„Star Carrier: Pierwsze Uderzenie” Ian Douglas – recenzja książki

ian douglas - star carrier - pierwsze uderzenie onibe recenzja

Recenzja książki Star Carrier: Pierwsze Uderzenie

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA.
Autor powieści: Ian Douglas
Science fiction; Militarne science fiction
Literatura amerykańska

Kto by się spodziewał, że nadejdą tak dobre czasy dla miłośników militarnego science fiction? David Weber dwoi się i troi, rzucając swoją Honor Harrington ku coraz to nowym, bardziej intensywnym i pasjonującym wojnom kosmicznym. Nasz rodzimy Michał Cholewa wdarł się na salony gatunkowe po podwójnym, mocnym uderzeniu, które nie miało prawa nie być dostrzeżone (i które rodzi nadzieje na odpowiednią kontynuację w bliskiej przyszłości). Gdzieś tam w tle majaczy, na wpół żywa, na wpół zatopiona Zaginiona flota Jacka Campbella. I oto nagle, bez uprzedzenia, zmaterializował się właśnie Star Carrier, czyli prowadzony piórem Iana Douglasa Gwiezdny lotniskowiec. Ustabilizował się po wyjściu z metaprzestrzeni i natychmiast wypuścił rój myśliwców, które przeprowadziły Pierwsze uderzenie. Znowu się dzieje. I dobrze! Ale czy Douglas ma zadatki na potencjalnego następcę tuzów gatunku, czy też pisana jest mu rola komety, szybko przelatującej przed naszymi oczami i równie szybko zapomnianej? Oto jest pytanie!

W odległej przyszłości ludzkość odkryła, że nie jest sama we wszechświecie. Mało tego: wszechświat ów jest całkiem tłoczny, bowiem dosłownie tysiące planet zostało zasiedlonych przez myślące i zaawansowane technologicznie gatunki. Jednak kosmos nie sprzyja demokracji wszystkie te cywilizacje zostały zdominowane przez tajemniczą, ukrytą w cieniu rasę Sh’daar, która w końcu upomniała się o Ziemian. Jak to zwykle bywa nie tylko w literaturze dumni synowie i córy homo sapiens odrzucili hojną ofertę poddania się zewnętrznemu dyktatowi i tak zaczęła się wojna trwająca już sto lat i przynosząca ludzkości póki co same straty. U progu dwudziestego piątego wieku Konfederacja dysponuje zaledwie połową kontrolowanych kiedyś planet i kolonii, a ofensywa wrogów nadal trwa. Lotniskowiec gwiezdny „Ameryka” uderza na flotę Turuschów pod Eta Boötis celem odblokowania jednej z oblężonych placówek marines i wdaje się w kosztowną bitwę. Pośród pilotów myśliwców uderzeniowych znajduje się Trevor Gray outsider w eskadrze, wywodzący się z ruin zatopionego Nowego Jorku Prym (tak zwie się neoluddystycznych, antyspołecznych „prymitywów”). Gray nie czuje się częścią zespołu, zrobiłby wiele, aby wrócić do swojego dawnego życia… ale czy rzeczywiście? Walcząc z Turuschami, być może odkryje prawdę o sobie samym. Być może prawda ta go zaskoczy. Admirał Koenig to człowiek z przeciwnego bieguna rasowy oficer niemal u samego szczytu kariery. Już wkrótce Koenig postawi na szalę wszystko: własną przyszłość, integralność zespołu bojowego „Ameryki” oraz… los ludzkości. Graya i Koeniga czeka największa z dotychczasowych bitew: starcie o Ziemię.

Militarne science fiction bywają różne. Pierwsze uderzenie to coś więcej niż dość częsty przypadek pod tytułem „naprzód i niech Bóg ma nas w swojej opiece”, ale zarazem mniej niż nowofalowe, newage’owe postnaukowe dziwadła tak zagmatwane, że zapewne rozumiane jedynie przez własnych autorów. Albo i nie. W gruncie rzeczy powieść Douglasa wyznacza złote optimum, zdefiniowane doskonałą relacją „science” do „fiction”. Nie sposób oczywiście określić, czego jest więcej uwzględniając, że wydarzenia opisane w książce mają miejsce w dwudziestym czwartym wieku, nawet najbardziej realistyczne estymacje poziomu nauki pozostają właśnie estymacjami i ekstrapolacjami. Douglas sprawnie porusza się w świecie nanotechnologii, inżynierii genetycznej, cybernetyki i wyrafinowanej fizyki, obfitującej w rozmaite, złapane na lasso postępu osobliwości. Zresztą, właśnie na tym polega trudność stworzenia dobrego science fiction batalistycznego. Autorzy albo przenoszą w odległą przyszłość rozwiązania bieżące, jedynie ubierając je w odświeżoną, bardziej błyszczącą technologię (vide Korpus Najemników Dirigentu), albo bazując na zaawansowanych teoriach naukowych, rzucają czytelnika w wielowymiarowy, niedający się ogarnąć świat, w którym wszystko jest możliwe, ale nic nie jest zrozumiałe (nawiasem mówiąc, w batalistyce częściej jednak występuje wariant numer jeden, a przykładem drugiego może być skądinąd bliskie perfekcji Ślepowidzenie). W efekcie otrzymujemy „dzieła” niemające wiele wspólnego z science fiction lub też mające z nią wspólnego aż nazbyt wiele. Tymczasem dobrze wyważone militarne science fiction (o czym uczą przykłady Webera czy Cholewy) to konstrukcje piętrowe, dobrze przemyślane, spójne logicznie i merytorycznie, mocno zainteresowane nie tylko nazewnictwem co bardziej wydumanej broni gwiezdnej, lecz i zanurzone w kontekstach politycznych, szpiegowskich, społecznych. I tutaj wracamy do Pierwszego uderzenia, w którym wszystkie te punkty się odliczają w dawkach zróżnicowanych, lecz dopasowanych.

Mocną stroną Pierwszego uderzenia jest doskonałe tempo narracji. Warto podkreślić, że powieść Douglasa nie jest space operą batalistyka zajmuje tutaj miejsce pierwsze, drugie i jeszcze trzecie, acz spięta została mocną klamrą fabularnej logiki i konsekwencji. Czytelnik nie ma wrażenia, że konstrukcja świata przedstawionego stanowi zaledwie pretekst do opisania paru bitew. Choć te są tutaj najważniejsze, to zostały dobrze uzasadnione, bez mrugania okiem i wołających o pomstę do nieba skrótów myślowych. Zaskakująco dobrze autor poradził sobie także z postaciami bohaterów. Gray daje radę jako człowiek z krwi i kości. Anarchista, buntownik bez powodu i ochotnik bez wyboru agregacja tak wielu mocnych cech potrafi stanąć w gardle niejednemu twórcy, ale tym razem się udało trafić we właściwy rejestr. Również Koenig (przypominający dla odmiany Thrawna Timothego Zahna czy Kuertena od Cholewy) przekonuje i zyskuje sympatię, choć akurat co do niektórych jego decyzji można mieć zastrzeżenia (bywają one przykładem deus ex machina, które w powieści, poza tym, jest zjawiskiem sporadycznym). Świetna militarystyka, płynna, bezbłędna narracja, sensownie wykreowani bohaterowie, ciekawe choć uproszczone tło fabularne i brak dziur warsztatowych… czego chcieć więcej? Oby Pierwsze uderzenie nie było zarazem ostatnim uderzeniem Iana Douglasa, bowiem zapowiada się z tego naprawdę smakowita seria dla miłośników subgatunku! I to taka, której nie powstydzi się ani mainstream, ani co bardziej wymagający odbiorcy.

  

___

Metka:

Autor: Ian Douglas
Wydawnictwo: Drageus Publishing House
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 5/2013
Tytuł oryginalny: Earth Strike
Wydawca oryginalny: Harper Voyager
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 432
Format: 125x195mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788364030024
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł

Gildia logo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s