Felieton: alfabet kryminalny. Część osiemnasta – „R”.

Było „S”, było „Ś”, pora na… „R” ;-). Warto nadmienić, że „R” zostało nijako wywołane do tablicy przez swojego imiennika. Z tego co wiemy R jeszcze w żaden kryminał się nie wplątał, ale gdyby jednak… to gotowi jesteśmy dodać aneks do niniejszego wpisu 😉

R” jak

R jak Rrrr!!

W naszych literackich dociekaniach kryminalnych, czy też kryminalnych dociekaniach literackich, pominęliśmy literę „R”. Nie da się ukryć, że „R” nie ma dobrrrej prrrasy, prrrawda? Nie jest łatwo znaleźć coś na „R”, acz… nie jest to całkowicie niewykonalne.

Weźmy przykład pierwszy z brzegu. „R” jak „Rrradość”. Aleksander Hrabia Fredro zwykł mawiać, że „nie ma większej radości dla głupiego, jak znaleźć głupszego od siebie”. W kryminałach rzecz wygląda inaczej, bowiem w samym rdzeniu gatunku zapisany jest triumf sił dobra nad falami zła. Da się to powiedzieć także w sposób prostszy: bohater książki, szeroko rozumiany detektyw (lub jeszcze szerzej rozumiany pogromca występku) musi odnieść zwycięstwo nad swoimi przeciwnikami. Po sukcesie jest czas na radość, ale… w praktyce, nie ma jej zbyt wiele. Twórcy kryminałów wychodzą z założenia, że najbardziej interesująca jest droga prowadząca do celu, stąd nacisk kładą na perturbacje i peregrynacje herosów, często natomiast zapominają im kazać podzielić się radością z odniesionego triumfu. Zresztą, to nie takie proste. Jak radość mógłby okazać Hercules Poiort? Wyobrażacie sobie Wielkiego Detektywa skaczącego jak piłeczka i klaszczącego w nieco pulchne dłonie? Acz, gwoli ścisłości, w jego przypadku występowały objawy szczątkowe: uśmieszek na twarzy i podkręcanie wąsa. To niewiele, ale Mark Twain powiedział, że „smutek jest samowystarczalny, by odczuć pełną radość, trzeba się nią z kimś dzielić”. Może tutaj jest pies Baskerville’ów pogrzebany? Bo z kim miałby Poirot czy Panna Marple czy Dalziel ową radością się dzielić? Wielkość lubi samotność, niestety.

Ale nie na „rrradości” kończą się dostępne opcje. Weźmy taki „rrrebus”. Dobry strzał, prawda? Porządny kryminał to nic innego jak rebus właśnie. Intryga, im bardziej skomplikowana tym lepsza, możliwa jest do rozwikłania za pomocą intelektu, dedukcji, cierpliwości. Właśnie tak rozwiązuje się sudoku i krzyżówki, taką też drogę wybierają dla swoich szarych komórek najwięksi pogromcy zbrodni. Oczywiście, nie każda opowieść kryminalna jest rebusem. Wręcz przeciwnie: większość dostępnych czytelnikowi zagwozdek nie zaprasza do wysilania substancji szarej. Na ogół, autorzy proponują udział w rytuale wojerystycznym. Podglądamy przez dziurkę od klucza (lub zawieszone na niebie wszystkowidzące oko) działania bohaterów, ale najważniejsze fakty pozostają przed nami ukryte. Na początku postawione zostają pytania (Kto? Kogo? Czym? Po co?), a kiedy kończymy lekturę książki znamy już odpowiedź, jednak ścieżka pomiędzy nimi nie jest jasno oświetlona, a kluczowe decyzje bohaterowie podejmują na podstawie impulsów lub kierując się sobie tylko znaną wiedzą. Stąd wojeryzm: podpatrujemy i podziwiamy, nawet się ekscytujemy, ale nie ma szans, byśmy uczestniczyli w procesie dedukcji. Zamiast rebusu – mecz tenisa. Dobre i to, ale nie na „r”.

A skoro o „rebusie” mowa, to przecież wspomnieć należałoby o Johnie Rebusie, postaci fikcyjnej, ale dobrze znanej fanom angielskiego pisarza Iana Rankina. Rebus jest inspektorem i zna się na tępieniu zła. Wojciech Burszat i Mariusz Czubaj wspomnieli o nim w swojej „Krwawej setce” jako o kimś, kto mógłby grać pierwsze skrzypce w ich „parszywej szóstce” ulubionych herosów kryminalnych.

Cóż jeszcze dobrego, a kryminalnego, może się rozpoczynać literą „r”? Może „rewanż”? Tak, rewanż, a więc zemsta to motyw bardzo częsty w kryminałach, zwłaszcza klasycznych. Jedną z najdoskonalszych literackich historii poświęconych temu motywowi zbrodni jest… jakżeby inaczej: „Morderstwo w Orient Expressie”. Jest to także opowieść o morderstwie grupowym, w którym uczestniczy aż… dwunastu zabójców (przy czym niektórzy robią za tło). I tutaj ocieramy się już o wątki mistyczne, bowiem dwanaście to liczba ze wszech miar symboliczna. Umknijmy z tego szlaku, nim głowa zaboli…

Aha, byłoby nam umknęło: dzisiejszy odcinek sponsorował francuski film „RRRrrr!!” (tak, to stąd te rrrozliczne literrrki), który pasował nam tutaj z dwóch powodów. Przede wszystkim, ze względu na bardzo obfite występowanie w jego tytule znaku „r”. Po drugie zaś, „RRRrrr!!” to historia pierwszego w dziejach ludzkości morderstwa, które wydarzyło się 35 000 lat temu z powodu… szamponu. A może jego braku? Banalny powód? Cóż, „zbrodnia jest banałem, całe nasze życie jest banałem i nic innego nie rządzi światem jak banał.” Tako rzecze Arthur Conan Doyle w „Znaku czterech”, a nam nie pozostaje nic innego, jak tylko zgodzić się z nim pełni…


Advertisements

11 thoughts on “Felieton: alfabet kryminalny. Część osiemnasta – „R”.

  1. Ja jako Rrrr zastanawiałem się dość mocno nad frazami, które zostaną rozwałkowane. Po głowie mi chodził „rozbój”, „rabunek”, a nawet przestępca milenium „Runcajs”.
    No ale proszę Rrrr to „Rrradość” 😉

  2. Tego własnie się spodziewałem po tytule. Nie wiem jak u Was, ale dla mnie „RRRrrr” to wspaniały polski dubbing, genialne dialogi i śmiech od początku do końca (tylko z małymi wyjątkami). Ale humor, który jest tam przedstawiony- unikalny!
    Motyw z „łapaniem wszystkich, którzy byli wczoraj tyłem” to mój ulubiony. Zakładanie pułapki też. Kwestie wodza też.
    Cholera, zawsze to samo. Gdy próbuję coś wyszczególnić, kończy się na wymienianiu wielu różnych scen i odzywek. Trudno wybrać faworyta, przynajmniej dla mnie.
    Pokazałem ten film wielu osobom, niektórzy zakochali się od razu i do dziś nieraz śmiejemy się z tekstów. Za to niektórym nie przypadł do gustu. Kwestia tego, jakie się lubi poczucie humoru.

    • bo to był fajny film, bez dwóch zdań ;-). Co prawda moim zdaniem tkwił na granicy – jeden krok i byłby już poza sferą moich zainteresowań i tolerancji, ale grunt, że owej granicy nie przekroczył. Lubię zabawę słowem, grę skojarzeń, humor sytuacyjny, kontekstowy, ironiczny – tego wszystkiego w „RRRrrr” troszkę było ;-). Niestety, nie pamiętam poszczególnych scen… minęło już parę lat odkąd go widziałem. To chyba sygnał, że warto sobie przypomnieć co i jak ;-).

  3. Raffles, A. J. Raffles! Dżentelmen włamywacz! Taki angielski Arsene Lupin. Autor opowiadań o Rafflesie, E. W. Hornung był szwagrem Arthura Conana Doyla, co już samo w sobie jest ciekawe 😉

    • o! muszę o tym wspomnieć Izie, bidula ostatnio nie śledzi współwłasnego bloga z braku czasu i sama sobie będzie winna, że tak cenne info pozna ode mnie, hehe ;-). Choć, może tylko dla mnie postać Raffles’a jest zaskoczeniem? Kto wie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s