„Z mroku” David Weber – recenzja książki

david weber z mroku recenzja onibe

Recenzja książki Z mroku

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA.
Autor powieści: David Weber
Science fiction, militarne science fiction
Literatura amerykańska

David Weber znany jest przede wszystkim ze swojej spaghettiserii Honor Harrington. To, teraz już klasyczne, militarne science fiction, a właściwie militarna space opera, zajmuje wysokie i dobrze chronione miejsce w sercu każdego miłośnika subgatunku. Weber nie musi się niepokoić możliwością spadnięcia z tego wąskiego panteonu, tym niemniej, mimo upływu lat, pozostaje bardzo aktywny, nie tylko dopisując kolejne odcinki do przygód Honor (a przypomnijmy, że w Honorverse wydarzyło się ostatnio bardzo wiele, jak choćby rozgrzewająca się wojna z Ligą Solarną i coraz groźniejsze machinacje Manpower), ale i wydając od czasu do czasu pozycje jednorazowe i kilkurazowe. Do tej ostatniej grupy zaliczyć można bardzo zachęcający cykl Schronienie, który czeka na pojawienie się tomu piątego. Przykładem pierwszej opcji jest powieść Z mroku, osadzona w naszym własnym świecie, w czasach mniej więcej zgodnych z datą wydania książki, a więc w wąsko rozumianej współczesności.

Ludzka cywilizacja upada dość niespodziewanie. Jednego dnia problemem były wydarzenia w Teheranie, następnego nie było już zdecydowanej większości dużych miast oraz paru miliardów homo sapiens. Za atak odpowiadają Shongairi, rasa kosmicznych drapieżników, którzy właśnie Ziemię obrali za cel wyprawy kolonizacyjnej. A kolonizacja, jak to kolonizacja, rządzi się swoimi prawami: najpierw należy zredukować pogłowie tubylców i odebrać im wolę walki, później narzucić jarzmo i zapędzić do pracy ku chwale gwiezdnego Imperium. Tyle w teorii. Praktyka lubuje się w niuansach. Jednym z niuansów jest sierżant marines Stephen Buchevsky, który przypadkiem uniknął śmierci w wyniku pierwszego uderzenia obcych. Zagubiony w ostępach Rumunii, zaczyna robić to, co mu idzie najlepiej: zabijać. Oczywiście Shongairich. Zagładzie uszedł także oficer lotnictwa, major Dan „Longbow” Torino. A właściwie on i kilku jego kolegów oraz stadko w pełni sprawnych, uzbrojonych po zęby myśliwców wielozadaniowych F-22 Raptor. Niemal niewykrywalne przez radar maszyny udowodnią kosmitom, że zaciskanie łap na Niebieskiej Planecie bywa kosztowne ponad wszystkie oczekiwania. Dave Dvorak i Robert Wilson to Amerykanie z obrazka. No, może akurat ta dwójka, ze swoim upodobaniem do taktyk surwiwalowych i miłością do broni przerasta nieco średnią społeczeństwa, lecz szczęśliwym trafem oni oraz ich rodziny przeżywają pierwsze potężne uderzenie Shongairich (oraz kolejne). Tworzą w górach dobrze ukryte siedlisko – centrum oporu, które pomoże nauczyć kosmitów uniwersalnych prawd o wolności. Dzięki nim i ludziom im podobnym zaczyna się globalne polowanie na napastników, którzy bardzo szybko zaczynają płacić za swoje zamiary stosowną daninę krwi. Ale czy Shongairi pokonali tak wielką przestrzeń kosmosu tylko i wyłącznie po to, by służyć za żywe, umiarkowanie ruchome tarcze dla wściekłych homo sapiens? Nie. I mają w zanadrzu kilka przykrych niespodzianek, a przyszłość ludzkości już wkrótce może stać się przeszłością.

Z mroku nie jest najlepszym z literackich dokonań Davida Webera. Pomysł na gwiezdną inwazję, sam w sobie całkiem przecież ciekawy i jakże nośny, niezbyt się udał Amerykaninowi. Może dlatego, że zbyt wiele w nim uproszczeń i dawno użytych (a nawet zużytych) schematów? Z mroku wydaje się być mutantem powstałym w wyniku sztucznego skrzyżowania genów Alternatywy Ekskalibura (z galaktycznym kolektywem, zaawansowanym technologicznie i skłonnym do wykorzystania prymitywnych ludzi w formie niewolników) i Ścieżki furii (zemsta, zemsta, zemsta). Przyjemność z lektury psują liczne defekty stylistyczne, niektóre leżące po stronie autora (pierwsze sto stron jest zwyczajnie nudnych i pisanych na siłę, bez właściwego dla Webera luzu), inne po stronie polskiej redakcji (niektóre fragmenty tekstu były tłumaczone zapewne za pomocą google translatora, co powinno wystarczyć za cały komentarz). Być może po stronie pasywów należałoby wpisać także samo rozwiązanie fabuły. Nie wdając się w szczegóły… jest bardzo, bardzo nietuzinkowe jak na ojca Honor Horrington. Pozostaje zgadywać, czy szalony manewr finałowy miał być przysłowiowym rzutem na taśmę, aby w ogóle domknąć niezwykle trudny do zamknięcia scenariusz, czy raczej ukłonem w stronę fanów paranormali… Cóż, chyba jednak zdradziliśmy w ten sposób więcej, niż chcieliśmy…

Nie należy jednak skreślać Z mroku przedwcześnie z wishlisty. Druga połowa książki nadrabia niedostatki pierwszej (z wyjątkiem, rzecz jasna, kuriozalnego finiszu). Dynamiczna, porządnie nakręcona akcja robi swoje i jak już zaczyna się dziać, to dzieje się naprawdę nieźle! Standardowo, Weber pysznie radzi sobie z batalistyką. Sceny bitewne robią wrażenie, choć wbrew temu, do czego nas przyzwyczaił Amerykanin, większość starć ma charakter kameralny, lub jak kto woli: taktyczny. Zasadzki na konwoje napastników, krótkie, szarpane starcia… na końcu tej listy stawka jednak rośnie i w miarę, jak intryga się zagęszcza, oczy uczestników wydarzeń kierują się ku gwiazdom.

Z mroku zainteresuje kilka grup czytelników. Łaskawym okiem spojrzą na nią fani nurtu postapo (choć dla większości z nich powieść Webera nie będzie zapewne dość nomen omen mroczna) i jak zwykle wielbiciele militarnego science fiction. Ci drudzy z przyzwyczajenia i przywiązania do nazwiska twórcy, rzecz jasna. Z uwagi na fakt, że większość bitew odbywa się przy użyciu typowego, ziemskiego sprzętu, swoje skorzystają także lubiący „zwyczajną” batalistykę. Ale najbardziej uradują się optymiści, wierzący na przekór wszystkiemu, że ludzkość (i Ameryka w szczególności tak, tak, co za niespodzianka!) nigdy nie da sobie w kaszę dmuchać i że każdy wredny kosmita zawsze może liczyć na stosowną odprawę w postaci kilku głowic wsadzonych tam, gdzie neuroprzekaźniki nie sięgają.

 

___

Metka:

Autor: David Weber
Tłumaczenie: Jarosław Rybski
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 3/2013
Tytuł oryginalny: Out Of the Dark
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 480
Format: 125×195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788375106794
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł

Gildia logo

Advertisements

6 thoughts on “„Z mroku” David Weber – recenzja książki

  1. Być może nie do końca w temacie samej książki: poruszyliście dość ważny temat, a mianowicie kwestię coraz gorszych jakościowo tłumaczeń pojawiających się na naszym rynku. Nie pierwszy raz krew mnie zalała podczas lektury zagranicznej, bądź co bądź pisarzy w oryginale odznaczających się zgrabnym stylem i bogatym słownictwem. Jestem w stanie zrozumieć, że niezwykle trudnym jest przełożenie choćby prozy Andrzeja Stasiuka na angielski czy niemiecki (nasi sąsiedzi udowodnili, że można to zrobić dobrze), ale na odwrót – przy tak przebogatym i pięknym naszym krajowym, nie powinno stanowić problemu. Przełożenie prozy Webera, czy Mastertona (ostatnio właśnie w kolejnym wydaniu książki Mastertona nawet składnia była angielska:)wymaga jedynie zwyczajnej wrażliwości redaktora językowego. Niestety coraz częściej spotykamy tłumaczenia żywcem „kopiowane z googla”, urągające nie tyle jakością stylistyczną, co całkowitą jej ignorancją, bez zachowania jakiegokolwiek minimum poprawności. No, ale… czyżby takie czasy nadejszły…?:)

    Na koniec kwiatek „googlowy”, który wyłapałem na dwujęzycznej stronie pewnego pisarza, robiącego równie zawrotną karierę międzynarodową, co pewnie ten wpis u anglojęzycznych czytelników:
    „Moje książki po 5zł” – i tu link do platformy selfpublishingowej.
    ” My books after five gold” – po stronie anglojęzycznej z tym samym linkiem. 🙂

    • bardzo słuszna uwaga w temacie Webera i Mastertona – taka literatura nie wymaga Bóg wie jak wielkiego opanowania języka. Z drugiej strony, myślę że czasami można się naprawdę zaskoczyć, bowiem żywa, piękna stylistycznie literatura popularna w oryginale, staje się nierzadko banalna, płytka i zlepiona na ślinę po przekładzie. Zapewne zdarzają się również przypadki odwrotne, kiedy tłumacz poprawia dzieło… aczkolwiek pewnie nie w przypadku popliteratury. Z angielskim mam kontakt umiarkowany, ale na tyle duży, że czytając polską wersję książki wyłapuję zdania czy wyrazy, które wymusiły na tłumaczu odrobinę inicjatywy. Wiadoma sprawa: języka nie tłumaczy się nigdy dosłownie, kto ma jakieś pojęcie o angielskim ten wie, że tam pewne rzeczy mówi się po prostu inaczej… I tutaj pojawia się kwestia tzw. tłumaczy, którzy może i przeczytali parę słowników, ale w ogóle nie kumają kontekstu i ukrytych znaczeń, często obecnych nawet w prostym języku mówionym czy pisanym. Nie da się tłumaczyć korzystając tylko ze słowników, niestety. Albo stety…

      ten kwiatek z 5zł… hehe ;-D. Dobre, dooooobre!!!

      • … tu przypomnę tylko, jaką burzę wywołała zmiana tłumacza w przekładach Terry Pratchetta… wyczucie literackie to jednak podstawa 🙂
        Albo brak wyczucia (ewt. chwyt marketingowy) w przetłumaczeniu tytułu Kingowskiego ” On writing: a memoir of the craft” na „Jak pisać: pamiętnik rzemieślnika”. Tak, jak w oryginale tytuł oddaje charakter książki, że jest „o pisaniu…”, tak „jak pisać …” sugeruje podręcznik dla grafomanów debiutantów. 🙂
        Temat rzeka… tylko czekać na recenzje typu: „wow, lol, xD, 🙂 😉 zajebieszczo wylaszczone”… 🙂

        • miałem przyjemność czytać a nawet recenzować rzeczoną książkę Kinga i przyznaję, że trochę mnie wkurzył ten rozziew pomiędzy tytułem a treścią, przy czym akurat nie oczekiwałem, że King napisze jak zostać super popularnym pisarzem… Chyba tajemnica polega na tym, że do tego albo się dochodzi samemu albo w ogóle, tym niemniej na rynku jest ogromna pula ludzi, którzy czekają na podanie im sukcesu na tacy i wydawcy z tego korzystają, tworząc takie kuriozalne tytuły.

          A nie wiem czy pamiętasz, ale w swoim czasie z Tolkienem było takie coś – na rynku funkcjonowały dwa, diametralnie różne przekłady… i budziło to wielkie emocje ;-D

          • …taa, pamiętam:) Żeby temat zamknąć pozytywem… porównałem opko Mellicka z „bizarro bazar” w wersji oryginalnej z tym w naszej wersji krajowej translated by Marek Grzywacz. Dał radę po całości, oddając rewelacyjnie dziełko pierwotne. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s