„Wszystko dla miłości” – opowiadanie postwalentynkowe ;-)

W ramach walentynkowej akcji literackiej na niedobrych literkach pojawiło się sporo fajnych opowiadań. I jedno niefajne: nasze ;-). Całą kolekcję możecie poznać tutaj, ale dzisiaj w ramach uzupełniania zaległości i archiwizacji archiwów, „Wszystko dla miłości” trafia także na Onibe.

Jeśli jeszcze nie czytaliście, to zapraszamy do lektury 😉

Wszystko dla miłości 

Kolejny Dzień Zakochanych upłynął w cieniu zbrodni Walentynkowego Potwora. Złoczyńca zaatakował po raz piąty […].

Ależ ten czas leci. Po raz piąty? A mam wrażenie, jakby mój pierwszy ruch nastąpił ledwo wczoraj. To już pięć lat, odkąd nazwano mnie Walentynkowym Potworem. Łezka w oku się kręci.

Pierwsza ofiara Walentynkowego Potwora – Ryszard B. – została obezwładniona na podjeździe własnego domu. Mężczyzna wysiadł z auta, podszedł do bramy garażowej i sięgnął po klucze. To prawda. Nie dostrzegł mnie aż było za późno na cokolwiek poza cichym „kurwa”. Paralizator przekonał go, by grzecznie upadł i nie stawiał oporu podczas załadunku do bagażnika własnego auta.

Następna na mojej liście, Weronika Z., druga ofiara szaleńca, napotkała swoje przeznaczenie dwie godziny później. Stało się to po drugiej stronie miasta, na dużym i syfiastym osiedlu betonowych odprysków braku wyobraźni. Nic na to nie poradzę: nie lubię architektury miejskiej. Ale przecież nie to zdecydowało o nominacji Weroniki. Szczęściara jak co dzień wyprowadzała psa, notabene: głupiego jak stos ziemniaków yorkshire teriera. Kiedy psopodobny kłębek sierści wydeptywał tę samą co zawsze ścieżkę i oblewał moczem te same co zwykle koła samochodów, ja już czekałem – schowany za vanem, wtopiony w tło, gotowy na skok. Drobne kobiece ciało poddało się argumentom prądu o napięciu 114 000 V, kolejną dawkę tegoż przeznaczyłem dla psa. W zasadzie nic do niego nie miałem, ale… pewnie i tak byśmy się nie polubili. Walentynkowy Potwór odjechał, uwożąc dwie niewinne ofiary (one zawsze są niewinne, to podnosi sprzedaż gazet) i zostawiając za sobą truchło bestialsko zamordowanego psa. Czyk!

Trzecia ofiara oprawcy, Zygmunt G., została napadnięta, kiedy wracała ze sklepu, objuczona zakupami dla ciężko chorej żony. Zagadka stulecia: jaką chorobę leczy się żołądkową gorzką? Zygmunta dorwałem, kiedy obsikiwał latarnię – chwiał się niebezpiecznie, lekko już pijany, w jednej dłoni trzymając siatkę z pięcioma czy sześcioma butelkami, w drugiej zaś… wiadomo co. Złapałem go nim upadł w kałużę własnego moczu – była to drobna uprzejmość pod własnym adresem. Nie chciałem czuć smrodu uryny przez tych kilka godzin, które mieliśmy wspólnie spędzić.

Walentynkowy Potwór wyjechał z miasta, wywożąc trzy niewinne ofiary (o tym nie można zapomnieć, o tym trzeba przypominać: były niewinne). Skierował się do pobliskiego lasu, cieszącego się wśród okolicznych mieszkańców złą opinią. Jaka by nie była, teraz z pewnością nie stała się lepsza. Kiedy ofiary doszły do siebie, były już przywiązane do drzew. Zgodnie z sztuką, choć muszę przyznać, że to – nomen omen – rozwiązanie pozostawia pewien niedosyt. Okrutny porywacz przez wiele godzin (dokładnie cztery godziny i osiem minut, czas to pieniądz: spóźnisz się, to nie obejrzysz serialu) pastwił się nad niewinnymi ofiarami (ect.), upokarzając je, wielokrotnie raniąc nożem myśliwskim (jaki tam myśliwski? Zwykły. Kuchenny. Niemiecki.) i obrzucając inwektywami, parokrotnie też udając, że zamierza je zamordować. Dobra gra aktorska jest zawsze w cenie. Bez niej nie zrobi się żadnego show! W pewnym momencie, z niewiadomych przyczyn, Walentynkowy Potwór rzucił się na Zygmunta G. i poderżnął mu gardło. Zgodnie ze scenariuszem. Odwiązałem ciało od drzewa, a kiedy je zakopywałem, Weronika Z. i Ryszard B. wykorzystali nieuwagę porywacza, rozplątali liny i uciekli w głąb lasu. Zmęczeni i wystraszeni niemal na śmierć od razu zabłądzili. Przeżyli makabryczną noc, kuląc się z przerażania przy każdym hałasie, w każdym cieniu i ruchu gałęzi dostrzegając obecność Walentynkowego Potwora. Niesłusznie, bowiem mnie tam nie było.

Walentynkowy Potwór uciekł ponownie. Ma już na sumieniu pięć ofiar śmiertelnych i dziesięć niedoszłych. Kogo zaatakuje w przyszłym roku?

Tego jeszcze nie wiem ja sam. Ale mam kilka kandydatur.

Na razie obserwuję efekty swoich działań. Minęły trzy tygodnie. Ryszard i Weronika spędzili je razem. Połączyły ich tragiczne okoliczności, oboje na chwilę zanurzyli się w tunelu wiodącym na drugą stronę życia. Czy ich związek przetrwa? Czy miłość zrodzona w ekstremalnych warunkach, w cieniu wyroku śmierci, ma szansę? Ja wiem, że tak.

Nie bez przyczyny ich wybrałem.

Wybrałem? Tak, oczywiście… wybrałem ich dla miłości. Dla niej to wszystko. Trochę bólu, jakaś nieistotna śmierć. Kolce przy róży. Tak to działa. Myślicie, że jestem kimś złym, prawda? Ale spójrzcie na to z innej strony: dałem światu coś wspaniałego, pięć eksplozji najwznioślejszego z uczuć. Czy możecie powiedzieć to samo o sobie?

No właśnie.

Zresztą, kto wie, czy w przyszłe Walentynki nie odwiedzę właśnie was. Ciągle jeszcze nie obstawiłem, kto w moim małym przedstawieniu zagra bohatera numer trzy.

Reklamy

9 thoughts on “„Wszystko dla miłości” – opowiadanie postwalentynkowe ;-)

  1. Kiedy zobaczyłem w tytule wpisu słowo „postwalentynkowe” to miałem ochotę go zignorować. I pewnie by się tak stało, gdyby nie to, że nie chce mi się robić już nic konstruktywnego. Byłaby szkoda, a tak… jestem zadowolony. Dobre opowiadanie (choć final przewidywalny). :-))

    • hehe, widać marketing to nie jest moja mocna strona 😉

      co do przewidywalności… wiem, ale przy założonym celu nie dało się inaczej, zwłaszcza w tak krótkiej formie. A raczej ja nie potrafiłem inaczej ;-). Takie historyjki na ogół niestety bywają przewidywalne…

  2. W ogóle interesujący temat na cykl opowiadań. Można nieźle grać ze schematem opowieści miłosnej i z samą „ideą” walentynkową. Ciekawe.

    No no no, a towarzystwo doborowe – mówię o niedobrychliterkach ; )

  3. A widziałam to już jakiś czas temu na niedobrych literkach!:) Szczerze to szczerzę zęby jak czytam takie teksty w odniesieniu do walentynek:D Podoba mi się pomysł! PozdrawiaM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s