„Gorefikacje” – recenzja antologii

gorefikacje onibe recenzja

Recenzja antologii: Gorefikacje

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA.
Autor powieści: praca zbiorowa (pełna lista pod tekstem)
Horror / gore
Literatura polska
Nasza ocena: POZYTYW

Na początek krótkie info. Dzisiaj odrobina prywaty – ta recenzja odnosi się do pozycji stworzonej w dużej mierze przez uczestników projektu Niedobre Literki, który animujemy. Czy jesteśmy z tego tytułu stronniczy? Zapewne tak, ale bez obaw, piasku na pustyni sprzedawać naszym Szanownym Czytelnikom nie zamierzamy. Tak więc miłej lektury 😉

Horror to twór dziwny – taki gatunek bez ojczyzny, niby przylepiony do spęczniałego brzuszka fantastyki, ale zarazem odżegnujący się od niej. I odwrotnie: mający ambicję stworzenia własnego pnia genealogicznego, lecz z dużą konsekwencją podbierający geny fantastyce. Horror ma wielbicieli, ma przeciwników, są nawet ludzie, którym jest obojętny – jak tutaj nie zgłupieć? Faktem jest, że dopóki horror traktowany będzie przez wielu twórców jak wygodny śmietnik (zawsze pod ręką i na tyle obszerny, że zmieści się w nim wszystko: od krwiożerczej rośliny po rower z umysłem gestapowca), dopóty nie doczeka się odpowiedniego szacunku. I tutaj pojawia się dobra okazja, aby wspomnieć o Gorefikacjach. Świeżutkiej i rodzimej antologii horroru pisanego nie tylko przez spore „h”, ale i wielkie „g”. Rozwiejmy ewentualne błędne skojarzenia: „g” jak gore, czyli szczególnie krwawa i nieprzyjemna dla pacyfistów, florystów i innych –istów odmiana horroru.

Gorefikacje to czternaście nazwisk – zarówno znanych tudzież uznanych, jak i obiecujących debiutantów – oraz szesnaście opowiadań. Cały projekt wziął w ryzy Tomasz Czarny, wspierany w ambitnych staraniach między innymi przez Marka Grzywacza (dwie postaci znane miłośnikom niszowego bizarro fiction – ale to wcale nie jedyni przedstawiciele bizarrowego desantu w tym przyczółku gore). Efekty? Zaskakująco dobre. Zaskakujące z punktu widzenia tych, którzy na horrorze krzyżyk postawili już dawno, a gore w ogóle traktują jak niegodną wzmianki i nieuleczalnie chorą sierotę. Nie jest to pozycja doskonała, ale do tego wrócimy za chwilę. Na razie przyjrzyjmy się zawartości tego krwawego pakunku.

Jak na antologię, Gorefikacje są wyjątkowo wyrównane pod kątem jakości słowa pisanego. Tomasz Czarny zapewnia we wstępie, że tym razem miało się obejść bez sztucznych wypełniaczy miejsca, teksów dorzuconych na siłę, byle tylko stworzyć tłok za plecami dwóch – trzech szlagierów. Polska nie jest krajem, w którym spełnianie obietnic może się spotkać ze zrozumieniem, tym niemniej twórcy zestawienia zaryzykowali i… całkiem się to opłaciło. Zobaczmy, jak to wygląda detalicznie. Wejście smoka należy do Taliomidu Dawida Kaina – to jeszcze nie jest gore, może nawet nie do końca horror, raczej eklektyczne, nowofalowe KainFiction, zresztą na dobrym, wysokim poziomie. Jest to niezły aperitif, ale zupełnie nieprzygotowujący do starcia z Wyrzygać duszę Łukasza Radeckiego. Tutaj mamy już jazdę bez trzymanki. A raczej (po nabyciu doświadczenia z kolejnymi tekstami) z trzymaniem się kierownicy tylko jedną ręką, ewentualnie dwoma palcami. Krwiście, okrutnie, przerażająco. W skrócie: gore co się zowie. Przy okazji nieco przewrotne i sprytnie rozegrane. Sylwia Błach, jedyna niewiasta w tym samczym gronie, bez kompleksów reprezentuje swoją płeć. Jej Dwa słowa są bolesne… dla facetów. Ot, feministyczny horror (czyżby pleonazm?) z podtekstem. Marek Grzywacz w Dziewczynie, która miała w sobie coś więcej próbuje nas przekonać, iż zagłębianie się – dosłowne – w uroki ludzkiego ciała bywa czynnością o podłożu filozoficznym. W Świątyni Tomasza Czarnego pozostajemy w sferze brutalnych tortur ożenionych, tym razem, z wątkiem religijnym, a wszystko to zostało spięte klamrą opowieści kryminalnej. Ibidem 1 Pawła Matei nie oddala nas daleko od klimatów wykreowanych przez poprzedników, zarazem jednak wnosi pewne ożywienie jako historia cokolwiek gnostyczna i odrobinę absurdalna, w żadnym zaś razie realistyczna. Nieźle w temacie poczyna sobie Karol Mitka – jego Aż po grób, a nawet dalej jest próbą agregacji dosłowności (tekst o zbrodni i karze) z akcentami klasycznego (mniej lub bardziej) horroru – efekt cieszy oko i zdaje się być jednym z lepszych punktów niniejszego gore-programu. Pozory mylą Krzysztofa T. Dąbrowskiego kierują nas z powrotem ku melanżowi krwi, ciała i boskości – niby typowy gore, z krwią dla krwi i bólem dla bólu, ale twist jest, więc jednak więcej niż gore.

Kolejne teksty wprowadzają nieco więcej zróżnicowania. Po jednemu Grzegorza Gajka to opowieść raczej dowcipna niż przerażająca, z rozwiązaniem à la Stephen King, za to z niewielką dawką okrucieństwa spod znaku gore. Ostrzejsze są Coraz większe ryby w akwarium Pawła Waśkiewicza, który udanie połączył dość mocno wyeksploatowany motyw tortur z wątkiem kryminału niemalże noir. Marcin Rojek w Drżeniu przenosi akcenty na pole umysłu: tam szuka i odnajduje swoją ścieżkę horroru. Puszka coli Tomasza Czarnego (bis autora) wykorzystuje w miarę twórczo wątek gore, czyniąc z niego nie treść tekstu, lecz fabularny szczyt. Następny bis, tym razem Marka Grzywacza: Święte mięso to jedna z ciekawszych pozycji w antologii i zarazem, do wyboru, więcej lub mniej niż gore. Rafał Christ w Od 5:00 do 9:00 uderza w ostre tony, serwując nam krwawą i okrutną rozrywkę, ale zaskakująco lekką jak na zawartość, może nawet przewrotnie dowcipną, po trochu pastisz, po trochu odwołanie do filmowej klasyki gatunku – jeszcze jeden debeściak zestawu. Znany szerszemu gronu odbiorców z zamiłowania do drabbli i szortali Rafał Kuleta w Pornopolis pozwala swojemu pióru poszaleć jak nigdy, serwując nieco fantasmagoryczną opowieść o seksualności z dramatem w finale. Pozycja ostatnia, Jajko niespodzianka Tomasza Siwca, to trafne ukoronowanie zbioru. Trochę seksu, odrobina obrzydliwości i niezły, drastyczny twist.

Jako napisaliśmy, Gorefikacje nie są antologią doskonałą. Dobrą, wyrównaną i w gruncie rzeczy pozbawioną zapchajdziur – to na pewno, ale ciągle jednak nie idealną. Największą jej słabością jest zbyt wąski rozrzut tematyczny opowiadań. Wiele – zbyt wiele – z nich koncentruje się na jednym i tym samym szablonie pod tytułem „psychopata + porwana ofiara + tortury = frajda (?)”, co pozwala wysnuć błędny wniosek, iż gore sprowadza się głównie do pisania o krojeniu i męczeniu. Niewykluczone, że gdyby dać autorom więcej czasu, wybrnęliby z zadania lepiej, bo praktycznie w każdym tekście widać niezłą wyobraźnię twórców i naprawdę dobre opanowanie słowa pisanego.

Warto pamiętać, że antologia ta kosztuje szokujące… zero złotych. Pisząc czy czytając recenzje, staramy się nie zwracać uwagi na ten detal, bowiem treść powinna bronić się niezależnie od szemranych powiązań z mamoną, tym niemniej jest rzeczą godną podziwu, iż tak droga pozycja (sic!) nie tylko nie ustępuje licznym antologiom dostępnym za wcale niemałe pieniądze, ale i o wiele je przerasta! Gore jest tematem niszowym, więc próżno oczekiwać, by autorzy dotarli z tymi tekstami do bardzo szerokiego grona odbiorców, acz jedno jest pewne: ci odważni, którzy się skuszą, nie będą rozczarowani. Każdy temat, nawet tak nietuzinkowy, zasługuje na godną oprawę literacką, a ten się właśnie doczekał. Polecam wielbicielom subgatunku, bizarrystom (fani bloga Niedobre Literki odnajdą tutaj niejedno znane sobie nazwisko) i poszukiwaczom nowości, lubiącym przekraczać coraz to nowe granice na drodze do absolutu… Pamiętajcie jednak Wy, którzy po ten zbiór sięgacie, że nie jest to rzecz, którą należałoby czytać, gdyby ktoś zaglądał Wam przez ramię!

___

Metka:

Dawid Kain „Talidomid”
Łukasz Radecki „Wyrzygać duszę”
Sylwia Błach „Dwa słowa”
Marek Grzywacz „Dziewczyna, która miała w sobie coś więcej”
Tomasz Czarny „Świątynia”
Paweł Mateja „Ibidem 1”
Karol Mitka „Aż po grób, a nawet dalej”
Krzysztof T. Dąbrowski „Pozory Mylą”
Grzegorz Gajek „Po jednemu”
Paweł Waśkiewicz „Coraz większe ryby w akwarium”
Marcin Rojek „Drżenie”
Tomasz Czarny „Puszka coli”
Marek Grzywacz „Święte mięso”
Rafał Christ „Od 5:00 do 9:00”
Rafał Kuleta „Pornopolis”
Tomasz Siwiec „Jajko niespodzianka”
Wydanie polskie: 3/2013
Liczba stron: 192
Format: pdf, epub, mobi
ISBN-13: 9788362255375
Wydanie: I

Gildia logo

strong

Reklamy

12 thoughts on “„Gorefikacje” – recenzja antologii

  1. Swego czasu miałam fazę na czytanie horrorów, szczególnie lubiłam obserwować jak wiele można zmieścić w jego konwencji, bo przecież pod tym gatunkiem podpisują się bardzo różne nazwiska tworzące bardzo różne horrory. Jak znajdę czas to z ciekawością zerknę na „Gorefikacje”.

    • horror to gatunek specyficzny – nam również wpada od czasu do czasu faza nań, ale zarazem nie jesteśmy w stanie wytrwać w wierności do takiej literatury. Po każdej przygodzie potrzebujemy odpowiedniego odpoczynku. Gorefikacje wymagają odpoczynku dłuższego, z uwagi na swą drastyczność 😉

      • Swego czasu przeczytałam sporą ilość tytułów z tego gatunku, sięgałam po różnych autorów i różne jego wcielenia… i tak sobie myślę teraz, że do dziś najbardziej pozostał mi w pamięci „Zakazany” Clive’a Barkera. Słynny „Candy Man” powstał na bazie tego opowiadania. Opowieści zbudowane na zasadzie jakiś legend, z dobrym mrocznym klimatem, to jest to po, co najchętniej sięgałam. Z drugiej strony teraz na myśl przychodzi mi świetnie napisane „Miasteczko Salem” Kinga, który znakomicie zbudował napięcie i klimat tej opowieści. I to też lubię – czuć to wiszące w powietrzu napięcie… Ilekroć czytam horrory zadaję sobie pytane; po co to robisz? No właśnie, po co…? Z niektórych doniesień, jak te, gdzie np. matka zabiła trójkę noworodków i wrzuciła je do zamrażalnika i tam leżały kilka lat… mamy horror bez kreacji…

        • są różne horrory – niektóre klimatyczne, inne po prostu krwawe. Gore to horror zdecydowanie idący w stronę makabry i jatki, w sumie więc męczący i trudny, ale ma swoich zwolenników. Zresztą, nawet nam się spodobało to na zasadzie odmiany… choć przyznaję, że w większej ilości jest to problematyczne. Miasteczko Salem jest bardzo dobre, ale czy jest to horror? Czasami trudno zdefiniować co jest, a co nie jest horrorem bo to taki właśnie gatunek osierocony, posklejany i po części sztuczny…

  2. Jak zwykle świetna recka, po której nawet nieobeznani w temacie zapragną pokaleczyć sobie mózgi literaturą spod znaku „gore”. 🙂 Rozważając temat „ideału” w kontekście tego zbioru, należałoby dodatkowo wziąć pod uwagę, że jest to twór typowo gatunkowy, a nie kandydat do nagrody Nike. 🙂 Ja osobiście wyczułem pewien rodzaj „lęku” autorów projektu, by cały zbiorek był naprawdę „gore”. Tych kilka łagodniejszych kawałków, ze świetnym warsztatowo „Po jednemu” Grega Gajka na czele, z jednej strony daje odetchnąć czytelnikowi dopiero zaczynającemu przygodę z ostrą jazdą, z drugiej zaś może „zniesmaczyć” starych wyjadaczy, o totalnie „zepsutych” umysłach i wrażliwości „Fleischwolfa”.
    Ja przeczytałem z nieukrywaną przyjemnością, miejscami wpadając w coś na kształt zachwytu. „Zapchajdziur” rzeczywiście nie było, a całość to absolutne „mustread” każdego fana gatunku. Ode mnie: cztery z plusem za całokształt i wyrazy uznania za zbiorowy wysiłek włożony w projekt, tym bardziej, że dostępny za free, co często bywa mocno niedoceniane.

    • dzięki za dobre słowa – zarówno dla recenzji jak i samej antologii. Zresztą, bardzo słusznie napisałeś: to doskonała pozycja dla wyjadaczy, może nawet nie dość mocna dla nich, ale dla reszty świata to raczej totalny odjazd ;-). Nie wiem czy możliwe jest stworzenie idealnej antologii w przypadku tak wąskiego zakresu gatunkowego – poszczególne opowiadanie lepiej się chyba sprawdzają nie czytane hurtowo a pojedynczo, jako ostre przygody jednorazowe a nie powódź gore…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s