Felieton Miesięcznik Literacki # 12 – lipiec

Wrzesień kaputt, a nam uciekł lipiec. Ech, niby tylko dwanaście tych miesięcy, ale ciężko dopilnować całego stadka… Dobra, do rzeczy: pora na literackie, ekspresowo-ciekawostkowe podsumowanie lipca.

Dzisiaj będzie o Herculesie Poirot ;-). Między innymi.

Miłej lektury! 

MIESIĘCZNIK LITERACKI – LIPIEC 2012  

Czy macie literackiego bohatera, z którym bez wahania spędzilibyście każdą wolną minutę? Zimą, wiosną, latem, jesienią? W radości i smutku, zdrowiu i chorobie… A może znacie takich kilku bądź nawet kilkunastu? Ja od lat pozostaję wierna jednemu gentlemanowi: nieco zabawnemu dandysowi o wielkim sercu i jeszcze większym umyśle, Herkulesowi Poirot. Darzę go niesłabnącą sympatią i podziwem dla wszelkich jego zalet (choć nie pozostaję zaślepiona na wady), a zbiór jego przygód na moich półkach powiększa się regularnie. Kiedy już osiągnie pełnię, chętnie pokuszę się nawet o bardziej kolekcjonerskie okazy.

Dlatego, gdybym tylko była w posiadaniu 40 tysięcy funtów… ech… rozważyłabym zakup licytowanego niedawno egzemplarza „Poirot prowadzi śledztwo” z 1924 roku. Ten zbiór 11 opowiadań kosztował oryginalnie… 37 pensów. Za 40 tysięcy funtów (niech się powtórzę: ech…) kupił go dealer książek Christian Jonkers z Jonkers Rare Books.

Według specjalistów, wpływ na cenę miała niewątpliwie obwoluta, która zachowana została w bardzo dobrym stanie. „Obwoluty sprzed drugiej wojny światowej są dużo rzadziej spotykane niż te z powojennego okresu – były zazwyczaj ściągane z książek w momencie sprzedaży lub wyrzucane, więc nawet nie wydostawały się ze sklepów” – wyznał w rozmowie z „The Guardian” jeden z licytujących, Chris Albury. Na obwolucie książki z 1924 roku po raz pierwszy przedstawiono Herkulesa Poirota – elegancko ubranego mężczyznę z wypolerowanymi butami, laską w jednej ręce oraz kapeluszem i rękawiczkami w drugiej[1]. Ech…

Porównywalny smutek do mojego (a może większy?) odczuwaliby pewnie wielbiciele Ernesta Hemingwaya, gdyby nie mogli wziąć udziału w konkursie na jego sobowtóra. Przynajmniej ci z nich, którzy tak bardzo ukochali mistrza, że corocznie oddają mu hołd, przebierając się za niego. Co roku w urodziny pisarza wydarzenie organizuje Sloppy Joe’s Bar, który mieści się na rogu ulic Greene i Duval w Key West na Florydzie. To właśnie tu w latach 30. minionego wieku późniejszy noblista był częstym gościem. A znając jego upodobanie do mocnych trunków, z pewnością niemało też tutaj wypił. Konkurs na sobowtóra „Papy” Hemingwaya cieszy się niesłabnącą popularnością. Najbardziej podobny pan wygrywa medal i statuetkę, ale – co ciekawe – rywalizacja nie jest zamknięta dla pań. Jeśli tylko mają ochotę, mogą startować. Finał kończy zwykle degustacja urodzinowego tortu[2].

Musicie przyznać, że sposób na spędzenie wolnego czasu… ciekawy. Polecany jednak tym fanom pisarza, którzy nie są w tym czasie obrońcami w procesie o morderstwo… Bo później wynika z tego tylko niepotrzebne zamieszanie, jak to się stało w przypadku Franka Louderbacka. Otóż prawnik Louderback poprosił jednego z sędziów na Florydzie, Stevena D. Merrydaya, o dzień wolnego od rozprawy, w której bronił oskarżonego, gdyż… chciał uczestniczyć w konkursie na sobowtóra Hemigwaya i nawet zarezerwował już (i wpłacił bezzwrotną kaucję) pokoje dla siebie i licznej rodziny.

Sędzia miał niełatwy orzech do zgryzienia. Wyszedł jednak z niecodziennej prośby suchą nogą, głos ostatecznie oddając… samemu pisarzowi! „Między procesem o morderstwo na zlecenie, a corocznym konkursem na sobowtóra, Hemingway, żarliwy zwolennik ‘zachowania klasy pod presją’, z pewnością wybrałby rozprawę” – napisał w odpowiedzi na prośbę prawnika sędzia Merryday. Następnie dla potwierdzenia swych słów zacytował, w jaki sposób Hemingwaya opisała Dorothy Parker w „The New Yorkerze” z 1929 roku: „W swym zdecydowaniu Hemingway stanowił przykład nieustraszonego prawnika obrony (…). Nigdy nie zszedł na łatwiejszą drogę niż ta, którą obrał. Do tego trzeba odwagi”. Odrzucając prośbę prawnika, sędzia zacytował ostatni wers z powieści „Słońce też wschodzi”, po czym życzył mu powodzenia w przyszłorocznym konkursie[3].

Prawnikowi nie pozostało nic innego, jak uznać decyzję roztropnego sędziego. Znalazł w niej nawet pozytywy: „To da mi kolejny rok, żeby stać się starszym, grubszym i bardziej siwym” – wyznał w rozmowie z „Tampa Bay Times”[4]. Na wszelki wypadek, gdyby rozprawa zakończyła się wcześnie, jego syn będzie miał jednak zarezerwowany prywatny samolot. Ech…

[1] http://booklips.pl/newsy/ksiazka-aghaty-christie-z-poirotem-sprzedana-za-ponad-40-tysiecy-funtow/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=ksiazka-aghaty-christie-z-poirotem-sprzedana-za-ponad-40-tysiecy-funtow.

[2] http://wyborcza.pl/1,75475,12042572,Konkurs_na_sobowtora_Hemingwaya__WIDEO_.html.

[3] http://booklips.pl/newsy/prawnik-chcial-dzien-wolnego-od-procesu-o-morderstwo-z-powodu-konkursu-na-sobowtora-hemingwaya/?utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=prawnik-chcial-dzien-wolnego-od-procesu-o-morderstwo-z-powodu-konkursu-na-sobowtora-hemingwaya.

[4] Tamże.

Artykuł dostępny jest na Qfancie – możecie go przeczytać TUTAJ

Reklamy

5 thoughts on “Felieton Miesięcznik Literacki # 12 – lipiec

  1. Wreszcie wystąpił lakier na tym pudle. Schnie, a ja mogłam przeczytać Wasz post, chociaż jestem przynajmniej dwa do tyłu, egh.
    Ulubiony bohater..hm.a mam! Przecież to oczywiste ,że Mały Książę :))

    • Mały Książę dorósł i występuje w bajkach dla dorosłych, ale nadal fajny z niego gość 😉

      ja nawet nie wiem ile jestem u Ciebie do tyłu, bo od kilku dni chyba nie zaglądam w odwiedziny nigdzie lub niemal nigdzie. W sumie… nie pamiętam 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s