Recenzje książkowe, odcinek 62 (23/2012)

W minionym tygodniu pojawiło się na Gildii – co za niespodzianka, hehe – kilka nowych recenzji naszego autorstwa: Wergeld królów Jarosława Błotnego, Nieśmiertelność. Wieża Wolfganga Hohlbeina i Odrodzenie Ziemi Scotta Carda. Jak widać, dominują klimaty science fiction, a pod względem punktów mamy dwa do jednego…

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Więcej szczegółów poniżej:

Tytuł książki: Wergeld królów

  • Autor -> Jarosław Błotny
  • Kategoria -> historia alternatywna
  • Krótki opis -> Rzym nie uległ barbarzyńcom. W drugim wieku naszej ery ma się na tyle dobrze, że ciągle jeszcze prowadzi ekspansję, przesuwają limes coraz dalej i dalej w głąb germańskich i sarmackich terytoriów. Właśnie ma się zacząć kolejna wielka ofensywa. Nadwiślańskie plemiona skazane są na porażkę wobec przeciwnika dysponującego bronią palną, doskonałą organizacją i wolą walki. Ale „Wergeld królów” to coś więcej niż tylko alterhistoryczna militarystyka. To zaskakująco sensowna książka, wnosząca sporo ciekawych przemyśleń do tematu „co by było, gdyby było”.
  • Werdykt recenzencki -> zdecydowanie warta polecenia powieść, świetna w lekturze i niegłupia. W kategorii pozycji alternatywno-historycznych ścisła czołówka, zaraz obok „Badaczy czasu” Scotta Carda.
  • Nasza recenzja książki -> TUTAJ

Tytuł książki: Nieśmiertelność. Wieża

  • Autor -> Wolfgang Hohlbein
  • Kategoria -> science fiction
  • Krótki opis -> odległa przyszłość. Na Ziemi zbudowana została ogromna, niezniszczalna wieża, w której zamieszkują ostatni obywatele ogromnego, kosmicznego imperium. Wieża otoczona jest barbarzyńskimi państwami, które co i rusz próbują ją zdobyć i zniszczyć. Do tej pory byli bez szans, ale pojawił się właśnie wódz barbarzyńców, który zdaje się, że wie jak to osiągnąć…
  • Werdykt recenzencki -> strata czasu, kiepska robota redakcyjna, spartaczone tłumaczenie. Sumą wszystkich błędów jest gęsta, grząska nuda. Pozycja dla masochistów (a przyznaję, że bardzo, bardzo się starałem zaprzyjaźnić z dziełem Hohlbeina).
  • Nasza recenzja książki  -> TUTAJ

Tytuł książki: Powrót do domu: Odrodzenie Ziemi

  • Autor -> Scott Orson Card
  • Kategoria -> science fiction
  • Krótki opis -> przedostatni tom cyklu „Powrót do domu”. Kto Carda zna, ten mniej więcej wie czego się może spodziewać. Niezłej próby filozofia, sporo analizy ludzkiej psychiki i mechanizmów rządzących społecznościami homo sapiens. Wszystko to podlane odżywką science fiction.
  • Werdykt recenzencki -> najlepszy – póki co – tom cyklu. Mądrze napisana, mądra książka. Jak i cała seria nie obfituje w akcję, ale nie o to w tym przypadku chodzi. Polecanka!
  • Nasza recenzja książki  -> TUTAJ

Reklamy

12 thoughts on “Recenzje książkowe, odcinek 62 (23/2012)

  1. ooo rany, totalnie nie moja bajka. W zupełności wystarczy mi życiowy fiction, z którym się stykam za każdym rogiem budynku, tudzież ten nieobliczalny w zawirowaniach mojej wyobraźni 😉

    • w zasadzie to mógłbym polecić Ci Orsona Carda. Facet pisze dość uniwersalną w wymowie literaturę. Science fiction jest tam dodatkiem kilimatycznym, nie zaś zabawą samą w sobie. I, co jeszcze ważniejsze, Card pisze po prostu mądrze.

  2. Tym razem nic mnie nie zaciekawiło z pozycji, które opatrzyliście swoim werdyktem recenzenckim. Podobnie jak Luiza, zwróciłam uwagę na Wasze słowa brzmiące: „gęsta, grząska nuda. Pozycja dla masochistów”. Cóż, nieśmiało jestem gotowa rzec, że takich pozycji jest sporo na naszym rynku… PozdrawiaM

    • no, na szczęście nie aż tak sporo ;-). Większość tego co czytujemy to jakieś przeciętniaki, które ani nie porywają, ani nie rozczarowują. Pozycje zdecydowanie poniżej przeciętnej to rzadkość, podobnie jak te powyżej przeciętnej 😉

      • może i masz rację z tymi przeciętniakami. Dlatego nie biorę do rąk powieści, których fabuła mnie nie zaciekawi, czy tych, które nie mają pozytywnych werdyktów recenzenckich;) No chyba, że sama muszę coś zrecenzować i trafia mi się coś „nieznośnego”.

        • z recenzjami jest niestety ten kłopot, że nie zawsze można im ufać. Parokrotnie zdarzyło mi się – już post factum – czytywać recenzję książek, o których i ja pisałem. Byłem w szoku, bo świetnie napisana, bezbłędna powieść była zjechana dlatego, że np. recenzentowi nie podobało się tempo lub nazwiska bohaterów. Recenzenci często zapominają, że recenzja nie jest o ich gustach, ale że jej celem powinno być możliwie obiektywne opisanie książki. Stąd właśnie ograniczone zaufanie ;-). Do siebie samego także ;-D

          A swoją drogą, jeśli czytujesz recenzje w necie, nie wiem czy zauważyłaś, ale istnieje tendencja krytykowania za wszelką cenę. Wielu autorów uważa, że jeśli nie pojadą po książce, to ich tekst nie ma walorów poznawczych 😉

          Aby nie było – powyższe cierpkie zdania nie zostały napisane w ramach chwalenia się, że my jesteśmy lepsi, a raczej w formie dyskusji tzw. ogólnej ;-D

          • Onibe, dlatego czytam recenzje zawsze tych samych recenzentów (mam kilku od różnych gatunków literackich), którym na tyle ufam, iż wiem, że starają się w miarę obiektywnie wydać swój werdykt recenzencki.
            Sama trochę recenzuję i to w jaki sposób piszę o książkach na blogu (bardzo subiektywnie oceniam tytuły), a dla danej strony czy tytuły to dwie różne rzeczy. Blog to moje królestwo, moje widzenie i odczuwanie świata więc tam pozwalam sobie na pojawienie się naprawdę skrajnych wypowiedzi. Natomiast gdy recenzja idzie np. stronę to tam już nie ma miejsca na wszędobylski subiektywizm. Wiadomo, że jako autorka recenzji przekazuję w recenzji mój sposób patrzenia i czucia literatury, ale staram się ocenić książkę najobiektywniej jak potrafię bo na tym polega profesjonalizm.
            Też zauważyłam takową tendencję, a raczej dwie. Jedna polega na krytykowaniu, a raczej na krytykanctwie. Za wszelką cenie jedzie się po wszystkim, aby pokazać jak wielkim Krytykiem jestem. Jechanie po tytule a konstruktywna krytyka to dwie różne sprawy, których wiele osób jak widać nie rozumie. Druga to tzw. „wierszyki miłosne”, które szczególnie widoczne są u blogerów (tej młodszej generacji) współpracujących z licznymi wydawnictwami. Ich recenzje wyglądają jak laurki, za każdym razem, nie ważne czy powieść jest lepsza czy gorsza, i tak przeczytasz dobrze o książce.

          • ta druga tendencja też jest kłopotliwa – a obie psują rynek. Trzeba robić tak jak ty, tzn. mieć pod ręką kilku wybrańców, bo zdawanie się na ślepy los jest trudniejsze niż kiedyś…

            co do Twoich recenzji – może i są subiektywne, ale w granicach bardzo dobrej normy. Cenię sobie, kiedy ktoś daje możliwość weryfikacji własnej oceny. Np. Ty piszesz co ci się podoba a co nie i ocena jest wypadkową pewnej listy uwag, natomiast nie jest niczym dziwnym w światku, że z recenzji nic konkretnego nie wynika poza tym, że autorowi rzecz się nie spodobała. Ale czemu? Nie wiadomo. Subiektywne zdanie jest potrzebne, bo jest to też kwestia doświadczenia. Jeśli czyta się np 100 książek rocznie, to chyba ma się prawo do subiektywnej oceny, m.in. właśnie w oparciu o te doświadczenia…

  3. Kiedy wy to wszystko czytacie? Ja daje radę przeczytać ze dwie książki miesięcznie, nie więcej…

    • hehe, kwestia uzależnienia chyba ;-). Szybko czytamy, a czas… cóż, nie oglądamy telewizorni, bo nie mamy podłączonego tv do anteny (a jedynie do dvd) i samo to pozwala zagospodarować dziennie jakieś półtorej godzinki na czytanie. Czasami jednak – przyznaję – nie chce się czytać i wtedy pojawia się przymus w postaci długiej listy książek do recenzji. Obecnie jest to około 40 pozycji i wydawnictwa od czasu do czasu domagają się efektów naszej pracy ;-). Tak więc, czytamy bo: lubimy, musimy, możemy 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s