Wywiad z Bradleyem P. Beaulieu

Nie tak dawno temu mieliśmy przyjemność przeprowadzić wywiad z Bradleyem P. Beaulieu (zapraszamy do rzucenia okiem na stronę autora). Jeśli nazwisko tego Pana nie mówi Wam wiele, to nie musicie wysilać pamięci: jest to pisarz, który dopiero zdobywa popularność, ale wszystko wskazuje na to, że… odniesie sukces w tej materii ;-).

Pomysł na wywiad narodził się po przeczytaniu powieści „Wichry archipelagu” (pisaliśmy o niej tutaj) i względnie szybko słowo stało się ciałem. Gotowy wywiad opublikowała Gildia (tutaj) a my mamy dla Was wersję kolekcjonerską ;-). Poniżej znajdziecie wywiad w dwóch wersjach: polskiej i oryginalnej. Ta druga (znajduje się na dole strony) specjalnie po to, abyście mogli się pośmiać z naszego Kali-Quality angielskiego. Jak widać, dogadać można się nawet bez specjalnych umiejętności, choć… było to dość trudne wyzwanie ;-). Ale, mniejsza o to. Zapraszamy do lektury!

Wywiad z Bradleyem P. Beaulieu

— 

1. Skąd się wziął pomysł na latające statki? (w powieści Bradleya bohaterowie przemieszczają się na pokładach fruwających żaglowców – przyp. D.B.)

To ciekawe pytanie. Kiedy rozpocząłem pracę nad światem przedstawionym to właśnie magia – wykorzystanie żywiołów – pojawiła się jako odpowiedź. Początkowo chciałem wprowadzić różne plemiona ludzi specjalizujących się w kontroli nad poszczególnymi żywiołami (ogień, ziemia, woda, powietrze i życie), ale w miarę jak świat zaczął się rozwijać i komplikować, porzuciłem pomysł oddzielnych plemion obdarzonych takimi umiejętnościami, pozostawiłem natomiast żywioły.

Następnie pojawił się świat jako taki. Wiedziałem, że opowieść miała się dziać na wyspach i wtedy, poszukując punktu wyjścia dla stworzenia odpowiedniej kultury, natknąłem się na pojęcia Rosji Moskiewskiej (zapewne chodzi o Księstwo Moskiewskie, istniejące pomiędzy XIII a XIV wiekiem – przyp. D.B.) oraz Wielkiego Księstwa Moskiewskiego (następcy Księstwa Moskiewskiego, WKM istniało do połowy XVI wieku – przyp. D.B.). Pojawiło się pytanie – bardzo oczywiste: jak oni prowadzą handel? Jak podróżują? Chciałem uczynić świat nieprzyjaznym dla ludzi, ale jednocześnie na tyle gościnny, aby życie i kultura w ogóle mogły się rozwinąć. Rozwiązanie znalazłem w morzu, które miało być największym wyzwaniem dla ludzkości. Statki mogą się przemieszczać w obrębie raf, które chronią także wyspy jako takie, lecz poza tą barierą okręty morskie mają niewielką szansę przetrwania.

I właśnie tutaj pojawiają się statki latające. Uznałem, że podróże powietrzne mogą być bardziej niezawodne niż morskie, co jednak stałoby się faktem dopiero wtedy, gdyby ludzie posiadali jakieś umiejętności pozwalające zapewnić bezpieczeństwo takich eskapad. Takimi dysponują Aramanowie, za pomocą których wróciłem do koncepcji uzdolnionych plemion, jednocześnie wykluczając z tej strefy „zwyczajnych” mieszkańców Wielkiego Księstwa. I tak powstało specyficzne powiązanie pomiędzy oboma ludami: Aramanowie udostępniają swoje umiejętności, aby kontrolować latające statki, w zamian za co Wielkie Księstwo zapewnia im swobodę przemieszczania się po swoich terytoriach, którą ci cenią jako plemię wędrowne i skłonne do poszukiwania oświecenia w wyniku medytacji.

2. Latające statki są zaledwie jednym z kilku dość niezwykłych motywów w twojej powieści. Bardziej od nich, zaskoczyła mnie w Wichrach Archipelagu obecność obfitej, rosyjskiej nomenklatury! Nieczęsto spotyka się wschodnio-europejskie nazewnictwo w literaturze zachodniej. Czy za pojawieniem się rosyjskich klimatów w Twojej powieści kryje się jakaś historia?

Kiedy siłuję się z koncepcją powieści, staram się wpaść na więcej niż jedno czy dwa nietuzinkowe zagrania konwencją. Im więcej, tym lepiej, oczywiście w miarę moich możliwości. Intensywnie pracuję nad konstrukcją świata zanim zacznę pisanie, ponieważ mam wrażenie, że solidne rozwiązania na tym poziomie pomagają stworzyć solidne podstawy dla opowieści. Świat przedstawiony kierunkuje rozwój historii, jeśli mogę tak to ująć. Tak więc, dopóki nie wyrobię sobie bardzo drobiazgowego pojęcia o świecie, w którym opowieść ma się wydarzyć, nie zaczynam pisania.

Już dawno temu znudziło mnie stereotypowe fantasy osadzane w średniowiecznej Anglii lub Europie Zachodniej. Szukałem czegoś innego – znalazłem, dzięki koncepcji wysp. Wiedziałem już, że miały być chłodne i odległe od reszty cywilizacji, pomysł „wymodelowania” ich w umiarkowanie rosyjskim stylu wydał mi się dobrym pomysłem. Wgryzłem się w temat średniowiecznej Rosji i Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, a im więcej o nich czytałem, tym bardziej podobał mi się pomysł Kałakowa bazującego na rosyjskich tradycjach. A kiedy zacząłem wymyślać nazwy, pomysł ostatecznie się ukonstytuował, a ja polubiłem smak, który zyskała w ten sposób opowieść.

Reszta jest historią.

3. Kolejnym ciekawym motywem w Wichrach Archipelagu jest proch strzelecki. Na palcach jednej ręki policzyć można interesujące przykłady literatury fantastycznej, w których pojawiają się muszkiety czy armaty (i raczej nie potrafię ich wymienić bez głębokiego namysłu). Twoja powieść jest kolejną w tej bardzo nielicznej – nie bójmy się tego słowa: elitarnej – grupie. Czy jesteś fascynatem militariów z przełomu XVII – XIX wieku czy jest to po prostu zbieg okoliczności?

Nie planowałem używania prochu w powieści, kiedy tworzyłem jej koncepcję. A jednak, społeczeństwo, które modelowałem na kartach książki, pasowało do siedemnastowiecznej Rosji. Wiedziałem, że nie jest konieczne wprowadzenie prochu, ale spodobała mi się możliwość toczenia bitew pomiędzy latającymi żaglowcami za pomocą armat. Nie chciałem, aby unoszące się w powietrzu okręty były prostymi odpowiednikami klasycznych, pływających żaglowców, stąd ograniczenie ilości metali, żelaza w szczególności, które mogły się znaleźć na ich pokładach. Gdyby było go zbyt dużo, okręty utraciłyby zdolność poruszania się z wykorzystaniem geomantycznych linii energetycznych oplatających planetę. Tak więc mimo, że wprowadziłem proch, nie pozwoliłem, aby stał się naczelnym, decydującym czynnikiem w powieści.

4. Wichry Archipelagu okazały się sukcesem i sprawiły, że twoje nazwisko stało się rozpoznawalne, ale nie była to pierwsza okazja, a propos której czytelnicy mogli o tobie usłyszeć, prawda?

Rzeczywiście, nie były. Wichry Archipelagu to moja pierwsza sprzedana powieść, acz nie pierwsza w ogóle. Wcześniej napisałem trzy i za każdym razem miałem wrażenie, że jestem już coraz bliżej sukcesu, ale nim to nastąpiło, byłem na wielu warsztatach literackich i konferencjach, szlifując warsztat.

Pisałem także krótkie opowieści. Piętnaście z nich udało mi się opublikować, jedna – Za burtą (tytuł oryginalny Flotsam – D.B.) wygrała w 2004 konkurs Writers of the Future. Pisanie tak wielu opowiadań bardzo pomogło. W krótkiej formie można łatwo ćwiczyć wykorzystanie różnych technik, podczas kiedy te same próby w dłuższej formie byłyby bardziej kłopotliwe i czasochłonne. Tworząc te historie, rozgryzałem odmienne style narracji, posiłkowałem się różnymi czasami, rozmaitymi bohaterami, formami akcji, metodami utrzymania napięcia i tajemniczości. W ten sposób mogłem wyłonić, w ostateczności, naturalną siłę mojego pisarstwa.

Kluczem okazało się regularne, codzienne pisanie. Pracując w ten sposób nad warsztatem, czyniłem konsekwentne postępy, aż w końcu mogłem zmierzyć się z wyzwaniem takim jak Wichry Archipelagu.

5. Wichry Archipelagu trafiły do rąk czytelników w wielu krajach, jak choćby w Polsce (dzięki czemu, nawiasem mówiąc, mam przyjemność prowadzić ten wywiad). Jak to jest publikować za granicą?

Z punktu widzenia pisania jako takiego, proces translacji jest stosunkowo prosty. Tłumacz czyta książkę i prosi o wyjaśnienie kilku wątpliwości, które rozwiewam tak, jak to miałoby miejsce w kontaktach z moim krajowym redaktorem. Czasami jest to tylko kwestia prostych wyjaśnień. Czasami jest to jednak sprawa kontekstu kulturowego. Bywa, że w trakcie takiej pracy wyłapuje się sporadyczne pomyłki i błędy. Proces tłumaczenia mojej powieści na inny język okazał się dla mnie ekscytujący. Zwłaszcza, że interesują mnie różne kultury świata, a taka okazja pozwoliła lepiej je poznać – nie tylko dzięki pracy nad tłumaczeniem, ale i dzięki mejlom pisanym przez różnojęzycznych fanów.

Z punktu widzenia interesu, publikowanie za granicą jest trudne, ponieważ ten biznes w ogóle jest w tym momencie trudny. Wydawcy podchodzą znacznie ostrożniej do książek, które kupują. Jestem bardzo zadowolony z ukazania się mojej książki w Polsce i mam nadzieję, że na tym się nie skończy.

6. Kolejna powieść z cyklu „Ballada o Anusce” szykuje się, aby podnieść żagle. Czego powinniśmy oczekiwać?

W pierwszej części, w Wichrach Archipelagu, mogliśmy poznać Ghayavand, na którym trzysta lat temu nastąpiło rozdarcie. Dowiedzieliśmy się także, że Nasim odrodził się, kiedy Khamal, jeden z trzech qiramów, którzy spowodowali rozdarcie, został zabity. Jest też mgliście zarysowane niebezpieczeństwo ze strony Imperium leżącego na zachód od Księstwa – Imperium, które kiedyś panowało nad wyspami Anuski (a więc, tytułowym archipelagiem – przyp. D.B.)

The Straits of Galahesh (tytuł wydania polskiego jest jeszcze nieznany – przyp. D.B.), drugi tom serii, rozpoczyna się pięć lat po wydarzeniach opisanych w Wichrach Archipelagu. Powieść koncentruje się na trzech głównych postaciach – na Nikandrze, Atianie i Nasimie, którzy udają się w podróż daleko poza granice Wielkiego Księstwa, aby zbadać przyczyny nabierającego mocy rozdarcia pomiędzy światami. Nasim jest już starszy, w miarę jak stara się odwrócić efekt wydarzeń, które kiedyś zapoczątkował, dowiadujemy się wielu faktów z jego wcześniejszego wcielenia. Imperium Irstanli raz jeszcze wykazuje zainteresowanie archipelagiem. Atiana zostaje zaangażowana w wydarzenia, które rozwijają się w pobliżu tytułowych cieśnin, a Nikandr stara się uratować swoją ojczyznę.

7. Czy poza Balladą o Anusce szykujesz coś jeszcze dla swoich czytelników?

Zdecydowanie tak! Położyłem już podwaliny pod kolejną serię, wobec której mam wielkie oczekiwania. Jest to epickie fantasy o tytule The Song of the Shattered Sands (w chwili obecnej ewentualny polski tytuł jest jeszcze nieznany, ale gdybyśmy chcieli go przetłumaczyć w miarę dosłownie, to brzmiałby on mniej więcej: Pieśń Zburzonych Piasków. Albo i nie – przyp. D.B.). Opowieść osadzona jest w potężnym pustynnym mieście, skutecznie kontrolującym jedyne szlaki handlowe w niedostępnym w inny sposób regionie. W książce słyszalne będą echa zarówno Opowieści z tysiąca i jednej nocy, jak i luźnego cyklu Thieves’ World (w Polsce raczej nieznanego, a przede wszystkim, praktycznie nieobecnego – przyp. D.B.). Jest to historia Cedy, kobiety żyjącej z toczonych dla rozrywki widzów walk. Na samym początku powieści odnajduje zostawioną przez martwą matkę księgę, która kryje klucz do zrozumienia mocy Dwunastu Królów Sharakhai, którzy władali nad pustynią za pomocą silnej pięści przez prawie dwieście lat. Starając się odkryć tajemnice zamaskowane w poezji – co, nawiasem mówiąc, robiła również jej matka przed śmiercią – Ceda wpada w tarapaty, bowiem dowiadują się o niej Królowie, gotowi na wszystko, byle tylko utrzymać sekret zagrzebany głęboko pod piaskami pustyni. Ceda musi dojść prawdy, nim zostanie odnaleziona przez Królów. I lepiej, żeby się jej powiodło, bowiem jest ostatnią nadzieją dla pustynnego ludu…

8. Wichry Archipelagu są, a The Song of the Shattered Sands zapowiada się na unikalną historię fantastyczną. Czy zamierzasz spróbować swoich sił w czymś odmiennym od fantastyki? W czymś bliższym science fiction, a może nawet bardziej… codziennemu?

W gruncie rzeczy ja już tworzę science fiction, opublikowałem nawet, niedawno, minipowieść Strata (jej współautorem jest Stephen Gaskell), która póki co, dostępna jest tylko w języku angielskim. Jest to antyutopijny thriller science fiction, którego akcja ulokowana jest na platformie górniczej na powierzchni słońca. Napisałem także kilka opowiadań w tym gatunku, wliczając także to, które w zeszłym roku opublikowała „Nowa Fantastyka” (chodzi o wspomniany już Flotsam, który „Nowa Fantastyka” wydrukowała w numerze 10 (349) / 2011 pod tytułem Za burtą – przyp. D.B.).

Lubię science fiction, ale raczej nie spodziewam się napisać kiedykolwiek powieści w tym gatunku. To fantastyka jest moją prawdziwą miłością i pozostanę jej wierny, przynajmniej na razie. Chciałbym stworzyć bardziej współczesną fantastykę, coś w rodzaju Kronik Żelaznego Druida (autor: Kevin Hearne– przyp. D.B.), ale czas na taką próbę dopiero nadejdzie.

9. Jakich twórców fantastyki mógłbyś nam polecić?

Spośród tych bardziej znanych cenię Guya Garvriel Kay’a, George’a R.R. Martina, C.S. Friedman, Glena Cooka oraz Tima Powersa. Jeśli chodzi o mniej znanych, nowych autorów, którzy przypadli mi do gustu, wymienić mogę Douglasa Hulicka (autor wydanego w Polsce Honoru złodzieja – przyp. D.B.), Courtney Schafer czy Teresę Frohock (obie panie do Polski jeszcze nie dotarły – przyp. D.B.).

10. Jaka jest przyszłość literatury fantastycznej i książek w ogóle, z twojej – twórcy – perspektywy?

Sądzę, że najbliższych kilka lat będzie bardzo ciekawych. Spodziewam się, że kilku największych wydawców postawi na fuzje, aby utrzymać się na powierzchni wobec silnej konkurencji ze strony Amazona i nie tylko jego. Branża będzie wywierała coraz większy nacisk na autorów, by zapewnić sobie większy margines bezpieczeństwa wobec postępującej utraty sił wydawnictw. Jasną stroną jest, jak sądzę, wzrost dostępności elektronicznych czytników książek, co może się przełożyć na ogólnie większe czytelnictwo. Myślę, że nawet ci ludzie, którzy do tej pory nie kupowali książek lub kupowali bardzo niewiele, mogą poprawić swoje statystyki. Także najbardziej zaangażowani czytelnicy mogą docenić wygodę i korzystną cenę ebooków.

Nikt nie jest w stanie przewidzieć krajobrazu literackiego za kilka lat, co dla mnie, jako twórcy, jest z jednej strony nieco przerażające, z drugiej zaś na tyle ekscytujące, że wypatruję tych zmian.

Pozostaje zatem mieć nadzieję, że kolejne twoje powieści przeczytamy zarówno na ekranie czytnika, jak i na papierze… Dziękuję ci za bardzo interesującą rozmowę.

Interview with Bradley P. Beaulieu

1. Where the idea of flying ships came from?

B.P.B.: That’s an interesting question. When I first started working on the world, it was the magic—the use of the elements—that came first. I had originally thought of having various tribes, people that specialized in each of the elemental forms (fire, earth, water, air, and life), but as I the world started to complicate, I pretty much threw out the idea of separate tribes, but I kept the elemental magic itself.

Next came the world itself. I knew that I wanted to set the story on islands, and from there I stumbled across the notion of using Muscovite Russia and the Grand Duchy of Moscow as a „leaping off” point for the culture. The question then naturally arose: how did they conduct trade? How did they move from place to place? I wanted to make this an inhospitable world, one in which it was difficult to carve out a place where life and culture could be sustained, and in order to do this, I reckoned that sea travel would be challenging for these people. The islands are protected by reefs, and so travel by sea is possible within each of the archipelagos, but beyond this, ships could easily be lost.

This was there the flying ships came in. I thought that maybe travel by air would actually be more dependable than sea travel. But this could only be true if they had some way to control it reliably. And this, by and large, is where the Aramahn came into being. I brought back the idea of the tribes, but recast them in such a way that they could control the elements, but not the people of the Grand Duchy. And so a strange compact was made between these two peoples: the Aramahn would provide their abilities to control these ships, and the Grand Duchy would give free access to the islands to the Aramahn, who roam the world and meditate and strive to attain enlightenment.

2. Flying ships are just one of few rather extraordinary motifs in your novel. It is the presence of abundant Russian nomenclature on pages of the Winds of Khalakovo, that amused me even more. One doesn’t find eastern-european terminology in western lit often. Is there any story behind your idea?

B.P.B.: When I brainstorm novels, I generally try to find not just one or two twists on genre conventions. I try to create several if I can. I also work hard on the worldbuilding before I start writing, because I feel like it helps to flesh out the tale. The world itself advises the story, so to speak. So for me, I can’t write something unless I have a very good idea of the world in which the story will be told.

I had long grown tired of the stereotypical fantasy set in medieval England or western Europe. I was looking for another type of locale in which to set the story, and it was the nature of the islands that got me there. I had already decided that they were quite cold and remote, and I thought it might be interesting to have it modeled loosely off of Russia. I started to research medieval Russia and the Grand Duchy of Moscow, and the more I read, the more I loved the idea of the world of Khalakovo borrowing from Russian tradition. And then, as I started to choose names, the idea cemented itself, and I grew to love the flavor that it gave to the story.

The rest, as they say, is history.

3. Another interesting issue in The Winds of Khalakovo is usage of gunpowder. There are a few interesting fantasy novels with canons and muskets (although, I can’t name them without deep considerations). Yours is another one in this very small – why not name it properly: elite? – group. Are you into XVII-XIX warfare, or was it just – so to say – an one-time accident?

B.P.B.: I had not planned on having gunpowder in the novel when it was initially conceived. However, I was modeling the societies off of roughly 17th century Russia. I knew I didn’t necessarily need to include gunpowder, but I liked the notion of having battles between windships with canons in play. I didn’t want them to merely become ships of sail in the air, though, so I limited the ability of the ships to carry metal, iron especially. If the ships have too much iron, it throws off the ability of the ship’s keel to catch the ley lines running over the planet and keep the ship oriented in the proper direction. So while the gunpowder is present, it’s not a primary factor in the novels.

4. The Winds of Khalakovo came as a success and made your name recognizable, but it wasn’t the first, readers could hear of you, right?

B.P.B.: No, it wasn’t. While The Winds of Khalakovo was my first novel sold, it wasn’t my first novel. I’d written three others before this, and I felt like I was coming closer and closer each time. I’d also gone to many writing workshops and conferences to try to learn the craft.

I also wrote short stories. I’ve had fifteen short stories published and many more „trunk” stories, one of which („Flotsam”) won the Writers of the Future award in 2004. Writing so many short stories helped immensely. You can practice a lot of different craft issues in short stories that would be more difficult, or would take a lot of time, in novel form. In the time I wrote those dozen short stories, I had played with different styles of narration, different tenses, different kinds of characters, writing different styles of action and tension and mystery, and so on. It really helped me to try different things to eventually find my natural voice.

One of the biggest keys for me has been to write every day. By writing often, and actively trying to better my craft, I made steady progress, and eventually, it was enough to tackle a project like Winds.

5. The Winds of Khalakovo are available for readers in many countries, for example in Poland (which is why I have pleasure to speak with you – right after having some quality time with The Winds…). Is it difficult to publish a novel on foreign markets?

B.P.B.: From a writing standpoint, the process of going through translation is fairly easy. The translator will read the book and come up with a set of clarifying questions, and I’ll answer those as I would for my English editor. Sometimes it’s merely clarification. Sometimes there is a matter of culture that needs to be accounted for. And sometimes the occasional error will get caught. It’s an exciting thing for me, having my work translated into another language. I’m very interested in world culture, and this is a great way to learn about other people, both through the translation process and as bi-lingual fans send me email or talk to me on social networks.

From a business standpoint, publishing in foreign markets is difficult because the publishing business is still depressed at this point. So publishers are taking a more careful approach to the books that they buy. I’m very happy to be published in Poland, and I’m hopeful that more countries will follow your lead.

6. Another book in Lays of Anuskaya series is getting ready to set sails. What should we expect?

B.P.B.: In the first book, The Winds of Khalakovo, we were introduced to Ghayavand, where the sundering occurred three hundred years ago. We also learned that Nasim was reborn when Khamal, one of the three qiram who cause the sundering, was killed. And there are hints of the looming threat from the Empire of Yrstanla to the west of the Grand Duchy, an empire that once included the islands of Anuskaya.

The Straits of Galahesh, the second book in The Lays of Anuskaya,starts five years after the events shown in Winds. The book focuses on three main characters—Nikandr, Atiana, and Nasim—who take us on a journey that expands well beyond the boundaries of the Grand Duchy to explore origin and growing effects of the rifts. Nasim is older now, and we learn more of his prior life as Khamal as he tries to close the rifts that were opened so many years ago. Yrstanla has once again set its sights on the islands they once claimed as their own. Atiana becomes deeply involved in a plot that unfolds on the island of Galahesh, where the fabled straits lie, while Nikandr tries to find a way to close the rifts that once threatened his home.

7. Is there anything besides the Lays of Anuskaya on your mind? Some new projects, perhaps?

B.P.B.: Yes, indeed there is! I’ve laid the groundwork for a new series that I’m really excited about, an epic fantasy called The Song of the Shattered Sands. It’s a story set in a powerful desert city that controls the flow of trade and spice through otherwise impassable terrain. There are echoes of both A Thousand and One Nights and Thieves’ World. It’s a story about Çeda, a woman who fights in the pits to scrape a living from the cruel but beautiful city she calls home. As the story opens, she discovers that the book her mother left her before she died holds the clues to unraveling the power of the Twelve Kings of Sharakhai, men who have ruled the desert with an iron fist for nearly two hundred years. As Çeda begins to unlock the secrets hidden within the poems in the book—as well as what her mother was trying to do before she died—the Kings learn of her, and they will stop at nothing to keep those secrets buried in the desert where they belong. And so the chase is on. Çeda must unlock the hidden riddles of her mother’s book before the Kings find her. She had better hope she does, for she is the last hope for the people of the desert.

8. Both novels, The Winds of Khalakovo are, and The Song of the Shattered Sands seem to be a unique fantasy books. Are you going to cross swords, or – should I say – keyboard, with something different from a fantasy? Something bit more sci-fi, or even more… contemporary?

B.P.B.: I do write science fiction, and in fact I just published a novella called Strata (co-written with Stephen Gaskell) which is only in English at the moment. It’s a dystopian sci-fi thriller set on solar mining platforms on the surface of the sun. I’ve also written a number of short stories, including one that was published last year in Nova Fantastyka in Poland.

I enjoy science fiction, but I don’t think I’ll ever write a sci-fi novel. My true love is fantasy, so that’s where I’ll stay for now. I would like to create a contemporary fantasy at some point, something like The Iron Druid Chronicles, but I don’t have any immediate plans to do that yet.

9. Could you name some fantasy authors worth reading?

B.P.B.: In terms of more well known authors, I really enjoy Guy Gavriel Kay, George R.R. Martin, C.S. Friedman, Glen Cook, and Tim Powers. For authors that aren’t as well known, some new authors that I’ve enjoyed are Douglas Hulick (Among Thieves), Courtney Schafer (The Whitefire Crossing), and Teresa Frohock (Miserere).

10. From your perspective – as an author – what is the future of fantasy lit and a book itself?

B.P.B.: I think it’s going to be a very interesting time in the next few years. I think some of the major publishers are going to merge to stay afloat as competition from Amazon and others continues to rise. I think the industry will continue to put pressure on authors to find more profit margin for their flagging businesses. But the bright side is that I think the explosion in e-reading devices will allow for a larger overall audience for books. I think those that used to buy no books or few books per year will now buy more. And I think we’ve already seen that those who are avid readers buy more books because of the convenience and price of e-books.

It’s a bit daunting as an author, because no one knows what the landscape will look like in a few years, but it’s also very exciting, and I’m looking forward to it.

So, in this case, we should cross fingers to have an opportunity – soon – to contemplate your future novels both on screens of e-book readers and on the paper… Thank You for very interesting chat.

Advertisements

6 thoughts on “Wywiad z Bradleyem P. Beaulieu

  1. Literatura to świat, który chciałem współtworzyć, gdy byłem nastolatkiem. Marzyłem, by zostać pisarzem, ale chyba powoli do tego dojrzewam i liczę, że jeden z pierwszych wywiadów udzielę duetowi Onibe:-)

    • zaczynamy już gromadzić tematy do wywiadu ;-). To będzie jeden z ciekawszych wywiadów, bez dwóch zdań! A z pisaniem to jest tak, że ma się dużo czasu i chęci, ale warsztat szwankuje, brakuje otrzaskania i pewnej „głębi”. Później nabywa się głębi, warsztatu i otrzaskania, ale brakuje czasu aby to spożytkować…

  2. Też jestem ciekawa jak krajobraz literacki będzie wyglądał za kilka lat, czy czytniki będą popularniejsze od tradycyjnej książki… A „Wichrów archipelagu” jeszcze nie czytałam.

    • czytniki raczej na pewno będą popularniejsze. Zresztą, nie tylko czytniki w obecnej formie. Słyszałaś może o project glass? Upowszechnienie takich technologii może przynieść całkowicie niespodziewane rozwiązania także w tematach pobocznych, jak choćby czytanie książek. Podejrzewam, że tak jak to ma miejsce z płytami cd / analogowymi, będzie miejsce zarówno dla hi-techu jak i klasycznego papieru.

      • Czytałam o tym projekcie artykuł. Mam nadzieję, że będzie miejsce i dla nowoczesnych rozwiązań i dla papieru w przyszłości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s