Recenzje książkowe, odcinek 50 (11/2012)

Po krótkiej przerwie udało się „zaliczyć” kolejną recenzję ;-). Tym razem padła najświeższa pozycja w dorobku Joe’ Abercrombiego, a konkretnie Zemsta najlepiej smakuje na zimno.

Zapraszamy!

Tytuł książki: Zemsta najlepiej smakuje na zimno

  • Autor -> Joe Abercrombie
  • Kategoria -> fantasy / przygodowa
  • Krótki opis -> Monza była generałem w armii najemników, dopóki nie została zdradzona. Zabito jej brata, ona sama przeżyła dzięki drobnemu niedopatrzeniu napastników. I jak to zwykle w takich okolicznościach bywa… teraz wraca, aby się zemścić.
  • Werdykt recenzencki -> „Hrabia Monte Christo” to to nie jest, ale w kategorii literatury fantastycznej, całkiem miła rozrywka. Książka odrobinę zbyt długa, zbyt wiele pomysłów w nią wtłoczono, ale czyta się świetnie. Abercrombie to obiecująca w światku postać, być może ten pan będzie reanimował nieco kościejący gatunek…
  • Link do pełnej recenzji -> TUTAJ

Reklamy

12 thoughts on “Recenzje książkowe, odcinek 50 (11/2012)

  1. “Hrabia Monte Christo” to to nie jest, ani tez żaden Baron Münchhausen, ale tak to już jest, że wszystko, co czytamy w jakiś sposób odnosimy do zapoznanych wcześniej dzieł, by porządkować półeczki w głowie:-)

    • Caddi, powiem więcej, wciąż odnosimy się do sytuacji, ludzi, zdarzeń które już zaistniały i doszukujemy się porównań do sytuacji które miały już miejsce. Jeśli nie zaskoczy nas coś nowego, świeżego, coś czego jeszcze nie doświadczyliśmy kręci się to wszystko i powtarza jak dejavu;) Może dlatego wciąż jestem chłonna nowych wrażeń;)
      ps. Napisałam odpowiedz wcześniej i była bardziejsza, alem się nie zalogowała i przepadło..egh.

      • znam ten ból z zaginiętymi tekstami. Swoją drogą: warto to uwzględnić w ostatecznej teorii wszystkiego, że coś co zaginie, w wersji odzyskanej nigdy nie jest już równie fajne 😉

        co zaś się tyczy wrażeń literackich i nawiązań literackich: wszystko już było. Twórcy świadomie opierają się na dokonaniach innych twórców, czytelnicy świadomie je odczytują. Wszystko sprowadza się do złapania odpowiedniego balansu: „starego” nie może być za dużo, ale jeśli owe „stare” jest naprawdę udane, to nie może go być też zbyt mało.

    • Dablju, taki jest konstrukt poznawczy w naszym umyśle i nie da się tego ominąć. Stąd może poszukiwanie wrażeń to takie gonienie króliczka, ale… lubimy to:-0

      • Caddi, w rejonie „miasta noży” pojęcie „gonienie króliczka” to raczej podążanie za nowościami, trendami, jak to chłopaki mówią:”onanizm sprzętowy”, niż szukanie nowych doznań wewnętrznych, wrażeń jakie daje np. jazda na rowerze z zamknietymi oczami, gdy w uszach na mp3 leci Czajkowski – do tego mi znacznie bliżej:)

    • Hrabia to dla mnie pozycja niezwykła, choć w gruncie rzeczy nie wiadomo kto naprawdę napisał tę powieść. Dumas to twórca kultowy, lecz mało kto wie, że był szefem fabryki pisarskiej, w której działało mnóstwo osób, a które tworzyły na zasadzie „murzynów” teksty, wyszukiwały pomysły itd, a wszystko to firmował właśnie Dumas swoim nazwiskiem. To taki wczesny Dan Brown, który również pisze coś, co podtyka mu sztab ludzi. Joe przynajmniej tworzy samodzielnie… nie licząc żony. Aj, jakże to nie liczyć żony… hehe 😉

      • czytając kiedyś pierwszy raz, jedną z moich ulubionych książek „Mały książę” Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. myślałam sobie, że pisarzem jest starszy pan,który mieszka gdzieś w daleko położonym domku nad jeziorem. Okazuje sie jednak że autor był w tym czasie pilotem na wojnie..

        • tak, to jest lekki dysonans… ale takie dysonanse wpływają na głębsze postrzeganie danego utworu. Starszy pan w daleko położonym domku nad jeziorem może z nudów napisać „Alchemika”, ale „Małego księcia” musiał stworzyć ktoś, kto miał określone relacje z życiem (i śmiercią). Moim zdaniem, rzecz jasna 😉

        • Ja też wyobrażałem sobie autora jako starszego, siwego jegomościa (bo tylko ktoś taki kojarzył mi się z mądrością zawartą w książce), a tu proszę, jednak rzeczywistość była zupełnie inna. Swoją drogą, Małego księcia czytałem po raz pierwszy chyba w 6 klasie i pierwsze wrażenie wcale nie było pozytywne. Wręcz przeciwnie, uważałem, że książka jest do kitu, bez żadnego merytorycznego przesłania, ba, bez żadnego sensu (jakieś baranki, baobaby, drzewa?!). Nawet uważałem, że to typowo dla jakichś małych dzieci, przedszkolaków, góra dla uczniów trzecich klas. Dopiero potem „dorosłem” do tej książki 🙂

          • Chyba zatem u mnie od dzieciństwa z wyobrażnią coś nie tak;)
            „Dobrze widzi się tylko sercem, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu ” 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s