers.

That said, there were a few characters in the book that I didn’t expect to be central characters when I began, who grew into that because I loved where their particular stories were going. Gwynofar’s the best example of that; she was created just as a side note, because a powerful king obsessing over his sons needs a complete family. But as I wrote her, and worked out the subtle nuances of her relationship with Danton, I realized I had a character who was fascinating in her own right, and worth devoting story to. She wound up a central figure in the trilogy’s conclusion. Salvator also developed far more depth than I had originally intended, and I’m pleased by all the readers who write me saying they made assumptions about his faith—mostly that it was a simplistic rehash of Christianity—and were surprised and pleased by the hidden depths and equivocations the character turned out to have. And Colivar was always a significant character, but as the trilogy developed I realized that his personal story needed to be a major focus of the work.

So those were the three “surprise” favorites.

„Promotions” of Gwynofar and Salvator were surprising indeed. I have expected Kamala to be primus inter pares of all characters. Eventually, she had her significant „momentum” in the great final, but throughout text her position shifted from main to secondary. Was that on purpose from the very beginning, or rather it came as the effect of story evolution?

Story evolution.

As the work gained in depth and complexity, different characters had different times in the spotlight. The story was not about one person, but a group of people who were all interconnected. I never perceived her as shifting to a secondary character, though.

What about the bad guys and girls? The final position of Siderea was also an effect of evolution?

A book is an artificial construct, so *I* know where it’s going from the beginning. That said, if good always won and evil was always punished, why read a book? You already know the ending.

Do You observe a gender-determined story telling? Should any author ever consider gender limitations in his writings: is it part of one’s legacy or rather a burden to be thrown away?

No.

No.

I do not know any writer who would argue that “gender limitations” are anything but outdated cultural baggage.

That’s different than “know your audience.” There are types of writing that have a strong male audience and types that appeal more to females. One can make the conscious choice for marketing purposes to cater to a specific market.

But a *good* book has the elements traditionally associated with both male and female writing, because they make good story.

Are the times of traditionally masculine male heroes and also traditionally feminine heroins over in literature? No more Conan the Barbarian?

Regarding the male hero, as I don’t read that kind of fiction, I can’t tell you. I’m not sure what you mean by “traditionally feminine heroine”. Is it a “traditional female protagonist”? No, that’s dead in the water. It was such a sexist stereotype, even the people who might like to read it, are embarrassed to be caught reading it. We have grown past the point where busty women with domestic interests are dress accessories to men who do the real work.

There is no “traditional feminine heroine.” Strong female protagonists were rare in the early days of fantasy literature, with only a few authors exploring female heroine types, and they were publically recognized for defying tradition.

There are tons of movies with variants of the Conan mythos, usually in some modern or futuristic setting. So the trope still exists.

Maybe Xena, the Warrior Princess, is the answer? And what about Kamala? She is attractive, she is smart, she is skilled. She is good enough to defeat men. She is something between two stereotypes. But the question arises, whether this kind of heroin really differs from male heroes? Don’t You think that abandoning stereotypes leads us to new stereotypes?

Xena the Warrior Princess is not a traditional model, it is a rejection of the traditional model. Women who are truly independent and can kick ass were rare in our early literature, and even when they appeared, shadows of earlier stereotypes tended to surface in subtle ways. It has taken us decades to evolve to the point where a Xena can not only exist, but is popular enough to sustain a large fan base.

You don’t believe in absolutely good or evil characters, do You? Magisters in Your trilogy are both monsters slayers and… monsters themselves. Magisters – just like Ikati – consume human souls, so they are equal in one point of view. Colivar and Ramirus hold keys to survival of human race but they seem to be interested in their own wars than sacrificing time and power for good purpose. In „Coldfire Trilogy” Gerald Tarrant played similar role: he was both the main menace for people living on Fea and savior. Do You think that it is up to those evil ones to play decisive roles in neverending war between light and darkness? Or is it just a good solution for a thrilling novel?

I don’t believe in a neverending war between light and darkness, so it’s in very few of my books. Specific threats are evil, and there is a capacity in all men to become evil if the conditions are right (or wrong); and those dynamics drive my dark characters.

I’m sure in part this is a reflection of my Jewish heritage. Christianity is deeply rooted in the good-evil dichotomy, so much so that in western society we take it for granted this is just the way things are. But in Jewish tradition there is no Devil warring against God, there is no Hellfire, and there are no armies of fallen angels dreaming of storming Heaven. The darkness lies within us, in our capacity as human beings to forget our higher instincts and social responsibilities, and commit the acts we call “evil.” That is more terrifying to me than any hellish army.

My Coldfire Trilogy dealt with figures who believed in a literal war between good and evil, but they also lived in a world where negative energies could take on a life of their own, and the evil of mankind is literally capable of creating demons.

Souleaters are very close to perfection as elements of war between good and evil as Christians may see this. They are very like a divine retribution. Souleaters are similar to vampires, also becouse they need humans – their victims – to survive, and defeating mankind would mean their own end. On the other hand, both vampires and Souleaters are… likable. There are characters in Your book who become allies of those creatures – is it only a matter of power struggle and tendency of gaining powerful partners? Or is it rather because evil draws us more than we are willing to admit?

The theme of The Magisters Trilogy—which I believe was quoted on one of the early books—was, “What price would you pay for power?”

Humans do not ally with the Souleaters because they find their evil seductive. They do it because they want things that only the Souleaters can offer them. Power, longevity, and in the case of the Witch-Queen, revenge.

They also speak to the primitive side of us, that evolved in an eat-or-be-eaten world and is still embedded deep within us. We are intellectual creatures, who adopt models of “civilization” and “altruism” for the common good, but to do that we must override many natural instincts. The Souleaters represent those instincts. They represent freedom to act upon ones emotions, and the physical power to do so.

We are both fascinated and repelled by recognizing those instincts within ourselves, seeing characters struggle with them, and wondering if we faced with the same temptation, would we would make the same choices?

Vampires represent the same struggle, but in attractive packaging. Here are creatures human enough that they can perform many our normal tasks, enjoy many of our pleasures, besides which they are all beautiful (when is the last time you’ve read a popular novel with an ugly vampire protagonist?) and live forever. You can have all that too, if you are willing to abandon your human morality.

Vampires are our modern incarnation of Temptation.

To be fair, I must note that there is in fact an excellent book with an obese, unattractive vampire protagonist, that is an awesome read, and everyone should go look it up. This is Jules Duchon, Fat White Vampire Blues by Andrew Fox.

In The Coldfire Trilogy the planet itself not only reads minds but is also capable of transferring virtual horrors (dreams, thoughts) into flesh. This creates unique situation where no boundaries between thoughts and actions are possible to be maintained.

I am not sure I agree with it. There is not a total lack of boundaries. There is a slow bleed of concepts from one to the other. A person is still 100% in charge of his own actions, his mind is not affected by the fae. It just births creatures based on upon images in his mind.

Did a thinking ocean from Solaris by Stanislaw Lem had any influence on genesis of The Coldfire Trilogy?

Lem’s Solaris deals with a sentient being who is consciously manipulating human beings. Coldfire deals with a natural force that has no agenda, but simply responds to human existence in the same blind, purposeless way that it does to all living things. Outside of the fact that both draw upon man’s dreams (among other things) for inspiration, there’s no real similarity between the two.

The model for Coldfire was fire: an incredibly powerful natural phenomenon that can help sustain life, or destroy it. Even when it’s being controlled, it remains dangerous. But there is no way to reason with it, influence it, or change the way it behaves. It simply is.

Regarding the psychological aspect, I’m sure Lem drew inspiration from the same source I did, the 1956 film Forbidden Planet. In it, alien technology draws nightmares from the human Id and turns them against us, as a defense mechanism. It was a ground-breaking concept at the time, and more than one author has expanded upon the idea in one way or another.

Lets talk about magic. You gave quite logic explanation of magic in The Magisters Trylogy. But – now I’m acting as the devils advocate – should the phenomena of magic be consistent and explainable? Don’t You think, that fantasy is gravitating closer to science-fiction?

Isaac Asimov once wrote that if magic were real, it would function like science, with rules that could be discovered and tested, and it would be compatible with the laws of physical science, such as the Laws of Thermodynamics.

His essay on the subject is my model for all my magical systems. The thermodynamics note alone – which dictates that you can’t create energy out of thin air—raises issues of fuel and fuel-gathering that generates much of my story.

So, it looks like the gap between the science and magic is smaller than expected. I think, You might agree with Arthur C. Clarke saying that any sufficiently advanced technology is indistinguishable from magic, which is another way of looking into this issue. Anyway, let’s move forward. You write above labels, no question about that. Your literature is a creative mixture of genres, Your characters are neither absolutely good nor evil, and they are also not determined by strict gender roles and characteristics. Have You got any final, ultimate goal? Is there any perfect story in Your mind? And if yes, could You reveal what it would be like?

No. No. Sorry 🙂

Each story is unique. I want it to be exciting, intellectually stimulating, and emotionally intense. I work in different styles because I get bored easily; after six years of doing one thing I want a change. Also I like to challenge myself.

There’s no greater purpose, goal, or pattern driving my career, nor any goal that carries over from book to book save for telling a good story.

You are working on another novel, Dreamseeker. What is the story behind this title?

Here ya go, official blurb:

All her life Jessica Drake has dreamed of other worlds, some of them similar to her own, others disturbingly alien. She never shares the details with anyone, save her younger brother Tommy. But now someone is asking about those dreams…and about her. A strange woman has been seen watching her house. A visitor to her school attempts to take possession of her dream-inspired artwork.

Why?

As she begins to search for answers it becomes clear that whoever is watching her does not want her to learn the truth. One night her house catches fire, and when the smoke clears she discovers that her brother has been kidnapped. She must figure out what is going on, and quickly, if she and her family are to be safe.

Following clues left behind on Tommy’s computer, determined to find her brother and bring him home safely, Jessica and two of her friends are about to embark on a journey that will test their spirits and their courage to the breaking point, as they must leave their own world behind and confront the source of Earth’s darkest legends – as well as the terrifying truth of their own secret heritage.

You are experimenting with selfpublishing and Internet distribution. There is a large discussion about future of books. Some people say that e-books are killing literature, other believe in something different. What is Your opinion about this?

I’m really not into the subject enough to have a meaningful opinion. I don’t think literature will ever “die”, but you could have a good argument over whether the need to compete for a publisher, and the attention of professional editors who have a vested interest in your success, makes for a better work.

I think the constant blitz of TV, high-energy actions flicks, and flashy computer games have done more to affect literature than how we deliver our stories to people. Modern audiences tend to have a very short attention span, and are impatient with long descriptive passages. If you look at literature from a century ago you will see what a drastic shift in style has taken place as a result of this. One could argue for days over whether it’s a good or a bad thing.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s