„Lany poniedziałek” – opowiadanie śmingusowe ;-)

Lany poniedziałek minął już jakiś czas temu, ale do tego co dobre można od czasu do czasu wrócić, prawda? Tako i my dzisiaj uzupełniamy zaległości, publikując krótkie opko Izy, które w śmingus-dyngus pojawiło się na niedobrych literkach.

Zapraszamy do lektury.

„Lany poniedziałek”

– Szanowni państwo, na dzisiejszym wykładzie – jako że święta za pasem – pomówimy o świątecznych zwyczajach. A ponieważ nie chcę was zanudzać – i tak to pewnie wszystko doskonale wiecie: od babć, dziadków, rodziców czy nawet znajomych – skupię się może na najciekawszym: Lanym Poniedziałku, zwanym Śmingusem-Dyngusem. Pierwotnie Śmingus i Dyngus oznaczały dwie zupełnie różne rzeczy. Śmingus polegał na biciu wierzbowymi witkami czy rózgami, a także na, jakżeby inaczej, polewaniu wodą. Dyngus z kolei na wykupywaniu się, na przykład za pomocą pisanek, od przyjemności bycia obitym lub oblanym. Jak państwo widzicie, choć Śmingus i Dyngus to nie to samo, to jednak były ze sobą ściśle połączone. Tak bardzo, że już Jędrzej Kitowicz, znany wam świetnie pamiętnikarz epoki saskiej, nie widział między nimi różnicy. W swoich pamiętnikach zanotował… posłuchajcie tylko tego: „Lud wiejski, dosyć wiernie trzymający się obyczaju starego, pocieszny wyprawia Dyngus alias Śmigus, a mianowicie koło studzien. Parobcy od rana gromadzą się, czatując na dziewki, idące czerpać wodę i tam, porwawszy między siebie jedną, leją na nią wodę wiadrami, albo zanurzają ją w stawie, a niekiedy w przerębli, jeżeli lód jeszcze trzyma. W miastach oblewanie się wodą nie jest powszechnie przyjętym”. Jak wynika z zachowanych źródeł, Śmingus-Dyngus miał przynieść oblanym i obitym szczęście. Nawet więcej. Początkowo wierzono, że dziewczyna, panna, której nikt nie oblał wodą lub nie wychłostał (panowie, proszę o spokój!), nie ma powodzenia u płci męskiej i czeka ją – być może – staropanieństwo.

O ile na początku to mężczyźni oblewali kobiety, tak z biegiem lat płeć przestała mieć dla tego zwyczaju znaczenie: wszyscy polewali wszystkich, co powitano jako interesującą odmianę od codziennego… olewania się nawzajem. Jak pierwotnie używano wiader, tak później arsenał sukcesywnie się powiększał: perfumy, sikawki, foliówki wypełnione wodą, specjalne śmingusówki, innymi słowy, co tylko było pod ręką. Także i taktyka była całkowicie dowolna: od delikatnego skrapiania z bliska, po wrzucanie baniek z wodą do tramwajów lub zrzucanie foliówek z okien wieżowców.

Po drugim ataku atomowym na Nagasaki, zaczęto zauważać pewne zmiany. Niespodziewanie, polanie wodą przynosiło zaskakujące efekty: ktoś nagle wypiękniał, ktoś zamienił się w żabę (notabene, nadal nie zbadano skutków polewania żab – rzecz warta nadrobienia!), ktoś inny przestawał bluźnić, ktoś inny zaczynał. Do tej pory nie ustalono przyczyn takiego stanu rzeczy. Wydaje się jednak, że decydująca jest intencja oblewającego. Ale uwaga! Po pierwsze, trzeba być pierwszym – bo tylko jedno, premierowe właśnie, polanie ma moc. Po drugie, zmiany trwają zaledwie przez miesiąc – po upływie tego czasu wszystko wraca do normy. Po trzecie, panie Nowak, czy mogę pana na chwilę poprosić na środek? Pozwolę sobie pana trochę pomoczyć. I… widzicie państwo, spryskuję szanownego kolegę wodą… po delikatnym zapaszku unoszącym się wokół delikwenta nie sądzę, by mogło to mu kiedykolwiek zaszkodzić… polewam go myśląc, że w wąsach wyglądałby nieco inteligentniej i… nic. Innymi słowy, woda działa, ale wyłącznie w Lany Poniedziałek.

Czy macie państwo jakieś pytania? No dobrze, nie będę was zatem przetrzymywał. Wesołych Świąt państwu życzę, owocnego Dyngusa, smacznego jajka i odpoczynku. Aaaa… i przypominam, że zaraz po świętach jest kolokwium. Pytania nie będą trudne, ale test będzie obejmował materiał z całego roku, więc dobrze się przygotujcie.

***

Profesor Kowalczyk wychodził przed południem do kościoła. Był akurat Lany Poniedziałek, więc przezornie rozejrzał się dokoła. Nic, spokój. Nie uszedł jednak paru kroków, gdy z przedblokowych krzaków wypadł nagle jego student, Nowak, rzucając w niego foliówkę wypełnioną wodą. Profesor błyskawicznie wykonał płynny półobrót, a strumień wody trafił w idącą z tyłu panią profesorową. Nim mężczyzna zdążył się odwrócić, jego żona już znikła… „No, w tym roku też się udało… Amatorzy!” – pomyślał i czym prędzej, w radosnych podskokach, pobiegł schronić się w domu.

Reklamy

11 thoughts on “„Lany poniedziałek” – opowiadanie śmingusowe ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s