„Ostatni świadek” Marcin Ogdowski – recenzja książki

marcin ogdowski ostatni świadek recenzja onibe

Recenzja książki: Ostatni świadek

___

Recenzja opublikowana na portalu GILDIA.
Autor powieści: Marcin Ogdowski
Sensacyjna / wojenna
Literatura polska
Nasza ocena: POZYTYW

Dawno już minęły czasy, kiedy choćby umiarkowany sens miały żarty o nowych, polskich koloniach w Iraku i Afganistanie. Niewiele, a może nawet nic nie pozostało z nadziei na szybką, zwycięską wojenkę. Wiele lat niesienia stabilizacji, pokoju i dobrobytu ma szansę zakończyć się tak, jak się zaczęło, czyli chaosem i destrukcją. Co ciekawe, opinia publiczna w kraju straciła zainteresowanie poczynaniami naszych G.I.’s – można odnieść wrażenie, że tak politycy, jak i dziennikarze znudzili się kosztowną „zabawką” i skoncentrowali na nowych przekazach medialnych. Jeszcze bardziej zdumiewający jest fakt, iż z wieloletniej wojennej zawieruchy niemal zupełnie nie próbuje korzystać kultura popularna. Wyjątkiem są tutaj serie WarReport i WarBook wydawnictwa Ender, które bez walki, ale za to z podziwu godną konsekwencją próbuje zapełniać te białe plamy i zarazem kreuje się na monopolistę w tej dziedzinie. Po ulokowanych w Iraku fabularnych Rebelii i IX zmianie Marcina Gawędy oraz reportażowo-publicystycznych Afganistanie Piotra Langenfelda i Z Afganistanu.pl Marcina Ogdowskiego przyszedł czas na soczystą sensację z talibami, żołnierzami polskiego kontyngentu wojskowego oraz politykami w rolach głównych. Taki właśnie jest Ostatni świadek – dynamiczny thriller militarny z akcentami à la JAG.

W 2007 roku nasza armia przeżyła swoje prywatne Abu Ghaib. Incydent w Nangar Khel wybudził z letargu drzemiącą w błogiej nieświadomości opinię publiczną i decydentów, wprowadzając zarazem do rachunku nową zmienną. Marcin Ogdowski podejmuje ten wątek i rysuje nam sytuację fikcyjną, ale poniekąd bardzo zbliżoną do wydarzeń z Nangar Khel. Kompania Alfa wpada w zasadzkę w miejscowości Nabud Khel (zbieżność nieprzypadkowa, co oczywiste). Kilku żołnierzy zostaje rannych, jeden ginie. Wkrótce nasi wracają na miejsce starcia. Ich celem jest podbicie serc mieszkańców wioski i przegonienie talibskiego komanda. Efekt jest jednak zupełnie inny. Dochodzi do ciężkich walk, ale najgorsze ma dopiero nadejść w postaci przypadkowo rzuconego granatu. Jego eksplozja zabija afgańska rodzinę i uruchamia lawinę zdarzeń. Media głupieją. Politycy rzucają się sobie do gardeł. Opinia publiczna wydaje werdykt ledwo kilka godzin po feralnej akcji, na długo przed tym, nim prokuratura przeprowadzi własne, wnikliwe śledztwo. W szalonym kotle zarzutów i niechcianej odpowiedzialności ofiar będzie więcej. Będą nimi żołnierze z pierwszej linii, ich koledzy i dowódcy. Nie będą to ofiary śmiertelne, co w niczym nie umniejsza ich ciężaru.

Marcin Ogdowski udowodnił już, że wie, co robi, pisząc o Afganistanie. Ten dziennikarz mediów elektronicznych był w tamtych rejonach nie mniej niż dziesięć razy, towarzysząc naszym żołnierzom i obserwując ich w trakcie codziennej, wojennej rutyny, a więc zarówno podczas przesiadywania w kantynie, jak i kontaktów bojowych z nieprzyjacielem. Efektem był blog i napisana na jego bazie książka reportażowa – wspomniana pozycja Z Afganistanu.pl. Doświadczenie Ogdowskiego jest o tyle warte podkreślenia, że otrzymujemy dzięki niemu powieść bardzo głęboko i realistycznie osadzoną w klimatach współczesnej wojny asymetrycznej, ze wszelkimi jej bolączkami i niezrozumiałymi dla nas zjawiskami. Ogdowski nie ograniczył się zatem jedynie do wiedzy, którą serwują media (a więc, de facto, także i on), do taktyczno-strategicznych rozważań snutych przy mapie, ewentualnie wzbogaconych mądrością książkową. Wręcz przeciwnie: zajrzał – a my wraz z nim – na samo zaplecze konfliktu. Do żołnierskich namiotów, do rozgrzanych wnętrz Rosomaków. Przekłada się to na swobodę, z jaką opisuje wyreżyserowaną przez siebie sytuację, ale i obfitość autentycznych detali, niemożliwych do wymyślenia i wdrożenia przez kogoś, kto nie nawdychał się afgańskiego pyłu. Dotyka to warstwy językowej (mnóstwo żołnierskich neologizmów, spolszczonych anglicyzmów i wyrażeń ze słownika jedynego w swoim rodzaju esperanto, wykształconego w warunkach bojowych, współdzielonych przez towarzyszy broni z dziesiątków krajów świata: helipad, śmiglak, szuszaki, bichata, tiłal) i narracyjnej – wydarzenia wymykają się klasycznym, książkowym czy filmowym wzorcom. Ogdowski nie uległ pokusie stworzenia scenariusza pod kątem srebrnego ekranu – na tyle, na ile było to możliwe, zachował wierność realiom, umiejętnie je „rozpychając” wstawkami gatunkowymi. Te ostatnie, choć nienachalne, doskonale dynamizują całość, sprawiając, że od momentu zazębienia się akcji książka zasysa czytelnika niczym czarna dziura.

O Ostatnim świadku można powiedzieć wiele dobrego. Także to, iż jest to powieść dobrze zbilansowana. Ogdowski wystawił laurkę naszym „misjonarzom” i w ich imieniu odegrał się na politykach – nie ma co ukrywać, że te elementy czyta się wyśmienicie, bo zapewne nie brakuje w naszym kraju obywateli szczerze rozczarowanych postawą tak zwanej elity narodu. Z drugiej strony, podjął wysiłek, aby spojrzeć na wydarzenia z każdej możliwej strony – mimo że pozostaje sercem i piórem po stronie szarych żołnierzy, nie stał się stronniczy. Bez usprawiedliwiania głupoty, bez szukania ekwilibrystycznych uzasadnień istnienia „polskiego piekiełka”, autor dostrzegł, że nie wszystko, co z pozoru złe, rzeczywiście złem jest. W skomplikowanym świecie, pełnym złożonych relacji pomiędzy uczestnikami wydarzeń, prawd bywa tyle, ilu świadków. A Ostatni świadek pozostaje w pamięci nie z uwagi na głośno rzucane oskarżenia, ale raczej rzetelnie odwzorowane portrety ludzi po jednej i drugiej stronie barykady… Ludzi takich jak my sami. Polecam.

___

Metka:

Autor: Marcin Ogdowski
Wydawnictwo: Ender
Miejsce wydania: Ustroń
Wydanie polskie: 3/2013
Seria wydawnicza: War Book
Liczba stron: 288
Format: 144 x 207 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788362730100
Wydanie: I
Cena z okładki: 34.90 zł

Gildia logo

Reklamy

2 thoughts on “„Ostatni świadek” Marcin Ogdowski – recenzja książki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s