Planowane postarzanie produktów – sabotaż czy sposób na światową gospodarkę?

U kolegi Widmowego obejrzeliśmy bardzo ciekawy filmik poświęcony celowemu… skracaniu życia produktów.

Zapraszamy do obejrzenia materiału wideo:

Ze swojej strony, przygotowaliśmy też króciutki komentarz, przy odrobinie szczęścia, może się on okazać zachętą do dyskusji, na którą bardzo liczymy ;-). Sugerujemy, abyście najpierw zapoznali się z filmem.

Obejrzane?

No to super. Jedziemy z koksem.

Pierwsza sprawa: czy rzeczywiście postarzanie jest faktem? Z pewnością występuje w szeregu postaci, ale chyba nie jest strategią powszechnie obowiązującą. Zresztą, o jakich granicach postarzania mówimy? Czy produkt, który wytrzymuje jedynie dziesięć lat intensywnego użytkowania to produkt o sensownej żywotności czy zbyt krótkiej? Ile powinien wytrzymywać produkt wobec gwałtownie pędzącej fali nowości technologicznych? Ciągle jeszcze działają telefony komórkowe sprzed dziesięciu lat, ale nikt ich nie chce używać. Dla przeciętnego konsumenta celem samym w sobie jest posiadanie smartfona, choćby wiedział, że nowy sprzęcik podziała pół roku i się rozsypie. Nadal sprawne są stare monitory, ale stawia się je tylko tam, gdzie nie opłaca się wydawać pieniędzy na nowy. Listę można ciągnąć – z łatwością wpisalibyśmy na nią parę setek produktów, które nawet jeśli były postarzane, to dość nieudolnie i w rzeczy samej przeżyły swój czas, swoją epokę.

Nieco inaczej ma się rzecz z nowymi produktami. Te mają zadziwiającą skłonność do psucia się i odmawiania posłuszeństwa zdecydowanie zbyt szybko. Wspomniane już telefony to dobry przykład. Kupując teraz wypasiony sprzęcik, raczej nie mamy co liczyć na użytkowanie go za dwa lata. O ile jednak większość użytkowników telefonów korzysta z nich towarzysko i do szczęścia wystarcza im fajny monitor, kilka gier i dostęp do netu, to w gorszej sytuacji są ludzie, dla których telefon jest narzędziem pracy. Znam to, niestety, z własnego podwórka: każda wizyta w sklepie po nowy telefon to droga przez mękę. „Nie, nie musi mieć pięciuset dzwonków”. Bo nie musi, prawda? Sto wystarcza w zupełności. „Nie potrzebuję aparatu fotograficznego w telefonie. Ach, nie ma innej opcji? Cóż…”. Dodajmy, że nadal, mimo postępu, w telefonach montowane są w gruncie rzeczy matryce z kawałkiem plastiku udającym obiektyw. „Radio? Nie, dziękuję. Proszę mi powiedzieć jaki jest dostęp do książki telefonicznej? Ach, rozumiem: muszę wziąć do ręki rysik, kliknąć w pięć do dziesięciu miejsc i już mi się wyświetli książka telefoniczna?”. I tak dalej, i tak dalej. Po wielkich męczarniach zyskujemy telefon, który ciągle jeszcze ma funkcję połączeń głosowych (ale zasięg jego działania mimo rosnącego pokrycia kraju BTS’ami maleje z roku na rok). Za rok kolejna wizyta…

Zboczyliśmy trochę z tematu głównego, wróćmy zatem do niego w te pędy.

Czy producenci, nakręcając spiralę postępu, działają w imię koncepcji postarzania produktów? A może jest to element zwykłego trendu rynkowego, który nakazuje unowocześniać i oferować coraz to nowe, ładniejsze wyroby? Czasami jest to postęp wątpliwy: dobrze działający, choć nieco siermiężny sprzęt zastępujemy wypasionym hi-endowym złomem. Ale jednak postęp. A ten jest nieodzowny.

Trudno jednak uznać za postęp montowanie czipów (w filmie pojawił się on a propos drukarki) kontrolujących życie drukarki. Czip liczy ilość użyć / wydrukowanych stron i kiedy licznik wskaże odpowiedni punkt, nakazuje drukarce dokonać eutanazji. Cwane, prawda? I cholernie wkurzające. Ale… czy rzeczywiście aż takie dziwne? Przenieśmy się na sąsiednie poletko i zahaczmy o… dział licencji. Tak, to nie pomyłka. Weźmy na przykład muzykę: kupując CD z najnowszym jazgotem którejś z wypasionych celebrytek, stajemy się de facto najemcami i użytkownikami licencji na odtwarzanie zasobów płyty w określonych warunkach. Płyta przeznaczona jest do odtwarzania we własnym zakresie, na użytek własny. Nie można jej puszczać (bez poniesienia stosownych obciążeń) w barach, restauracjach, na przystankach metra. Nie można (zgodnie z literą prawa) słuchać muzyki przy otwartym oknie, wtedy bowiem przechodzący opodal ludzie doznają korzyści z słuchania muzyki, które to korzyści producent muzyczny zapisuje po stronie strat (bo nie sprzedał płyt, ma się rozumieć). Podkreślmy ważny fakt: nie stajemy się właścicielami muzyki, uzyskujemy jedynie licencję na jej słuchanie. Wróćmy do drukarki: montaż czipa bardzo przypomina działanie licencyjne. Jeśli spojrzymy na ten problem inaczej, to łatwo zobaczymy, że w rzeczy samej stajemy się… licencjobiorcami usług druku. Kupujemy od producenta drukarki licencję na wykonanie określonej ilości wydruków lub określoną żywotność drukarki. I czip nagle ma sens, prawda? 😉

Powyższe, to oczywiście wycieczka w świat ironii, ale wcale nie jest powiedziane, że jest to tylko dowcip. Wiadomo, że prawa autorskie będą coraz bardziej absurdalne, należy się więc spodziewać, że przestrzeń pomiędzy zakupem czegoś na własność a zakupem licencji na użytkowanie tego czegoś, zostanie zagospodarowana przez rynkowych gigantów. Jest to, w sumie, kwestia paru modyfikacji prawa, zmiany ofert handlowych itd. Na końcu tego wężyka znajdzie się konsument, który za sto lat – po kilkuset drobnych, niedostrzegalnych modyfikacjach prawa i układów rynkowych – będzie użytkownikiem licencyjnym swojego ciała, którego własność będzie przedmiotem zainteresowania koncernów i państwa (może ZUS będzie sprzedawał certyfikaty własności ciał koncernom ubezpieczeniowym, kto wie?).

I znowu dygresja. Wróćmy do filmu i postarzania produktów.

Zadziwiającym plonem filmu jest porównanie trwałości produktów zachodnich i… radzieckich. Nie do końca możemy się zgodzić z delikatnym i nie sformułowanym wprost wnioskiem, że dbałość o żywotność produktów ze strony radzieckich inżynierów wynikała z dbałości o środowisko lub surowce mineralne (tych bowiem, Kraj Rad miał zawsze w nadmiarze), ale fakt jest intrygujący: niedostatki rynków centralnie planowanych nakazywały tworzenie dóbr niezniszczalnych bez ponoszenia ryzyka zapchania się rynku. To jednak funkcjonować mogło tylko po tej stronie Żelaznej Kurtyny, a i nawet tutaj nie do końca. Sprzęt radziecki może i był „nie łamiotsa”, ale z pewnością jego walory użytkowe nie należały do wybitnych. Sądzę, że nawet dzisiaj, rozczarowani szybkopsującym się towarem nie mielibyśmy ochoty wracać do tamtego wzornictwa i półfunkcjonalności.

Na koniec jeszcze jedna konstatacja, związana z wątkiem jabłczanym. Apple wprowadził na rynek iPoda bez możliwości wymiany jego baterii, rynek odpowiedział… wnosząc przeciwko niemu pozew. Jest w tym jakaś głęboka sprawiedliwość, bowiem Apple pojechał po bandzie i zaryzykował działanie bardzo charakterystyczne dla rozbuchanego rynku konsumpcyjnego, ale przecież pozew w tej sprawie jest objawem tego samego. Pozywanie wszystkich o wszystko, to stary amerykański sport, doskonale wpisujący się w wolnorynkowe realia, bowiem służy zarówno rozrywce jak i zarabianiu na czym się tylko da. Czy zatem nie w tym leży nadzieja? Czy nie jest tak, że zły system, nakierowany na korzyść producenta, daje jednak możliwość walki konsumentom?

Jedno jest pewne: tak zwany przymus konsumpcyjny to jedynie proste tłumaczenie intelektualnego lenistwa. Nikt nie chce się przyznać, że ma ochotę szpanować kupując nowe telefony, telewizory i komputery. Lepiej ująć to inaczej i postawić się w roli ofiary przymuszonej przez ten zły rynek, do ciągłego konsumowania. Mówią, że ślepy w karty nie gra, ale czasami wrażenie można odnieść, że gra i to grupowo…

Reklamy

19 thoughts on “Planowane postarzanie produktów – sabotaż czy sposób na światową gospodarkę?

  1. Bardzo ciekawy film! Dzięki.
    Wrócę później, żeby dorzucić do tematu swoje 3 grosze.

    • …i wróciłem. Film ciekawy, poruszający ale nieco przeładowany. Za duzo watków, no i nie wszystko przyjąłem bezkrytycznie.
      Najbardziej „podobało” mi się, gdy Amerykanie śpiewali żarówce Happy Buirthday. :)To dużo o nich mówi, choć niewiele o zagadnieniu celowego postarzania produktów.
      Zgodze się z Onibe, że dygresja o produktach zza żelaznej kurtyny nie była przekonywująca a już najmniej dla kogoś, kto jak ja MUSIAŁ z tych produktów korzystać. Jako właścieciel trzech po kolei Fiatów 126p oraz Łady – wiem co mówię. Nigdy wiecej! 🙂
      To że najnowsze produkty żyją krócej i że jest to wynik planowego działania – nie jest czymś odkrywczym. Może szokujące były szczegóły, np. dotyczące nylonowych pończoch lub NRDowskiej zarówki Nawra. Ale w sumie to tylko jeden element absurdalnego świata, ogarniętego szałem konsumpcji i zabijania.
      Smutno też wygląda sytuacja krajów afrykańskich do których zwozone są śmieci. Jednak, moim zdaniem, to jest całkowicie osobny problem, daleki od faktu, że np w drukarkach montuje się chipy. (Z tą licencją – racja)
      Teza przewodnia filmu jest czytelna: produkowanie rzeczy o krótkiej żywotności jest chore i zagraża równowadze ekologicznej. Zgoda, ale co można zrobić? Przestać kupować? Tracić czas na naprawę i odłaczyć sobie prąd?
      To przypomina próbę zawrócenia Wisły kijem. Podobnie jest z jedzeniem mięsa – wiadomo, że łatwiej byłoby wyżywić ludzkość, gdyby wszyscy przeszli na wegetarianizm – ale jak to zrobić, skoro ludziom smakują befsztyki? Nie ma łatwych odpowiedzi na postawione w filmie pytania. Ale warto było go obejrzeć. Pozdrawiam

      • wiesz, z tymi filmami jest tak, że ich twórcy zawsze starają się wrzucić o kilka wątków za dużo. Mają też skłonność do używania atomówek do rozwalania łupin orzecha, a więc bywa, że trochę wywód zbyt mocno obudowują zbędnymi przykładami i tezami. Ale, uczciwie rzecz ujmując, jest to niezły filmik o tyle, że mówiąc o jakiejś teorii konspiracji, uniknął typowych dla takich „dzieł” schiz i zabaw z faktografią.

        zdefiniowanie problemu to jedno – jego rozwiązanie to już inna para kaloszy. Mnie się wydaje, że zamiast czekać na globalne zbawienie, warto po prostu indywidualnie działać w zgodzie z pewnymi zasadami. Każdy może stosować selektywną zbiórkę odpadów (przede wszystkim tych najgorszych, a więc elektrośmieci), każdy też może się zastanowić czy powinien wydać pieniądze na chiński szajs czy lepiej zainwestować w lepszą i trwalszą produkcję europejską – to właśnie takie decyzje wpływają na producentów. Jeśli będą widzieli, że preferujemy tanie śmieci, to tanimi śmieciami nas będą karmili…

        natomiast jeśli chodzi o Afrykę – tutaj się poddaję, rozwiązania nie widzę. Także dlatego, że te góry śmieci rosną dzięki afrykańskim politykom i kacykom, biorącym łapówki i mającym gdzieś swoich pobratymców. Zdziwiło mnie tylko, że ten afrykański ekolog nie dostał jeszcze w czapę, bo jak słyszałem, także i takie rzeczy się tam dzieją. W Afryce nie ma czegoś takiego jak opinia publiczna, a przecież nawet istniejąca opinia publiczna to stosunkowo słabe i przereklamowane narzędzie…

  2. Im ludzi jest więcej tym potrzeba szpanowania większa. Dziś nie można zapuścić długich włosów aby robić wrażenie na uczniach całej szkoły. Dziś trzeba zrobić sobie tatuaż na czole i wyciąć kilka kawałków skóry o różnych kształtach. Spirala unikalnych nowości nakręca się, choć moim zdaniem powstanie ToiletBarów zdradza że zaczynamy sięgać granic unikalnej pomysłowości. Tak naprawdę przez ostatnie 30 lat nie wymyśliliśmy (jako ludzkość) niczego niezwykłego. Nie pojawiły się wielkie wynalazki a jedynie ulepsza się stare. Brak wynalazków powoduje konieczność utrzymania firm i etatów bazując na tym co stare, a to nie powinno być z tego powodu zbyt wytrzymałe. Ochrona środowiska? Jakiś argument ale póki co mało przekonujący (o ile oczywiście nie da się na nim zarobić).
    Coś się zmienia, ludzie zaczynają zauważać pewne aspekty rzeczywistości, ale od zrozumienia do działania wciąż daleka droga. Jesteśmy rozbitkami na maleńkiej pustawej wysepce, którzy widzą pełną żywności, wielką zieloną wyspę od której oddziela nas morze pełne rekinów. Wiemy co dobre, ale jak się tam dostać żywym? Kto wymyśli sposób, będzie wielki, a może wielcy powinniśmy być wszyscy?
    (teraz sobie obejrzę filmik;)

    • ulepszanie starych wynalazków to niezły biznes ;-). Sto pięćdziesiąt lat po wprowadzeniu do przemysłowej produkcji żarówki jesteśmy na etapie… wymiany tej żarówki na świetlówki ledowe. I cieszymy się, że w ogóle ten moment nadszedł ;-).

      zauważanie aspektów rzeczywistości to trochę mało – trzeba chcieć coś zmienić. Większości ludziom nie chce się nawet papierka wyrzucić do kosza – bo musieliby wykonać trzy dodatkowe kroki – więc rzucają go pod nogi. Czego po takich ludziach oczekiwać?

  3. Ciężko wszystkie działania korporacji wrzucać do jednego worka. Porównanie produktów RWPG z zachodnimi odpowiednikami należało by odnieść do stosownych czasów. Dwa lata temu wyrzuciłem pralkę Siemensa nabytą przez mojego wuja na przełomie lat 80 i 90 – 20 lat ciężkiej pracy. Podejrzewam, że obecne modele tego producenta mogą nie pożyć tyle. Jeszcze parę lat temu widziałem dość regularnie Mercedesy Beczki starsze ode mnie. W filmie jest przeniesienie nie tylko w przestrzeni ale i czasie.
    Czy mija się on mocno z prawdą?
    Napisałem komentarz na blogu Widmowego (odnośnik umieszczony przez Onibe w tekście) dotyczący mojego obecnego doświadczenia z wymianą matrycy w półrocznym notebooku. Dodam jeszcze jedno spostrzeżenie dotyczące drukarki (porównanie z filmem). Przez długi czas byłem posiadaczem drukarki dość popularnego japońskiego producenta. Po średniej ilości wydruków drukarka zakomunikowała mi awarię głowicy, która była dostępna wyłącznie w serwisie za cenę 75% nowego modelu. Kupiłem nową drukarkę. Jest troszkę lepsza pod względem jakości jednak gdyby stara funkcjonowała prawidłowo wymiany bym nie dokonał gdyż różnica jest wyłącznie zauważalna na zdjęciach i to dla wprawnego oka. Gdy spojrzymy na tą sytuację ze strony producenta, to zauważymy, że oferowanie głowicy w atrakcyjnej cenie szybko spowoduje trzy sytuacje:
    a) wyprodukowanie dużej ilości głowic i przeznaczenie miejsca w magazynie by móc je oferować klientom co może nie zamknąć się finansowo gdyż przestrzeń magazynowa też kosztuje;
    b) utrzymanie linii produkcyjnej głowic starego typu, także kosztowne gdyż linia uzyskuje rentowność powyżej pewnej liczb produkowanych głowic;
    c) montowanie tego samego typu głowic w nowych urządzeniach i uzyskanie rentowności linii produkcyjnej. Niestety tą sytuację z pewnością wykorzysta konkurencja w swych reklamach, a klienci, nawet gdy nie dostrzegą różnic, wybiorą produkty innych firm.
    Naprawa urządzeń i wymiana zużytych elementów miały sens gdy urządzenia kosztowały sporo pieniędzy. Relacja ceny części i kosztów serwisu były na rozsądnym poziomie. Już wiele lat temu sporo urządzeń domowych (pod presją konsumentów) osiągnęły pułap cenowy przy którym części powinny być wręcz darmowe, a serwis wolontariatem. Co gorsza, dziś zbyt długi cykl życia urządzenia powoduje kłopoty z dostępnością zwykłych materiałów eksploatacyjnych. Mało który sprzedawca jest zainteresowany posiadaniem pełnej palety tuszy jednego producenta gdyż sprzedaż ich przed upływem terminu przydatności jest dość wątpliwa, a gdy pomnożymy problem przez ilość producentów drukarek, a następnie przez ilość producentów wkładów (przecież zamienniki są bardzo popularne) to kłopot dla sprzedawcy jest ogromny.
    Mnie osobiście nasuwa się pewna konkluzja, po części to my konsumenci jesteśmy winni tej sytuacji poszukując stale tańszych produktów. Oczywiście powyższy przykład nie usprawiedliwia postępowania takiego jak zaprezentowano w filmie mówiąc o iPodach.

    • słuszna uwaga – konsument dyktuje warunki dysponując swoim portfelem. Zresztą, gdzieś o tym pisałem: skoro przeciętny konsument kupuje chińską jednorazówkę, to dla producenta jest to sygnał, by produkować jednorazówki jak najniższym kosztem. Sam działam w branży produkcyjnej i widzę co się dzieje. Wiem też, że wielu producentów ma aspiracje do produkcji wyrobów z górnej półki, ale niewielu rynek na to pozwala. Klienci wymuszają dziabanie tandety, bo głównie tandeta się sprzedaje. A producent nie może produkować pod magazyn, musi tak działać, aby zbywać swoje wyroby. Proste. W filmie jest zbyt wiele skrótów myślowych, a na paru etapach zabrakło konsekwencji. Tym niemniej, jest tam kilka ciekawych i wartościowych obserwacji…

      w sumie, dobrze że pojawia się od czasu do czasu taki temat do dyskusji – wszyscy mamy swoje doświadczenia i zderzenie ich uzupełnia narrację filmową, która, jak się szybko okazuje, bardzo spłyca temat a nawet nieco go wykrzywia…

      • Ciekawe jest to, że w różnych branżach istnieją producenci, którzy słyną z jakości i na jakość stawiają. Ich kłopotem jest to, że nie wypłyną na większe wody z powodu na cenę ale też ich pozycja nie jest zagrożona bo niełatwo jest zdobyć taką reputację. Nie mówię tu o produktach tworzonych jednostkowo dla NASA. Są też nisze rynku, gdzie pomimo dość masowej produkcji, firmy z Państwa Środka nie mają przebicia bo jakość i trwałość jest podstawową cechą tych produktów.
        Zadam Ci proste pytanie, czym fotografujesz?

        • Canonem fotografuję, rzecz jasna ;-). I u Widmowego wspomniałem, że jestem bardzo zadowolony z jego żywotności (przekroczyliśmy już chyba 20k trzaśnięć). Wiem co chcesz powiedzieć i zgadzam się. Postarzanie, jeśli jest faktem (a zgodzimy się, że w PEWNYCH sektorach rynku faktem jest), nie obejmuje wszystkich wyrobów. Właściwie to pokusiłbym się o stwierdzenie, że nie może wystąpić wszędzie tam, gdzie panuje wysoka konkurencja a za produkcję odpowiadają liczni, rozdrobnieni wytwórcy. Z kolei wszędzie tam, gdzie konkurencja jest mniejsza, a produkcję prowadzą wielcy gracze, łatwiej o porozumienia kartelowe, a tym samym podobne konspiracje.

          Szansę przeciwdziałania spiskom tego typu oferuje… internet. Użytkownicy wymieniając się opiniami i wnioskami ułatwiają eliminację z rynku produktów podlegających sabotażowi wytwórców. Tak więc… jest nieźle, ale chyba wszyscy musimy trzymać rękę na pulsie, by któregoś dnia nie obudzić się z nią w niewłaściwym miejscu 😉

          • Pozwolę się lekko nie zgodzić z teorią wielkości gracza. Troszkę odczuwam to inaczej. Pozwolę sobie na parę zdań w obronie koncernów i przytoczę tu wspomnianą przez Ciebie firmę na C, jednak zmienię ponownie produkt na drukarki (jestem na bieżąco z wyborem korporacyjnej).
            Gdy zadałem zapytanie ofertowe na urządzenie wielofunkcyjne dla środowiska biurowego do 50 użytkowników otrzymałem sporo ofert wielu producentów. Nikt nie zapytał się o planowany roczne obciążenie (może statystyka im wyjaśniała jakie obciążenie generuje 50 ludzi).Niestety jestem dość dociekliwy i sam postanowiłem przeliczyć żywotność oferowanych urządzeń. Zadałem więc pytanie o planowaną żywotność urządzeń. Tylko przedstawiciel firmy na C podał zdecydowanie wartość, reszta kręciła. Dodam tylko, że parametry pracy urządzeń były zbliżone (ilość kopii na minutę, funkcjonalności itd), a ceny różniły się zdecydowanie (proporca 1 : 2).
            W dzisiejszych dniach domowe urządzenie drukujące jest w stanie dorównać szybkością i funkcjonalnością urządzeniom biurowym (30 kopii – proszę bardzo, duplex – nic łatwiejszego, skan do różnych formatów – wybierz jaki chcesz). Jak więc pozycjonować produkty gdy małe trybiki są w stanie przeżyć wieczność? Jak sprawić by opracowanie technologii było rentowne, jak zarabiać gdy konkurencja zmusza do oferowania urządzeń za grosze? Odpowiedzią jest pozycjonowanie produktu. Tanie urządzenie musi być nie opłacalne dla korporacji, a drogie być przerostem formy nad treścią użytkownika domowego.
            Nie chcę bronić korporacji ale czy uważasz, że planowanie żywności produktu jest tak do końca złe?
            Co wolisz, zbierać 10 lat na drukarkę, czy mieć kilka jednorazówek w tym czasie? A Afryka, kolebka homoerctus i homosapiens musi stać się bardziej sapiens niż erectus. To jest zupełnie oddzielna bajka

          • czy planowanie jest złe?
            zależy jak na to spojrzeć. Jeśli np. projektant proponuje drukarkę za 300 zł przemyślaną jako bezawaryjną, a producent nakazuje mu – przy tej samej cenie urządzenia – zmniejszyć jego żywotność, to jest to złe, bo jest to jakiś rodzaj oszustwa.
            jestem zwolennikiem wyboru: jeśli w sklepie usłyszę, że drukarka za 300 zł pozwoli mi na wykonanie 1000 wydruków, a drukarka za 1500 zł na 10000 wydruków, to będę mógł to sobie skalkulować. Do domu kupię tę za 300 zł, bo tysiąca wydruków i tak nie wykonam, ale do pracy wolałbym tę drugą. Wybór oparty na uczciwej ofercie. Zwłaszcza, że nie tylko cena decyduje. Kupuję sprzęt i chcę mieć spokój a nie jeździć do serwisu co dwa tygodnie a co roku objeżdżać sklepy i rozważać jakiego śmiecia kupić na kolejne miesiące.

          • No tak, projektant produktu przeznaczonego do domu korzysta z tej samej technologii co kolega projektujący urządzenie dla biura. By pozycjonować trzeba się podeprzeć inną technologią. Kłopot jest w tym, że brakuje na opakowaniu i w materiałach drobnej klauzuli „XXX prints”.

  4. Mam nadzieję, że to postarzanie nie dotyczy rynku spożywczego. Jeśli kiełbasa kupiona rano spleśnieje wieczorową porą, byłoby mi jej szkoda.

    • obawiam się, że rynek spożywczy cierpi na odwrotny problem. Czytałem artykuł, napisany w tonie nieco żartobliwym, ale wnioski zabawne nie były. Autorka odnalazła zestaw Happy Meal po iluś miesiącach w szufladzie. Ku własnemu zdumieniu spostrzegła, że… nadal nadaje się do konsumpcji. Hip hip hurrra 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s