Felieton Miesięcznik Literacki # 05 – grudzień

Już za chwilę będziemy podsumowywali styczeń, ale póki co jeszcze: nadrabiamy zaległości ;-). Dzisiaj grudzień, ostatni miesiąc Roku Pańskiego 2011, opublikowany na Qfancie nieco ponad dwa tygodnie temu. Zobaczmy co się działo w okresie świątecznym na froncie literackim:

MIESIĘCZNIK LITERACKI – GRUDZIEŃ  

Święta – musicie przyznać, że tym razem wyjątkowo krótkie – przeminęły, jak z bicza strzelił. To samo dotyczy sylwestrowej nocy. A to niechybny znak, że oprócz tego, że skończył się rok, przeminął także kolejny, grudniowy, miesiąc, który – a jakże – należy w skrócie podsumować.

Historia – również historia literatury – przepada za dreszczykiem tajemnicy, posmakiem spisku i pobudzającą wyobraźnię, skłaniającą do notorycznie odświeżanych interpretacji, niewiedzą. Czy Mickiewicz został zamordowany? Co się stało z ciałem Witkacego? Takie i inne pytania zadajemy sobie w kółko my, literaturofile. Wszystko wskazuje na to, że jedno z nich – co było powodem śmierci Pabla Nerudy – może wkrótce otrzymać niemalże stuprocentowo pewną odpowiedź.

Neruda, chilijski poeta, laureat literackiej Nagrody Nobla, ale i działacz chilijskiej partii komunistycznej oraz przyjaciel prezydenta Salvadora Allende, zmarł 23 września 1973 roku. Według świadectwa zgonu, przyczyną śmierci był rak prostaty. Jednak późniejsze dochodzenie ws. jego śmierci wykazało, że powodem śmierci był atak serca (…).

Kierowca noblisty Manuel Araya twierdzi, że Nerudzie dano „tajemniczy zastrzyk” w czasie wizyty w szpitalu w Sandiego, gdzie leczył się na raka. Neruda został zatrzymany w szpitalu i zastrzyk zaaplikowano mu we śnie – twierdzi kierowca. Zanim zmarł zatelefonował do kierowcy, powiedział mu o tym i prosił, by go zabrał ze szpitala. [1]

Przyjaciele poety nie wykluczają, że mógł on zostać jedną z ofiar rządów generała Augusto Pinocheta. By to rozstrzygnąć, domagają się ekshumacji. Co ciekawe, fundacja Pabla Nerudy sprawująca pieczę nad artystyczną spuścizną poety odniosła się sceptycznie do twierdzeń Manuela Arai, wskazując, iż nie ma on żadnych dowodów poza swoim subiektywnym przekonaniem.[2]

Tymczasem finał znalazła, trwająca siedemnaście lat, rozprawa sądowa tocząca się przeciw… Gabrielowi Garcii Márquezowi. W 1994 roku Miguel Reyes Palencia wytoczył pisarzowi sprawę, o to, że – jego zdaniem – Márquez bezprawnie opisał jego losy w swojej powieści „Kronika zapowiedzianej śmierci”. Żądał w związku z tym 50 proc. z wpływów ze sprzedaży oraz umieszczenia jego nazwiska na okładce obok nazwiska Márqueza. Prawnik pisarza argumentował, że w sztuce liczy się nie tyle sama rzeczywistość, ile sposób jej przedstawienia (…). Autor przyznał, że wykorzystał w powieści głośne w 1951 r. morderstwo studenta zabitego z zemsty za to, że przed ślubem pozbawił cnoty przyszłą żonę innego mężczyzny (był nim Palencia). Jednak sąd uznał, że Palencia nie byłby w stanie opowiedzieć tej historii w sposób tak oryginalny jak Márquez. [3]

Fakt, w końcu Márquez jest tylko jeden. A Palencia może zawsze próbować przelać swoje losy na papier, samodzielnie…
W naszym polskim ogródku też mieliśmy powody do świętowania: Muzeum Witolda Gombrowicza udało się zakupić pięćdziesiąt trzy listy autora „Ferdydurke”. Korespondencja pochodzi ze zbiorów przyjaciela pisarza, Juana Carlosa Gómeza i nie była dotychczas publikowana w Polsce (choć, staraniem Gómeza, ukazała się w Argentynie). Kolekcja obejmuje listy i pocztówki Gombrowicza, (a także trzy listy od Konstantego Aleksandra Jeleńskiego), z lat 1957-1965. [4]

Negocjacje z Gómezem miały być ponoć dramatyczne. Prowadził je, przez ponad rok, kierownik wsolskiego muzeum, Tomasz Tyczyński. – I wcale nie chodziło o cenę, choć udało się ją nieco zracjonalizować – opowiada T. Tyczyński. – Miałem wrażenie, że pan Gómez jest bardzo przywiązany do tych listów i dlatego negocjacje się przeciągają. Nasza korespondencja pełna była literackich gier i nagłych zwrotów akcji; dwukrotnie wydawało się, że negocjacje zostaną zerwane – dodaje Tyczyński. [5]

Listy Gombrowicza kosztowały… 10 tys. dolarów i lada moment zostaną udostępnione szerszemu gronu miłośników twórcy.

A na koniec, ciekawostka. „National Geographic” opublikował listę dziesięciu najbardziej literackich miast świata. Czyli takich, które można zwiedzać z konkretną powieścią w ręku albo w których istnieją liczne pamiątki po wielkich pisarzach.[6] Na liście znalazły się: Edynburg (zwiedzanie śladami „Trainspotting” Welsha czy kryminałów Iana Rankina), Dublin (śladami bohaterów „Ulissesa” Joyce’a), Londyn (od Sherlocka Holmesa, przez Harry’ego Pottera po Dickensa i Szekspira), Petersburg (śladami Raskolnikowa ze „Zbrodni i kary” Dostojewskiego), Paryż (cmentarz Pere-Lachaise, gdzie leży m.in. Oscar Wilde, oraz muzea Hugo i Balzaka), Sztokholm (śladami „Millennium” Stiega Larssona), Santiago de Chile (śladami Pablo Nerudy), Waszyngton (śladami poetów Walta Whitmana i Langstona Hughesa) oraz Melbourne i amerykańskie Portland, które „National Geographic” chwali za świetne biblioteki i wydarzenia literackie. [7]

Jak zawsze, wybór jest względny, a niemalże każdy wielbiciel literatury będzie mieć wrażenie, że dałoby się co nieco dopisać. Mnie szczególnie brakuje Barcelony (śladami bohaterów „Cienia wiatru” Carlosa Ruiza Zafóna) czy swojskiej Warszawy (śladami, jakże by inaczej, „Lalki” Bolesława Prusa) i Wrocławia (śladami choćby Eberharda Mocka, postaci stworzonej przez Marka Krajewskiego). Ale, kto wie, może w kolejnym takim rankingu (za rok?), jakiś redaktor, zakochany w hiszpańskiej i polskiej beletrystyce, naprawi to przeoczenie. Czego sobie i Wam życzę. Tuż po życzeniach wielu inspirujących doniesień ze świata literatury w Nowym 2012 Roku.

1. http://ksiazki.wp.pl/tytul,Mozliwa-ekshumacja-szczatkow-Pabla-Nerudy,wid,18840,wiadomosc.html.
2. Tamże.
3.http://wyborcza.pl/1,115412,10763371,_Kronika_____jednak_cala_M%C3%A1rqueza.html.
4. http://kultura.wp.pl/title,Bezcenne-listy-Gombrowicza,wid,14041181,wiadomosc.html.
5.Tamże.
6. http://wyborcza.pl/1,115412,10762298,Najbardziej_literackie_miasta_swiata.html.
7.Tamże.

Artykuł dostępny jest na Qfancie – możecie go przeczytać TUTAJ

Advertisements

9 thoughts on “Felieton Miesięcznik Literacki # 05 – grudzień

  1. Raczej marne szanse na „Lalkę”, powieść sama w sobie jest niezwykle piękna i naprawdę obrazowa, ale czy znana na tyle szerszej publiczności, by zasłużyć na publikację NG?:)

    • teoretycznie znana – wszak to lektura obowiązkowa. Nie wiem jak teraz, ale jeszcze jakiś czas temu raczej tak ;-). Inna rzecz, że „znana” nie zawsze znaczy to samo… i tu leży problem pogrzebany…

  2. Mówiąc o szerszej publiczności miałem na myśli publiczność zagraniczną 🙂 Poza tym w zakresie lektur obowiązkowych… obowiązkowa to ona jest na papierze. Niestety 🙂

    • no tak… zagranica. To jest problem. Nasz narodowy marketing ciągle buzuje w strefach poniżej zera. Nie lubimy i nie potrafimy sprzedawać swojej kultury, ale nie ma co się dziwić: wystarczy włączyć radio czy tv aby zobaczyć, że zbyt wiele czasu zajmuje nam kontemplowanie czegokolwiek z importu. Gdyby „Lalkę” napisał Amerykanin, to pewnie trafiłaby do lektur na całym świecie i może nawet my byśmy się o niej uczyli… Ech, szkoda się denerwować ;-(

  3. Sprawa jest prosta; polscy marketingowcy niezależnie czy Ci zajmujący się rynkiem polskim czy też zagranicą, stoją daleko w tyle za kolegami z całego świata (oczywiście mowa o specjalistach z rodzimego rynku książkowego). Uważam, że mamy sporo ciekawego do zaproponowania światu, ale po 1- komu miałoby się chcieć sporo napocić, skoro łatwiej zajmować się promocją już wypromowanych i znanych (przy okazji zapominając, że każda promocja ” czegoś polskiego” jest promocją Polski…), 2 – jak ktokolwiek ma być wypromowany, skoro specjaliści od promocji u nas dopiero raczkują nawet w wykorzystywaniu tanich i prostych metod promocji, 3- dochodzi do tego jeszcze fakt, że dopiero od niedawna powstało trochę wydawnictw, które stawiają na młodych. Bo mamy i znakomitych klasyków do pokazania na świecie, jak i młodych, których warto przedstawić szerszej publiczności. Tylko niestety zauważyłam, że u nas panuje dziwna tendencja na tylko i wyłącznie zapatrywanie się na to co obce lub to, co modne, spychając do niszy to, co mamy super naszego rodzimego. I tak sobie myślę, że dopóki coś w tym naszym myśleniu się nie zmieni, nie ma jakichkolwiek szans, aby nagle na świecie zaistniało choć kilka nazwisk czy tytułów Polaków, szczególnie młodych. Z własnego doświadczenia wiem, że klasycy są znani i czytani przez ludzi (obcokrajowców) wykształconych lub interesujących się literaturą i kulturą, szczególnie poeci. A i warto podkreślić trwonienie kasy na jakieś wielkie eventy za granicą, o których wiedzieli tak naprawdę tylko organizatorzy… Potrzeba zmian i czasu.

    • na szczęście trochę się ruszyło, jednak mimo wszystko, niewiele. Mamy wielu genialnych autorów, niektórym przydałoby się trochę szlifu, ale nie ustępują zachodniakom, przez których są spychani do nisz. Czasami się zdarza, że ktoś z literatury popularnej przebije się gdzieś dalej. Udało się np. Sapkowskiemu, który bodaj do Hiszpanii aż trafił, ale już za Ocean chyba nie.

      jest kilka powodów, dla których nasi pisarze nie sprzedają się za granicą, a najbardziej podstawowy jest taki, że… nie próbuje się ich sprzedać. Aby zainteresować zagraniczne wydawnictwo Polakiem, trzeba jego utwór przełożyć. Tutaj pojawia się koszt, a zatem ryzyko. Nie dziwmy się, że jest to dla wielu wydatek aż nazbyt duży, skoro polskie wydawnictwa nagminnie rezygnują z takich rzeczy jak np. redakcja merytoryczna tekstów. Książki coraz częściej przygotowywane są w wordzie przez jakieś panie sekretarki. Nie dziwią już błędy w formatowaniu tekstu, często trafiają się błędy ortograficzne itd. A my oczekujemy, że ci sami ludzie zainwestują kasę w promocję za granicą? Niewykonalne 😉

      Ale, jako rzekłem, jest kilka niezłych wyjątków od tej reguły. Np. Czarne ma w swojej ofercie wielu interesujących twórców Polskich z górnej półki, są też niezłe wydawnictwa stawiające na Polskich pisarzy w bardzo konkurencyjnej dziedzinie, jaką jest mainstreamowa akcja (np. Ender). Zobaczymy co dalej 😉

  4. Nieeeeee, przecież mamy super speców od promocji Polski i polskiej kultury. Np. truskawki w Parlamencie Europejskim i kolorowe bączki 😀 Albo komiks o Chopinie pełen wulgaryzmów. Miodzio, jak to mawiają 🙂

    • pozwolę sobie skomentować: no koment ;-). To trochę jak z priorytetami naszej polityki zagranicznej, że niby sukcesem tysiąclecia będzie wywalczenie ruchu bezwizowego do USA. Tak samo sukcesem kulturalnym jest dla nas, że dzieje się cokolwiek, jakkolwiek, gdziekolwiek… a większość puli i tak idzie w cudze łapy 😉

    • pozwolę sobie skomentować: no koment ;-). To trochę jak z priorytetami naszej polityki zagranicznej, że niby sukcesem tysiąclecia będzie wywalczenie ruchu bezwizowego do USA. Tak samo sukcesem kulturalnym jest dla nas, że dzieje się cokolwiek, jakkolwiek, gdziekolwiek… a większość puli i tak idzie w cudze łapy 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s