Recenzje książkowe, odcinek 47 (8/2012)

Jeszcze chwila i będzie po lutym. Miejmy nadzieję, że wraz z nim odejdzie w niepamięć masakryczna pogoda. U nas za oknem błota, w których utonęłaby cała hitlerowska armia i jeszcze starczyłoby miejsca dla Napoleona – podobno w takich okolicznościach przyrody najlepiej przysparzać ojczyźnie nowych obrońców albo czytać książki. Co do tego pierwszego, to się nie wypowiemy, bowiem jest to blog, który mogą czytać dzieci i inni politycy. Natomiast jeśli chodzi o książki to… oczywiście, mamy dla Was jakieś propozycje ;-).

Na Gildii pojawiły się recenzje książek Jak pokroić tort oraz Napoleon i Wellington. Długi pojedynek.

Zapraszamy!

Tytuł książki: Jak pokroić tort i inne zagadki matematyczne

  • Autor -> Ian Stewart
  • Kategoria -> matematyka relaksacyjna / nauka popularna
  • Krótki opis -> jak najlepiej pokroić tort? Tak, aby nam dostała się największa porcja, oczywiście. Są jednak na świecie ludzie, którzy lubią komplikować sprawy proste, a nawet pisać o tym książki. Ian Stewart to właśnie taki przypadek, a że facet jest blisko związany z Matematyką, to sami rozumiecie… musi być interesująco. Przynajmniej dla miłośników Królowej Nauk.
  • Werdykt recenzencki -> zabawne i intrygujące dywagacje, ale zdecydowanie tylko i wyłącznie dla fanatyków matematyki, ewentualnie tych, którzy wiedzą o co w niej chodzi. Dodawanie i odejmowanie się nie liczą 😉
  • Link do pełnej recenzji -> TUTAJ

Tytuł książki: Napoleon i Wellington. Długi pojedynek

  • Autor -> Andrew Roberts
  • Kategoria -> historia / nauka popularna
  • Krótki opis -> Napoleon i Wellington to jedne z największych umysłów wojskowych wszechczasów. Traf chciał, że obaj rywalizowali ze sobą przez niemal całe życie „zawodowe”, ale spotkali się tylko raz. Na polach w okolicy wioski Waterloo. Andrew Roberts podjął próbę porównania ich, a paradygmatem jego pracy jest ukazanie różnic i przynajmniej częściowa demitologizacja obu panów.
  • Werdykt recenzencki -> wciągająca lektura, błyskotliwie napisana książka, jedna z tych, które potrafią zarazić miłością do historii. Jest to przy okazji bardzo sensowna monografia, którą docenią zapewne nie tylko amatorzy.
  • Link do pełnej recenzji -> TUTAJ

Advertisements

22 thoughts on “Recenzje książkowe, odcinek 47 (8/2012)

  1. Zdecydowanie czytanie książek to słuszna koncepcja:) Czym trudniejsze tym bardziej skłaniają do refleksji i poszukiwań..no może z małym wyjątkiem tych naukowych, (czyt. matematyka), która nie do ogarnięcia przez mój świat.Chociaż podobno w przyrodzie wszystko policzalne jest, to teoria sztuki która się w matematyce zawiera, i mówi iż wszystko w koło lub kwadrat zapisać można, bardziej do mnie przemawia:)

    • tym razem akurat dość lajtowe pozycje nam się trafiły i w ogóle w książkach do zrecenzowania (patrz -> zasoby) mamy mnóstwo pozycji średnich i niższych lotów, ale od pewnego czasu narasta w nas apetyt na powrót do literatury trudniejszej. Zobaczymy co z tego wyniknie 😉

      • Kiedyś myślałam że to mało skomplikowane..po prostu siadasz i piszesz co myślisz na temat danej książki czy filmu..nic mylnego..
        Chociaż czasami wystarczy mi:”świetna, tajemnicza, refleksyjna”, tak zaczęłam czytać Kundere i jego „nieznośną lekkość bytu”..pożniej „walc pożegnalny”…
        „Szczere, ambitne, cyniczne”, tak rozpoczęła sie ma przygoda z Łysiakiem..i chociaż na początku trafiłam na książkę od innych odmienną pt.” perfidia” to czułam że to będzie coś mojego. Podobnie zaczęłam czytać A.Jelinek, notabene laureatka literackiej nagrody nobla. Jej książka „Pożądanie” może i wielce kontrowersyjna ale porusza w dramatyczny dość sposób model „zaklętego kręgu”…
        Inna zupełnie literatura w swoim wyrazie i opisach basniowych, przenosząca do świata fantastycznego, barwnego, pełnego ekspresji, muzyki i czarów książka „Taimaron” Leny Krohn…czasami tylko trzy słowa, czasami przypadek..i jest moja:)

        • trafić na nietuzinkową książkę do recenzji i nietuzinkowo ją zrecenzować – o to w tym chodzi ;-).

          mnie recenzje skusiły na „Łaskawe” Littela, na ogół jednak stawiam w ciemno. I czasami fajnie się udaje 😉

          • Udaje się fantastycznie!:). Już mam liste kilku pozycji, choc najpierw chciałabym H. Millera „Zwrotnik raka” ogarnąć, bo w formie pdf dostałam i zapachu liter mi barkuje.
            Pokuszę się niebawem o recenzję mojej wyjątkowej, jak dotąd niezastąpionej książkowej „biblii” rewelacyjnej w wyrazie, tak mądrej i filozoficznej, przedstawiającej czułość, wrażliwości i ironie otaczającego nas świata. Mistrzostwo w każdym opowiadaniu.Są swoistym pamietnikiem moich mysli a sentencje w niej zawarte mówia do mnie jezykiem Pana na górze. Nosze ją przy sobie częściej niz aparat fotograficzny;).
            „Bardzo krótkie i nieco dłuższe opowieści”
            Roman Brandstaetter

          • Zwrotnik raka? To zabawne, ale próbowałem przeczytać tę książkę gdzieś w podstawówce i chyba nie trafiła do mojego przekonania. Wtedy ;-). Teraz mogłoby być inaczej, muszę spróbować. Dzięki za przypomnienie tytułu.

            Brandstaettera nie znam, muszę się zainteresować…

          • ciężki numer, jak na podstawówkę, myślę sobie;)
            A ja dziękuje za „Łaskawe”. Nie znam, ale widze że warto:)
            Oj, tyle pozycji ciekawych..czy ja to wszystko zdążę;)

  2. i z tego miejsca bardzo proszę, bo wiedzę że właściwa Osobę zapytuje..jeśli gdzieś, coś przypadkiem, w moim ukochanym języku staropolskim pisane, może nie czytałam, jeśli się znajdzie o cynk ładnie się uśmiecham:):)

      • w sensie przestawienia podmiotu i orzeczenia również;). często zjawisko owe np. w „Potopie” występuje, choć również stricte staro-staropolskie mają swoisty smaczek:)

          • Ukłony posyłając dziekuję serdecznie przedkonsultacyjnie, miłego popołudnia Waćpani i Waćpani życząc:)

          • no własnie;) a kto by mnie kazał w do-wody zaglądać;)
            Tak czy inaczyj;) Pozdrawiaski:)

  3. haha, teraz dopiero z pozycji Waszej strony widze iż nie Waćpanią z Waćpanną pomyliłam, a dwie panie zamiast pana naskrobałam:). Oczywiście że przeprosiny się należą..choć czasami tylko po końcówkach typu „em” i „am” wiem z którym z Państwa rozmawiam, to tu owe właśnie naprowadzają na Darka:)

    • hehe, zaiste Darek ;-). Ale spoko, celowo nie rozgraniczamy się osobowo, bo przecież skoro jeden blog prowadzimy, to tak jakby unisono. Tak jakby ;-). Iza na pannę się też nie obraża, w gruncie rzeczy przecież wiadomo, że to detale tylko, a jak się fajnie gada, to detale nie przeszkadzają. O! 😉

  4. Moja Waćpanna się na mnie obraża, jak ją tak tytułuje i grozi, że następnym razem mi wielkim tomiszczem Potopu przygrzmoci. Zdarzyło mi się drugą książkę przeczytać, chociaż żadnego z panów przesadną sympatią nie darzę i choć nie odmawiam im wojennego kunsztu, to w mojej opinii historia wydała większych wodzów i dowódców. Co do samej książki mam jedno spore ale – napisana jest co prawda poprawnym, logicznym językiem, ale sporo w niej niedopowiedzeń, jakby autor chciał niektóre rzeczy przemilczeć (z powodu braku wiedzy/sympatyzowania z jedną ze stron). Jakoś pozycja ta mnie nieszczególnie zachwyciła.

    • chyba nawet wspomniałem w recenzji te wady o których piszesz, ale nie pamiętam. Równie dobrze mogły wylecieć podczas korekty (notorycznie wychodzą mi za długie teksty i są cięte…). Moim zdaniem to świetna książka dla laika i zainteresowanego historią amatora. Dowiedziałem się z niej kilku użytecznych rzeczy, mimo że Napoleona i Wellingtona śledzę biograficznie od dawna ;-). Moja ulubiona pozycja o Wellingtonie to biografia autorstwa Bidwellów.

      czy historia wydała większych wodzów? Wellington nie przegrał żadnej bitwy i zawsze minimalizował straty. Na ogół walczył z przeciwnikami dysponującymi liczniejszymi, co najmniej równie dobrze lub lepiej wyszkolonymi i wyposażonymi armiami. To się liczy. Porównuje się go do Księcia Marlborough, trudno powiedzieć, który jest lepszy. Napoleon był bogiem wojny, podchodził do niej żywiołowo i czasami jak żywioł bywał pokonywany (łącznie chyba ponad dziesięć porażek na ok 60 bitew). Przerasta ich pewnie Aleksander Wielki, ale czy ktoś jeszcze? Muszę się zastanowić głębiej 😉

  5. Ja się trochę inaczej zapatruje na wielkość dowódców – nie chodzi tylko o kierowanie armiami czy przeprowadzanie wypraw i kampanii wojennych, ale też o szereg innych czynników. Między innymi sama epoka jest ważna – Napoleon miał już do dyspozycji coś więcej niż szabelki albo włócznie, miał armaty, muszkiety, miał wiedzę w postaci historycznego dorobku wojennego. W porównaniu z nim Aleksander, Wielki, Bazyli II, czy wielu przywódców ze starożytnego Rzymu mieli o wiele trudniejsze zadanie. Nie posiadam wiedzy na temat wojen i walk oraz dowódców wojskowych w Azji, a podejrzewam, że tam też pewnie niejeden silny charakter bez problemu by się znalazł – jak sławny Czyngis Chan. No i nie wolno zapominać o Attyli 😉
    Hm, właśnie czytam Elżbietę I George’a Bidwella, czyżby ten sam autor czy tylko zbieżność nazwisk?

    • zdecydowanie nie zbieżność. George to mąż Anny, Anglik, który ożenił się z Polką i przyjął nasze obywatelstwo. Żona tłumaczy jego powieści, czasami chyba trochę się do nich dorzuca, ale to on jest autorem głównym ;-).

      rzeczywiście nie sposób porównać Napoleona do Aleksandra, ale ten brak możliwości porównawczej idzie w obie strony, tzn. dotyczy zarówno ułatwień jak i utrudnień. Aleksander walczył przeciwko wrogom słabiej zorganizowanym. Po kilku potężnych jego ciosach rozpadła się Persja Dariusza, a przecież było to największe wtedy mocarstwo świata. Napoleon wygrał kilkadziesiąt bitew, w tym kilka prawdziwie epickich (Austerlitz), ale jego przeciwnicy: Austria, Prusy i Rosja nieustannie się podnosili i ciągle od nowa stawiali mu opór. Aleksander nie miał przeciwko sobie Anglików, którzy siedzieli bezpieczni za Kanałem i finansowali kolejne Sojusze przeciwko Napoleonowi. Napoleon wreszcie tworzył ogniem i mieczem świat społeczeństw narodowych, a Europa którą przemierzał była silnie podzielona i mocno poddana wewnętrznej identyfikacji, podczas kiedy Aleksander tłukł władców niewolników. W czasach Aleksandra poddanym było wszystko jedno kto nimi zarządza, byle dawał żyć, handlować itd. W Europie Napoleona już niekoniecznie… Z drugiej strony, Napoleon miał ogromne możliwości zarządzania swoim imperium – poczynając na niesławnym Biuletynie, poprzez sieć semaforów i doskonały system kurierski, mógł nawet korzystać z balonów (czego jednak nie czynił), a okręty – gdyby nie blokowane przez marynarkę brytyjską – mogły szybko i sprawnie przerzucać ludzi, zaopatrzenie i rozkazy na niemal dowolne odległości. Aleksander nie miał takich ułatwień. Zbudował imperium za duże do kontrolowania, oparte właściwie na sile mięśni ludzkich i końskich, a to nie wystarczyło…

      można tak jeszcze wymieniać, ale nie wiem dokąd by nas to doprowadziło. Summa summarum, porównania tego typu mają charakter akademicki i ciekawostkowy, są jednak umiarkowanie korzystne w ujęciu faktograficznym 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s