„Africanus. Syn konsula” Santiago Posteguillo – recenzja książki

africanus syn konsula santiago posteguillo recenzja onibeRecenzja książki Africanus. Syn konsula

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA.
Autor powieści: Santiago Posteguillo
Historyczna
Literatura hiszpańska

Kultura popularna niczego tak nie kocha, jak prezentów od historii. Upominek idealny, przewidująco stworzony przez los jako podstawa fabuły książkowej czy filmowej, dotyczyć powinien przełomowego punktu w historii i żywić się rywalizacją autentycznych postaci. Dzieje ludzkości dostarczyły wielu fascynujących wzorców, które niezależnie jak mocno eksploatowane, zapewne nigdy się nie przejedzą (zwłaszcza, że co tu dużo gadać są jednak wykorzystywane bardzo ostrożnie, jakby z obawą). Napoleon i Wellesley, Aleksander Wielki i Dariusz, Elżbieta i Filip II oraz last but not least Publiusz Korneliusz Scypion (Starszy, ale częściej zwany po prostu Afrykańskim) i Hannibal Barkas. Starcie Hannibala i Scypiona Africanusa było jednym z najbardziej dramatycznych momentów w historii Europy i w wielkim stopniu przyczyniło się do gwałtownego rozwoju Rzymu, którego kultura stała się przecież kamieniem węgielnym wielu młodszych państw, zakończyło zarazem istnienie innej potęgi antycznego świata, Kartaginy. Africanus. Syn konsula Santiago Posteguillego to pozycja rodem z Hiszpanii, w której odniosła wielki sukces, a teraz stara się zyskać poklask na wschodzie kontynentu… a więc dalej, niż się udało dotrzeć samemu Hannibalowi. Czy także z lepszym skutkiem? Zobaczmy.

 

W kwestii obsadzenia głównej roli niespodzianek nie ma: to Scypion Afrykański jest herosem opowieści. Poznajemy go na długo, nim zajaśnieje jego gwiazda wojskowego geniuszu, a mianowicie w czasach dzieciństwa, kiedy szkolony przez ojca (Publiusza Korneliusza Scypiona to tak dla zmyłki) i wuja Gnejusza, zaznajamia się z tajnikami wojennej sztuki. Równolegle, acz bardziej skrótowo, jesteśmy informowani o wydarzeniach na Półwyspie Iberyjskim, który mieczem, ogniem i słoniem pustoszy Hamilkar Barkas, ojciec Hannibala. Śmierć starego wodza i później jego zięcia wynosi na pierwszy plan właśnie Hannibala, który w wieku bodaj dwudziestu sześciu lat przejmuje kontrolę nad jedną z najpotężniejszych armii tamtych czasów. Hannibal utrwala dominację Kartaginy w Iberii, po czym przystępuje do swojego opus magnum: wojny przeciwko Rzymowi. Wojny na śmierć i życie. Wojny, która nie ma prawa zakończyć się rozejmem, a która musi doprowadzić i rzeczywiście doprowadzi do zagłady pokonanej strony. Kiedy przeciwko Kartagińczykowi wysłany zostaje konsul Publiusz, w szeregach jego wojsk znajdzie się przyszły Africanus. Nad rzeką Tacinus i nad Trebią Hannibal pokazowo złoi Rzymianom tarcze. Później, nad jeziorem Trazymeńskim, gwiazda Hannibala zabłyśnie jeszcze jaśniej, podczas kiedy przyszłość Rzymu wyda się szczególnie mroczna. To właśnie te wydarzenia są kanwą Africanusa. Syna konsula. Książka kończy się na krótko przed starciem pod Kannami jedna z najbardziej znaczących bitew w dziejach ludzkości ozdabia dopiero tom drugi cyklu: Africanus. Wojna w Italii.

Słabością powieści są zauważalne dziury w wiedzy historycznej autora, ewentualnie pomyłki, które pojawiły się w procesie redakcji czy tłumaczenia. Jakkolwiek nie ulokować przyczyny, Africanus bije po oczach mnóstwem koślawych detali. Autor, skądinąd profesor uniwersytecki (co prawda lingwista i filolog, nie historyk) nie popisał się dbałością o szczegóły militarne. Do tej kategorii należą byki w terminologii (według autora triumwirowie to… policja miejska nie wiadomo co na to Juliusz Cezar i jego kumple Pompejusz i Krassus; zupełnie pogubił się w broni oblężniczej, do jednego worka wrzucając skorpiony, katapulty i trebusze itd., itp.) oraz bardzo przeciętne zrozumienie działań wojennych jako takich (a tym samym kampanii wojskowych). Efekt jest po prostu mało przekonujący, momentami wręcz śmieszny. Santiago wszelkie działania zbrojne sprowadził do poziomu piwnej gawędy: gdyby przyszło mu opisywać bitwę pod Grunwaldem, to zapewne kluczowym w jego oczach punktem byłoby wręczenie dwóch mieczy polskiemu królowi i jego na ten fakt odpowiedź. Słabe, anegdotyczne zaledwie, uporanie się z warstwą wojskową, która przecież w starciu Hannibala i Scypiona była kluczowym elementem rywalizacji, może rozczarować czytelników szukających powieści odpowiednio głęboko osadzonej w takich tematach. To jest, nawiasem mówiąc, swego rodzaju klątwa. Również w Dumie Kartaginy Davida Durhama (dla polskiego czytelnika jest to prawdopodobnie najlepiej znana pozycja konkurencyjna) akcenty batalistyczne pozostawiały wiele do życzenia.

Ponarzekaliśmy, teraz, dla odmiany, pochwalmy. Africanus. Syn konsula to książka, która ma prawo się podobać. Jej zaletą jest dynamiczna narracja, punktowana krótkimi, nieprzegadanymi rozdziałami. Paradoksalnie, autorowi znacznie lepiej udają się te passusy, w których ślizga się po temacie i jest lakoniczny, ilekroć natomiast wdaje się w szczegóły, pozwala, aby akcja się zapętlała i grzęzła w nadmiarze opisów. Tym niemniej, w książce zgromadzono naprawdę sporą dawkę wiedzy. Posteguillo prezentuje informacje, których próżno szukać w podręcznikach historii, są to nierzadko detale znane jedynie fascynatom tematu i jako takie są po prostu bezcenne. O ile tematyka militarna nie stanowi konika autora, to Posteguillo świetnie radzi sobie w wiedzy ogólnej o Rzymie. Informacje dotyczące samego miasta, teatru, handlu i polityki są raczej solidne, a w dodatku ciekawe. Nie jest to wprawdzie ten poziom doskonałej świadomości historycznej, który prezentuje choćby Steven Saylor, lecz to akurat można przeboleć.

Africanus. Syn konsula to pozycja interesująca dla osób dopiero próbujących swoich sił z powieścią historyczną. Nie jest ani wybitna warsztatowo, ani bardzo wartościowa, ale z pewnością dysponuje potencjałem odpowiednim, by delikatnie i przyjemnie wprowadzić do tematu greenhornów. Przybliżenie postaci Scypiona, mniej znanego niż Hannibal, to drugi powód, dla którego o książce jednak warto pomyśleć.

___

Metka:

Autor: Santiago Posteguillo
Tłumaczenie: Patrycja Zarawska
Wydawnictwo: Esprit
Miejsce wydania: Kraków
Wydanie polskie: 11/2011
Tytuł oryginalny: Africanus, el hijo del cónsul
Wydawca oryginalny: Ediciones B
Rok wydania oryginału: 2006
Liczba stron: 450
Format: 140×200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788361989714
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł

Gildia logo

Advertisements

15 thoughts on “„Africanus. Syn konsula” Santiago Posteguillo – recenzja książki

    • och, powiem Ci szczerze, że fantastyki to ja już mam serdecznie dosyć… kryminałów serdecznie nigdy mi zaś dosyć 😉

        • jasne… jak tylko przetworzę stare zapasy ;-). Zresztą, fantastyka a fantastyka, bywa że trafia się coś naprawdę cennego w tym temacie i jako takie powinno być traktowane nadgatunkowo 😉

          • Jasne. Ale to akurat dotyczy każdego gatunku. Fantasy szkodzi błędne przekonanie jakoby taką literaturę dało się pisać z niczego…

          • ja się spotkałem wiele razy i to po obu stronach barykady, tzn. zarówno pośród osób starających się pisać jak i recenzentów / odbiorców / krytyków. Znam kupę ludzi, którzy nie czytują fantasy właśnie z tego powodu: po co czytać coś, do stworzenia czego wystarczy kawałek papieru i ostry ołówek? W pewnym sensie rozumiem to podejście: podkreśla ono fakt, iż do napisania takiej książki wystarcza wyobraźnia, nie jest natomiast potrzebna wiedza. Oczywiście, to dyskusyjne stwierdzenie ;-).

          • Ale to „zarzut”, który można stosować z powodzeniem do literatury eksperymentalnej na przykład. Szczerze mówiąc, jak czytam opisy fantastyki, to niewiele powstało książek, które byłyby oryginalną pracą wyobraźni – większość to powielanie tych samych motywów, modyfikowanie nieznacznie postaci.

          • tak, właśnie tak jest. Fantastyka to z jednej strony gatunek bardzo obszerny, z drugiej dość ciasny. Czekam na nową falę a póki co łapię powieści kilku wartościowych autorów, którzy znaleźli się w konwencji 😉

  1. Recenzowana książka zdaje się z jednej strony być ciekawa, z drugiej zaś za dużo „ale”, zręcznie przemyconych przez recenzenta. Jako dzieciak i wczesny nastolatek zaczytywałem się w prozie,bądź stricte historycznej, bądź przygodowej, oprawionej w historyczne ramy. Aż dziw bierze ile tej wiedzy po 20latach w głowie zostało,:) Tylko czy teraz, jako wybredny czytelnik byłbym zadowolony z lektury, w której autor gubi się w tematach militarnych, warsztatowo nie zachwyca, nie radzi sobie z batalistyką… Owszem przeczytać spróbować warto, żeby zdanie sobie wyrobić, ale raczej poszukam w bibliotece… pieniędzy nie zaryzykuję:)

  2. Powieści historyczne nie należą do moich ulubionych, a już jak czytam o pomyłkach, to na pewno tego nie dotknę. Za to widać, że Wy macie wiedzę w temacie, nie mylę się, prawda…?:-)

    • z wiedzą bym akurat nie przesadzał ;-). W temacie broni jest w ogóle dość kłopotliwa sytuacja, bo bazujemy w dużej mierze na pośrednich przekazach. Kwestia nazewnictwa to masakra, jest ono stosowane praktycznie dowolnie, czasami poważnie zmieniając treść opisu. My się znamy tyle o ile, ale z pewnością pomocny jest fakt, że historię lubimy ;-).

      o dobrą powieść historyczną jest bardzo trudno… swoją drogą, to chyba nawet niezła okazja aby pokusić się o jakieś zestawienie cennych pozycji w tym temacie. Byłaby to krótka lista 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s