Felieton Miesięcznik Literacki # 14 – wrzesień

Z typowym, jakże uroczym poślizgiem prezentujemy wrześniowe podsumowania literackie.

Co dobrego dla Was mamy? Na przykład kilka przemyśleń o tym, jak niebezpiecznym zawodem może być praca… agenta literackiego. A jeśli myślicie, że Danielle Steel jest płodnym twórcą tak zwanej literatury, to wiedzcie, że są na świecie ludzie, którym nie dorasta do klawiatury!

Miłej lektury! 

MIESIĘCZNIK LITERACKI – WRZESIEŃ 2012  

Gdy myślicie o niebezpiecznych zawodach, jakie przykłady przychodzą Wam do głowy? Strażak? Policjant? Górnik? Z pewnością nikt nie zaliczyłby do tej grupy… agenta literackiego. Czy zajmowanie się literaturą może być niebezpieczne? Mógłby ktoś, słusznie, zapytać. Tak, jeśli decyduje się o „być albo nie być” co bardziej krewkich pisarzy. Dowód? Proszę bardzo!

Mieszkająca w San José agentka literacka, Pam van Hylckama, została zaatakowana w swoim samochodzie. Sprawca najpierw zapukał w lusterko po stronie kierowcy, a kiedy kobieta opuściła szybę, złapał ją za głowę i zaczął nią uderzać o kierownicę. Na szczęście kobieta podróżowała ze swoimi dwoma psami. Jeden z nich ruszył do ataku i pogryzł mężczyznę, zmuszając go do ucieczki. Początkowo van Hylckama myślała, że była to przypadkowa napaść, za namową rodziny skontaktowała się jednak z policją. Gdy funkcjonariusze dowiedzieli się, że kobieta pracuje jako agentka literacka, doszli do wniosku, że sprawca musi być jedną z osób, których prace odrzuciła. Van Hylckama przyznała, że otrzymywała ostatnio e-maile o treści „Nienawidzę cię, chcę, żebyś umarła i zabiję cię”, ale zignorowała je, ponieważ agenci literaccy często otrzymują pełne jadu odpowiedzi. Policja postanowiła jednak sprawdzić tego szczególnego nadawcę po adresie, jaki załączył do przesłanego manuskryptu[1].

W trakcie wizyty u podejrzanego mężczyzny, policji udało się potwierdzić, że to on zaatakował agentkę. W jaki sposób? Dzięki śladom po psich kłach…

Problemów ze swoim agentem literackim nie ma z pewnością Amerykanin Philip M. Parker. Opublikował on bowiem… sto tysięcy książek! Jak donosi dziennik „The Huffington Post”, miano najbardziej płodnego pisarza można przypisywać Parkerowi już od 2008 roku, jedynie liczba wydanych pozycji z roku na rok wzrasta. Zakres tematyczny książek Amerykanina jest imponujący – od toreb golfowych, statków i gotowania aż po królów czy narkolepsję. Parker jest autorem ponad 180 książek dotyczących butów, ponad 200 tytułów o wosku oraz 6 o kwaśnych marynatach z czerwonej kapusty[2].

Jeśli wydaje się Wam, że Parker pisuje broszurki, możecie się zdziwić. Jedna z publikacji Amerykanina liczy sobie 677 stron, a traktuje o… perspektywach dla szczotek do WC i uchwytów w Stanach Zjednoczonych na lata 2007-2012. Wszystko to za sprawą komputera, który pisze za niego! Podobno, wyprodukowanie jednej pozycji do jego obszernej bibliografii zajmuje urządzeniu około 20 minut. Proces przebiega w następujący sposób: profesor podaje komputerowi informacje o konkretnym zagadnieniu, jakie go w danym momencie interesuje, potem podłącza sprzęt do dużej bazy danych, komputer zaś przy pomocy opracowanych naukowo algorytmów wybiera odpowiednie dane i formatuje w postaci książek. (…) Parker pisze również książki w tradycyjny sposób. Ale tą nieefektywną metodą dorobił się zaledwie pięciu wydanych publikacji[3].

Spośród stu tysięcy pozycji z pewnością sporo znalazłoby się zupełnie niepotrzebnych i niechcianych, przynajmniej przez szersze grono czytelników. Książki Parkera można drukować na żądanie, nie powiększają więc w żaden sposób wycinki lasów. Co jednak zrobić z innymi, wydanymi, publikacjami, których nie chce nikt czytać?

Na świetny pomysł wpadli hiszpańscy artyści – w ramach odbywającego się w Melbourne w Australii festiwalu świateł przygotowali instalację przypominającą płynącą ulicami rzekę rozświetlonych książek. Prace nad przemienieniem placu oraz przylegających do niego ulic w przestrzeń władaną słowem pisanym zajęły miesiąc czasu. Do projektu wykorzystano łącznie dziesięć tysięcy książek uznanych za przestarzałe i wyrzuconych przez biblioteki publiczne[4].

Projekt trwał miesiąc, a ostatniej nocy… chętni mogli zabrać ze sobą interesujące ich publikacje. Miejmy nadzieję, że większość książek znalazła dla siebie nowy dom, i że za parę lat nie zasilą ponownie półek bibliotek, antykwariatów lub nie wrócą na ulicę… Sami przyznacie, że jest to swego rodzaju postęp w porównaniu z bardziej barbarzyńskimi metodami wykorzystywania książek, które mieliście okazję poznać w naszym podsumowaniu miesiąc temu.

[1] http://kultura.onet.pl/literatura/agentka-literacka-zaatakowana-przez-autora-odrzuco,1,5248640,artykul.html.

[2] http://booklips.pl/newsy/swiatowy-rekord-autor-napisal-ponad-sto-tysiecy-ksiazek/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=swiatowy-rekord-autor-napisal-ponad-sto-tysiecy-ksiazek.

[3] http://booklips.pl/newsy/swiatowy-rekord-autor-napisal-ponad-sto-tysiecy-ksiazek/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=swiatowy-rekord-autor-napisal-ponad-sto-tysiecy-ksiazek.

[4] http://www.funkydiva.pl/2012/09/17/10-000-niechcianych-ksiazek-jako-lampki-uliczne/.

Artykuł dostępny jest na Qfancie – możecie go przeczytać TUTAJ. 

Reklamy

8 thoughts on “Felieton Miesięcznik Literacki # 14 – wrzesień

  1. Jako potencjalnie odrzuconej autorce tłumaczeń, daje mi to materiał do przemyśleń…

  2. Ha ha… więcej takich rzeczy u Was poproszę. Ubawiłam się tym wpisem, że nie powiem;D Ten Parker to już mnie powalił na kolana:D PozdrawiaM

    • jasne, że będzie więcej… choć może niekoniecznie takich ;-). Aczkolwiek rzeczywistość dostarcza – póki co – sporej dawki fajnych zjawisk do opisania więc… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s