Krytyk Serialny #2 – Mentalista

Pierwsze koty już spadły z płotów. Dzisiaj kontynuujemy nasze znęcanie się nad serialami. Nie będziemy się powtarzać jeśli chodzi o ideę naszej pisaniny – szczegóły są do poczytania we wpisie numer jeden, który jest swego rodzaju manifestem programowym 😉

Dosyć chodzenia opłotkami. Zobaczmy co spadło z ekranu w nasze gotowe, rozwarte ramiona… Chwila niepokoju. Werble. Trąbka. I tak, proszę państwa, już wszystko wiemy: pora na „Mentalistę”

Zapraszamy do lektury – i niezależnie od wszystkiego pamiętajcie, że my tak niezupełnie na poważnie 😉

Sprawca zamieszania: Krytyk Serialny (rocznik 1982)

Ofiara: #2 – „Mentalista”

Pochodzenie ofiary: Hameryka

Żywotność ofiary: spora (leci sezon nr 5)

Kaliber ofiary: kryminał w wersji ultra lajt

Wymogi dotyczące konsumpcji ofiary: lek homeopatyczny – działa w małych dawkach, o ile w ogóle i lepiej nie analizować jego składu

Wyrok:

Kolejna z miliona wariacji na temat układu idealnego – to znaczy idealnego w serialach kryminalnych, nie próbujcie tego w Waszych związkach – a mianowicie: policjant plus naukowiec versus reszta świata. Tym razem policjantem jest policjantka Teresa Lisbon (wreszcie ktoś poszedł po rozum do głowy i stworzył nazwisko bohaterki, które jest łatwe do zapamiętania – o ile, rzecz jasna, jesteśmy kumaci w grze w stolice). Teresa jest właściwie funkcjonariuszką CBI – California Bureau of Investigation, lokalnego odpowiednika FBI. Co ciekawe, CBI istniało rzeczywiście jako wyspecjalizowana komórka prokuratora okręgowego, obecnie przekształcona po prostu w BI – Bureau of Investigation.

Oj, zrobiło się poważnie, a my przecież chcielibyśmy odrobinę sobie pokpić. Przejdźmy zatem do rzeczy – do kilku rzeczy, a pierwszą niechaj będzie wspomniana już Teresa Lisbon. Bo, po pierwsze, i tak od niej zaczęliśmy, po drugie – hmm… bo tak! Teresa jest w rzeczy samej jedną z naszych ulubionych filmowych policjantek i jeśli wydaje się Wam, że powyższe słowa wyszły spod rąk męskiej połówki Onibe to… macie oczywiście rację ;-). Teresa (znana z jakże pamiętnej „Szkoły czarownic” Robin Tunney) to niewysoka, niekoniecznie rakietowo-szczupła brunetka z cholernie fajnym uśmiechem na twarzy. I cokolwiek rozbrajającą miną, która niekoniecznie przystoi agentce instytucji rządowej, ale robi swoje w temacie ugłaskiwania widzów płci brzydszej.

To jednak nie Teresa ale tytułowy Mentalista jest gwoździem programu. Gwoździem, młotkiem i deską zarazem, bowiem Patrick Jane – o nim mowa – jest niczym alfa i omega, początek i koniec, Rydzyk i Palikot. Mówiąc krótko: on to serial ten czyni, bez niego moglibyśmy co najwyżej obejrzeć napisy końcowe.

Mentalista potrafi wiele. Niewykluczone, że wszystko. Jest typem naukowca, ale podkreślamy słowo „typem”, czyli de facto gra rolę jajogłowego, wpychając się w naukową niszę i uzupełniając swoją twardą partnerkę Teresę, która jak na kobietę przystało, nosi w tym związku spodnie i macha pistoletem. Mentalista jest czymś pomiędzy iluzjonistą a psychologiem. Potrafi idealnie odczytywać ludzkie emocje. Analizując zachowania podejrzanych jest w stanie orzekać o ich winie lub niewinności. Ma przy tym wrodzony wdzięk słonia w składzie antymaterii. Co i rusz depcze czyjeś stopy, chętnie także – powodowany naukową ciekawością – wpycha palce w różne rany i próbuje nimi kręcić, aż do uzyskania stosownego efektu. Oczywiście: wszystko to na poziomie mentalnym. Mentalista jest bowiem dobrym wujkiem, który nigdy, ale to nigdy, nie zniża się do czegoś równie trywialnego jak przemoc. Do bicia po mordce służy słodziutka Teresa Lisbon i jej stadko agentów.

A skoro o agentach mowa – grzechem śmiertelnym byłoby nie wspomnieć o jedynym, który naprawdę na uwagę zasługuje. Mowa o Cho: Azjacie naszkicowanym z przymrużeniem oka. Cho zawsze zachowuje kamienną twarz, niezależnie od okoliczności. Jeśli już się odzywa, to słowa odmierza po aptekarsku: im mniej, tym lepiej, zawsze przy tym celnie. Zagładę świata skwitowałby zapewne krótkim „hmmm”, możliwe że by się przy tym uśmiechnął. Faktem jest, że przez – nomen omen – mentalną gardę Cho przebić się nie sposób. Facet jest zagadką (pozornie gapowaty, zaskakująco przenikliwy, czasami zdaje się rozgrywać swoich kolegów i koleżanki jak przedszkolanka dzieciaki), ale zarazem budzi sympatię i wyrasta na gwiazdę drugiego planu. A może nawet trzeciego? Nie ważne – liczy się, że jest zarazem przeciwnym wobec Mentalisty biegunem wszechrzeczy, jak i solidną opoką dla jego poczynań.

No dobrze, a wątki kryminalne? Masakra. Lepiej było tego pytania nie zadawać. W zasadzie to warto zapamiętać, że „Mentalistę” ogląda się dla specyficznego poczucia humoru i ewentualnie ładnego półprofilu agentki Lisbon. Afery kryminalne rozwiązywane są natomiast w ten sposób, że po wielu strzałach w ciemno (na ogół celnych) Mentalista decyduje pod koniec odcinka kto jest winny. Bez dowodów, ot, na podstawie własnej analizy wskazuje TEGO ZŁEGO. Tamten mówi, że jest niewinny. Na to Mentalista, że owszem, jest winny, bo on tak uważa. No i wtedy ten zły kapituluje, przyznaje się do wszystkiego. Bez dedukcji, bez gromadzenia dowodów, bez zaglądania pod mikroskop. Zapewne także bez konieczności zatrudniania adwokatów i wysłuchiwania tych wszystkich przemów, o oglądaniu faktur nie wspominając. Czyż nie jest to piękne?

Podsumowanie: muszę przyznać – ku zaskoczeniu własnemu, żony i ojczyzny – że „Mentalista” się ma prawo podobać. Czemu? Może dlatego, że jest od początku do końca utrzymamy w kanwie opowieści lekkiej, bez silenia się na intelektualne szczyty fabularne. Sama idea Mentalisty to oczywiście ściema, ale jest to ściema przyjemnie podana. Warto jednak z „Mentalistą” nie przesadzać. Jeden sezon to w sam raz. Później rok przerwy i kolejny. Czyli, tak zwana dwupolówka…

Co by o naszej ofierze pomyślał Poirot? Założymy się o każdą ilość pomady do wąsów, że Poirot nie doceniłby Patricka Jane’a vel Mentalisty. Dociekliwy Belg nigdy nie zgodziłby się na wysnuwanie krytycznych wniosków jedynie na podstawie mowy ciała. W czasach Poirota tak to nie działało… No i chyba słowo „dedukcja” polegało na czymś innym, niż na wróżeniu z mętnego scenariusza.

Advertisements

14 thoughts on “Krytyk Serialny #2 – Mentalista

  1. Świetny usypiacz. Spokojna akcja, pełna kultura, a przemocy mniej niż w Żwirku i Muchomorku. Czego chcieć więcej. Przed snem.

    • czasami takie coś jest bardzo ok – rzecz w sam raz aby np. poczytać prasówkę i zarazem nic nie stracić z intrygi 😉

  2. Nie napiszę nic nowego, jeżeli przyznam racje, że przed snem jest (czasami) nawet OK chociaż wolę krzyżówkę albo lepiej jakąś książkę.

    • krzyżówka? Ja przed snem jestem raczej otępiały, więc chyba bym nie podziałał zbyt intensywnie ;-). Ale pomysł zacny, się chwali ;-D

  3. Jakoś nigdy nie skusiłam się na „Mentalistę”. Pewnie wynika to stąd, że do seriali kryminalnych mnie nie ciągnie. Choć, choć… podobał mi się „Life on mars”; bo muzyka dobra, bo zaje-fajne dialogi i historia, której koniec chcesz poznać, ale pewnie o tym już mówiłam bo to jeden z nielicznych seriali w tym gatunku. Odnośnie liczby sezonów to powiem szczerze, że w niektórych serialach ich ilość oraz ilość odcinków na każdy sezon – dobija.

    • tak, ilość sezonów potrafi rozwalić… to chyba mechanizm wykorzystujący siłę ludzkiego przyzwyczajenia. Zdarzyło mi się parę razy oglądać późne sezony serii chwalonych przez znajomych i chyba nie miałem mądrej miny: po prostu nie kumałem co się może w tym ludziom podobać.

      • To raczej mechanizmy wykorzystujące siłę ludzkiej wytrzymałości. Ja np. polubiłam Deana i Sama z „Supernatural” i oglądałam ten serial, ale ilość odcinków i sezonów mnie wykończyła. Po prostu widać, że oni już z tym jak z krową, która daje mleko…

        • ano, tak samo jest z produkcją prequeli, sequeli i różnych dziwnych kontynuacji rzeczy, które teoretycznie się już skończyły…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s