Wylewanie dziecka z kąpielą, czyli słów kilka o aborcyjnych wątpliwościach

Obiecałem sobie, że nie napiszę ni słowa. Ani jednego. Bo, po pierwsze: po co? Po drugie: po co? I wreszcie, po trzecie: po co?

Na powyższe pytania nadal odpowiedzi udzielić nie potrafię, ale jednak szlag mnie trafił i postanowiłem, że napiszę. W jakim temacie? Oczywiście chodzi o zaostrzenie ustawy aborcyjnej.

First things first, czyli zacznijmy od wyłożenia kart na stół. Nie jestem zdecydowanym zwolennikiem aborcji. Nie jestem też jej przeciwnikiem. Dopuszczam wolność decydowania. Rozumiem, że wolność ta w pewnych przypadkach może być ograniczona. Owszem, każde ograniczenie wolności jest jej zubożeniem, ale nie ma co się oszukiwać: funkcjonowanie w społeczeństwie wymusza pewne ograniczenia. Inaczej się nie da. Często jednak możliwe jest wypracowanie pewnego kompromisu. Kompromis to było coś, co panowało do tej pory w sprawach aborcji w Polsce. Zwolennicy nie mieli takiej swobody jakiej sobie życzyli. Przeciwnicy zaś nie mogli swobodnie wtrącać do więzień osób na aborcję się decydujących. Nie mogli im też tego zakazać, a przynajmniej nie całkowicie. Tak się przypadkiem składa, że i nam zdarzyło się niemalże decydować. Niemalże, bowiem ostatecznie los rozstrzygnął za nas i było to rozstrzygnięcie pozytywne, za co jednak nie dziękujemy politykom czy moherom, ale przypadkowi, który miał dobry humor. Może jeszcze Bogu, o ile w tego wierzymy (rzecz ta nie jest tematem niniejszego tekstu, więc celowo ją marginalizujemy). Faktem jest, że sama świadomość, iż decyzję będzie trzeba podjąć sprawiła iż problem całkowicie wirtualny i dotyczący obcych ludzi, nagle wkroczył z butami w nasz świat. I powiem jedno: takie zderzenie z rzeczywistością jest chyba jedyną siłą, która potrafi zmusić człowieka do realnego przemyślenia kwestii. Dystans z kolei ułatwia wyszukiwanie rozwiązań pozornych i takich, od których później i  tak byśmy się mogli odżegnać, gdyby okazało się że sprawa nas jednak dotyczy.

Decyzja o podjęciu aborcji jest bardzo trudna i stanowi poważne wyzwanie dla każdego myślącego, odpowiedzialnego człowieka. Naszym zdaniem tak to powinno wyglądać: przedstawić „za” i „przeciw”, następnie zaś pozwolić zainteresowanemu zmierzyć się z problemem i ulokować ów problem w kontekście własnego sumienia i możliwości.

W tej dyskusji zwolennicy aborcji są stroną z założenia bardziej pokrzywdzoną, bo cała dyskusja dotyczy ich. Zwolennik aborcji nie nakaże przeciwnikowi aborcji aby ten pozbył się swojego dziecka. Nawet nie jest tym zainteresowany. Nie znam żadnego zwolennika aborcji (co jest generalnie szeroko rozumianym pojęciem), który snułby plany przymusowej eksterminacji nienarodzonych. Zwolennicy aborcji walczą o swoje prawa. Swoje i swoich bliskich. Przeciwnicy aborcji nie walczą o swoje prawa, bowiem przecież te są pełne: nikt im niczego nie nakazuje. Nikt ich nie zmusza do uczestniczenia w procederze. Mało tego, prawo i normy społeczne odgórnie ograniczają możliwości aborcji, spychają ją na margines, dzięki czemu przeciwnicy aborcji są rozpieszczani jako ci lepsi, moralniejsi – co jest oczywistą bzdurą, ale przecież nie da się stworzyć społeczeństwa z tych wszystkich niedouczonych Kowalskich i Fąfarów bez odpowiedniej dozy głupoty i absurdu, prawda?

Problem nie polega na dopuszczeniu swobodnej aborcji, ale na zakazaniu aborcji w przypadkach, które do tej pory były uznawane za pozostające poza dyskusją. Mianowicie wtedy, kiedy wiadomo, że dziecko będzie poważnym kaleką (Projekt nowelizacji ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży – zgłoszony przez posłów SP – wprowadza zakaz przerywania ciąży w przypadkach, gdy występuje duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Autorzy projektu nazywają to zakazem „aborcji eugenicznej”. Za Onet). Ale zaraz, zaraz… czy rzeczywiście napisałem „poza dyskusją”? Chyba tak. Mój błąd. Dyskusja bowiem była od zawsze: przeciwnicy aborcji zwracali uwagę na fakt, że każdy człowiek zasługuje na ochronę życia. Słusznie. Też bym tak właśnie mówił, gdyby mnie to nie kosztowało nawet grosza. Właściwie to – cudowna sprawa – nic mnie nie kosztuje. Na kogo spada ciężar opieki nad niepełnosprawnymi dziećmi? Na rodziców. Jakiś tam rodziców. Anonimowe ofiary systemu, przymusowych ochotników w korowodzie wyższej moralności. Kluczem jest tutaj słowo „jakiś”. Bo sprawa dotyka ludzi obcych, nam nieznanych. A może powinno być tak, że skoro deklaruję bezgraniczne poparcie dla życia, to powinienem mieć w ochronie tego życia udział większy niż tylko zrzucenie garba na cudze barki? Może powinniśmy zmodyfikować prawo dalej? Ok, zakażmy aborcji, ale skoro rodzice nie czują się na siłach wychowywać kalekich dzieci to ułatwmy ich adopcję – dzieci, nie rodziców – przeciwnikom aborcji i absolutnym miłośnikom życia w postaci każdej. Zakładam, że ci ludzie właśnie tego chcą: chronią życie, niech się więc nim cieszą. Niech się poświęcą. Nie ich problem? Cóż, może właśnie dlatego się nie potrafimy dogadać, bowiem ci, których problem dotyka są ubezwłasnowolniani.

Pogadajmy o zasiłkach pielęgnacyjnych. O tym, że ludzie obarczeni kalekimi dziećmi często głodują i żyją w warunkach urągających godności ludzkiej egzystencji. Tej samej, o którą podobno walczymy. Pogadajmy o dziwnym paradoksie, wedle którego wszyscy są zainteresowani komórką jajową i magicznym momentem, w którym staje się ona człowiekiem (ostatnie ustalenia przesuwają tę granicę jeszcze przed momentem poczęcie – już sama myśl o poczęciu jest bodaj decydująca), ale cholernie mało ludzi jest zainteresowanych tym, co z tej komórki wyrasta, czyli dzieckiem. Na przykład kalekim i niezdolnym do samodzielnego życia. Pogadajmy o przyszłości tych dzieci. Pogadajmy co się z nimi dzieje, kiedy ich rodzice umierają – a w przeciwieństwie do zdrowych dzieci nie wystarczy tutaj przeczekać do uzyskania odpowiedniego wieku i powiązanej z nim dojrzałości. Pogadajmy co zrobić, aby ochrona życia była pełna. Pogadajmy wreszcie o tym, że skoro życie zaczyna się w łonie matki, to nie kończy się z chwilą jego opuszczenia. Człowiek to istota, której egzystencja rozciąga się także na młodość. A nawet starość. Ten człowiek, o którego życie walczymy w łonie, może być kiedyś kobietą, której kiedyś odmówimy prawa do decydowania o własnym ciele. Lub mężczyzną, który ze zdumieniem się dowie, że o losie jego rodziny zdecydowali rasowi politycy produkujący prawo dla innych, ale sami żyjący wedle własnego widzimisię.

Zastanawiam się czy nie jest absurdem, że o tak wielu tematach życiowych decyduje kościół, a więc instytucja, która z życiem ma wspólnego niewiele. Kościół to rodzaj muzeum (mauzoleum?), którego kustosze przekonują, iż wiszące na ścianach zakurzone obrazy są znacznie ciekawsze od kolorowej telewizji (co czasami ma sens, ale czasami go nie ma). Kościół wyrzekł się – oficjalnie – ziemskich rozkoszy, ale nigdy nie wyrzekł się zaglądania ludziom pod kołderkę. Kościół, będący instytucją na wskroś męską (bo siostrzyczki traktowane są tam jak pracownicy trzeciej kategorii i sukcesem jest, jeśli mogą rządzić same sobą, ale nigdy nie pozwala się im rządzić mężczyznami) decyduje co jest najlepsze dla kobiet. Kościół, który nie uczestniczy w procesie wychowania zdaje się wiedzieć jak wychowanie powinno przebiegać. Kościół, który tak naprawdę nie potrafi się uporać z seksualnością własnych urzędników, który spycha ją pod dywan i udaje że czegoś takiego nie ma, przedstawia gotowe odpowiedzi na pytania, na które odpowiadać powinni przecież zwykli ludzie. Tacy, którzy zmagają się z problemami partnerstwa, małżeństwa, wspólnego dzielenia każdej złotówki i zbyt wąskiej kołderki na łóżku. To jeden z grzechów problematyki aborcyjnej.

Drugi, dość mocno powiązany z pierwszym, jest taki, iż w temacie najwięcej do powiedzenia mają faceci. Mnie się wydaje, że jeśli sprawa nie dotyczy mnie bezpośrednio i w żaden sposób dotyczyć nie może (choćbym stanął na głowie to w ciążę nie zajdę), powinienem mieć bardziej ograniczone prawa do rozporządzania zdrowiem i życiem osób, które biologicznie od tematu nie są w stanie uciec. Czyli tych, no, jak im tam…? Acha: kobiet. A jeśli już wyrażam swoje zdanie – jak to czynię niniejszym – to mniejszą hipokryzją jest w moim wykonaniu obrona kogoś niż na niego atak. Tak to widzę.

Można by tak sobie gadać i gadać, ale nawet tysiąc stron tekstu nie przybliży mnie do zrozumienia fenomenu zjawiska: jakąż radość mogą odczuwać ludzie zakazując innym czegoś, co w żaden sposób nie ogranicza ich własnego prawa do szczęścia?

Czy da się znaleźć tutaj jakiś kompromis? Kompromis rozumiany jako punkt mniej więcej po środku, nie jako triumf jednej ze stron i łaskawie rzucony na podłogę ochłap. Spada moja wiara w takie zjawisko i tego się boję, bowiem brak kompromisów w tak ważnych kwestiach zradykalizuje nasze i tak cierpiące na przerost ego społeczeństwo hipokrytów.

Jeszcze trzy adnotacje.

1. W Polsce, w myśl obecnie obowiązujących (od 1993 r.) przepisów, aborcji można dokonywać, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej, jest duże prawdopodobieństwo ciężkiego i
nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (w obu przypadkach do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej) lub gdy ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego (za Onetem).

2. O życiu i śmierci myślałem ostatnio dużo, znacznie więcej niż bym chciał. Na onibe unikamy bardzo prywatnych przemyśleń, ale chyba za jakiś czas pojawi się kilka słów od serca, które być może rozwiną to co się pojawiło tutaj.

3. Politycy głosujący za ustawą zostali przeze mnie niniejszym skreśleni. Na początek po prostu odbieram im swój głos. Nigdy go już nie dostaną. Ale ciśnie się na usta gorzkie przemyślenie, że gdyby ich rodzice mieli kiedyś lżejszy stosunek do aborcji, to dzisiaj świat byłby przyjaźniejszym miejscem… Czyżby więc nie zawsze aborcja była złem?

Reklamy

26 thoughts on “Wylewanie dziecka z kąpielą, czyli słów kilka o aborcyjnych wątpliwościach

  1. Nic dodać, nic ująć. Zgadzam się w stu procentach, tak jakbym to ja napisała. Może dodam tylko jedno. Czasami odnoszę takie wrażenie, że przeciwnicy aborcji chcą nam wmówić, że kobiety o niczym innym nie myślą tylko o aborcji, gdyby oni nie zakazali jej, wszystkie kobiety jak jedna, w przerwie śniadaniowej polecą na skrobanki zamiast na kawę. Przecież nikt tego nie robi dla przyjemności!

    • no właśnie, dla praktycznie każdej kobiety decyzja tego typu jest trudna. A te panie, dla których trudna nie jest i tak przecież znajdą sposób. Wszystko się zatem sprowadza do utrudniania życia ludziom, którzy potrzebują pomocy w imię karania tych, których kara się nie ima…

  2. Z aborcją to jest problem. Problem natury etycznej, sumienia, przekonań, wiary, wyboru, jej konsekwencji dla psychiki kobiety, etc. – stąd wywołuje tyle emocji. Nawet niedawno rozmawiałam o tym ze znajomą. Powiem tak, kobieta musi mieć wolność wyboru, musimy nauczyć się szanować to, że druga osoba może mieć inne poglądy, ale nie chciałabym by odzwierciedleniem tej wolności było spowszechnienie skrobanki do tego stopnia, że pani X mająca 20 lat ma już kilka aborcji za sobą bo traktuje je, jak inne zabiegi czy rodzaj kalkulacji; popatrzmy co dzieje się w Indiach: SYN jest „cennym dzieckiem”, a dziewczynka nie zawsze i z tego powodu tam dochodzi do tysięcy skrobanek tylko dlatego, że rodzicom nie spodobała się płeć dziecka (syn na starość jest jakby polisą dla rodziców, a córka idąca z mężem już nie). Obecna ustawa zawiera to, na co w temacie aborcji mogę się zgodzić: gwałt, zagrożenie dla życia matki czy upośledzenie płodu. Ja innej możliwości nie dopuszczam, ale będąc szczera z samą sobą, nie potrafię oceniać innych kobiet, które dopuściły się jej z innego powodu. To wybór każdej kobiety, która ponosi konsekwencje porodu lub aborcji. Zresztą politycy to mogą sobie dyskutować a rynek aborcyjny istnieje, czasem się o nim napomknie więcej lub mniej. Problemem jest też to, o czym jest w tekście, że najwięcej do powiedzenia o aborcji mają faceci, albo dopuszcza się do głosu tylko kobiety reprezentujące ekstremalnie różne stanowiska.

    • wydaje mi się, że wygląda to tak: jak się ma 14 lub 15 lat to się człowiekowi wydaje, że wszystko już wie. I taki 14-15 letni człowiek z całą stanowczością twierdzi, że natychmiast podda się aborcji bądź też nie podda się jej nigdy. Mając to na uwadze wprowadzamy prawo, które uderzy nie tylko w rozwydrzone nastolatki, których nikt nie wychował i nikt im nie zapewnił bezpieczeństwa, ale w potężną grupę kobiet w wieku 25 – 35 lat, które swoje już przeżyły i które choćby na podstawie własnych doświadczeń mają jakieś podstawy do roztrząsania tego problemu pod swoim katem.

      a co powiesz na sytuację, kiedy kobieta nie chce dziecka. Bo nie. Chce się go pozbyć. Bo tak. Zmuśmy ją by donosiła ciążę i… co dalej? Zmuśmy ją by wychowała dziecko w miłości. Tylko jak? Przecież to niemożliwe. To prosta droga do tego by kaleki produkowały kaleki – ciąg nieszczęścia zostaje utrzymany. Tak więc, summa summarum, musimy się nauczyć sobie ufać. Uznać, że może do iluś aborcji dojdzie niepotrzebnie, ale w zamian znacznie więcej kobiet uzyska prawo do życia zgodnie z własną oceną. A przecież na tym polega dorosłość: na ocenianiu wydarzeń i podejmowaniu najlepszych możliwych decyzji.

      • tak, jak już napisałam wcześniej, wolność musi być, bo to decyzja konkretnej kobiety, a nie moja czy społeczeństwa. Nie oceniam kobiet, które zrobiły to nawet z takiego powodu, że dziecko nie jest im do szczęścia potrzebne. Bo jakie ja mam do tego prawo? Ja tego bym nie zrobiła, ale szanuję wolność innej kobiety i jej sytuację życiową, która czasem może być trudna. Ważne, aby kobieta podjęła decyzję świadomie i sama. Tylko, że znam kobiety, dla których aborcja jest czymś tak… nie potrafię tego wyrazić w słowach. Może inaczej. Zamiast się zabezpieczać co chwila wpadają i chodzą na skrobanki… A tego nie potrafię zaakceptować i temu mówię nie. Dla mnie cel nie uświęca środków. Aborcje, które są niepotrzebne, są nimi.

        • powiem tak: zgadzamy się niemal we wszystkim, a detale nie są ważne ;-). Chyba w tym przypadku wszystko sprowadza się nie do aborcji jako takiej, ale do pewnego despotyzmu i nietolerancji w dyskursie publicznym. Gdybyśmy – jako społeczeństwo – potrafili dogadać się na innym poziomie, to przecież aborcja nie stanowiłaby problemu. Stanowi go dlatego, że spaliliśmy mosty i idziemy na ostre. Źle, bardzo źle. Zwłaszcza, że mimo wszystko, typowych głupków jest w tej dyskusji niewielu. A ludzie inteligentni pozwalają sobie robić sieczkę w głowie i ulegają emocjom…

          kobiety o których piszesz… te idące na łatwiznę. To przykre, ale nie możemy na ich podstawie karać innych. To tak jakby odebrać prawo jazdy wszystkim ludziom na podstawie takiej, że paru pijaków jest w stanie spowodować ileś wypadków na drogach…

  3. Wiesz, że w pełni sie z tobą zgadzam, tylko nie umiem tak ładnie pisac. Pozdrawiam!

  4. Ja tamtych też skreśliłem. Polityków-fundamentalistów.
    A Ty masz u mnie punkt! Albo Wy macie u mnie punkt.
    To razem już dwa punkty 🙂
    Pozdrawiam

    • a jak zbierzemy dużo punktów to możemy je zamienić na samochód? 😉
      hehe, pozdrawiamy a wszelkiemu fundamentalizmowi mówimy stanowcze „niet!”

  5. Prawda jest taka, że zbliżają się wybory, kolejne przepychanki, temat aborcji wtedy dziwnie ożywa…. popieram to co napisałeś… Pomoc socjalna w naszym kraju jest tragiczna… nikt się nie zastanawia kto się dziećmi-dorosłymi opiekuje, gdy dorosną, ba przecież to już nie dzieci, dorośli itd. Dość obłudne i zakłamane kłania się „Moralność Pani Dulskiej”… jestem za wolnym wyborem, każda Kobieta ma do tego prawo. Aborcje odbywają się, będą się odbywać… będę, tylko parę razy droższe niż teraz…. ginekolog chyba najbardziej dochodowy zawód w dzisiejszych czasach.

    • podziemie aborcyjne jest spore i dochodowe. Prawda jest taka, że ludzie bogaci lub choćby średnio sytuowani jeśli potrzebują aborcji to sobie wsiadają w auto i jadą do kraju, gdzie aborcja jest nie tylko legalna, ale gdzie mogą liczyć na fachową opiekę przed, w trakcie i po. Biedni ludzie, czyli ci o których tak bardzo się politycy i kościół troszczą, mają do wyboru biedować z kalekim dzieckiem, którego opieka pochłania wszystkie środki jakie mają dostępne lub zdać się na pokątne skrobanki, nierzadko niebezpieczne dla życia i zdrowia matek. W tym ujęciu opcja jest jedna: olać to co mówią politycy i po prostu skoncentrować się na zarabianiu pieniędzy. Jak się ma kasę to wszyscy oni i tak się będą łasili do stóp. Prawo im bardziej restrykcyjne tym bardziej uderza w tych na dole społecznej piramidy…

  6. Aborcja to temat ciężki jak jasna cholera. Ale Twój wpis oddaje prawie doskonale również moje odczucia jeśli chodzi o aborcję.

    Mogę jeszcze populistycznie dodać, że skoro ci posłowie tak bardzo troszczą się o życie nienarodzonych, niech przeznaczą konkretne pieniądze na pomoc chorym dzieciom, które urodzą się gdyby projekt przeszedł. (co chyba się nie stanie). 207 posłów, którzy głosowali przeciw odrzuceniu projektu, niech ze swej kiesy odłoży dajmy na to tysiąc złotych rocznie. To daje ponad dwieście tysięcy złotych! Suma, która realnie może pomóc jakiejś rodzinie. I niech mi nikt nie powie, że nie znajdą tysiąca złotych rocznie!

    Zauważam u siebie coraz większe zdegustowanie i zirytowanie przechodzące w złość, a nawet gniew, gdy czytam o polskiej klasie politycznej (nie napiszę elicie politycznej, bo słowo to nie pasuje do większości ludzi grzejących sejmowe ławy). A nie czytam za dużo, żeby się nie irytować. Niestety od tego nie da się uciec.

    • dzięki. Przyznaję, że trochę się obawiałem reakcji na ostre słowa i postawienie sprawy w ten a nie inny sposób. Póki co jestem bardzo pozytywnie zaskoczony odbiorem ;-).

      Żaden poseł nie odda tysiąca złotych z własnej kieszeni. Ci ludzie nie zostają profesjonalnymi pijawkami i nierobami po to, by oddawać coś co i tak im się nie należy. Politycy to klasa próżniacza. Nie oczekiwałbym po nich niczego, poza konsekwentnym wzrostem chciwości i dbaniem o własne dobro niezależnie od tzw. okoliczności. Myślę, że nawet gdybyśmy taką propozycję – skądinąd przecież bardzo logiczną i sensowną! – wykrzyczeli im w sejmie, to jeden ciapek z drugim zaraz spróbowałby przekonać wszystkich, że większym z ich strony poświęceniem jest nie tylko nie oddanie owego tysiąca z własnego portfela ale położenie łapy na dodatkowej premii, powiedzmy dziesięciu tysięcy złotych miesięcznie…

      masz rację nie używając określenia elita polityczna. Jest paru polityków, którzy są mniej więcej świadomi tego co robią (niepopularnie przyznam, że ciągle jeszcze gotów jestem postrzegać w tej kategorii premiera, aczkolwiek rzecz wymaga głębszego namysłu), ale większość to oportuniści, dekownicy itd. Ja sobie powiedziałem dawno temu: jeśli okażę się nieudacznikiem i nie uda mi się zarobić kasy na rynku, jeśli nie przyjmą mnie do policji, wojska czy straży miejskiej, a wszystkie mosty będą zajęte, wtedy jako ostateczna ostateczność pozostaje wstąpienie w szeregi polityków. Tak ich postrzegam: jako ludzi, którzy w żadnej pracy nie mogliby się sprawdzić, stąd ścieżka partyjna.

      • Co do tej ścieżki partyjnej to twoje zdania potwierdzają opinię większości moich znajomych i moją.

        Gdybym posiadał niezbędne cechy do zostania politykiem, (bezczelność, umiejętność kłamania i oszukiwania, nie tylko innych, ale i siebie, zaprzaństwo, lizusostwo i wiele innych cech, z których praktycznie żadna nie ma pozytywnych konotacji w języku polskich) to bym został politykiem. Nie jestem z kryształu, nikt nie jest, ale zwykła ludzka przyzwoitość na razie nie pozwala mi wplątywać się w politykę. Przyzwoitość oraz brak wszelkich znajomości w owym świecie:)

        O tej kaście można pisać i pisać, Przez stulecia wylano hektolitry atramentu i zużyto tysiące stron papieru na dywagacje o polityce i politykach. Nigdy nie byli zbyt lubiani.

        Polecę teraz banałem, ale pozostaje nam robić swoje. Oby tylko politycy nie wzięli sobie tego powiedzenia zbytnio do serca:)

        A na zakończenie rysunek satyryczny Sawki:

        http://cichyfragles.pl/2012/10/11/z-dedykacja-dla-kaczystow-ziobrystow-i-gowinistow/

        • stworzona przez Ciebie lista cech polityka jest praktycznie doskonała ;-).

          Banał banałem, ale taka jest prawda. Trzeba zagryźć zęby i robić swoje. Oraz nie myśleć, że nasze pieniądze trafiają do kieszeni ludzi, którymi tak pogardzamy. I którzy na nic poza pogardą nie zasługują… Ale mnie to boli. I pewnie nigdy nie przestanie ;-(

          Rysunek genialny ;-D. Spadłem z krzesła normalnie…

  7. Onibe, wszystko już tu zostało powiedziane i się pod tym podpisuję. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że aborcja jest zawsze tematem medialnym, na którym można zbić kapitał polityczny. I to mnie najbardziej wkurza. Bo losy chorych dzieci i ich matek politycy mają w głębokim poważaniu. Zamiast ochraniać matki, które już mają dzieci, ewentualnie stworzyć rodzicom takie warunki, aby rodzicie chcieli mieć dzieci/można, można, bo Polki wyjeżdżają na Wyspy, by tam rodzić dzieci – najwięcej polskich dzieci rodzi się w Wlk Brytanii/, to czepiają się „doprecyzowania” ustawy aborcyjnej. A tak z czystego ekonomicznie – punktu widzenia zapytam: jakie korzyści dla państwa ma urodzone z ciężkim upośledzeniem dziecko? Albo z zespołem Downa? Kto będzie pracował ns beneficjentów ZUS-u? Te biedne cierpiące dzieci? Jakież to człowieczeństwo? No właśnie jakim człowiekiem trzeba być, aby zafundować istocie ludzkiej/nie zawsze świadomej swojego istnienia/ i jej rodzicom takie życie? Nie lepiej namawiać do rodzenia zdrowych dzieci, stwarzając im odpowiednie warunki finansowe? Nawet jeśli nie będą chciane przez biedną matkę, która nie może sobie pozwolić na turystykę aborcyjną – zawsze jest perspektywa, że przy pomocy państwa i rodziców adopcyjnych wyrośnie na obywatela, który będzie płacił podatki. Między innymi na p/osłów.

    • no właśnie: czemu mało kto chce ochraniać matki z dziećmi? Akurat jestem na bieżąco w temacie porodowym i dziecięcym, więc przemyśleń mi nie brakuje. Nie brakuje też obserwacji, niestety.

      Lista uchybień jest długa.

      Mało kto zdaje sobie na przykład sprawę jak są traktowane w szpitalach ciężarne kobiety. Mniej więcej jak kawałki mięsa w rzeźni. Bez szacunku. Bez godności. Ciekawe, że dbałość o jakość ludzkiego życia nie obowiązuje w tym przypadku, a obowiązuje kiedy rozmawiamy o aborcji. Tak jakby kobieta zdrowa rodząca zdrowe dziecko była poza marginesem a jej wartość prezentowała się znacznie niżej niż kobiety ryzykującej urodzenie chorego dziecka.

      I tak dalej, i tak dalej. Generalnie ten temat obrósł w hipokryzję. Pozwoliliśmy by o naszym życiu decydowali ludzie, którym żadne z nas nie oddałoby do przechowania kawałka deski, nie mówiąc o czymś cenniejszym…

      • Wygląda na to że pod względem traktowania rodzących kobiet jest coraz gorzej…Widać akcja „rodzić po ludzku” był jednorazowa. Tak jak to u nas bywa.

        • rodzenie w szpitalu wygląda może nieco lepiej niż przebywanie w szpitalu na inne „dolegliwości”, ale w gruncie rzeczy wszystko to cierpi od tych samych bolączek: tumiwisizmu, olewanctwa, chamstwa funkcjonariuszy służby zdrowia itd. Programy i akcje to jedno, ale codzienność jest nudna i nie da się jej zmienić ot, tak. Choć, może jakiś postęp się dzieje… trudno ocenić. Nie chcę oczerniać na wyrost. Po prostu nie działa to tak jak powinno, choćby w przybliżeniu.

  8. Politycy powinni zająć się gospodarką, ekonomią, likwidacją biurokracji i przestępczości, a nie jakimiś pierdołami. Każdy powinien decydować za siebie, czy chce usunąć płód, czy nie – jedyne co, to powinny być zrobione badania psychologiczne i psychiatryczne osoby, która chce usunąć płód i powód jej decyzji oczywiście. A na poprawę humoru obrazek: http://i.imgur.com/8Dy9M.jpg 🙂

    • dobry ten obrazek 😉

      swoją drogą, są badania psychologiczne kierowców, teraz weszły ponoć badania psychologiczne przed udzieleniem ślubu (badają się zaręczeni, nie ksiądz, niestety). Może więc faktycznie wystarczyłoby stworzyć odpowiednie procedury w przypadku aborcji. Co prawda i to pachnie nieco przerzucaniem decyzji w obce, niekoniecznie fachowe ręce, ale lepsze to niż decydowanie przez politykierów.

      Zauważ jednak, że zdaniem wielkiej części społeczeństwa wcale nie jest tak, by każdy powinien decydować za siebie. Wręcz przeciwnie: mnóstwo ludzi błaga by inni podejmowali decyzje za nich…

      • Masz rację. Ale sprawa jest prosta i nie wiem po co ją komplikować… Każdy człowiek decyduje za siebie i jeśli ma zdrową psychikę (co ocenią fachowcy od psychiki) i jeśli ma powody (gwałt, chory płód, lub duże ryzyko że będzie chory), to nie powinno być żadnych przeciwwskazań co do aborcji. Co tu więcej dodawać i komplikować? O_O

        • ja lubię proste rozwiązania, ale nadmiar prostych rozwiązań uczyniłby polityków i demagogów bezrobotnymi… a do tego ci nie dopuszczą 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s