Recenzje książkowe, odcinek 56 (17/2012)

Czy ktoś z Was pamięta jeszcze, że ledwo tydzień temu mieliśmy praktycznie tydzień laby? Ależ ten czas zasuwa…

W ramach zapominania o długich weekendach, minione kilka dni obfitowało w publikacje naszych recenzji. Na Gildii pojawiła się recenzja Fortecy Bernarda Cornwella (część wcześniejszą, Triumf, męczyliśmy jeden wpis wstecz), Królestwa spokoju Ketchuma, Detektywa i panien oraz – last but not leastSzamana z Port Royal. Tak więc, się działo…

Więcej szczegółów poniżej:

Tytuł książki: Forteca

  • Autor -> Bernard Cornwell
  • Kategoria -> historyczna / militarna / przygodowa
  • Krótki opis -> Richard Sharpe toczy swoją ostatnią bitwę w Indiach. Tym razem przed nim i jego kumplem Wellingtonem wyzwanie z najwyższej półki. Dosłownie. Mahrackie armie schroniły się w niedosiężnej twierdzy Gawilghur, a wraz z nimi renegat Dodd. Czy wysokie mury i przepaście powstrzymają czerwone kurtki przed odniesieniem kolejnego triumfu?
  • Werdykt recenzencki -> jedna z lepszych powieści w tym cyklu. Żywiołowa, świetnie napisana, wciągająca.
  • Nasza recenzja książki -> TUTAJ

Tytuł książki: Detektyw i panny

  • Autor -> Magdalena Lewańska
  • Kategoria -> kryminał
  • Krótki opis -> komisarz Dirk Tielke zostaje zesłany do miejscowości, w której nie dzieje się dokładnie nic. Szybko jednak modlitwy ambitnego policjanta się spełniają i do bram miasteczka puka odrobina grozy
  • Werdykt recenzencki -> powieść zabawna i inteligentna, napisana ze smakiem i dystansem, czyta się ją wspaniale i pozostawia pewien niedosyt
  • Nasza recenzja książki  -> TUTAJ

Tytuł książki: Szaman z Port Royal

  • Autor -> Michał Solanin
  • Kategoria -> historyczna / marynistyczna / low-fantasy
  • Krótki opis -> pierwszy tom „Opowieści z Half Moon Cay”. Dodajmy, że tom bardzo obiecujący, głęboko osadzony w klimatach marynistycznych i jeszcze bardziej… piracki ;-). Niewielka ilość fantastyki to ukłon w stronę wielbicieli pirackich legend, owianych atmosferą niesamowitości, ale rdzeń tej książki to twarda, wymierna i brutalna rzeczywistość pirackiego żywota
  • Werdykt recenzencki -> jeśli lubicie marynistykę, jeśli pociąga was złoty okres pirackiej „demokracji” na ciepłych, karaibskich morzach to ta powieść jest dla Was. Ocena 8 / 10, ale wszelkie wątpliwości należy rozważać na plus!
  • Nasza recenzja książki  -> TUTAJ

Tytuł książki: Królestwo spokoju

  • Autor -> Jack Ketchum
  • Kategoria -> horror / fantastyka
  • Krótki opis -> zbiór opowiadań Ketchuma, bardzo zróżnicowany tematycznie i niejednolity stylistycznie. Od makabreski, przez różne „niesamowitości” po teksty względnie banalne i proste.
  • Werdykt recenzencki -> dla miłośników Ketchuma (których wszak nie brakuje), pozycja absolutnie obowiązkowa. Dla wielbicieli krótkich form literackich (zwłaszcza nieco niegrzecznych i brutalnych) również.
  • Nasza recenzja książki  -> TUTAJ

Reklamy

6 thoughts on “Recenzje książkowe, odcinek 56 (17/2012)

  1. Dzięki za recenzję „Królestwa spokoju” J. Ketchuma. Tego tytułu nie miałam jeszcze w dłoniach, ale oczywiście brak ten niebawem nadrobię;) Tym bardziej interesuje mnie ten tytuł, że jestem miłośniczką opowiadań. Prywatnie przygodę z tym autorem zaczynałam od „Dziewczyny z sąsiedztwa” i od tej lektury /tego literackiego spotkania /(przeżycia) zwróciłam na niego większą uwagę. Sam Steven King zrobił mu niezły PR pisząc o nim niezwykle pochlebnie i zachęcające do chwycenia jego prozy słowa, a taka rekomendacja w branży znaczy wiele. Porzucając jednak cały PR wokół Ketchuma to przynajmniej do mnie trafia sposób w jaki pisze, jakie postacie tworzy. Ludzie – potwory, to mnie właśnie przeraża u tego autora. Może to tylko moje prywatne odczucie, w sumie jakoś tego jeszcze nie sprawdzała, ale wydaje mi się, że Jack Ketchum jest jeszcze mało w Polsce…

    • miło, że tekst okazał się użyteczny ;-). Ketchum naprawdę fajnie pisze. Zdarza mu się pisać wręcz lepiej niż Kingowi – ma zapędy do literatury pięknej, fajnie buduje zdania, ma wyobraźnię stylistyczną większą niż King. Z drugiej strony, chyba jest mniej systematyczny i nie tak równy jak King, co widać zwłaszcza w zbiorze opowiadań. Porównując to z np. „Nocną zmianą” Kinga, ta druga pozycja wypada na korzyść.

      • King jest już gigantem, firmą samą w sobie i nie chciałabym jakoś tych dwóch nazwisk tutaj porównywać. Od innej strony podchodząc do tematu mogę za to powiedzieć, że bardziej odpowiada mi styl pisania Ketchuma, wolę jego prozę. Ale każdy pisarz ma lepsze i gorsze tytuły, a przynajmniej takie, które mocniej i słabiej przemiawiają do czytelników. Stąd wolę mówić o ulubionej książce /-ach niż pisarzu /-ach. Swoją drogę jak mogę zapytać, bo jeszcze chyba nie pytałam, który tytuł Kinga jest waszym numerem 1? I który ze znaych Wam tytułów Ketchuma należy do waszych ulubionych?

        • ciężkie pytanie, zwłaszcza że ani w Kingu ani Ketchumie nie gustujemy jakoś specjalnie. Doceniamy ich i czytujemy jak coś w rękę wpadnie, ale bez nadmiernego „chciejstwa” ;-).

          najlepsze co czytaliśmy Kinga to chyba właśnie wspomniana antologia opowiadań – pokazał tam różne pomysły i warsztatową klasę, natomiast większość jego powieści jest zwyczajnie nudna. King ma skłonność do rozdymania małych opowiastek do pełnopowieściowych gabarytów i mnie to średnio odpowiada, acz z drugiej strony doceniam bogatszy styl i „nieoszczędną” narrację. Tym niemniej, wiele jego książek byłoby świetnymi opowiadaniami – weźmy chociaż „Sklepik z marzeniami” czy „Cujo”. Myślę, że wysoko oceniłbym jeszcze „Buicka”, bardzo mi przypadł do gustu i tam nie miałem wrażenia owego rozciągnięcia.

          Ketchuma znamy mniej niż Kinga i właściwie tylko od strony opowiadań, więc tutaj porównanie się kończy 😉

          • Zgadzam się z Wami w tym, że wiele z powieści Kinga byłoby świetnymi opowiadaniami. Tak sobie pomyślałam właśnie, że „kingowskie dłużyzny” już są tak słynne, że wiele osób często już używa tego określenia mówiąc o stylu pisania S.K., ale to chyba dzięki nim i posługiwaniu się nimi jako (jak sam autor to nazywa) uwiarygodnieniu świata przedstawionego zyskał wielkie grono miłośników jego prozy na całym świecie. Prywatnie mam sentyment do pierwszej powieści S. Kinga, którą czytałam i zarazem do jednego z najwcześniejszych tekstów w jego twórczości – „Miasteczka Salem”.

          • sentyment to chyba częsta przypadłość w jego przypadku. King po prostu ma swoje miejsce w literaturze i tyle ;).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s