Głupota nie ginie w temperaturze

Na onibe nie pojawiają się wątki prywatne, coby nikogo nie nudzić. Wolimy Was nudzić wątkami nieprywatnymi. O!

Prywatą jest zapewne stwierdzenie, że brzydsza połówka onibe w końcu ma wolne. Nieplanowane. Chorobowe. Leżenie i kwiczenie z wysoką temperaturą to nie wymarzony sposób spędzania czasu tzw. wolnego. Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.

Z nudów, głupoty i temperatury (która tłumaczy wszystko) piszący te słowa sięgnął po środki ostateczne – zaczął oglądać seriale. W przedziwny i niedający się racjonalnie wyjaśnić sposób trafił na amerykański serial „Warehouse 13”. Nie będę streszczał fabuły, bo jednak mam za niską temperaturę aby zrozumieć o co w tym chodzi, a tym bardziej zaakceptować, ale wyobraźcie sobie jednostkę specjalną Secret Service pilnującą dziwnego magazynu w którym są… artefakty. Kultura popularna uwielbia słowo „artefakt” i przypisuje mu dość szczególne znaczenie. Każdy kto otarł się o kulturoznawstwo wie, że artefaktem jest wytwór myśli ludzkiej, efekt istnienia i funkcjonowania kultury / cywilizacji. Za oceanem uważają jednak uparcie, że coś mające tak klawą nazwę musi być magiczne i dysponować tajemnymi mocami. Właśnie takie cacka w tym całym Magazynie 13 są magazynowane. Nie jest to serial średnich lotów (bo że nie jest serialem lotów wysokich, to chyba wspominać nie muszę). Zapewne nie załapałby się także na wyższe stany lotów niskich. Moim prywatnym zdaniem serial ten zamiast latać może co najwyżej drążyć tunele głęboko w mule.

A jednak, zdarzają się w nim fragmenty, które sprawiają, że poważnie zastanawiam się nad otaczającą mnie rzeczywistością. Chwilę temu jeden z bohaterów krzyknął do Bardzo Złego Gościa aby ten odłożył puszkę spreju i wyjaśnił jak ona działa, a uczynił to trzymając w dłoni coś będące skrzyżowaniem pistoletu i strzykawki. Sami powiedzcie: czy coś na świecie jest w stanie przygotować na takie uderzenie absurdu?

Moment później wszystko wróciło do normy. Inny bohater stanowczo opowiedział się przeciwko torturowaniu schwytanego przeciwnika (nawet pozwolił mu przez niedopatrzenie uciec), a dodajmy, że był to jedyny sposób aby uratować jego przyjaciół (bohatera, nie przeciwnika). No, ale wiadomo, tortury to rzecz zła. Tamci z pewnością zrozumieją czemu nie zostali uratowani. Później jeszcze przydałaby się przebitka na amerykańską flagę i jakieś hasło pokroju „jestem dumny z bycia Amerykaninem”. Tego akurat zabrakło. Piszę powyższe słowa w głębokim poczuciu niedosytu.

Postanowiłem jednakże przerwać przeglądanie seriali. Jeszcze nie umieram. Zostawię sobie tą przyjemność na czasy, kiedy będzie mi już wszystko jedno…

Advertisements

24 thoughts on “Głupota nie ginie w temperaturze

    • tym razem to Ty, Caddi, wpadłeś do beczki ze spamem… coraz mniej rozumiem działanie wordpressa 😉

      a z prywatą to jest tak, że faktycznie, jak przyprawa, powinna być stosowana ale z umiarem ;-D

        • no i znowu… a żeby było ciekawiej, to chwilę temu znalazłem w spamie… swój własny wpis ;-). Niebywałej mądrości są mechanizmy wordpressa, wedle których prowadzący blog jest jednocześnie jego spamerem… czyli spamuje sam siebie… eh… 😉

  1. Ha ha! To jest świetne zdanie, perełka tego wpisu: „Moim prywatnym zdaniem serial ten zamiast latać może co najwyżej drążyć tunele głęboko w mule”:D
    Cóż ja też seriale zazwyczaj oglądam jak jestem chora lub mam ochotę na odmóżdżenie. No, ale nie wrzucając wszystkich do jednego worka, są i takie, które (przynajmniej dla mnie) wypadają o niebo lepiej od „standard” filmu.
    A serialu, o którym mowa, nie widziałam, ba!, nawet o nim nie słyszałam. No i szybkiego powrotu do zdrowia!

    • dzięki 😉

      ciężko o dobry serial teraz. W tym roku zdarzyło mi się kilka oglądać – po czyichś poleceniach – m.in. „Bones” „CSI” i parę innych, ale w 90% były to rozczarowania. Ja taki głupi jestem, że jak coś oglądam to traktuję to poważnie, a seriale są na ogół pełne skrótów myślowych i naciągań różnego sortu. Aby się należycie nimi cieszyć, trzeba przyjąć konwencję. Ja chyba tego nie potrafię 😉

      • Bliska mi osoba jest fanką tych seriali w stylu „CSI”, „Kości” czy ‚Zagadki Miami”. Ja ich nie trawię z prostego powodu – wszystkie praktycznie są na jedno kopyto robione. Nie mówiąc o tym, już nie pamiętam czy CSI czy Miami mają na jeden schemat każdy odcinek, tylko inna sprawa. A do tego skróty myślowe i rażące kogoś, kto myśli i bacznie śledzi szczegóły – niedociągnięcia (o których piszesz) to nie dla mnie. Ale oni chyba wychodzą z założenia, że te seriale oglądają ludzie, którzy na szczegóły nie zwracają uwagi.

        • no właśnie… dodajmy jeszcze do tego „głęboką psychologię” bohaterów, utrzymaną na poziomie wczesnej podstawówki ale zarazem aż dudniącą od „ciężaru gatunkowego” i mamy komplet ;-). I masz rację: wszystko są identyczne, zmieniają się tylko odtwórcy głównych ról i muzyczka w tle…

          • Tak, „głęboka psychologia” bohaterów w ogóle wymiata:D Chyba pierwsze z tych seriali były bodajże „Zagadki Los Angeles”, albo pominęłam tytuł, które leciały już dość dawno temu. Ale odkąd nastała moda na seriale w stylu „CSI” powstało ich tak wiele, a co gorsza, wszystkie są podobne do siebie, że czasem się zastanawiam, kto to ogląda…? A odtwórcy się zmieniają, lecz cóż z tego. W większości tych seriali, są tak bezbarwni, że tylko kojarzę twarz tego rudego aktora z Miami, bo grał kiedyś w jakimś niezłym filmie. Równie dobrze to dla mnie mogliby grać cały czas ci sami, tylko fryzury im zmienić, inaczej ubrać, i kto by się poznał:d

          • eh, szkoda gadać ;-). Ale powiem szczerze, że nie kumam czemu CSI cieszy się tak wielką renomą. Specjalnie obejrzałem chyba z pięć odcinków, bo po pierwszym powiedziałem sobie że coś mi pewnie umknęło, ale… po pięciu też nie dostrzegłem w tym serialu mocy. Co prawda faktycznie chyba Miami jest lepsze od pozostałych – podobno, bo nie oglądałem – ale wszystko to są po prostu formaty, gotowe i tylko pokolorowane.

          • Nie ma czego kumać. To tak, jak pytać, dlaczego ludzie oglądają tyle lat „Modę na sukces”, albo co widzą w „M jak miłość”… 😀

  2. To ja się odniosę do początku wpisu i powiem, że to jakaś epidemia. O ile gorączki nie ma i lepiej żeby nie było, to katar i ból głowy nie dają żyć. Dziś odwiedziły mnie jeszcze problemy z gardłem. A szkoła czeka … wiem, wiem ale należę do osób które nie lubią tak siedzieć bezczynnie kiedy gdzieś tam czeka tyle nowości ! Nawet nie mam siły odkurzyć więc siedzę i siedzę … a seriale mi się chyba „przejadły”.

    Ważne, żeby wena nie opuszczała 🙂 Życzę zdrowia !!!

    • znam ten ból… a nic tak nie wkurza jak fakt, że kiedy już się ma tych kilka „wolnych” dni to człowiek zdycha i nic nie jest w stanie użytecznego zrobić ;-(

  3. to już 666 dowód na to, że słusznie uczyniłam pozbywając sie pudełka TV 🙂
    Dla odmiany, książeczkę polecam poczytać ;D
    Powrotu do zdrowia i ciepłego słonka wśród drzew porośniętych barwnym listowiem 🙂

    • ale u mnie odmianą jest właśnie oglądanie tv ;-). Przez dwa dni choroby przeczytałem knigę 950 stron. Przez dwa kolejne – licząc z jutrem – ukończę kolejną o masie 930. Więcej się chyba nie da. Da się może mądrzej, ale na to jestem zbyt słaby… 😉

      • ależ ja wiem Darku, to żart był taki ;p
        Gratuluję ilości przeczytanych stronic. Nie pytam nawet o czym one bo się boje 😉

        • gdybyś zapytała co na tych stronach było, odpowiedziałbym śladem klasyka: słowa, słowa, słowa. Treściowo nic wysokich lotów, ale mi się przyjemnie pełza po skałach 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s